Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tłumaczenie książki ukazało się na Ukrainie w listopadzie 2020 r., tuż przed 102. rocznicą pogromu Żydów we Lwowie dokonanego przez regularne oddziały Wojska Polskiego, uczestników walk polsko-ukraińskich i polskich mieszkańców Lwowa po wycofaniu się z miasta wojsk Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej.

Wydana przez niewielkie, ale cenione lwowskie wydawnictwo Czowen książka Gaudena szybko stała się hitem.

Ukraiński PEN Club zaliczył ją do najważniejszych wydawnictw literatury faktu 2020 r., obok tłumaczeń Timothy’ego Snydera i Petera Pomerantseva czy znanych ukraińskich historyków Serhija Płochija i Ołeny Stiażkiny.

Na pracę Gaudena na Ukrainie zwrócono jednak uwagę rok wcześniej, kiedy książka ukazała się po polsku. Lwowski portal Zbrucz opublikował wówczas tłumaczenie obszernej rozmowy Jarosława Kurskiego z autorem, a uznany ukraiński pisarz Ołeksandr Bojczenko napisał: „Dzisiaj – jako Ukrainiec – chcę podziękować mojemu polskiemu przyjacielowi Grzegorzowi: dzięki Twemu wysiłkowi na naszym zbiorowym sumieniu jest o jeden grzech mniej”.

Bojczenko dokonał literackiej redakcji książki, którą przełożył ceniony lwowski tłumacz i historyk Andrij Pawłyszyn.

Pogromczyki Petlury

Na terytorium Ukrainy przez setki lat Żydzi byli w ciągłym zagrożeniu. Żyli w narodowym trójkącie Ukraińców, Polaków i Rosjan, których ruchy polityczne i narodowe rywalizowały o ten kraj. Żydzi doznawali prześladowań od nich wszystkich.

W szczycie rozkwitu rosyjskiego nacjonalizmu, Czarnej Sotni, w początkach XX w., na Ukrainie Naddnieprzańskiej odbyły się znane na całym świecie pogromy. Czy w Kijowie, czy w Odessie pogromczykami byli proletariusze, nowa warstwa wywodząca się z ukraińskich rodzin chłopskich. Dla tych „małoruskich” robotników przemoc wobec Żydów miała być sposobem na dowartościowanie się, na zademonstrowanie wmawianej im „wielkorosyjskiej tożsamości” – to stąd hasło pogromowe: „Biej Żydow! Spasaj Rassiju!”. (Bij Żydów! Ratuj Rosję!).

Historia relacji ukraińsko-żydowskich wydaje się bardziej skomplikowana niż relacji polsko-żydowskich czy polsko-ukraińskich. W relacji między Żydami a Ukraińcami zawsze ważny – i być może najważniejszy – był ktoś trzeci.

Kiedy we Lwowie trwał opisany przez Gaudena pogrom, w Kijowie ukraińska Centralna Rada podjęła jedną z pierwszych i nielicznych prób dialogu ze społecznością żydowską.

Przewodniczący Centralnej Rady Mychajło Hruszewski zadeklarował, że Żydzi są tak samo „zniewolonym narodem” jak Ukraińcy, apelował o zaniechanie pogromów i obiecał Żydom, Polakom i Rosjanom autonomię kulturową.

Idee głoszone przez ukraińskie elity słabo jednak przekładały się na postawy ludności ukraińskiej zdemoralizowanej wojną światową, a potem wojną domową.

Kilka lat później wywodzący się z Centralnej Rady Symon Petlura stanie się symbolem nie tylko ukraińskiego antybolszewizmu, ale też ukraińskiego antysemityzmu. Jego słabo zorganizowana armia dokonała w latach 1918-19 najwięcej pogromów pośród innych armii (m.in. bolszewików, „białych” czy licznych atamanów) operujących wówczas na terytorium dzisiejszej Ukrainy.

I znów – paradoksalnie – to walcząca z Polakami o Lwów Ukraińska Galicyjska Armia była w tych latach jedyną formacją, która nie miała żydowskiej krwi na rękach.

A jednak parędziesiąt lat później, latem 1941 r., za pogromem Żydów we Lwowie będą stały ukraińskie organizacje narodowe.

Czy Polacy są tolerancyjni?

Trwająca obecnie na wschodzie Ukrainy wojna uczy Ukraińców tego, że karty wojennej historii bywają również niejednoznaczne i niebohaterskie. Toteż „Kres iluzji” został odebrany przez Ukraińców jako książka przede wszystkim o nas samych.

