Dr Maxim Rust: Wprawdzie Łukaszenka o Białorusinach walczących w Ukrainie powiedział, że to "jacyś niespełna rozumu zdrajcy", ale jest nimi zaniepokojony. Chce mieć wszystko pod kontrolą, a ich nie ma.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z dr. Maximem Rustem

Paweł Smoleński: Ukraińskiej wolności broni kilkusetosobowy batalion białoruskich ochotników. Za patrona wybrali sobie Kastusia Kalinowskiego. Dlaczego?

Dr Maxim Rust: Kalinowski był antycarskim konspiratorem, powstańcem styczniowym i komisarzem Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś. Z dzisiejszego punktu widzenia był lewicowcem, wydawał gazety po polsku, ale też po białorusku, starając się, by w powstaniu wzięło udział jak najwięcej białoruskich chłopów. Choć pochodził z rodziny szlacheckiej, studiował w Moskwie i Petersburgu, przypisano mu, że używał imienia Kastuś, a nie Konstanty, by podkreślić, jak po drodze mu z ludem. W styczniu 1864 r. Kalinowski został wydany w ręce rosyjskie, po kilku tygodniach śledztwa stracony w Wilnie i pochowany w bezimiennej mogile. Stał się bohaterem trzech narodów: białoruskiego, litewskiego i polskiego.

Konstanty Kalinowski, naczelnik powstania styczniowego na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Rodem z podlaskich Mostowlan
Konstanty Kalinowski, naczelnik powstania styczniowego na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Rodem z podlaskich Mostowlan  Fot. Wikipedia

Nawet w czasach sowieckich Kalinowski utrzymał status bohatera, a ówcześni historycy podkreślali jego antycarską postawę i „chłopskie" pochodzenie. W niepodległej Białorusi też stał się postacią symboliczną. Tak było jeszcze w pierwszych latach prezydentury Aleksandra Łukaszenki. Zmieniło się w 2006 r. po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Powstało wówczas w Mińsku, na wzór ukraińskiej pomarańczowej rewolucji, miasteczko namiotowe na jednym z centralnych placów, a miejsce nazwano placem Kalinowskiego. Symboliczne jest również to, że patronem największego w Europie programu stypendialnego dla represjonowanych białoruskich studentów, realizowanego przez Studium Europy Wschodniej UW, też jest Kalinowski. Tym sposobem Konstanty wypadł z łask białoruskiego dyktatora i stał się bohaterem demokratów oraz symbolem antyrosyjskości.

Jeszcze przed 2020 r., czyli masowymi protestami w Białorusi, szczątki Kalinowskiego zostały zidentyfikowane w Wilnie i tam uroczyście pochowane na cmentarzu na Rossie. Towarzyszyła temu wielka manifestacja w Wilnie pod biało-czerwono-białymi flagami. Teraz Kalinowski jest znów w panteonie białoruskich bohaterów, mitów patriotycznych stanowiących o naszej narodowej identyfikacji. Nic dziwnego, że batalion białoruski w Ukrainie przywołał jego nazwisko. Jednak nie przesadzałbym z jego popularnością w Białorusi. Dalece większe znaczenie miały i mają protesty 2020 r., w których w jakimś sensie odpolityczniono symbole historyczne, czyli biało-czerwono-białą flagę. To te kolory obecnie mają większe znaczenie, w 2020 r. stały się symbolem podziału na „my", w miarę autonomiczne społeczeństwo i „oni", czyli państwo.

Czy białoruski batalion w Ukrainie to tylko symbol, a może wyraz nastrojów społecznych?

- Raczej symbol, choć w większości społeczeństwo białoruskie jest przeciwko wojnie. Stoi za tym bardzo wiele przyczyn, jak choćby sowiecki i posowiecki mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, przełożony na hasło „nigdy więcej wojny". Łukaszenka powtarzał te zaklęcia, a teraz być może wychodzą mu bokiem.

