Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeglądasz naszą stronę na smarfonie i nie widzisz infografiki? Znajdziesz ją tutaj.

Kotwica na placu Tobruckim

Kotwice w czasach PRL-u stawiano przed muzeami, szkołami, na skwerach. Duże, małe, średnie. Brano je ze statków idących na złom, wydobywano z dna Odry czy też odnajdywano w porcie podczas prac pogłębiarskich. Jest ich około czterdziestu, rozsianych po całym mieście. Jedna z większych stoi na imponującym cokole na placu Tobruckim. To niemal serce miasta, tuż koło Bramy Portowej. Na przedwojennych pocztówkach w tym miejscu widać wysoką na trzy metry postać kobiety, która dźwiga na ramionach żagiel i podpiera się na kotwicy. Stoi na łodzi, którą podtrzymują Merkury i nagie bóstwa morskie. To Sedina - germańska patronka miasta, bogini mórz i oceanów.

Kompozycja będąca elementem fontanny została odsłonięta w 1898 r. Uroczystość połączono z otwarciem nowych basenów w szczecińskim porcie. Sedina od razu stała się wizytówką miasta. W jednym z przewodników po Szczecinie, wydanym jeszcze przed pierwszą wojną światową, napisano o niej: Wielkie, wspaniałe arcydzieło odlane w brązie. Całość symbolizowała związek miasta z handlem i morzem, wierzono, że Sedina zapewnia Szczecinowi pomyślność. Do naszych czasów przetrwało mnóstwo widokówek z jej wizerunkiem. W czasie wojny Sedina zaginęła. Pewne jest tylko to, że jeszcze w pierwszych wojennych latach rzeźba była na cokole. Świadczą o tym choćby pamiątkowe zdjęcia, które robili polscy robotnicy przymusowi licznie obecni w niemieckim Stettinie.

Kiedy w połowie lat 90. pojawił się pomysł odszukania Sediny, nikt nie protestował. Kilku przedsiębiorców podjęło nawet próbę zebrania pieniędzy na odtworzenie rzeźby, ale bez większych sukcesów. W 2007 r. natrafiono na emocjonujący trop - opowieść byłej mieszkanki Stettina, która twierdziła, że widziała, jak rzeźbę zakopywano w miejskim lasku. Poszukiwania były prowadzone m.in. za pomocą georadaru. Niestety, bez rezultatów. W 2011 r. Szczecin był o krok od odtworzenia niegdysiejszego symbolu miasta. Znalazły się na to unijne fundusze. Jednak za sprawą radnych PiS będących w koalicji z prezydentem projekt został pogrzebany.

Statek z betonu

Ma 90 m długości, jest cały z betonu i tak wielki, że chociaż opadł na dno jeziora, wygląda, jakby po nim płynął.

Szary kadłub statku "Karl Finsterwalde" leży na mieliźnie w północnej części jeziora Dąbie.

Zbudowany w 1941 r. przez Niemców betonowiec został uszkodzony podczas jednego z bombardowań. W latach 60. po prowizorycznych naprawach jednostkę udało się unieść z dna i przeholować kilkaset metrów w głąb jeziora. Tam kolos (burta statku ma ponad sześć metrów wysokości) osiadł na płyciźnie.

Czemu statek powstał z betonu? Była to próba ominięcia problemów z cenną stalą, której w warunkach wojennych potrzebował przemysł zbrojeniowy. "Karl Finsterwalde" powstał jako zwykły tankowiec mający transportować paliwo z położonej tuż koło Szczecina potężnej fabryki benzyny syntetycznej w Policach (pozostały po niej imponujące ruiny).

Na betonowiec organizowane są wycieczki kajakowe. Szczecinianie i turyści docierają tam też własnymi motorówkami i jachtami. Pokład bywa też regularnie sceną koncertów.

Wieża Bismarcka

To jedna z serii wież, które powstały w Niemczech na przełomie XIX i XX wieku, by upamiętnić żelaznego kanclerza.

