Lektura koncertowych planów na przyszły rok przypomina relacje z frontu. Albo giełdy finansowej w stanie tuż przed bessą. Pierwszy postraszył widmem kryzysu Michael Eavis. Guru europejskiego rynku koncertowego, organizator najsłynniejszego brytyjskiego festiwalu Glastonbury prorokuje, że obecny stan rzeczy, gdy każdego roku mamy do wyboru setki koncertów, wkrótce się skończy. Rynek się skurczy, część wielkich letnich imprez upadnie. Zdaniem Eavisa powody będą czysto muzyczne - współczesna scena ma do zaoferowania coraz mniej zjawisk oryginalnych, coraz mniej też pojawia się na niej gwiazd, które są w stanie przyciągać tłumy dłużej niż przez dwa sezony.
Pozostało 89% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.