Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie wiem, kto w PRL-u miał kłopoty z seksem - bo na pewno nie moi rodzice - napisał na blogu sekretarz generalny SLD 32-letni Krzysztof Gawkowski.

Książka "Kłopoty z seksem w PRL" przywołana została w rytualnej już, corocznej debacie sejmowej nad rozwiązaniem IPN (czego chce SLD) i określona przez polityków tej partii jako przykład głupstw, na które Instytut marnuje pieniądze podatników.

Akurat badania nad PRL, w tym nad ówczesnym życiem społecznym, są naprawdę potrzebne. PRL nie był - jak się niektórym jego lewicowym apologetom wydaje - oazą postępu, równości i bezpieczeństwa socjalnego.

To prawda, komuniści zlikwidowali bezrobocie - zatrudniając miliony Polaków w nieefektywnych zakładach - ale osłony socjalne w PRL były kiepskie, a poziom opieki zdrowotnej, szkół czy przedszkoli pozostawiał wiele do życzenia. PRL był także ustrojem konserwatywnym i patriarchalnym, który gejów traktował jako dewiantów (choć nie zamykał ich do więzienia), a sprawy seksu jako wstydliwe.

Rozmowa z Krzysztofem Tomasikiem, autorem książki ''Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u'': Lewi, cioty, pedeki

 

Opowieść czwórki uczniów znanego historyka prof. Marcina Kuli o seksie w PRL składa się z czterech części: historii akcji "W", czyli zwalczania chorób wenerycznych pod koniec lat 40., dziejów liberalizacji ustawy o przerywaniu ciąży (1955-56), funkcjonowania oddziałów położniczych w latach 80. i historii początków ruchu gejowskiego w Polsce (też lata 80.).

Wyłania się z tej książki obraz państwa brutalnego i zamordystycznego, pruderyjnego i - może przede wszystkim - niesłychanie prymitywnego i biednego. Seks, zwłaszcza niemałżeński, uprawiany był często tak, jak opisał to w swoich pamiętnikach "Wiara i wina" Jacek Kuroń. W latach 50. Kuroń był kierownikiem wydziału propagandy w Zarządzie Stołecznego Związku Młodzieży Polskiej i odwiedzał hotele robotnicze. To, co tam się działo, budziło w nim grozę: Noc w noc trwały hałaśliwe orgie, których przekupiona cerberka nie słyszała. Dziewczyny chodziły w gruzy za parę złotych, za butelkę wina. Mówiono o nich "gruzinki". Oczywiście zachodziły w ciążę, niektóre rodziły, oddawały dzieci do Domu Małego Dziecka (...). Były liczne przypadki pozbywania się płodu; skrobanka to była wtedy zbrodnia, dziewczyny używały różnych metod, które pamiętały od znachorek wiejskich, chorowały, umierały. Zdarzało się, że rodziły i zabijały dzieci w gruzach.

Ten opis dobrze wprowadza nas w klimat epoki. Choroby weneryczne szalały i dopiero ogromnym wysiłkiem organizacyjnym udało się je opanować (oraz dzięki penicylinie, wówczas supernowoczesnemu lekarstwu, które dostaliśmy w prezencie od Amerykanów).

W 1945 r. minister zdrowia pisał: Szerzeniu się tak rzeżączki, jak i kiły sprzyja czas wojny, przemarsze wojsk, nędza wędrującej ludności i stan, jaki pozostawił po sobie okupant. Niebezpieczeństwo jest olbrzymie, nie boję się używać tego wyrazu i używam go z całą świadomością, gdyż liczby i dane napływające z Zachodu, jak również postępy, jakie czyni zaraza weneryczna, której ofiary należy liczyć na setki tysięcy, uprawniają mnie do takich określeń. Choroby weneryczne szerzą się z zastraszającą gwałtownością, mówi się o 20-30 proc. chorych w województwach zachodnich, mówi się o nasileniu, jakiego w Polsce nigdy nie bywaliśmy świadkami.

W latach 1947-48 liczba świeżych zakażeń kiłą sięgała ok. 100 tys. rocznie (na całą populację liczącą 26 mln!).

Wszystkie liczby, które znajdziemy w tej książce, robią zresztą wrażenie. W pierwszej połowie lat 50. w Polsce rodziło się prawie pół miliona dzieci rocznie, a w samym 1951 r. według szacunków rządowych przeprowadzano w Polsce 300 tys. sztucznych poronień - chociaż aborcja była zakazana. Według danych Ministerstwa Zdrowia tylko w 1955 r. do szpitali trafiło 80 tys. pacjentek z poronieniami rozpoczętymi w domu. 1,6 tys. z nich zmarło.

W sprawozdaniach z prasowo-sejmowej debaty o przerywaniu ciąży mnożą się przypadki kobiet, które mają siedmioro czy dziewięcioro dzieci i którym lekarz (ze względu na poglądy religijne) odmawia przeprowadzenia już legalnego zabiegu. W pierwszych dekadach PRL środków antykoncepcyjnych poza prezerwatywami nie było i kobiety ponosiły tego konsekwencje. To druga przyczyna wysokiego przyrostu naturalnego z tamtych czasów, za którym tęsknią dziś prawicowokatoliccy politycy.

Było też dużo rozwodów, a ich liczba dramatycznie rosła. Oto typowa historia z epoki z artykułu o rozwodach w "Nowej Kulturze" - głównym tygodniku kulturalnym stalinizmu - z 1955 r.: Małżeństwo M. z Nowej Huty, w chwili zawarcia związku małżeńskiego oboje mieli po 20 lat. Pobrali się po miesięcznej znajomości właściwie przelotnej tylko (...). Ona bardzo szybko zaszła w ciążę, której nie chciała. Przez okres ciąży w domu było "piekło", a po urodzeniu się dziecka matka natychmiast wróciła do dawnego panieńskiego trybu życia, zostawiając dom i dziecko trosce męża. Zaczęła prowadzić się coraz gorzej, aż w końcu zaraziła męża chorobą weneryczną. Na rozprawie rozwodowej tłumaczyła się: Znienawidziłam go, kiedy mi tak od razu zamknął życie dzieckiem. Czułam się taka młoda, chciałam się jeszcze bawić, żyć.

 

Polska Kronika Filmowa o antykoncepcji i niechcianych dzieciach (drastyczne zdjęcia), 1981 r.

"Kłopoty z seksem w PRL" to niesłychanie przygnębiająca lektura. Polecałbym ją zwłaszcza dwóm grupom czytelników - tym, którzy są wrogami środków antykoncepcyjnych, gejów i przerywania ciąży ze względów ideologicznych, i tym, którzy uważają, że gdyby tego wszystkiego zabronić i o tych wszystkich sprawach nie mówić, Polska byłaby lepsza. Nie byłaby.

 

Kłopoty z seksem w PRL. Rodzenie nie całkiem po ludzku,

 

aborcja, choroby, odmienności

 

Piotr Barański, Aleksandra Czajkowska, Agata Fiedotow,

 

Agnieszka Wochna-Tymińska

 

Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego i Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2012

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.