Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Każdego roku tysiące turystów odwiedza Bieszczady. Jadąc po malowniczo wijących się serpentynach, można bez wysiadania z samochodu podziwiać piękno tej krainy. Drogi te to tzw. mała i duża pętla bieszczadzka. Zostały zbudowane w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia, z wykorzystaniem w znacznej mierze do pracy żołnierzy służących w Dolnośląskiej Jednostce Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego 4. Ci młodzi ludzie, obecnie panowie po siedemdziesiątce, z zasadniczej służby wojskowej byli rekrutowani z całej Polski i nie mieli zielonego pojęcia, jaką rolę polityczną miała ich formacja wojskowa.

Mieszkali w namiotach. W trudnych, górskich warunkach pracowali ciężko. W tamtych czasach nie było sprzętu do budowy dróg jak obecnie, zatem wiele tych prac wykonywali ręcznie z użyciem łopaty i kilofa.

Nikt z nich nie narzekał. Przy okazji pomagali miejscowej ludności, jak tylko mogli. Często ratowali życie.

Podam przykład mojej kilkuletniej siostry, którą chorą, w ciężkim stanie zawieziono do lekarza wojskowego.

O jakości tych dróg niech świadczy fakt, że są one bez generalnego remontu w dobrym stanie do dzisiaj, pomimo ciągłej dewastacji poprzez ponad 65-tonowe ciężarówki , wywożące drzewo z rabunkowej wycinki bieszczadzkich lasów. W projektach tych dróg nie przewidziano takich obciążeń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Cenny spadek po złym systemie: modernizacja. I nie jest ważne, czy Polska była suwerenna, czy nie

Po każdym wybudowanym odcinku drogi żołnierze umieszczali w pasie drogowym pamiątkową tablicę z napisem: "Drogę budowała Dolnośląska Jednostka KBW4 rok" Właśnie taką tablicę, wykonaną w 1965 roku usunięto 23 kwietnia b.r. w Polanie, jak się dowiedziałam, nakazem z IPN-u. Ponieważ odległość od tego miejsca, gdzie była tablica, to ok. 50 m od mojego domu, mogłam zrobić zdjęcia. Nie będę opisywać emocji, jakie towarzyszyły mnie i mojemu mężowi podczas tego zdarzenia. W ciężarówce, na którą pracownicy z Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich załadowali wydartą koparką z ziemi tablicę - znajdowały się już tablice z innych miejsc. Kto ponosi ogromne koszty demontażu tych tablic?

Wieś Polana położona jest przy "małej pętli"na trasie Czarna-Polańczyk-Lesko. Chętnie pojawiają się tutaj obecnie rządzący: w roku ubiegłym na mszy w kościele była premier Beata Szydło, a ponad dwa lata temu dziękował w polańskiej świetlicy wyborcom marszałek Kuchciński za prawie 90-procentowe poparcie dla PIS-u .

PRZECZYTAJ TAKŻE: Róża Luksemburg - jedna z najsławniejszych na świecie Polek - urodziła się w Zamościu. Dlaczego miasto się jej wstydzi?

Teraz, będąc na emeryturze, mieszkam w Polanie, ale pierwszy raz, jak przyjechałam tutaj w latach 60. ubiegłego wieku - dziesięciokilometrową, górską, leśną drogą z Czarnej, tam dojeżdżał autobus PKS, trzeba było pokonać pieszo, a jedynym środkiem transportu była furmanka konna. Taką furmanką, grzęznącą w błocie po osie, mój teść Franciszek Zatwarnicki dowoził chleb i środki spożywcze do sklepu w Polanie, a był to jedyny w promieniu kilkunastu kilometrów sklep spożywczy. Cóż by powiedział teraz mój ojciec Ksawery Lupa (Kawaler Orderu Virtuti Militari za walkę z okupantem na Zamojszczyźnie), który za darmo oddał ogromny kawał swojej ziemi pod budowę ok. 300-metrowego odcinka tej drogi?

Większość rdzennych mieszkańców Polany po przesiedleńczej tułaczce wróciła tutaj w latach 50. z innych terenów Polski lub ze Związku Radzieckiego. Inni przybyli tutaj tak, jak mój ojciec w ramach zasiedlania Bieszczad w późniejszych latach. Losy tych ludzi, często tragiczne,opisał w swoich książkach Krzysztof Potaczała: "Bieszczady w czasach PRL-u" i "To nie jest miejsce do życia".

Właśnie wtedy, gdy powstawała droga, wakacje spędzałam w Polanie i pamiętam entuzjazm mieszkańców na dobrodziejstwo nowej, asfaltowej drogi i otwarcie na świat.

A jaką frajdą były seanse filmowe w świetlicy, gdy przyjechało kino objazdowe!

Nieodnawiane, betonowe, porośnięte mchem tablice nie propagowały przecież komunizmu, zawierały tylko lakoniczną informację: kto i kiedy budował drogę. Dlaczego je usunięto? Każdemu, kto przechodził i czytał zostawała refleksja, że droga ta to ponad półwieczna historia, której zmienić nie można!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.