Zaczęto ją budować w 1912 r., ale prace przerwała pierwsza wojna światowa. Mauzoleum poświęcone Bismarckowi otwarte zostało dopiero w sierpniu 1921 r.

Stanęło ono na Zielonym Wzgórzu w dzielnicy Gocław i od razu stało się weekendową atrakcją turystyczną. Wieża przyciągała nie tylko szczecinian rozkoszujących się pięknym widokiem na miasto, Odrę i jezioro Dąbie, ale też smakoszy dobrej kuchni - tuż obok znakomicie funkcjonowała kawiarnia Weinberg i restauracje Julo, Gotzlow, Böhmer Wald. Z centrum Szczecina spod Wałów Chrobrego do Gocławia regularnie kursowały statki białej floty.

Po wojnie wieża została zdewastowana. Przez lata krążyły opowieści o odbywających się tam czarnych mszach satanistów, a mroczną legendę uzupełniały relacje o śmiertelnych wypadkach nieostrożnych osób, które spadały z pozbawionej barierek wieży.

Dziś wieża Bismarcka jest zamknięta. Na jej zewnętrznych ścianach można tylko spotkać miłośników wspinaczki skałkowej.

Wały Chrobrego i Łasztownia

Wały Chrobrego to nadodrzański taras widokowy o długości 500 m. Służy do spacerów, umawiania się na randki, oprowadzania rodziny, która wpadła z wizytą. Czasami można tam pójść na koncert, festiwal czy Dni Morza.

Wały zostały wzniesione według koncepcji słynnego architekta Wilhelma Meyera w latach 1902-21, z inicjatywy nadburmistrza Hermanna Hakena (stąd pierwotna nazwa Hakenterrasse). Roztacza się z nich widok na Odrę i pływające po niej statki, port, nieczynną szczecińską stocznię, jezioro Dąbie oraz Łasztownię.

Łasztownia to wyspa rzeczna, na której osiedlali się rybacy. Potem zbudowano tam zakłady szkutnicze, garbarnię, spichlerze i portowe magazyny, a także rafinerię cukru i wytwórnię octu. W XIX wieku na wyspie rozłożyły się liczne przedsiębiorstwa związane z gospodarką morską. To tam beczkowano słynne szczecińskie śledzie wysyłane w świat.

Zrujnowany kompleks zabytkowych budynków po dawnej rzeźni miejskiej został niedawno odrestaurowany. Ulokowały się tam: biura, galeria, restauracja, klub kapitanów, sala filmowa, księgarnia. I najlepszy widok na Wały Chrobrego.

Jasne błonia i pomnik czynu Polaków

Ten rozległy teren zielony powstał w latach 1925-27 na gruntach należących do rodziny przemysłowców Quistorpów. Ich zasługi dla miasta trudno przecenić. Żyjący w latach 1822-99 Johannes Heinrich Quistorp był jednym z najbogatszych szczecinian. Na jego terenach i z jego inicjatywy powstały dwie piękne dzielnice: Westend i Neu Westend (dzisiaj to Pogodno). Przemysłowiec był szczodrym filantropem, podobnie jak jego syn Martin Quistorp, który w 1908 r. przekazał miastu gotowy park - Quistorp-Aue (obsadzony platanami teren na tyłach urzędu miejskiego).

Na błoniach od 1979 r. stoi pomnik Czynu Polaków. Pomysł powstał na początku lat 70. w Komitecie Wojewódzkim PZPR. Ideologię dorobiono później. Na autora pomnika wybrano Gustawa Zemłę, który w książce "Pomnik Czynu Polaków" wspominał: Mieszkańcy Szczecina znaleźli się w nim nie zawsze z własnej woli i pochodzili z różnych stron. Trzeba ich było połączyć jednym polskim znakiem. (...) Tylko ten czyn Polaków. Jaki czyn? - zastanawiałem się. Zbrojny, gospodarczy, a może czyn społeczny, który był wtedy w modzie? Dziś pomnik z trzema wznoszącymi się ku niebu orłami mają za swój wszyscy szczecinianie.

