28 lutego 1973 r. szefowie polskiej i czechosłowackiej bezpieki giną w katastrofie lotniczej pod Szczecinem. - Mieli tam jechać koleją, nawet salonką, ale w Warszawie popili i byli spóźnieni, dlatego zdecydowali, że polecą - opowiadał emerytowany oficer SB. Dziś mówi się o błędach pilotów i ich zbytniej brawurze przy lądowaniu. Niektórzy wspominają, że piloci mogli lecieć po kielichu, ale w Warszawie zapadła decyzja by tego nie rozgrzebywać.

Ale Historia! CZYTAJ CO PONIEDZIAŁEK z papierowym wydaniem 'Gazety Wyborczej' i oglądaj w wersji Ale Historia. Wideo.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Czyli, w Polsce wszystko po staremu. certare.pl/wp/trzydziesci-lat-slomianej-rewolucji/
@antybiurokrata Nie wszystko. Ówczesne komunistyczne władze nie były aż tak głupie, żeby oskarżać "wiadome siły" o zamach. .
już oceniałe(a)ś
26
2
Moze to był błąd?! Przecież te same wrogie sily anty-robotniczo burżuazyjno imperialistycznej dywersji które były odpowiedzialne za stonkę mogły tez mgle rozpylić albo zainstalować wielki magnes albo wrogich agentów albo bombę? A może ludzie byli wtedy w Polsce mądrzejsi i taki plan by nie wypalił? A pogrzeb na armacie przynajmniej byl?
już oceniałe(a)ś
10
4
"Niektórzy wspominają, że piloci mogli lecieć po kielichu". Co za bzdura! Wspominać sobie można, że mogli! Szczególnie wspominać może Genowefo Pinda ówczesna konduktorka tramwaju! Oj, IPN nie kompromituj się!
już oceniałe(a)ś
114
28
Nie wiem, skąd sugestia, ze piloci popili...? Katastrofa pod Goleniowem 28 lutego 1973 r. w katastrofie lotniczej w okolicach lotniska Szczecin-Goleniów zginęło 17 osób. Na pokładzie zbliżającego się do lotniska samolotu An-24 znajdowali się przedstawiciele kierownictwa ministerstwa spraw wewnętrznych Polski i Czechosłowacji oraz pięciu wojskowych pilotów. Samolot An-24 odbywał lot z Warszawy do Szczecina. Na jego pokładzie znajdowali się polski minister spraw wewnętrznych Wiesław Ociepka z towarzyszącymi oficerami resortu oraz sześciu gości z Czechosłowacji, między innymi czechosłowacki minister spraw wewnętrznych Radko Kaska. Celem wizyty było odwiedzenie szczecińskiego portu lotniczego oraz czechosłowackiego konsulatu. Kilkanaście minut przed godziną 23 samolot rozpoczął przygotowania do podejścia na lotnisko w Goleniowie. O godzinie 22.52 stracono łączność z maszyną, która – jak się wkrótce okazało – runęła na ziemię w odległości około 2 km od lotniska. Śmierć poniosło 17 osób – wszyscy obecni na pokładzie, w tym pięciu członków załogi, wojskowych pilotów. Szczątki samolotu rozrzucone były w promieniu kilkuset metrów wokół miejsca wypadku, które wkrótce zostało otoczone szczelnym kordonem służb bezpieczeństwa. Oprócz oficjalnych komunikatów w mediach nie pojawiały się żadne informacje o katastrofie, nie publikowano też zdjęć z miejsca tragedii. Po kilkudziesięciu dniach pracy specjalnej komisji badającej okoliczności katastrofy podano jej przyczynę: nagła utrata wysokości lotu (głębokie przepadnięcie) spowodowana turbulencją – intensywnymi wirami powietrznymi. Wiarygodność komunikatu komisji od początku budziła jednak zastrzeżenia. Pojawiły się informacje o naciskach, jakie na komisję wywierali wysocy urzędnicy państwowi, a także różniące się od wersji oficjalnej hipotezy dotyczące przyczyn katastrofy, np. oblodzenie samolotu lub nawet sabotaż czechosłowackich służb specjalnych. An-24, który uległ katastrofie, należał do 36 specjalnego pułku lotnictwa transportowego z warszawskiego Okęcia. Samolot z numerem bocznym 012 został wyprodukowany w 1969 r. i w tym roku trafił do pułku. Katastrofa pod Goleniowem, do której doszło dokładnie 35 lat temu, obok tegorocznej tragedii spod Mirosławca należy do największych katastrof lotniczych z udziałem wojskowych samolotów w powojennej Polsce.
