Karał ich na różne pomysłowe sposoby: batożył, zmuszał do zjadania kału albo picia moczu. Od 1751 r. do 1764 r. miał 1774 stosunki płciowe ze 109 niewolnicami! O tych i innych szczegółach życia na jamajskiej plantacji wiemy od jej właściciela, który przez blisko 37 lat pedantycznie prowadził dziennik. Nie ma w nim krztyny wyrzutów sumienia
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Około południa 24 kwietnia 1750 r. po długiej i pełnej kłopotów podróży z Londynu w porcie w Kingston na Jamajce zacumował statek kupiecki "Flying Flamborough". Na jego pokładzie znajdował się 29-letni Thomas Thistlewood, drugi syn dzierżawcy farmy z Tupenholme w hrabstwie Lincolnshire. Thistlewood przyjechał na Jamajkę z tego samego powodu, dla którego emigrowała do kolonii większość Brytyjczyków: nie miał z czego żyć na ojczystych Wyspach.

Brzytwy na początek

Jak zapisał w dzienniku, cały jego majątek w gotówce wynosił 14 funtów, 18 szylingów i 5 pensów, co wystarczało na parę miesięcy dość nędznej wegetacji. Na Jamajkę przywiózł też 36 pudełek z brzytwami, które kupił w Ghent w Holandii i myślał sprzedać z zyskiem w koloniach.

Ponadto na bagaż składało się łóżko, skrzynki z arakiem, brazylijskim rumem i portugalskim winem, dwie skrzynie z ponad stu książkami i obrazami oraz obszerna kolekcja ubrań (w tym dziewięć kamizelek z różnych materiałów i o różnych kolorach).

Już wcześniej Thistlewood próbował szczęścia w tropikach. Popłynął do Indii na statku Kompanii Wschodnioindyjskiej, ale nie znalazł tam pracy godnej dżentelmena. I dopiero na Jamajce mu się powiodło - miał spędzić na tej wyspie ponad 36 lat i tam umrzeć, dorobiwszy się wcześniej znacznego (chociaż nigdy nie stał się bogaczem) majątku.

Był - jak pisze znawca jego życia i czasów, australijski historyk Trevor Burnard - absolutnie zwykłym człowiekiem w niezwykłych czasach .

Być może to zbyt surowa ocena, bo Thistlewood miał co najmniej jedną wyjątkową cechę: przez blisko 37 lat prowadził skrupulatnie dziennik, w którym spisywał - dzień po dniu - swoje życie. Pozostawił po sobie 37 tomów, jeden na każdy rok, zapisanych drobnym maczkiem.

Nigdy nie napisał, po co prowadził dziennik, ale był do niego bardzo przywiązany, bo rzadko kiedy pozwalał sobie na dzień bez zapisków. Przestał je prowadzić dopiero dwa tygodnie przed śmiercią, gdy był już bardzo chory.

Co wieczór pedantyczny Anglik notował, co robili jego niewolnicy, jakie kary im wymierzał, na co wydawał pieniądze, z kim się spotykał, jak się czuł i na co chorował.

Odnotowywał też książki, które czytał, i obserwacje, jakie czynił (jak wypadało dżentelmenowi wieku Oświecenia, Thistlewood próbował prowadzić badania przyrodnicze, ale nic na tym polu nie osiągnął). Kulawą łaciną odnotowywał też swoje relacje seksualne z różnymi kobietami.

Pomiędzy rokiem 1770 i 1776 Thomas Thistlewood wybatożył każdego ze swoich niewolników przynajmniej raz. Niektórych bił regularnie

 

Jego dzienniki mają jeszcze jedną szczególną cechę - nie ma w nich jakiejkolwiek autorefleksji. Pada w nich bardzo niewiele słów świadczących o jakimkolwiek życiu emocjonalnym autora i pojawiają się zaledwie parokrotnie: kiedy utonął siostrzeniec Thistlewooda, kiedy zmarł syn John, którego Thistlewood miał z jedną z niewolnic, kiedy wybuchło w okolicy duże powstanie niewolników. Thistlewood jest suchym, precyzyjnym i beznamiętnym obserwatorem jednego z najbardziej niezwykłych i okrutnych społeczeństw w dziejach.