Pałac carycy pod Globusem

Najbardziej reprezentacyjną budowlą przy pl. Orła Białego jest Pałac pod Globusem. Stoi tam od końca XIX w. Zajął miejsce XVIII-wiecznego pałacu Grumbkowa, powstałego z inicjatywy naczelnego prezydenta Rejencji Pomorskiej, najważniejszego urzędnika na Pomorzu. W pałacu w 1759 r. przyszła na świat księżniczka Zofia Dorota Wirtemberska, w historii znana pod imieniem Marii Fiodorowny. 18-letnią szczeciniankę pojął za żonę książę Paweł Piotrowicz Romanow, który został carem Pawłem I. Szczecińskie pochodzenie jego żony teściowa caryca Katarzyna II przyjęła za dobry znak. Wszak sama urodziła się w Szczecinie w 1729 r. jako Zofia Augusta Fryderyka von Anhalt-Zerbst. Ona przyszła na świat w niezachowanym domu przy ul. Farnej 1. Rodzina zaraz po jej narodzinach przeniosła się do apartamentów w zachodnim skrzydle szczecińskiego zamku, gdy ojciec przyszłej carycy został gubernatorem miasta i komendantem budującej się szczecińskiej twierdzy.

Przed drugą wojną światową działało przy ul. Farnej małe muzeum poświęcone Katarzynie II. W czasie wojny pamiątki po niej zaginęły. W 1949 r. z budynku zdjęto też upamiętniającą ją marmurową tablicę.

Jej synowej, Marii Fiodorownie, nadano przydomek "matki carów", bo dwóch jej synów zasiadło potem na tronie Rosji. Dziś Pałac pod Globusem to pięknie wyremontowana siedziba Akademii Sztuki.

Katedra i wieża widokowa

Kościół pw. św. Jakuba to kawał historii Szczecina. Świątynia, której historia sięga XIII wieku, padała ofiarą żywiołów, katastrof budowlanych, uszkadzano ją w czasie wojen i oblężeń. Na najstarszych rycinach i zdjęciach zawsze wyróżniała się jednak jako najwyższy obiekt w mieście. I tak było do 1944 r., kiedy kościół zwieńczony 120-metrową iglicą został zniszczony w czasie alianckich bombardowań. W tajemniczych okolicznościach zniknęło wcześniej niemal całe jego wyposażenie. Ołtarz i organy ukryte w jednym z zamków pod Szczecinem przepadły bez wieści w 1945 r. Nieliczne tropy wskazują, że zabytki zostały wywiezione do ZSRR.

Z kościoła pozostały tylko fragmenty zewnętrznych murów i mocno nadwyrężoną wieżą, która w kwietniu 1960 r. omal się nie zawaliła. Władze gotowe były rozebrać świątynię, ale dzięki " intrydze" konserwatorów zabytków udało się udowodnić, że będzie to kosztowniejsze niż chociażby prowizoryczna odbudowa. Kościół udało się uratować.

W 2008 r. ówczesny proboszcz kościoła ks. Jan Kazieczko doprowadził do rekonstrukcji imponującej iglicy (sięga 110 m). Jej ustawienie na szczycie wieży obserwowało kilka tysięcy mieszkańców. Wraz z iglicą powstał ukryty w jej podstawie przeszklony taras widokowy, z którego rozciąga się widok na cały Szczecin.

Podziemia pod miastem

To jeden z największych schronów w Polsce. Ma około 3 tys. m kw. powierzchni. Wyprawa do tuneli rozciągających się pod stacją Szczecin Główny i fragmentem miasta podzielona jest na dwie trasy - jedna opowiada o wojennych losach miasta, druga skupia się na okresie zimnej wojny.

