Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od zbrodni w Rwandzie niebawem minie 20 lat. Twoja książka "Dzisiaj narysujemy śmierć" o ofiarach, katach, a także świadkach zabijania wyszła trzy lata temu. I nagle news! Kościół brał udział w ludobójstwie. Dlaczego teraz?


- Nie wiem. Zadzwonili do mnie dziennikarze, żeby się dowiedzieć, czy w ciągu tych trzech lat arcybiskup Henryk Hoser odpowiedział na pytania, które postawiłem, gdy przyjął mnie na audiencji, i które przytoczyłem w książce. Dotyczyły postawy Kościoła katolickiego przed ludobójstwem, w jego trakcie i po nim. A także roli, jaką odegrał sam arcybiskup. "Co księdzu wiadomo o ukrywaniu przez Watykan duchownych ludobójców? Czy ksiądz arcybiskup pomagał w ich ewakuacji z Rwandy?" i dziewięć innych pytań. Do dziś nie znamy odpowiedzi.

Ale dlaczego media dzwonią właśnie teraz?

- Jest sprawa księdza Wojciecha Lemańskiego i jego zwierzchnika arcybiskupa antysemity. W Rwandzie, gdzie arcybiskup Henryk Hoser spędził 21 lat, spotkałem wielu polskich misjonarzy, którzy są antysemitami i rasistami. Pogardliwe dowcipy, nie tylko w stosunku do Afrykanów, ale i do kobiet, nie schodzą im z ust. Teraz wszystko zaczyna mi się układać. To ta sama formacja, ta sama szkoła.

Uważasz, że Kościół jest uwikłany w to ludobójstwo?

To fragment artykułu z najnowszego ''Dużego Formatu''. Całość jest dostępna dla abonentów PIANO. Przejdź do pełnej wersji artykułu.


- Nie jestem ani prokuratorem, ani sędzią, tylko reporterem. Pytam. Jeździłem do Rwandy przez dwa lata, spędziłem tam w sumie siedem miesięcy. Słyszałem wiele relacji ocalałych. Opowiadali, że Kościół ich w tamtym czasie opuścił. I nie obronił. Ścigani ludzie uciekali do świątyń. Święte mury nie zatrzymały katolickich morderców. Nie ma w Rwandzie kościoła, w którym by nie mordowano.

Piszesz też o księżach, którzy gwałcili i mordowali.

- Słyszałem o nich od wielu Rwandyjczyków. Nie mieściło mi się to w głowie. Zacząłem przeszukiwać internet, książki, gazety, dostępne dokumenty. Wszystko się potwierdzało: miejsca, daty, nazwiska. W "Dzisiaj narysujemy śmierć" podaję takie przykłady i piszę, skąd o nich wiem. Na przykład proboszcz z Kaduhy, nazywał się Nyandwi, ludziom szukającym w kościele ratunku sprzedawał ryż z Caritasu. Cena codziennie rosła. Widziano go nieraz z maczetą, oskarżano o gwałty na dziewczynkach Tutsi oraz o dostarczanie ich do pobliskiej siedziby bojówek Hutu, gdzie także były gwałcone.

Czy Kościół jako instytucja brał udział w przygotowaniach do najgorszego?

- Świadczy o tym wiele dokumentów i świadectw. Ludzie w Rwandzie opowiadali mi, że Kościół od dziesięcioleci podburzał jednych przeciwko drugim, Hutu przeciwko Tutsi. Niejeden ksiądz mówił na kazaniu o "karaluchach" i "wężach". Że to szkodniki groźne dla nas i dla naszych dzieci. Tak też uczyli w szkołach: "Tutsi, wstać!". I do siedzących: "Popatrzcie i zapamiętajcie, tak wyglądają insekty". Kościół nie protestował. Arcybiskup Kigali Vincent Nsengiyumva zasiadał przez wiele lat w komitecie centralnym jedynie słusznej partii Rwandy. Był zausznikiem prezydenta Juvénala Habyarimany, kiedy na polecenie władz szkolono masy, jak jednym sprawnym ruchem ściąć maczetą głowę. Nuncjusz apostolski Giuseppe Bertello opuścił Kigali kilka miesięcy przed ludobójstwem. Jak twierdzi Linda Melvern, ekspertka Międzynarodowego Trybunału ds. Rwandy, dał w ten sposób innym białym duchownym wysokiej rangi sygnał do wyjazdu. Czy dlatego wyjechał wtedy także arcybiskup Hoser? Co wiedział? Linda Melvern powiedziała kilka dni temu polskim dziennikarzom, że arcybiskup musiał być częścią establishmentu reżimu Rwandy. Powinniśmy o to pytać. Także o to, dlaczego teraz, od wielu lat, arcybiskup nie jeździ do swojej ukochanej Rwandy. Nie może?

W "Dzisiaj narysujemy śmierć" sugerujesz, że polscy misjonarze, którzy w Gikondo patrzyli na zabijanie swoich parafian, są współwinni. Bardziej interesowali się ocaleniem Najświętszego Sakramentu. Czy to nie za łatwe oskarżenie?

- Nie oskarżam. Gdyby misjonarze nie uważali, że ludobójstwo, które miało miejsce na placu przed ich kościołem, jest ich prywatną sprawą, i gdyby chcieli rozmawiać, tobym ich zapytał, gdzie mieszka Jezus Chrystus. W kawałku opłatka z mąki i wody? Czy w człowieku? I o cierpieniu świadka warto by z księżmi porozmawiać. Świadek jest trochę ofiarą i trochę sprawcą. Patrzy na zabijanie i ucieka. Czy brak działania jest przyzwoleniem na mord? Czy misjonarze przed ludobójstwem zrobili cokolwiek, by do niego nie dopuścić? Czy mogą z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy nie dzielili tu ludzi na lepszych i gorszych? Czy po powrocie z ucieczki palił ich wstyd, kiedy na lotnisku wysiadali z samolotu? Po co tu wrócili? Pokutować, zapłakać? Czy żeby triumfować, obnosić się ze swoją pychą? Nikt z nich nie jest gotowy na taką rozmowę.

W czwartek w ''Dużym Formacie'' czytaj też:

Spóźnieni na ostatni pociąg
Paweł Jaszczuk przez trzy lata fotografował pracowników tokijskich korporacji śpiących w miejscach publicznych

Andrzej Gąsiorowski. Życie po Art-B
Andrzej Gąsiorowski dzieli się zyskami z NBP

Miss. Kłopoty z mercedesem
Gdzie są królowe z tamtych lat? Sprawdza Urszula Jabłońska

Wyłam. Oni pytali: co za śmieć tu leży
Polska, skazując mnie na wycie pod szpitalnym łóżkiem, zaoszczędziła 3 złote. Rozmowa z Anną Kleszcz

Max Kolonko: Mówię, jak jest
Max TV nadaje na YouTubie. Kolonko w słowach nie przebiera



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.