Białorusini i Ukraińcy to narody naprawdę braterskie. Trudno zliczyć mieszane rodziny i nie wolno lekceważyć fali ukraińskich uchodźców z 2014 r., którzy przybyli do Białorusi z okupowanego przez Moskwę Donbasu. To oznacza, że Białorusini nie są całkowicie odcięci od prawdziwej informacji, nie polegają tylko na propagandzie. A kiedy Ukraina zgodziła się na ochotnicze jednostki cudzoziemców, niektórzy Białorusini zaciągnęli się do tego zagranicznego legionu, lecz nie jest to wyraz powszechnych nastrojów.

Zachód, w tym Polska, nie rozumie, że Białorusini są ludźmi poszkodowanymi podwójnie.

Wielu siedzi w więzieniach, lecz chyba nie rzutują na proputinowski obraz Białorusi, jaki obowiązuje na Zachodzie. Po 2020 r. wielu uciekło za granicę przed reżimem Łukaszenki, za którym stał Putin, bardzo często do Ukrainy, ale też innych krajów posowieckich. Dzisiaj doświadczają rosyjskiej agresji na swój nowy dom, toteż walczą w Ukrainie z Putinem.

Żołnierze batalionu Kastusia Klinowskiego to emigranci, nawet z Anglii i USA. Po stronie ukraińskiej w Donbasie też można znaleźć Białorusinów, ale w szeregach separatystów było ich chyba więcej. Czy u Kastusia Kalinowskiego są Białorusini z Białorusi?

- Nie ma na ten temat danych, również dlatego, by nie narażać bliskich mieszkających w Białorusi. Dużo Białorusinów przystępuje do tego batalionu z Polski, ale też z USA i innych krajów. Jest za to przekonanie, że Białorusini modlą się, by ich kraj nie został wciągnięty w wojnę, chcą świętego spokoju. Ale temat batalionu obchodzi Łukaszenkę, skoro powiedział, że jacyś niespełna rozumu zdrajcy walczą po stronie Kijowa. Chce mieć wszystko pod kontrolą, a tu akurat nie może, więc jest zaniepokojony.

Ma rację. Jeśli Ukraina padnie, padnie też demokratyczna Białoruś. Jeśli Moskwie się nie uda, Łukaszenka powinien pakować manatki.

Łukaszenka mówi, że żołnierze Kalinowskiego to wariaci, a z drugiej strony Franak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej, ogłasza, iż Białorusini to naród partyzantów i już pokazali, co potrafią.

- To słowa z gatunku informacji wojennych. Ukraińcy zaskoczyli Rosję, bo okazało się, że umieją korzystać z propagandy i walczyć przeciwko okupantowi za pomocą jego własnych środków. Ale faktem jest, że w Białorusi ktoś przerywał tory, by wojsko nie mogło pojechać do Ukrainy, zatrzymywano transporty broni dla armii rosyjskiej.

To oczywiście ma znaczenie, lecz w tej wojnie bardziej od transportów kolejowych liczą się rakiety i samoloty. Przerywanie torów to ważny, ale jednak symbol, bez wpływu na ogólną sytuację.

Jak Białorusini oceniają służalczą postawę Łukaszenki wobec Moskwy i Putina?

- Rok po ostatnich, sfałszowanych wyborach prezydenckich w Białorusi był czasem wielkiej aktywizacji społecznej i politycznej. Represje sprawiły, że znaczna część aktywistów wyjechała albo udała się na wewnętrzną emigrację.

Ludzie nie chcą tej wojny, ale boją się, że nawet za protest w mediach społecznościowych mogą stracić dorobek życia, osobistą wolność, może ich nie zabiją, ale pobiją.

Teraz wielu Łukaszenka i oficjalna polityka nie interesuje. Chcą odbudować to, co mieli przed 2020 r., a ja doskonale ich rozumiem. Liczą się sklepowe półki, szkoły, kurs rubla. Inne sprawy przestały się liczyć. Trzeba jakoś przepracować traumę 2020 r. i spróbować powrócić do „normalnego" życia.