Edukacja plantatora

Anglik nie miał żadnych rzucających się w oczy talentów, ale reguł życia na Jamajce uczył się bardzo szybko. 4 maja 1750 r., czyli w kilka dni po wylądowaniu w Kingston, William Dorrill, bogaty plantator trzciny cukrowej, zaoferował mu pracę nadzorcy w jednej ze swoich posiadłości. Thistlewood spędził tam dwa miesiące.

W dwunastym dniu pobytu gość zobaczył, jak Dorrill karze niewolników, którzy próbowali uciec. Wybatożył ich okrutnie, a potem w otwarte rany nakazał wcierać pieprz, sól i sok cytrynowy. Kiedy trzy dni później na plantację przyniesiono zwłoki innego niewolnika, Dorrill kazał uciąć trupowi głowę i wbić na tyczkę przed bramą plantacji, a resztę ciała spalić.

W połowie lipca 1750 r. Thistlewood był już pisarzem na innej plantacji - Vineyard Pen. Tam również mógł sobie obejrzeć, jak właściciel wymierza jednemu z niewolników 300 batów za "wiele przestępstw i zaniedbań".

A 1 października 1750 r. w pobliskim miasteczku Lacovia zobaczył, jak czarnuch o imieniu English został osądzony i powieszony natychmiast na pobliskim drzewie. Za to, że zamierzył się nożem na białego, obcięto mu rękę, a ciało zostawiono niepogrzebane.

Po raz pierwszy Thistlewood osobiście wychłostał batem niewolnika 20 lipca 1750 r. (niewolnicy, jak tego dnia zanotował, to banda złodziei i łotrów ). Parę dni później, 1 sierpnia, następny - który przymierzał się do ucieczki - dostał 150 batów. 10 sierpnia po raz pierwszy odnotował swój stosunek z niewolnicą.

Człowiek, który kochał wieś

Na Jamajce Thistlewood dorobił się niewielkiej plantacji oraz niewolników - w inwentarzu przeprowadzonym po jego śmierci wymienionych jest ich 34.

Nigdy nie ciągnęło go do miejskiego życia - wychowany na angielskiej wsi miał upodobanie do rolnictwa i dzikiej przyrody. Po pierwszym pobycie w Kingston, stolicy Jamajki, nigdy już tego miasta nie odwiedził. Sporadycznie podróżował do nieodległego miasteczka Savanna-la-Mar.

Całymi miesiącami żył jako jedyny biały otoczony czarnymi niewolnikami. (Zdarzało mu się tygodniami nie spotykać żadnego białego). Piastował urząd sędziego pokoju (za co nie pobierał wynagrodzenia, ponieważ był wolontariuszem), był oficerem w milicji i człowiekiem szanowanym - wśród sąsiadów słynął z doskonale zaplanowanego i utrzymanego ogrodu, któremu poświęcał wiele czasu i uwagi.

Kiedy umarł, jego majątek oszacowano na 3 tys. funtów, czyli blisko dziesięć razy tyle, ile warta była przeciętna własność ziemska w ówczesnej Anglii. Znajdował się górnej warstwie klasy średniej. Bogaty plantator John Tharp, który zmarł w 1805 r., miał 362 tys. funtów rocznego dochodu i 2,9 tys. niewolników.

Czarne złoto

Thistlewood przybył na Jamajkę w kluczowym momencie dziejów tej karaibskiej wyspy: plantacje cukru i tytoniu rosły jak na drożdżach, a europejski popyt na produkty kolonialne wydawał się nienasycony. Produkcję napędzała praca niewolnicza.

Niewolnicy Thistlewooda, podobnie jak większość niewolników na Jamajce, urodzili się w Afryce. Dobrobyt wyspy zależał od stałego dopływu nowej siły roboczej, bo na karaibskich plantacjach co roku umierało przeciętnie 2 proc. niewolników.

