Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeglądasz naszą stronę na smarfonie i nie widzisz infografiki? Znajdziesz ją tutaj.

Daniel Gabriel Fahrenheit fizyk

Ojciec fizyka, także Daniel, był kupcem, matka, Concordia z domu Schumann, należała do znanego patrycjuszowskiego rodu, z którego wywodziło się pięciu burmistrzów, czterech królewskich burgrabiów i jedenastu rajców miejskich.

Rodzina ojca, Fahrenheitowie, pochodzili z Hildesheim (obecnie północne Niemcy), a dziadek fizyka w 1650 r. przybył do Gdańska z Knipawy - jednego z trzech miast wchodzących w skład ówczesnego Królewca.

Daniel był najstarszym z piątki dzieci. Niestety, beztroskie dzieciństwo przerwała śmierć rodziców, którzy zatruli się grzybami. Miał wówczas 15 lat. Chłopiec został wysłany do Amsterdamu, by kształcić się na kupca. Spędził tam cztery lata, ale handel go nie pociągał. Marzył, aby rozwikłać problem pomiaru temperatury za pomocą jednego urządzenia, i lekceważąc wolę rodziny, oddał się swojej pasji.

Udało mu się skonstruować termometr rtęciowy, który był układem zamkniętym i przez to nie reagował na ciśnienie atmosferyczne. Punkt zerowy wyznaczył na podstawie najniższej temperatury odnotowanej zimą 1708/09 w Gdańsku, a setny stopień na skali miał być temperaturą jego ciała. Tu jednak naukowiec popełnił błąd, bo nie wziął pod uwagę swego stanu podgorączkowego. Okazało się, że 100 stopni wyznaczył na 37,8 stopnia w ustalonej później skali Celsjusza. Termometr i skala Fahrenheita weszły do powszechnego użycia.

Gdańszczanin odkrył też, że punkt wrzenia zależy od ciśnienia, co pozwoliło wyjaśnić, dlaczego na szczycie Mont Blanc nie można ugotować jajka na twardo. Dzieje się tak, bo tam, gdzie ciśnienie jest niższe, woda wrze w niższej temperaturze, niewystarczającej do ścięcia się białka.

W uznaniu za wybitne osiągnięcia naukowe, mając 38 lat, został członkiem elitarnego Królewskiego Towarzystwa Nauk w Londynie. Aby móc poświęcić się nauce, zarobkowo wyrabiał termometry, barometry oraz wysokościomierze. Odkrycie Fahrenheita obowiązywałoby do dziś, gdyby szwedzki astronom Anders Celsius nie zaproponował innej skali, opartej na zachowaniu się wody. Europa wybrała Szweda,

ale Wielka Brytania, Ameryka Północna, Australia i Nowa Zelandia nadal mierzą temperaturę w stopniach Fahrenheita.

Mimo uznania współczesnych żył w biedzie. Jego sytuację materialną miał poprawić patent na pompę własnej konstrukcji, która służyła do usuwania brudnej wody z amsterdamskich kanałów. W 1736 r. pojechał do Hagi ze zgłoszeniem patentowym pompy. Uzyskał patent w sierpniu, a już 16 września zmarł, prawdopodobnie na skutek zatrucia organizmu podczas wieloletnich kontaktów z rtęcią.

Jan Heweliusz astronom i matematyk

Johann Hewelcke, czyli Jan Heweliusz, urodził się w 1611 r. w domu na rogu ulic Grobla IV i Straganiarskiej. Rodzina Hevelków (Hewelke-Hewelcke-Hevelius) posiadała liczne majątki w całym Gdańsku i okolicach. W połowie XVI w. należało do niej 12 browarów.

Ta solidna fortuna zapewniła Johannowi finansowanie naukowej kariery: podróże, studia, wreszcie - budowę przyrządów astronomicznych i obserwatorium.

Naukę rozpoczął w świetnym Gdańskim Gimnazjum Akademickim, potem studiował prawo na Uniwersytecie w Lejdzie, dokształcał się w Anglii i we Francji, zajmując się matematyką, astronomią i rysunkiem. Brał udział w obserwacjach astronomicznych, dysputach naukowych, uczył się techniki konstruowania zegarów słonecznych i przyrządów do obserwacji nieba.