Białoruś chce spokoju.

- Niezależnie od poglądów politycznych. W czasie wyborów prezydenckich zobaczyła prawdziwą twarz reżimu. Wojna w Ukrainie to następna odsłona, podeptano kolejną granicę bezpieczeństwa.

A z drugiej strony jest Łukaszenka, który służy Putinowi jak przestraszony pies. Ma poczucie, że gdyby nie Rosja, utonie w jednej chwili. Może źle diagnozuje sytuację, skoro społeczeństwo jest dzisiaj bierne?

- Cokolwiek by mówić o Łukaszence, potrafił wyczuć nastroje społeczne, do 2020 r. był „zwierzęciem politycznym". Zapewniał socjalne minimum, które cały czas rosło. Gdy za bardzo buzowało w białoruskim kotle, umiał ustąpić, a psychologicznie musiało to być dla niego bardzo trudne.

W roku 2020 zaczął tracić kontakt z rzeczywistością. Gdyby nie wpisał jako rezultat wyborów ponad 80 proc. poparcia, a dał sobie np. ledwie 55-60 proc., i tak wygrałby w I turze, a protestów społecznych o tej skali zapewne by nie było. Przesadził, a potem pokazał, jak bardzo jest uzależniony od Rosji.

Mam wrażenie, iż Łukaszenka chce wrócić do dawnej retoryki, że to on rządzi, jest niezależny w podejmowaniu decyzji. Rozpowiada publicznie, że dzwoni do Putina albo do Zełenskiego, ale ton podkreśla jego niesamodzielność. Zdaje sobie sprawę, że rządzi dzięki Rosji, więc nie może się wychylać. Chodzi nie tylko o kasę, jaką Kreml włożył w Białoruś po 2020 r., ale też o desant medialny. Propaganda Łukaszenki zrobiła się o wiele bardziej profesjonalna, to udana kopia Russia Today . Referendum konstytucyjne z lutego 2022 r. pokazało, jak bardzo wisi u rosyjskiej klamki.

To białoruska dychotomia. Ludzie są zmęczeni, a elita rządząca idzie na moskiewskim pasku. Pole manewru Łukaszenki jest bardzo ograniczone.

Wie, że nie ma za wiele do powiedzenia. Dlatego się miota. Z jednej strony mówi o „specjalnej operacji wojskowej w Ukrainie", jak każe mu Putin, a z drugiej – jak w wywiadzie dla japońskiej telewizji – o wojnie oraz o tym, że Białoruś się w nią nie zaangażuje. A stanie się, jak się stanie. Nie wiemy, czy zwycięży strach przed Putinem, czy strach przed demokratycznym światem.

Czy Łukaszenka jest nieprzewidywalny jak Putin? Czy jest po prostu paranoikiem?

- To pytanie do psychiatrów, zresztą bardzo uprawnione i zasadne. Łukaszenka ma swoją paranoję, nieco inną niż Putin. Przez ostatnie 20 lat kontrolował w Białorusi wszystko. W tym znaczeniu, choć podległy Putinowi, miał o wiele więcej władzy niż Putin, nie podskakiwali mu jacyś demokraci, wichrzyciele czy oligarchowie. To i ma zagwozdkę: jak większe zaangażowanie w wojnę wpłynie na jego pozycję.

Teraz mówimy o Białorusi, ale nie tej z przekazów zachodnich mediów, tylko prawdziwej. Jakie prawdziwa Białoruś ma informacje? Co czyta? Na ile żyje w świecie wyimaginowanym, a na ile w prawdziwym? Dziś nikt nie da na te pytania prawdziwej odpowiedzi.

Nie wierzy pan, że Łukaszenka pośle do Ukrainy wojsko. Taki pogląd jest dzisiaj podzielany przez Ukraińców, ale jeszcze kilka dni temu byli przekonani, że będzie dokładnie na odwrót.