Z pozostawionych przez plantatorów spisów inwentarza ruchomego wynika, że fatalny zwykle stan zdrowia niewolników, którzy przeżywali, był skutkiem wyniszczającej pracy i złego odżywiania. W sporządzonym pod koniec XVIII wieku rejestrze niewolników z plantacji należących do majątku Beckford na Jamajce 188 z 604 młodych kobiet (poniżej czterdziestki) zostało opisanych jako niezdolne do pracy. O pozostałych pisano zazwyczaj "słabowita" albo "chorowita".

Niewolnicy uparcie też nie chcieli się rozmnażać. W 1780 r. na jednej z plantacji należących do tego samego właściciela przyszło na świat tylko 19 żywych niemowląt (na 274 zatrudnione tam młode kobiety).

Właściciele próbowali różnych metod, żeby zwiększyć płodność niewolników - jeden z nich na przykład nagradzał srebrnym dolarem każdą matkę, której niemowlę przeżyło tydzień po porodzie, ale efekty pozostawały mizerne. Plantatorzy i ich agenci narzekali, że kobiety przedłużają czas karmienia, żeby jak najdłużej nie zachodzić w ciążę, a kiedy już do tego dojdzie, domowymi sposobami spędzają płód.

Niewielu dochodziło do wniosku, że - oprócz pracy ponad siły - także niepewność własnego losu i okrutny system kar nie zachęcały niewolników do płodzenia dzieci.

Od pojmania w zachodniej Afryce niewolnik stawał się przedmiotem: na każdym kroku traktowany był bardzo brutalnie, jak przedmiot albo zwierzę robocze.

W 1725 r. doktor James Houstoun, brytyjski lekarz pracujący dla kompanii handlującej niewolnikami, tak pisał o Afrykanach: Ich naturalne usposobienie jest barbarzyńsko okrutne, egoistyczne i przewrotne, ich zachowanie równie barbarzyńskie i prymitywne, a w związku z tym największe poważanie wśród nich zdobywają ci mężczyźni, którzy umieją być największymi łotrami; grzech, pozostawiony bez żadnych ograniczeń samemu sobie, staje się cnotą. Jeżeli chodzi o ich zwyczaje, dokładnie przypominają im pokrewne stworzenia - małpy.

Droga na plantację

Śmiertelność była wysoka na wszystkich etapach handlu niewolnikami - od momentu, w którym zostali złapani przez afrykańskich handlarzy, przez transport na wybrzeże kontynentu, podróż przez Atlantyk, aż po pracę na plantacji. W sumie w całym okresie handlu niewolnikami z Afryki do obu Ameryk wywieziono od 11 do 14 mln ludzi.

O pierwszych dwóch częściach tej drogi historycy mogą powiedzieć niewiele; szacuje się, że od 10 do 50 proc. porwanych Afrykanów umierało podczas drogi na wybrzeże (im dłuższy był marsz, tym więcej ginęło po drodze).

Dużo dokładniejsze są statystyki śmiertelności w czasie transportu przez Atlantyk. Wynosiła ona - w zależności od okresu (w XVIII wieku niewolnicy systematycznie drożeli, więc bardziej o nich dbano) i czasu trwania podróży - od 7 do 20 proc.

Im późniejszy etap podróży, tym mniej niewolników umierało - nie tylko dlatego, że najsłabsi ginęli wcześniej, ale także dlatego, że w miarę oddalania się od Afryki byli coraz droższym towarem, więc wypadało troszczyć się o nich nieco bardziej.

Ile za niewolnika

W połowie XVIII w. w punkcie przeładunkowym w Afryce niewolnik kosztował 15-30 funtów (silni, młodzi mężczyźni byli wyceniani najwyżej). Czy byli tani? Drobny rzemieślnik w Anglii mógł wtedy zarabiać 40 funtów rocznie. Niewolnik był wart tyle, ile 300 kg cukru albo 16 sztuk broni palnej.

W 1789 r. na Jamajce za silną, zdolną do pracy kobietę handlarz żądał 75-85 funtów, a za mężczyznę od 80 do 100 funtów.

Znacznie drożsi byli posiadający dodatkowe umiejętności; oficjalne szacunki z tego czasu wyliczały 11 kategorii takich niewolników, z cenami zaczynającymi się od 120, a kończącymi na ponad 300 funtach.

