Chcecie historii ku pokrzepieniu serc? Przeczytajcie o arcypolskim Sierpniu '80. Anna Machcewicz napisała książkę wybitną, co niełatwe, bo świetnych książek o Sierpniu było sporo. Osiągnęła to dzięki talentowi, słuchowi historycznemu i dostrzeżeniu historii społecznej
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980, Anna Machcewicz

Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2015

Dlaczego to historia ku pokrzepieniu serc? A znacie bardziej optymistyczne momenty w naszych dziejach? Niemal bezkrwawe, a zmieniające ich bieg? Przecież po krwawym Grudniu ’70 wydawało się, że już nie ma sensu się buntować, narażać siebie, rodziny, przyjaciół. Tak przygnębiająco było w Polsce, w Gdańsku, a szczególnie w Stoczni im. Lenina. Machcewicz jako pierwsza tak wciągająco i rzeczowo o niej opowiada: Stocznia Gdańska była jak miasto, pracowało w niej kilkanaście tysięcy robotników, majstrów, inżynierów, urzędników. Od historycznej Bramy nr 2, gdzie w grudniu 1970 r. padły strzały w stronę strajkujących, do najdalszej hali na wyspie Holm szło się około dwudziestu minut. Proste zabiegi (także mapka stoczni) pomagają wyobrazić sobie, o czym mowa.

>> Czytaj więcej o nagrodzie Moczarskiego

Autorka z wielu stron ukazuje, czym było Trójmiasto w PRL, dlaczego właśnie tu powstała „Solidarność”. Jak to się stało, że garstka zapaleńców pchnęła pierwszą kostkę domina, której ostatnią był upadek komunizmu. Kim byli ci wspaniali ludzie – nie tylko stoczniowcy, robotnicy, ale też działacze opozycji, m.in. z KOR czy Ruchu Młodej Polski – którzy udowodnili: jak to się nie da, da się.

To historia o tym, że ludziom – mimo propagandy sukcesu i represji – nie dało się wcisnąć kitu. Władzy, która ciągle obiecuje i się z tych obietnic nie wywiązuje, ufać nie można. Władzy trzeba pokazać siłę, bo tylko tego się naprawdę boi – opowiadał jeden ze zbuntowanych stoczniowców.

Tyczyło się to całej dekady lat 70. Zaczęła rządzić ekipa Edwarda Gierka i miało być pięknie... Władza obiecywała dobrobyt, ogłaszała wielkie programy inwestycyjne. Z początku jakoś się udawało: zrównano urlopy dla umysłowych i fizycznych, od 1974 r. wprowadzono wolne soboty (najpierw sześć, potem 12 w roku); urlop macierzyński wydłużył się z 12 do 16 tygodni; wzrosły najniższe renty i emerytury.

Ekipa Gierka zainwestowała też w przemysł stoczniowy. W 1970 r. w gdańskiej stoczni pracowało 11 tys. ludzi, a 10 lat później już ponad 16 tys. Praca w niej nie była łatwa, a w dodatku – jak to w PRL – wciąż zmieniały się jej zasady. Zaczął obowiązywać właściwie korupcyjny system nadgodzin. Dodatkowy płatny czas pracy stawał się sposobem rozmaitych manipulacji: nagradzania nimi podwładnych, tworzenia układów z przełożonymi, a także karania nimi niepokornych – pisze autorka. A jeden ze strajkujących potem robotników wspominał: Za to, że nie zostałem w nadgodzinach, kierownik wydziału skreślił mnie z listy premii regulaminowej.

Z jednej strony coraz cięższa praca za coraz mniejsze pieniądze, koszmarne problemy z dostępem do podstawowych dóbr, nierealne marzenia o mieszkaniu, a z drugiej, tani blichtr „wizyt gospodarskich”. Służba Bezpieczeństwa meldowała, że robotnicy krytykują kosztowny remont zakładowej stołówki, w której w 1979 r. obiad miała wydać żona I sekretarza partii Stanisława Gierek.

W książce cenne są też rozdziały o życiu codziennym inteligentów czy tzw. prywatnej inicjatywy; o prywatkach, Pewexie, roli Kościoła, czy opowieści o opozycjonistach. Znamiennie brzmi notatka SB z pierwszej połowy 1980 r., która oszacowała, ilu jest przeciwników władzy: Stan elementów antysocjalistycznych na terenie województwa gdańskiego przedstawia się następująco: działaczy 53, sympatyków 113, kontaktów 289.

Bez tej garstki nie byłoby Sierpnia ’80? Anna Machcewicz podkreśla: Najważniejszym mechanizmem łączącym ludzi na drodze do opozycji stała się potrzeba działania w imię wyższych zasad etycznych, niechęć do władzy politycznej i pewna wspólnota celów, które można nazwać obywatelskimi. Przekonanie o słuszności wybranej drogi rodziło głębokie więzi, które budowały środowisko i wzmacniały je w miarę podejmowanych działań i narastającej presji ze strony władz. A także wobec obojętności, ostrożności czy koniunkturalizmu otoczenia.

Autorka precyzyjnie – co nie znaczy, że nudno – odtwarza wybuch, przebieg i zakończenie strajku. Nie pomija zasług żadnego człowieka, wymienia bohaterów z imienia i nazwiska. Warto tę historię czytać i pamiętać.

Szczególnie w czasach, gdy w wyniku demokratycznych wyborów rządzi partia, która tyle obiecała, a bałamutnie nazwała się Prawo i Sprawiedliowość i chce na nowo pisać historię naszej wolności. Na szczęście jest książka Anny Machcewicz.

Fundacja im. Kazimierza i Zofii Moczarskich i Narodowe Centrum Kultury po raz ósmy przyznają Nagrodę im. Kazimierza Moczarskiego dla najlepszej książki historycznej ubiegłego roku. Na łamach „Wyborczej” prezentujemy książki dziesięciu finalistów. Laureata poznamy 9 grudnia

Partner Pro Bono:

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem