Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Historia szczecińskiej stoczni zaczyna się w połowie XIX wieku. Pierwszy zwodowany statek miał 35 m długości i nazwę "Dievenow". Sukcesy nadeszły na przełomie XIX i XX wieku. Stocznia Vulcan udowodniła, że potrafi zbudować wszystko: od pancernika dla chińskiej marynarki wojennej po największe i najszybsze statki pasażerskie.

W 1897 r. pasażerski liniowiec "Kaiser Wilhelm der Grosse" stanowił prawdziwą rewelację. Oto szczecińska stocznia zbudowała olbrzyma o długości 199,5 m - największy statek świata!

Był to jednocześnie pierwszy transatlantyk, który miał aż cztery kominy. W 1898 r. zdobył Błękitną Wstęgę Atlantyku, przechodnie trofeum dla najszybszego statku świata.

12 lat później świat oniemiał na widok kolejnego wspaniałego statku ze szczecińskiego Vulcana o nazwie "Deutschland". "Kaiser Wilhelm der Grosse" nie dał jednak za wygraną i już w sierpniu 1900 r. pruł fale z prędkością 22,89 węzła.

W 1903 r. ze szczecińskiej pochylni zszedł "Kaiser Wilhelm II" długi na 215 m. I on zdobył Błękitną Wstęgę Atlantyku. Dopiero w 1907 r. tytuł ten odebrała mu brytyjska "Lusitania".

Rozwój stoczni został, niestety, zahamowany z bardzo prozaicznego powodu - po prostu zaczęło brakować miejsca na rozbudowę zakładu zatrudniającego w 1906 r. 6,5 tys. robotników. Niewystarczająca głębokość doków oraz zbyt krótkie nabrzeża ograniczały budowę większych jednostek. Zakład przeniesiono do Hamburga. Odtworzono go w 1938 r., ale tylko na potrzeby wojenne.

Po 1945 r. zniszczona w czasie wojny i rozgrabiona przez Sowietów stocznia była jedynie stertą żelastwa, i to bez fachowej kadry. W ciągu kilkunastu lat udało się jednak stworzyć firmę, która potrafiła budować specjalistyczne, nietypowe jednostki. Odbiorcą był głównie ZSRR. Zdarzały się także tak oryginalne zamówienia jak pielgrzymowiec wykonany dla irańskiego armatora. Trzy pokłady wymoszczone drewnem figowym mogły pomieścić 1,2 tys. pielgrzymów na leżąco. Dodatkowo statek został wyposażony w kilkaset boksów dla kóz pielgrzymów.

Najwięcej inwestycji dokonano jednak w latach 70., kiedy istniały obawy, że stocznia nie wytrzyma światowej konkurencji. Postawiono więc na mniejsze, ale bardziej zaawansowane technologicznie jednostki. W 1972 r. stocznia podpisała z norweskim armatorem kontrakt na 12 chemikaliowców. Już pierwszy statek z serii - "Bow Fortune", zbudowany w 20 miesięcy i zwodowany w kwietniu 1975 r. - został przez światowy przemysł stoczniowy uznany za statek roku.

Załamanie się rynku radzieckiego w 1991 r. spowodowało upadek polskiego przemysłu stoczniowegoy. Stocznię w Szczecinie uratowała grupa menedżerów z Krzysztofem Piotrowskim na czele. Firma była stawiana za wzór i pokazywana jako gospodarcza wizytówka Polski. Wychwalane przez armatorów kontenerowce co rusz schodziły z pochylni.

Jej dobra passa skończyła się dopiero na początku XXI wieku za sprawą tanich chińskich stoczni i do dziś niejasnych polityczno-gospodarczych manipulacji. Pozostały dwie wielkie suwnice i dziesiątki małych firm, które rozlokowały się na postoczniowych hektarach.

Czekamy na opowieści jak losy Waszych rodzin przeplatają się z historią Polski: historierodzinne@wyborcza.pl





W ''Objazdowym Muzeum Historii Polski czytaj:

Szczecin. W PRL-u - Dziki Zachód. A potem - okno na Zachód (i NRD)
Peerelowskie hasło "Byliśmy - jesteśmy - będziemy" było mocno naciągane. Mieszkańcy powojennego Szczecina przez dziesięciolecia nie czuli się u siebie i nie wiedzieli, czy zostaną tam na zawsze. Może właśnie dlatego stworzyli miasto niepokorne?

Wieża Bismarcka, mroczne miejsce... Poznaj tajemnice Szczecina!
Nie od razu Szczecin zbudowano

Szczecin. Powikłana historia miasta w 13 datach
Gryfici, caryca i alianci

Szczecińskiej stoczni nawet Sowieci nie zarżnęli. Dopiero Chińczycy...
Na początku XX wieku w Szczecinie powstawały największe i najszybsze transatlantyki, przy których przereklamowany "Titanic" z atrapą czwartego komina wywołuje uśmiech politowania

Szczecińscy książęta ze słowiańskim rodowodem. Kiełbasą zabijali, ginęli od czarów
Błazen ścięty kiełbasą? Takie atrakcje tylko w Szczecinie

Junak, polski Harley-Davidson. Poznaj kultowy motor PRL-u
"Tylko tej maszynie kłaniają się w Szczecinie" - śpiewano w latach 60. Kultowy Junak, motocykl z duszą, do dziś jest obiektem pożądania fanów motoryzacji



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.