Dyscyplina pana Thistlewooda

Na jednego białego przypadało na Jamajce ponad dziewięciu niewolników. Plantatorzy doskonale zdawali sobie sprawę, że są w niebezpiecznej sytuacji, wszak rewolty i ucieczki były na porządku dziennym. Terror wprowadzali świadomie i uważali za niezbędny, by nie dopuścić do buntu.

Pod datą 30 lipca 1756 r. Thistlewood zanotował: Piątek. Punch złapany nad Salt River i sprowadzony do domu. Wychłostałem go dobrze i Quacoo. A potem umyłem i natarłem wodą z solą, sosem z cytryny i pieprzem. Wychłostałem również Hektora za to, że zgubił swoją motykę. Kazałem nowemu czarnuchowi, Joemu, naszczać mu w oczy i do ust.

Wojciech Jagielski o gangach narkotykowych: Dudus, pierwszy po Bogu na Jamajce

Thistlewood miał bogaty repertuar kar. Według historyka Douglasa Halla pomiędzy 1770 i 1776 r. właściciel wybatożył każdego ze swoich niewolników przynajmniej raz. Niektórych bił regularnie.

W 1756 r. wynalazł karę, którą potem stosował z upodobaniem. Kazał jednemu z niewolników zdefekować się w usta drugiego. Potem włożyłem mu knebel do gęby i trzymałem go tak z cztery czy pięć godzin - zanotował Thistlewood.

Nakazywał też niewolnikom sikać do ust i oczu ukaranych. Innych smarował melasą i przywiązywał do pala na cały dzień na słońcu, gdzie obsiadały ich muchy i insekty. Regularnie zakuwał niewolników w łańcuchy, nakładał im obroże oraz naznaczał tak jak zwierzęta rozpalonym żelazem.

Duża część kar była wymyślona po to, żeby niewolników upokorzyć i pokazać im jasno, kto jest panem. Jak wynika z dzienników, niewolnicy stosowali przede wszystkim bierny opór, ale Thistlewood dobrze wiedział, że w każdej chwili grozi mu bunt i że chroni go przed nim tylko strach niewolników i groźba kary.

Pod koniec marca 1765 r. John, siostrzeniec Thistlewooda, utopił się podczas łowienia ryb w pobliskiej rzece. Thistlewood zanotował po pogrzebie: Czuję się dziwnie, cały w bólu, nie mogę nic jeść itd. Cztery dni później napisał: Ostatniej nocy pomiędzy 8 i 9 słyszałem strzały na wiwat nad rzeką i głośne okrzyki radości w naszych domach dla czarnych. Z radości, że mój krewniak nie żyje, jak sądzę. Dziwna bezczelność.

Thistlewood świetnie też zdawał sobie sprawę z tego, że białym na Jamajce zawsze grozi okrutna śmierć - w 1752 r. na wąskiej ścieżce obok bagna trafił na uciekiniera, niewolnika o imieniu Congo Sam, który chciał go zabić. Wpychał go do bagna, próbował zarąbać maczetą i krzyczał: Zabiję cię, zabiję cię teraz.

Scenę tę obserwowali inni niewolnicy, ale żaden nie kiwnął palcem w obronie białego. Thistlewood obronił się po półgodzinnej walce i w końcu przekonał innych czarnych, żeby mu pomogli. Co więcej - jak się domyślił - atak był prawdopodobnie przygotowany we współpracy z innymi niewolnikami. Wielu z nich wiedziało, że Sam zamierza zamordować Thistlewooda.

Osiem lat potem, w 1760 r., rewolta niewolników ogarnęła dużą część wyspy.

Seksualny alfabet

Przytłaczającą większość białych stanowili na Jamajce mężczyźni, nawet 80 proc. Seksualność białych kobiet była mocno kontrolowana: oficjalnie uważano je za strażniczki cnót, matki przyszłych właścicieli plantacji, strażniczki domowego ogniska.

Te zasady nie obowiązywały mężczyzn - uważano za rzecz naturalną, że uprawiają seks ze swoimi niewolnicami. Było to w pełni uprawnione wykorzystywanie swojej własności. Dochodziło do konfliktów tylko wtedy, kiedy biały człowiek uprawiał seks z niewolnicą innego - naruszał prawo własności.