„W twoim własnym domu, wśród twoich krewnych, będą i kaci, i ofiary” – pisze w przedmowie do ukraińskiego tłumaczenia książki dziennikarz Witalij Portnykow. „I ci, którzy wygrali, ponieważ torturowali i zabijali; i ci, którzy przegrali, ponieważ pozostali wierni ludzkim wartościom” – dodaje z goryczą, mając na myśli los wszystkich tych, którzy wywodzą się ze „skrwawionych ziem” europejskiego Wschodu.

Jeśli Polacy tak potraktowali Żydów, to jak ich traktowaliśmy my, Ukraińcy?

A może to tylko polska specyfika? Przecież dziś na Ukrainie regularnie słyszymy o ksenofobicznych atakach na naszych współobywateli w Polsce.

„Czy Polacy są dziś ludźmi tolerancyjnymi?” – pyta Gaudena dziennikarka Kateryna Moskaluk w wywiadzie na łamach portalu Ukraińska Prawda po premierze „Kresu iluzji” po ukraińsku.

„Wciąż żywe są antysemityzm i ksenofobia, a także nastroje antyukraińskie – odpowiada Gauden. – Chcę jednak podkreślić, że współczesne polskie społeczeństwo bardzo różni się od tego sprzed stu lat. To jest inna Polska. Dziś w Polsce istnieje wyraźny, silny opór szerokich kręgów i ruchów społecznych przeciwko szowinizmowi, ksenofobii i antysemityzmowi. To ważne i cieszy mnie”.

Książka Gaudena pomaga Ukraińcom nie tylko przyjrzeć się antysemityzmowi „polskimi oczami”, ale też dostrzec żywe historyczne resentymenty.

Kresy? A co to?

Tłumacz Andrij Pawłyszyn przypomina, że problem ze słowami symbolami pojawił się już na okładce książki i że po ukraińsku nie udało się oddać gry słów: Kresy i kres.

„Dla mnie trudnym słowem były Kresy. Jest to imperialne określenie (…), teraz słowo to jest powszechnie używane w środowisku, które tęskni za przedwojenną Polską” – mówi Pawłyszyn.

Co bardzo ważne, ten polski ładunek emocjonalny związany z pojęciami: „Kresy”, „Lwowskie Orlęta” czy „Żyd/Jewrej”, został ukraińskiemu czytelnikowi starannie wyjaśniony w obszernych przypisach do ukraińskiego wydania.

Aż dziwnie, dlaczego Ukraińcy nie wykorzystali tej karty przeciwko Polakom. Gauden w ukraińskim środowisku naukowym właściwie nie spotkał się z krytyką. Historyczka Ołesia Isajuk z lwowskiego muzeum Więzienie na Łąckiego tłumaczy, że trudno jest krytykować z punktu widzenia historiografii książkę na temat, który prawie nigdy nie był poruszany. Choć, jak pisze, wiedzieli o nim specjaliści zajmujący się tematem walk listopadowych 1918 r., zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej.

„Wzmianki o antyżydowskim terrorze jednostek Wojska Polskiego można znaleźć w dokumentach dowództwa Ukraińskiej Galicyjskiej Armii oraz w pracach międzywojennych ukraińskich badaczy zajmujących się tą tematyką – są one jednak fragmentaryczne.

I aż dziwne, dlaczego ta tragedia nie została ujawniona w latach międzywojennych akurat przez Ukraińców, biorąc zwłaszcza pod uwagę ostry spór polityczny między reprezentacją polityczną mniejszości narodowych w Polsce a endecją – pisze Isajuk. – Cios miałby niesamowitą siłę” – podkreśla.

Historia bez postprawdy

Prof. Iwan Monołatij, historyk i etnopolitolog badający stosunki etniczne w Galicji, ma zastrzeżenia do Gaudena, że książkę oparł tylko na polskojęzycznych źródłach o pogromie lwowskim w 1918 r. i nie sięgnął do ukraińskich. Pisze, że Ukraińcy – choć w bardzo złożonych konfiguracjach – zabiegali o poparcie społeczności żydowskiej.

Monołatij przypomina, że członek powołanej przez Polaków Tymczasowej Rady Miejskiej Lwowa ukraiński socjaldemokrata Mykoła Hankewycz kilka miesięcy po pogromie mówił o „tragedii bratobójczych walk, piętnował wydarzenia w dzielnicy żydowskiej, przedstawiając obraz zniszczeń i wskazując szwarccharaktery”.

Monołatij jednak pozytywnie ocenia całość pracy Gaudena. „Warto ją wykorzystać w dalszych badaniach także dlatego, że pokazuje ona strategię unikania polskiej odpowiedzialności za zbrodnię, zaprzeczania jej, rozpowszechniania postprawdy i fake’ów, używania mowy nienawiści na tle etnicznym” – konkluduje.