- Osobiście nigdy nie podjąłby takiej decyzji, ale tu bat trzyma Putin, a Łukaszenka musi skakać jak wytresowane zwierzę w cyrku. Walczy o władzę i przetrwanie, o wpływy, być może nawet o życie. Rozpoczynając wojnę w Ukrainie Rosja wylała mu na głowę kubeł zimnej wody, bo raczej nikt nie pytał go o zdanie. Propaganda rosyjska jeszcze w przeddzień wojny zapewniała, że uważa Donbas za część Ukrainy, co w jakimś sensie było wentylem społecznych nastrojów. Z godziny na godzinę musiała zmienić zdanie.

A jeśli Putin zmusi Łukaszenkę do wojny? Minie doba, dwie i do Białorusi zaczną wracać „cynkowi chłopcy", jak o ofiarach Afganistanu pisała białoruska noblistka Swiatłana Aleksijewicz. Czy oznaczałoby to kres władzy Łukaszenki? Czy dyktator wie, że ryzykuje władzę, ale też głowę?

- Jest cały katalog spraw, których Białorusini nie wybaczą Łukaszence. Zbiera mu się od wielu lat, a w szczególności od 2020 r. Mieści się w tym podgrzewany przez państwo pacyfistyczny mit związany z Wielką Wojną Ojczyźnianą. Trzeba się liczyć z mieszanymi rodzinami.

Poza tym Łukaszenka wie, że nie ma czegoś takiego jak białoruska armia. Całe wojsko, łącznie z bezpieką, liczy ok. 50 tys. ludzi. Są wystarczającą siłą do walki ze społecznymi protestami, ale strategicznie nie mają żadnego znaczenia. Białoruskie emigracyjne organizacje przygotowują na wszelki wypadek broszurki dla żołnierzy, jak postępować w wypadku ataku na Ukrainę: cenić własne życie, oddać się w niewolę, nie walczyć. Wydaje się, że Białorusini mogą tego posłuchać.

Dr Maxim Rust – białoruski analityk polityczny i badacz społeczny, wykładowca i badacz Studium Europy Wschodniej UW i contributing editor magazynu "New Eastern Europe"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Niestety, biernością i konformizmem świat wyhodował krwawych dyktatorów.
już oceniałe(a)ś
82
0
Dziś mówimy " sława Ukrainie ". Może kiedyś będziemy mówić " Żywie Biełarus "!...
@marekpoplawski
Przecież od dwóch lat na manifestacjach krzyczy się (krzyczało, przed wojną) Żywie Bielaruś
już oceniałe(a)ś
6
0
@marekpoplawski
Albo co Ty Polsko z siebie zrobiła, hodując karła autorytaryzmu
już oceniałe(a)ś
8
0
@marekpoplawski
Wątpię, oni nie potrafią żyć bez buta na karku.
już oceniałe(a)ś
1
4
@kzet69
Poczytaj co o Polakach mówił w 1939 roku brytyjski mąż stanu i były premier David Lloyd George...o nas też mówili ( i to kto: filozofowie oświecenia, wybitne umysły i sławni politycy...) że nie zasługujemy na własne państwo bo nie umiemy " rządzić się " i lepiej jak rządzą nami inni...ale w 1989 r. Przyszła szansa i Polacy ją wykorzystali. Obecna Polska jest oczywiście daleka od ideału ale żadne rządy nie są wieczne. Białorusini jak dostaną szansę też ją wykorzystają.
już oceniałe(a)ś
7
0
@marekpoplawski
Zwłaszcza, że na tle rządów innych państw zachodnich polska polityka międzynarodowa mogłaby być wzorem. To się zmieniło w 2015 roku, ale Kaczor nie posunął się tak daleko jak Putin czy Orban, a postawa polskiego społeczeństwa jest dziś wzorem dla całego świata.
już oceniałe(a)ś
1
0
Zanim zaczęła się ta wojna zbrodniarza z Kremla przeciw Ukraińcom to ten żulik kołchozowy robiąc groźną minę powiedział że on pokaże oponentom jak należy walczyć.
@ghost
On powiedział mniej więcej tak: "Pokażemy tym z Zachodu jak należy walczyć". "My" to on i Putin oczywiscie. Putin już pokazał. Czas na białoruskiego satrapę.
już oceniałe(a)ś
14
0
A u nas w Polsce jest taki pseudo Łukaszenka. Tylko o wiele krótszy. Kiedy i kto da mu po łapach ?
@Corporal_Jonlan
Nasz nie jest zbyt ciepły ale i tak czekam aż osiągnie temperaturę pokojową.
już oceniałe(a)ś
4
0
Razem jest nas 90 milionów (Zełenski)
Rzeczpospolita Trojga Narodów
Brześć pasuje na stolicę

