Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do arcyciekawego artykuł profesora Hieronima Grali, „Polaku, co ty masz do Białorusa” (AH 29.IV.2019) podnoszącego niedocenianie w Polsce kultury białoruskiej, chciałbym dodać fakt jeden, mało znany, w gruncie rzeczy zapomniany a sięgający aż średniowiecza.

Pisząc rozdział poświęcony średniowieczu do książki „Dzieje kultury europejskiej” natknąłem się na zabytek piśmiennictwa białoruskiego, którym jest tamtejsza wersja jednego z wątków legendy arturiańskiej. Dzieje walki celtyckiego króla Artura walczącego z anglosaskim najazdem zajmują jedno z najpocześniejszych miejsc w literaturze średniowiecznej Europy. Rozmaite motywy legendy arturiańskiej stawały się przedmiotem literatury wychodzącej spod piór najwybitniejszych poetów epoki, jak we Francji Chretien de Troy, w Niemczech Hartman von Aue i Wolfram von Eschenbach.

Na ziemiach polskich podejmował je, co prawda w języku niemieckim książę-poeta Henryk Probus, a w Siedlęcinie pod Jelenią Górą do dziś w średniowiecznej wieży rycerskiej znajdują się unikalne freski o tematyce arturiańskiej. Istnienie legendy arturiańskiej w literaturze czy sztuce było wówczas w pewnym sensie dowodem łączności danego kraju z głównymi nurtami kultury europejskiej. I w tym kontekście trzeba widzieć białoruską wersję opowieści o Tristanie – w języku białoruskim Triszczanie, i jego kochance Izoldzie – Izhoudzie. W tle jest oczywiście król Artur – po białorusku Artiusz. Czternastowieczny rękopis Legendy o Triszczanie spisany przez anonimowego autora białoruskiego znajduje się obecnie w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu, oczywiście pieczołowicie zabezpieczony w specjalnym futerale. Język starobiałoruski, w którym jest spisany wykazuje niezwykle wysoki poziom poetycki.

Oto i niezwykły zasięg średniowiecznej poezji: oczywisty motyw celtycki, z wysp brytyjskich poprzez kilka pośrednich krajów, sięga średniowiecznego terytorium Białorusi, jeszcze nawet nie istniejącej jako państwo, ale już chłonącej literaturę odległego kraju.

Dla badaczy legendy Arturiańskiej odnalezienie tego bocznego wątku legendy było w swoim czasie sensacją.

Wydany po angielsku The Byelorussian Tristan, w tłumaczeniu Zory Kipel ukazalo się w prestiżowej serii wydawniczej „Graland Library of Medieval Literature” (New York–London 1988). Szybko zostało kompletnie sprzedane. W Polsce ukazało się faksymile rękopisu pt. "Biełaruski Triszczan-Białoruski Tristan" z analizą filologiczna białoruskich badaczy Alesia Brazgunowa i Nadzieji Starawojtowej pod redakcją socjologa i publicysty Mariusza Maszkiewicza, byłego ambasadora RP na Białorusi. Białoruski zabytek ukazał się w formie książkowej dzięki Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jezioran?skiego (Wrocław 2006).

Myślę że warto o tym niezwykłym zabytku kultury białoruskiej napisać również na lamach „Ale Historia”. Ukazuje bowiem niezwykłe osiągnięcie literatury białoruskiej w czasach, gdy początkująca wówczas literacka polszczyzna na podobny zabytek „arturiański” jeszcze nie potrafiła się zdobyć. Zatem przynajmniej jeśli chodzi o ten niezwykły, średniowieczny ślad białoruskiej europejskości, nasze poczucie wyższości, tak często okazywane Białorusinom, okazuje się nie na miejscu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.