Współczesne oblicze niewolnictwa: raport GRETA

Przed przybyciem na Jamajkę Thistlewood miał wiele doświadczeń seksualnych. Kobiety, z którymi w Anglii szedł do łóżka, oznaczał w dzienniku literami alfabetu - zaczynając od litery A. W 1750 r. był już przy literze Z.

Część jego partnerek stanowiły prostytutki, z którymi spotkał się tylko raz. Miewał jednak i dłuższe romanse - z od niedawna zamężną żoną swojego przyjaciela i pracodawcy w Tupholme oraz związek z Bett Mitchell, córką bogatego farmera z rodzinnego Lincolnshire, który - na co liczył Thistlewood - miał skończyć się małżeństwem. Ojciec młodej kobiety odrzucił jednak kandydaturę chłopaka bez grosza przy duszy.

Na Jamajce Thistlewood sypiał wyłącznie z czarnymi kobietami. I - jak podliczył historyk Trevor Burnard - od 1751 r. do 1764 r. odnotował w dzienniku 1774 akty seksualne ze 109 partnerkami!

W przeciętnym roku Thistlewood uprawiał seks 126,7 razy i miał siedem, osiem różnych partnerek. Z nich jednak 69 było jednorazowymi przygodami, ale tylko z 18 kochał się więcej niż dziesięć razy. Przez cały czas pozostawał jednak także w stałym związku - od 1754 r. do jego śmierci w 1786 r. partnerką plantatora była Kreolka Phibbah, którą wyzwolił w testamencie.

Thistlewood rzadko pisał, czy kobiety wyrażały zgodę na seks z nim. Z perspektywy ówczesnej Jamajki nie miało to znaczenia: gwałt na kobiecie, która była własnością plantatora, był po prostu niemożliwy.

Często odnotowywał za to prezenty, które dawał partnerkom: drobne monety, elementy garderoby, różne drobiazgi.

Było to - jak twierdzą historycy - zachowanie typowe dla białych plantatorów. Współcześni obserwatorzy odnotowywali, że klimat i urok czarnych kobiet (uważało się, że miały wręcz nienasycony apetyt seksualny) były dla białych nieodparte. Jeden z nich zauważył, że klimat Jamajki tak bardzo zmienia usposobienie jej mieszkańców, że kiedy kobieta wyląduje tam tak cnotliwa jak westalka, staje się perfekcyjną Messaliną w ciągu 48 godzin.

Historia HMS ''Bounty'': ''Bunt w drodze na Jamajkę'' i współczesne jej konsekwencje: ''Wielki Seks na małej wyspie''

 

Białych kobiet Thistlewood w ogóle nie traktował erotycznie: odmówił raz dwóm białym prostytutkom, a w dzienniku zanotował: Wolę od nich czarne .

Seks był także częścią systemu dominacji nad niewolnikami. Niewolnica w praktyce nie mogła odmówić - z wyjątkiem Phibbah, która była jego stałą partnerką - a sam Thistlewood często traktował go jako karę dla tych kobiet, które (jego zdaniem) coś przeskrobały.

W lutym 1753 r. niewolnica Klara zniknęła na całe popołudnie, irytując właściciela. Kiedy wróciła, Thistlewood z miejsca posiadł ją przy drzewie kawowym. We wrześniu tego samego roku dopadł inną kobietę, o imieniu Waddah, ukrywającą się w jednym z zabudowań (uciekinierka, jak sądzę ). Natychmiast zgwałcił ją na podłodze. Często dawał karanym kobietom wybór: seks albo baty. Odmowa mogła zaowocować ostrzejszą karą fizyczną.

Koniec plantacji

Thistlewood zmarł po niespodziewanej chorobie w 1786 r., kiedy wielkimi krokami nadchodziła już nowa epoka. Na zachodzie Europy narastał sprzeciw moralny wobec niewolnictwa, a akt o zakazie handlu niewolnikami wewnątrz Imperium Brytyjskiego Izba Gmin uchwaliła 23 lutego 1807 r. ogromną - 283 do 16 - przewagą głosów. Niewolnictwo zniesiono w 1834 r., a niedługo później uprawa trzciny cukrowej, która dawała karaibskiej kolonii jej ogromne bogactwo, zaczęła tracić na znaczeniu (Europejczycy nauczyli się wytwarzać cukier z buraków cukrowych). Wiele plantacji przestawiło się na uprawę bananów.