„Książka ta podsunęła mi nieoczekiwane analogie i informacje do refleksji” – mówi z kolei badacz rosyjskiej wojny informacyjnej Jewhen Magda. I zwraca się już wprost do Ukraińców: „Bez pełnej świadomości własnej historii, z całym balastem problemów pozostajemy podatni na manipulacje i hochsztaplerów”.

Czekając na „ukraińskiego Gaudena”

„Naród, który nie chce poznać prawdy o sobie, nigdy nie stanie się narodem cywilizowanym” – ujmuje we wstępie główne przesłanie książki Portnykow. W następnym zdaniu pisze: „Podkreślam to szczególnie tu, w Ukrainie”.

Właściwie w każdej z ukraińskich opinii na temat „Kresu iluzji” pojawia się nadzieja, że także ciemne karty historii stosunku Ukraińców do Żydów będą zbadane przez rodzimych historyków.

„Czytając tę książkę, byłem psychicznie we Lwowie nie tylko w listopadzie 1918 r., ale także jako Ukrainiec we Lwowie w lipcu 1941 r., kiedy wydarzyły się straszne rzeczy, zwane przez naocznych świadków Dniami Petlury . Prawdopodobnie jako wspólnota obywateli urodziliśmy już ukraińskiego Gaudena, ale jego głos dopiero się kształtuje i od nas zależeć będzie, czy go zechcemy usłyszeć” – pisze Monołatij.

Kiedy „Kres iluzji” ukazał się w Polsce, Ukraińcy, którzy znali książkę, pytali: czy ukraiński czytelnik będzie w stanie adekwatnie ją przetrawić i odpowiednio zinterpretować?

„Nie ulega wątpliwości, że wywoła ona bezprecedensowe poruszenie w patriotycznej społeczności ukraińskiej (zwłaszcza we Lwowie), zainteresuje środowisko zawodowych historyków i być może politologów. Ale fundamentalne znaczenie ma to, żeby odbiór tej książki nie ograniczał się do schadenfreude i okrzyków Widzisz, to wszystko wina Polaków! ” – przekonywał przed ukraińską premierą pisarz Andrij Lubka.

Czy popularne są okrzyki schadenfreude? Chyba nie.

Dobry prezent na urodziny

Po tym, jak o lwowskim pogromie 1918 r. i o książce Gaudena zrobił program telewizyjny znany ukraiński dziennikarz Wachtang Kipiani, w sieciach społecznościowych pojawiły się tylko nieliczne komentarze w stylu: „Proszę nakręć film o czerwonym bolszewicko-żydowskim terrorze w latach 1917-1937”.

Znany kijowski krytyk literacki Ołeh Karpiuk na swoim blogu na Facebooku omówienie książki kończy takim podsumowaniem: „Kres iluzji jest triumfem prawdy i sprawiedliwości. Nie ma w nim gigantycznego patosu i fałszywych strumieni łez. Tylko fakty i świadectwo dokumentów – to wystarcza.

Na okładce czytamy, że książka już została określona jako antypolska. Jednak w moim odczuciu antypolski był pogrom, a co gorsza – kłamstwa, milczenie i próby usprawiedliwienia tej przemocy. Gauden rehabilituje naród polski. Jego szczerość, brak reweransów i bezwzględność wobec oficjalnej mitologii narodowej jest imponująca.

W przedmowie czytamy, że książka Gaudena jest okrutna, nie powinna być prezentem na urodziny. Moim zdaniem zdecydowanie powinna być prezentem. Dla nas samych. Bardzo polecam”.

Recenzja Karpiuka doczekała się kilkuset udostępnień na Facebooku.

„Głośna cisza” nacjonalistów

Wśród użytkowników ukraińskich mediów społecznościowych pojawiają się różne tony w dyskusjach o książce Gaudena. Wielu użytkowników Facebooka pisze o tym, co ich boli we współczesnej Polsce.

Zwracają uwagę na podwójne standardy w stosunku do innych narodów: „Polska celowo wymazuje swoje ciemne karty i jednocześnie wysuwa roszczenia wobec innych”, „I jak ta książka mogła być wydana w dzisiejszej Polsce?”, „Czy Polacy kiedykolwiek kogoś skrzywdzili? Kłamstwo! Rzeź wołyńska”.

Ukraińscy użytkownicy internetu są bardzo wyczuleni na polskie kresowe resentymenty i reagują na nie w sposób zdecydowany. Wychwytują też antyukraińskie wypowiedzi polskich mediów. Jeden z internautów wkleił okładkę prawicowego dodatku historycznego z napisem „Terroryzm ukraiński przeciwko II RP”.

Znający zawiłości polskiej debaty publicznej Andrij Lubka, który wie, jak w Polsce Gaudena odebrały środowiska prawicowe, przeniósł swoje obawy na ukraiński grunt. I pomylił się.

Na temat książki Gaudena zarówno w środowisku ukraińskich nacjonalistów, jak i propagandy rosyjskiej zapanowała „głośna cisza”. Właściwie nie istnieje ona w rosyjskojęzycznym dyskursie Ukrainy. Jedyny tekst po rosyjsku autorstwa dziennikarza Walerego Kałnysza przyrównuje ją do monumentalnego „Babiego Jaru” rosyjskiego pisarza Anatolija Kuzniecowa.

„Książka Gaudena jest równa Jarowi . Powinna się znaleźć na liście obowiązkowych lektur każdego, kto interesuje się historią własnego kraju” – apeluje Kałnysz.

Czy istnieją ukraińscy Żydzi

Czy oznacza to, że Gauden pozostaje jedynie w obiegu kijowskiej i lwowskiej ukraińskojęzycznej elity? A może sam temat wschodnioeuropejskich Żydów na Ukrainie jest ciągle zbyt trudny i to zawęża grono odbiorców książki?

Czy dialog ukraińsko-żydowski, który rodził się na emigracji i wśród sowieckich dysydentów w łagrach, pozostał jedynie domeną inteligencji i nigdy nie przełożył się na szersze kręgi?

Książka Gaudena ukazała się po ukraińsku w szczególnym momencie. Od 2014 r. kształtuje się ukraiński naród polityczny. Dlatego równocześnie pojawiło się pytanie: czy są i kim właściwie są Żydzi ukraińscy?

Ukraiński historyk Jarosław Hrycak powiedział, że Ukraińcy nie będą prawdziwym narodem europejskim, dopóki nie będą mieć swoich Żydów.

To pozornie przewrotne zdanie niesie w sobie ważne tożsamościowe pytanie: czy są Żydzi, którzy sami z siebie określają się mianem „ukraiński Żyd”. Tak jak rosyjski, polski, niemiecki itd. Odpowiedź brzmi: są ukraińscy Żydzi. Po euromajdanie w 2014 r. wśród moich przyjaciół, w tym także tych, którzy dawno temu wyjechali do Izraela, coraz częściej pojawiają się deklaracje, że są „Żydami ukraińskimi, a nie rosyjskimi”.

Znamienna jest postać Josyfa Ziselsa – „Żydobanderowca”. Tak określiła go rosyjska antyukraińska propaganda podczas rewolucji godności i kijowskiego Majdanu w latach 2013/14, których był ważnym uczestnikiem. W czasach sowieckich był dysydentem, walczył o prawa człowieka i o prawa Żydów. Zapłacił za to latami łagrów. Tam spotkał i dzielił los Ukraińców, którzy też walczyli o prawa człowieka i prawa Ukraińców do własnej narodowej tożsamości i państwa.

Dziś Zisels jest liderem ukraińskich Żydów i niekwestionowanym autorytetem także dla rzesz Ukraińców. Zawsze stawał i staje po stronie niepodległej Ukrainy.

Opowiem wam o nas

Zarówno Ukraińcy, jak i Żydzi trwali setki lat w jednej przestrzeni geograficznej z innymi kulturami. Przez cały ten czas obydwa narody poszukiwały – w znacznie większym stopniu niż Polacy – sposobu na życie z „innym”. W istocie tożsamość zarówno ukraińska, jak i żydowska zależała bardziej od granic budowanych wewnątrz swoich społeczności i w samych sobie aniżeli od zewnętrznych geograficznych granic.

Tę wewnętrzną granicę Gauden proponuje Ukraińcom pokonać. Skoro mamy ukraińskich Żydów – mamy wobec nich także naszą odpowiedzialność.

Ukraińska literaturoznawczyni Hanna Ulura zwróciła uwagę na postawę Gaudena narratora, który pisze, że pierwotnie zamierzał napisać książkę z pozycji bezpośredniego obserwatora, pokazać wydarzenia z punktu widzenia jednego z uczestników. Zrezygnował z tego pomysłu i wybrał jej zdaniem rolę nie mniej trudną: rekonstruktora.

„To Polak, który opowie swoim rodakom nie tylko o złu, które uczynili, ale także o wysiłkach, jakie podjęto, by wszystko wyciszyć i zapomnieć. To człowiek, który pamięta o tym, o czym miał zapomnieć. To autor, który proponuje czytelnikowi wcielić się w taką właśnie osobę: zarówno Polakom, jak i Ukraińcom.

Dlatego ta książka nie mogła być bardziej przerażająca”.

'Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918', Grzegorz Gauden, Universitas'Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918', Grzegorz Gauden, Universitas Fot. materiały wydawnictwa

Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918
Grzegorz Gauden
Universitas

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.