Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Major Jan Żychoń pojawił się na Pomorzu w 1927 r. Został kierownikiem Referatu Lądowego Komisariatu Generalnego RP w Wolnym Mieście Gdańsku. Oficjalnie zajmował się egzekwowaniem polskich uprawnień, podlegało mu 88 wartowników z Westerplatte, nieoficjalnie - służbą wywiadowczą.

Miejsce, w którym przyszło mu pracować, było wyjątkowe. W Gdańsku krzyżowały się interesy wywiadów Polski, Niemiec, Francji, Anglii i Rosji. Panowała tam tak gęsta "atmosfera frontowa", że w 1923 r. kierownictwo placówki Abwehry objął Oskar Reile będący wówczas komisarzem policji gdańskiej. Ta "unia personalna" niemieckiego wywiadu i gdańskiego Polizeipräsidium była skierowana głównie przeciwko Polakom.

Major Żychoń nie bez powodu nazywany był asem przedwojennego wywiadu. Słynął z nieszablonowych akcji i niebanalnego stylu życia. Żychoń działa całkowicie niekonspiracyjnie, bywa po lokalach, bawi się, pije i awanturuje. Bije niemieckich policjantów. Ma poza tym kochankę, niejaką Lotte, z którą spotyka się w swoim konspiracyjnym mieszkaniu obstawionym przez niemieckich policjantów i agentów. Mało tego, wiedząc, że istnieje podsłuch telefoniczny, dzwoni do swoich agentów i rozmawia swobodnie - donosił jeden z jego kolegów .

Do historii przeszły jego brawurowe metody pozyskiwania szpiegów. Günthera Rudloffa, oficera Abwehry, hazardzistę i hulakę, "zdobył", dosypując mu do szklanki narkotyk w trakcie libacji w hotelowej restauracji. Potem zapakował nieprzytomnego Niemca do drewnianej skrzyni i zawiózł do Bydgoszczy. Kiedy Rudloff odzyskał przytomność, Żychoń usiadł koło niego ubrany w wojskowy mundur i poprosił fotografa, aby zrobił zdjęcia. Rudloff uległ szantażowi, a Polacy mieli informacje z samej centrali Abwehry.

Wypożyczalnia dokumentów

Szpiegowskim arcydziełem Żychonia była akcja "Wózek", która trwała od 1934 r. do wybuchu wojny - ludzie majora pozyskali setki informacji, "wypożyczając" z pociągów niemieckie dokumenty.

Gdy przez polski korytarz - innej drogi nie było - przejeżdżały pociągi do Prus Wschodnich, na pierwszej stacji tranzytowej w Chojnicach polscy kolejarze przejmowali nad nimi opiekę, przy czym wagony towarowe i pocztowe były plombowane w obecności Niemców. W Tczewie sprawdzano plomby i pociąg wracał do Rzeszy. Pomysł Żychonia był najprostszy z możliwych - gdy skład ruszał z dworca, na pierwszym zakręcie "swój" maszynista zwalniał i zabierał agentów, którzy przeglądali transport i w umówionym miejscu wyrzucali interesujące rzeczy. W wynajętym przez ekspozyturę domu odbywało się fotografowanie korespondencji i sporządzanie dokumentacji przewożonej broni. Depozyt był zwracany, gdy na trasie pojawiał się kolejny pociąg.

Paula lubiąca bogactwa

Na koncie sukcesów Żychonia znalazł się też Reinhold Kohtz, zastępca szefa gdańskiej Abwehry, rozpracowany i inwigilowany dzięki pozyskaniu do współpracy Pauliny Tyszewskiej, kochanki niemieckiego wywiadowcy. Reinhold i Paula, żona właściciela kiepsko prosperującej firmy produkującej maszyny okrętowe, spotkali się przy stoliku w sopockim kasynie. Wystarczył jeden wieczór - nie oni pierwsi zakochali się w ten sposób...

Wkrótce Paula wyprowadziła się od męża. Kochanek załatwił jej mieszkanie. Paula dzierżawiła sklep, była ładna i inteligentna, ale miała jedną wadę - lubiła luksus. Dostała wysoką grzywnę za nielegalny handel. Groziło jej więzienie. Wtedy do ataku ruszył Żychoń. W listopadzie 1936 r. Paula zgodziła się w końcu na współpracę z polskim wywiadem. Popłynął strumień informacji z niemieckich komórek Abwehry.

Paula skończyła na gilotynie w berlińskim więzieniu Moabit. Głupota żołnierzy ze Sztabu Generalnego sprawiła, że zamiast zniszczyć tajne akta wywiadu, zostawiono je w Forcie Legionów. Niemcy znaleźli listy agentów - setki teczek osobowych. Wielu współpracowników polskiego wywiadu trafiło do więzień, część osób skazano na śmierć; jedną z nich była Paula Tyszewska.

Źródła: artykuły opublikowane w "Gazecie Wyborczej Trójmiasto" i na portalu Akademia Rzygaczy

Czekamy na opowieści jak losy Waszych rodzin przeplatają się z historią Polski: historierodzinne@wyborcza.pl

Oglądaj wideo Objazdowego Muzeum Historii Polski

W ''Objazdowym Muzeum Historii Polski'' czytaj też:

 

Jak Danzig stał się Gdańskiem

 

Pochodzenie długo stanowiło tu główne źródło antagonizmów. Ludzi dzielono na mniej lub bardziej prawdziwych Polaków wywodzących się z Wolnego Miasta, "dziwnych" Kaszubów, na tych z Kresów, spod Wilna, ze Lwowa - wytykano im akcent i wiejskie maniery. O warszawiakach mówiono, że to najwięksi karierowicze, a pochodzących z Łodzi uważano za szabrowników

Gdańsk. Śladami piwa, gwiazd, muzyki, fizyki, literatury i metafizyki

 

Spacer biograficzny

Co gdańszczanie dali światu?

 

Przez wieki Danzig był międzynarodową metropolią zamieszkaną przez elity europejskiej nauki, sztuki i biznesu. Sprawdź, co zawdzięczamy jego mieszkańcom

Stocznia Gdańska. Trudne losy kolebki

 

czyli powikłane losy Stoczni Gdańskiej, zanim stała się matecznikiem "Solidarności"

Gdańskie browary. Jasne pełne w Trzech Świńskich Łbach

 

W XVI wieku gdańscy browarnicy wytwarzali ponad 30 gatunków piwa. Najszlachetniejszym było Jopenbier, piwo jopejskie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.