...a teraz się budzimy z ręką w sasinie... ;)
@pedro.666
Gdyby dodać jeszcze Węgrów, Czechów, Słowaków i Litwinów i Białorusinów, to przed takim sojuszem nawet Putin by się wstrzymał.
już oceniałe(a)ś
0
0
Ukraińcy dzwonią całymi dniami do poszczególnych żołnierzy białoruskich
Rozmowy te wyglądają mniej więcej tak (cytuję z pamięci)
- Cześć, Siergiej!
- Cześć, kto ty?
- Wiktor, dzwonię z Ukrainy. Słuchaj, mamy twoje dane, numer telefonu, jak widzisz, numer jednostki, wszystko wiemy. Jak tam? Wchodzicie do nas, czy nie?
- No... na razie nie.
- Super. Bo wiesz, jak wejdziecie, to będziesz zaraz martwy. Zdajesz sobie sprawę, co nie?
-......eeeee...
- Chyba, że się poddasz, oddasz broń
- Ku..., bliadź, job twoju mać, suka, jak mam się poddać, gdzie, komu, mów!!! Od razu rzucę to żelastwo, tylko mów mi gdzie, kiedy i jak!!!

...i tak konsekwentnie, godzina po godzinie, wydzwaniają do WSZYSTKICH żołnierzy białoruskich
(można tego posłuchać na różnych ukraińskich portalach typu m.censor.net.ua i innych takich)
@pedro.666
Bardzo sprytne, Ukraincy oprocz tego, ze dzielnie walcza maja tez swietny PR i jak widac na wielu innych polach sa bardzo kreatywni. Co do Bialorusinow, znam kilku i to sa faktycznie bardzo mili i zyczliwi ludzie i zeby nie bylo, ze prosci poczciwcy, cenieni jako fachowcy.
już oceniałe(a)ś
8
0
"Bardzo ciepły człowiek" i Władimir Genocid siedzą na jednej spróchniałej gałęzi, a środki do konserwacji żerdzi która ją podtrzymuje zostały rozkradzione przez skorumpowanych wielkorusów...
już oceniałe(a)ś
21
0
Opozycja białoruska słusznie założyła, że zmiany w państwie muszą zachodzić w sposób pokojowy (Cichanouska). Białorusini nie rzucą się z gołymi rękami na wozy pancerne, czołgi, żołnierzy, widząc, że u nich jeszcze Ruscy siedzą. Słusznie boją się i każdy by się bał, gdyby miał pewnośc, jak każdy Białorusin, że nawet zaciekła walka czy ogromna ofiara z krwi wcale nie musi zagwarantować niepodległości. Białorusini to naród kochający pokój, za pokój i życie są w stanie wyrzec się swojej niepodległości, dla nich przetrwanie biologiczne jest ważniejsze aniżeli państwowy byt. Tak byli wychowywani.
@DeclanMore
Więc nie są narodem.... To chciałeś powiedzieć?
już oceniałe(a)ś
0
8