Bardzo możliwe, że przyczyna była podobna jak w Smoleńsku. Chcieli podejść "na szczura" aby zobaczyć ziemię, no i zobaczyli.
już oceniałe(a)ś
26
7
PS. cytat zaczerpniety z portalu lotniczapolska.pl, autor: Sławomir Kasjaniuk, 2008-02-28
już oceniałe(a)ś
15
0
Naciski wysokich urzędników państwowych - czyli w Polsce wszystko po staremu.
już oceniałe(a)ś
20
6
@Gosc: Wojtek i znowu 36 SPLT - ta jednostka ma na koncie więcej zabitych polskich wojskowych niz Talibowie w Afganistanie
już oceniałe(a)ś
28
0
@Gosc: a1 Talibowie eliminowali mięso armatnie.....nasi szarże./szybko i skutecznie/..
już oceniałe(a)ś
16
4
@malgosia_h Pracowałem wtedy w " Kaskadzie " czekając na delegację VIP - ów , mówiło się o turbulencji i po cichu o sabotażu , na pewno nie o alkoholu i błędzie pilotów . Może dlatego że był wtedy kult polskich pilotów .
już oceniałe(a)ś
14
0
@malgosia_h Były wybuchy?
już oceniałe(a)ś
5
0
@wojtusz Byl hel ? Brzoza ? Antek Maciora ?
już oceniałe(a)ś
4
2
@wojtusz No przecież widać po zdjęciach że były dwa wybuchy. A przerobiony bombowiec ściął by drzewa jak kosa...
już oceniałe(a)ś
2
1
Ale jesli w 73 roku to nie 35 lat temu..
już oceniałe(a)ś
0
1
O katastrofie pod Mieroslawcem tez "mowilo sie" o alkoholu i brawurze. O katastrofie smolenskiej tez "mowi sie". Jaka nahalna propaganda. Zginal minister a "pisze sie": katastrofa ubekow. Przy GW, Rzepa jest wzorem solidnosci dziennikarskiej.
@wydeusz To co tu robisz jeśli można zapytać????
już oceniałe(a)ś
7
14
Tak samo jeżdżą samochody naszych VIPów. No a oni nic nie mają w tym względzie do powiedzenia bo śpią. www.se.pl/wydarzenia/kraj/kaczynski-lamie-przepisy-drogowe-limuzyna-prezesa-pis-pedzila-ponad-140kmh-wyprzedzala-na-podwojnej-_202555.html Podaję akurat tego polityka bo politycy z innych partii złapani na takich numerach próbują kręcić, mataczyć, wić się jak piskorze - wiedzą, ze źle zrobili. Pan JK uważa, że nic złego się nie stało. On czyściutki i jego kierowca też. Tak samo jak pewien generał z pewnego samolotu.
@maaac Jarek ma rację, poseł jest jak Straż Pożarna i dlatego ma prawo też jak ona jeździć, lubię go za to, że się z lemingami nie obcyndala :)))
już oceniałe(a)ś
6
11
@abhaod Z zastrzeżeniem ze strażacy maja sikawki.Jarek jedynie zapałki do podpalania kukieł Walesy.
już oceniałe(a)ś
8
0
Prawdopodobnie było to zjawisko o nazwie " kliwok". W tamtych czasach , w Polsce nieznane. To narastanie warstwy lodu na przedniej części profilu statecznika poziomego. Powoduje pogrubienie profilu statecznika poziomego i zwiększenie jego siły nośnej. Efektem jest unoszenie ogona , opuszczanie dziobu. Nie jest to możliwe do skorygowania ściągnięciem steru wysokości i w konsekwencji prowadzi do uderzenia dziobem w ziemię. Szczególnie podatne na to są grzbietopłaty ( np. An-24 i im podobne). Wychylenie pełnych klap, zmienia , w sposób znaczny, kierunek napływy strug powietrza i przyczynia się do zwiększenia szybkości narastania lodu, stąd późniejszy zakaz ich używania w czasie podejścia do lądowania w warunkach oblodzenia.
@x4-6 Rzeczywiście to była główna hipoteza.A nie jakieś tam bzdurne przywidzenia z alkoholem w tle. Poziom tego co się tu wypisuje to dno. Jakiś bełkot. Do końca eksploatacji An-24 w kraju uczulało się załogi na to zjawisko.
już oceniałe(a)ś
18
0
Wypisz wymaluj to samo co pod Mirosławcem . Alkohol brawura no i traktowanie samolotu jak taksówki . Jeszcze nie wystartuje a juz musi lądować coby paniska do domu za daleko nie mieli
już oceniałe(a)ś
56
11
W tym kraju nigdy nic nie ustalą bo zawsze to jest nie po czyjejś myśli i tak było też w Smoleńsku bo.."nie wypada źle o zmarłych".. i mamy kolejnych i kolejnych i kolejnych zmarłych....!!!
@Gość: Jojo właśnie. NIE PO CZYJEJŚ MYŚLI. jesli ktoś chce coś ukryć, zawsze będą jakieś niedomówienia, oskarżenia i wszystkie procedury związane z ukryciem prawdy.
już oceniałe(a)ś
6
14
Ale czego "nie ustalili"? Czego z tej katastrofy nie rozumiesz?
już oceniałe(a)ś
12
2
`