Nic nie wskazuje na to, żeby żałował czegokolwiek przed śmiercią. 23 września skarżył się na bóle reumatyczne. W następnych tygodniach pisze głównie o bezsenności, bólu i chorobie. Sąsiedzi, przeczuwając jego śmierć, przybywali w odwiedziny. 15 listopada Thistlewood przestał prowadzić dziennik. Zmarł dwa tygodnie później.

Dziś nie ma już śladu po jego plantacji ani po plantacjach, na których pracował. O Thistlewoodzie szybko zapomniano; jedyne, co po nim zostało, to odnalezione w XX w. dzienniki - świadectwo jednego z najbardziej brutalnych społeczeństw, jakie kiedykolwiek istniały.

Korzystałem m.in. z książek: D. Hall, In Miserable Slavery. Thomas Thistlewood in Jamaica, 1750-1786, Barbados - Jamaica - Trinidad and Tobago 1999 oraz T. Burnard, Mastery, Tyranny and Desire. Thomas Thistlewood and his Slaves in the Anglo-Jamaican World, Chapel Hill - London 2004

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ciekawy polski akcent dotyczący produkcji cukru: Franz Karl Achard, Francuz mieszkający w Prusach, w 1786 opracował procedurę na przemysłową produkcję i rafinerię cukru z buraka. Wzbudził zainteresowanie Fryderyka Wilhelma III, który zapewnił pomoc finansową. W 1801 dzięki uzyskanej pożyczce nabył majątek Konary (wtedy Kunern), na Śląsku, w którym urządził pierwszą cukrownię. (za Wiki)
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Nie wiem co o tym myslec ale Ghent jest w Belgii :-)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    "gwałt na kobiecie, która była własnością plantatora, był po prostu niemożliwy." To kojarzy mi się z poglądem Lappera że prostytutki nie można zgwałcić. Tyle tylko że Thistlewood żył w XVIII w. a Lepper w XXI. Wracając do tematu okrutnych kar. Anglicy nie mają na nie monopolu. Na południowo-wschodnich terenach Rzeczypispolitej od Średniowiecza aż po wiek XVIII stosowano karę wbijania na pal. Skazani na nią bywali najczęściej hajdamacy (zubożali chłopi zajmujący się zbójectwem) a także zdrajcy. Narzędziem kary był przygotowany wcześniej pal – zaostrzony z jednej strony drewniany słup. Nogi leżącego na ziemi skazańca kat wiązał sznurami lub powrozami do pary koni lub wołów, a pal kładł między nogami skazanego. Gdy zwierzęta zaczynały iść, ciągnęły ze sobą skazańca. Pal wbijał się w odbyt człowieka i pogrążał się dalej, ale nie dopuszczano do tego, by przebił go całkowicie(Kobiety nabijano czasem na pochwę). Następnie kat odwiązywał zwierzęta, a słup z nabitym człowiekiem stawiano pionowo. Pod wpływem ciężaru ciała pal pogrążał się coraz głębiej, przebijając powoli wnętrzności. Skazaniec konał przez długi czas, zależnie od wytrzymałości organizmu i stopnia uszkodzenia organów wewnętrznych; trwać to mogło nawet 3 dni. Krzywo wbity pal znacznie przedłużał cierpienia skazańca. Czasami, dla zaostrzenia kary, skazańca po nabiciu na pal smarowano łatwopalną substancją i podpalano.
    @ng1tzb10 Tylko że tę karę stosowano za ciężkie przestępstwa a niewolnictwa jako takiego w Polsce nie było. Różne wymyśle tortury na przestępcach stosowano w przeszłości na całym świecie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @wolny.kan.gur
    nie było? a kim był chłop pańszczyźniany?
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    W kapitalistycznej Polsce już niedługo tak będzie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    4