Schron został ukończony przez Niemców w 1941 r. i był przeznaczony dla ludności cywilnej. Mogło się w nim ukryć nawet 5 tys. osób. Był wyposażony w agregaty, filtry powietrza oraz sanitariaty. Część jego ścian pomalowano farbą fosforową. Dzięki temu po wyłączeniu światła w pomieszczeniach utrzymuje się delikatny półmrok. Miało to zapobiegać wybuchowi paniki, gdyby w schronie zapadły egipskie ciemności z powodu odcięcia zasilania.

Równie intrygująco przedstawia się część schronu, w której po wojnie urzędowała Obrona Cywilna. Zachowało się tam oryginalne wyposażenie: skrzynie z setkami masek przeciwgazowych, gabinet lekarski, pokój szefa OC ze starym biurkiem, lampką, telefonem, meblami i portretem Edwarda Gierka. Na ścianach wiszą plakaty instruujące, co robić w przypadku skażenia, i tabliczki głoszące: "Obrona cywilna naszą wspólną sprawą".

Cmentarz centralny

To największy cmentarz w Polsce, trzeci co do wielkości w Europie - po Hamburgu i Wiedniu. Jego projektant, radca budowlany Wilhelm Meyer Schwart (to także projektant dzisiejszych Wałów Chrobrego) wymarzył sobie cmentarz-park, zgodnie z popularną wtedy ideą ogrodów śmierci. Nekropolię otwarto w 1901 r. Siatka alej i kwater obsadzona została 360 gatunkami drzew i roślin; ponad 50 z nich jest rzadko spotykanych. Aby nekropolia była dziełem sztuki, jej dyrektor Georg Hannig, dyplomowany ogrodnik, nie wahał się wprowadzić restrykcyjnych przepisów regulujących wielkość nagrobków oraz rodzaj użytych materiałów (żadnych płyt szlifowanych na połysk, figury tylko kamienne).

Po drugiej wojnie światowej większość nagrobnych figur miała odstrzelone głowy, które stały się celami dla czerwonoarmistów. Powojennemu porządkowaniu cmentarza towarzyszyło masowe usuwanie niemieckich nagrobków, które posłużyły za materiał na murki czy chodniki. Dziś poniemieckie nagrobki podziwiać można w pięknie zaaranżowanym lapidarium.

Czekamy na opowieści jak losy Waszych rodzin przeplatają się z historią Polski: historierodzinne@wyborcza.pl





W ''Objazdowym Muzeum Historii Polski czytaj:

Szczecin. W PRL-u - Dziki Zachód. A potem - okno na Zachód (i NRD)
Peerelowskie hasło "Byliśmy - jesteśmy - będziemy" było mocno naciągane. Mieszkańcy powojennego Szczecina przez dziesięciolecia nie czuli się u siebie i nie wiedzieli, czy zostaną tam na zawsze. Może właśnie dlatego stworzyli miasto niepokorne?

Wieża Bismarcka, mroczne miejsce... Poznaj tajemnice Szczecina!
Nie od razu Szczecin zbudowano

Szczecin. Powikłana historia miasta w 13 datach
Gryfici, caryca i alianci

Szczecińskiej stoczni nawet Sowieci nie zarżnęli. Dopiero Chińczycy...
Na początku XX wieku w Szczecinie powstawały największe i najszybsze transatlantyki, przy których przereklamowany "Titanic" z atrapą czwartego komina wywołuje uśmiech politowania

Szczecińscy książęta ze słowiańskim rodowodem. Kiełbasą zabijali, ginęli od czarów
Błazen ścięty kiełbasą? Takie atrakcje tylko w Szczecinie

Junak, polski Harley-Davidson. Poznaj kultowy motor PRL-u
"Tylko tej maszynie kłaniają się w Szczecinie" - śpiewano w latach 60. Kultowy Junak, motocykl z duszą, do dziś jest obiektem pożądania fanów motoryzacji



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.