Do Gdańska wrócił w 1634 r. na prośbę ojca, który był właścicielem browaru. Johann miał 23 lata i nadszedł czas, aby zajął się rodzinnym biznesem. Rok później ożenił się z Katarzyną Rebeschke, córką browarnika, która wniosła mu w posagu dwa domy przy Korzennej, wraz z browarem, panwiami, korytem i wszelkimi sprzętami browarniczymi, jak również przyległy spichlerz, tudzież parcelę przy ul. Bednarskiej. Po śmierci ojca Jan mógł wreszcie połączyć w jeden zakład rodzinne browary. Trzy sąsiadujące ze sobą kamienice z browarem i obserwatorium astronomicznym na dachu gdańszczanie nazywali "Heweliuszowymi". Astronom dzierżawił także ziemię na Młodomiejskich Placach Drzewnych (dzisiejsze tereny postoczniowe), na której ustawiał swój największy teleskop. Od pierwszej połowy lat 40. XVII w. prowadził regularne obserwacje Księżyca, Saturna i Merkurego. Po śmierci pierwszej żony znów stanął przed ołtarzem, tym razem z młodszą o 36 lat Elżbietą Koopman. On był 53-letnim, zasłużonym obywatelem Gdańska, ona - 16-letnią dziewczyną o nieprzeciętnych zainteresowaniach naukowych. Wygląd domów Heweliusza znamy z ilustracji w jego dziełach i z przedwojennych fotografii. Wszystkie miały po trzy kondygnacje. Browar znajdował się w podwórzu. Fasady kamienic wieńczyły bogato ukształtowane szczyty, przed domami były przedproża, na które prowadziły wysokie schody. Na kalenicach dachów spoczywała platforma sławnego obserwatorium, które działało tam od 1641 r. do śmierci astronoma. Mniejsze przyrządy stały w budkach, większe - na platformie. Tam Heweliusz dokonywał swoich obserwacji, natomiast wyniki opracowywał w wypełnionym książkami gabinecie, rozsyłając je najwybitniejszym uczonym ówczesnego świata. W sumie napisał kilkanaście tysięcy listów. Prace przyniosły mu sławę i stypendia dwóch królów. W 1664 r. został jednym z pierwszych zagranicznych członków słynnego Towarzystwa Królewskiego w Londynie. W 1666 r. zaoferowano mu kierownictwo w nowo zbudowanym obserwatorium w Paryżu, jednak nie przyjął tego stanowiska, wolał zostać w Gdańsku. Powodem mogła być Elżbieta. Żona, która miała być dodatkiem do majątku, okazała się fascynującą osobą. Była bardzo dobrze wykształcona, znała kilka języków i miała duże zdolności matematyczne, a astronomią interesowała się jeszcze przed ślubem. Nie tylko asystowała, ale też sama fachowo obsługiwała instrumenty pomiarowe, spisywała i kompletowała katalog gwiazd, a także dokonywała części obliczeń. Ponadto korespondowała z europejskimi uczonymi, pisała wraz z mężem rozprawy naukowe. Słynne dzieło Heweliusza "Prodromus Astronomiae", będące katalogiem 1564 gwiazd i ich pozycji, dokończyła samodzielnie, wprowadzając do niego liczne korekty, a następnie opublikowała w 1690 r., dedykując je królowi Janowi III Sobieskiemu i podpisując: "Elżbieta, wdowa Heweliuszowa".

Śmierć zabrała Heweliusza w 76. urodziny, 28 stycznia 1687 r. Elżbieta przeżyła męża o sześć lat. Dziś nie ma już śladu po miejscu, w którym ważono piwo i odkrywano gwiazdy. Podczas zdobywania Gdańska w 1945 r. pociski zniszczyły kamienice należące przed wiekami do Heweliuszów.

Günter Grass pisarz

Choć Günter Grass w Gdańsku spędził tylko kilkanaście pierwszych lat życia, miasto było tłem jego najlepszych powieści. Urodził się 16 października 1927 r. w szpitalu położniczym przy ul. Klinicznej. Matka Helena z domu Knoff, katoliczka, i ojciec, ewangelik Wilhelm Grass, mieszkali po ślubie w kamienicy przy Kastanienweg 5a (ul. Lendziona). Pod koniec lat 20. przenieśli się na Labesweg 13, czyli obecną ulicę Lelewela. Było tam gwarno, ciasno, dość biednie. Część mieszkania rodzice przeznaczyli na malutki sklepik kolonialny: matka stała za ladą, ojciec załatwiał towary. Mały Günter poszedł do szkoły przy ulicy Pestalozziego. W potężnym ceglanym gmachu mieściła się wówczas szkoła powszechna; jedno skrzydło było przeznaczone dla chłopców, drugie dla dziewcząt.

Gdy wybuchła wojna, Grass był już uczniem gimnazjum, gmach stał przy obecnej ulicy Piramowicza we Wrzeszczu. Jesienią chłopiec stracił pierwszą bliską osobę - jego wujek Franciszek Krause, kuzyn matki, walczył w obronie Poczty Polskiej. Po kapitulacji wraz z innymi obrońcami został rozstrzelany przez Niemców. Rodziny Grassów i Krause przyjaźniły się, mieszkały przy jednej ulicy we Wrzeszczu, a mały Günter bawił się z córką Franciszka, Irmgardą. Helena i Franciszek mieszkali jako dzieci w Bysewie - byli Kaszubami. Niestety, wojna kazała im wybierać, kim są - Polakami czy Niemcami.

Irmgarda nadal żyje i mieszka w Klukowie, które obecnie podobnie jak sąsiednie Bysewo jest dzielnicą Gdańska. Pisarz za każdym razem, gdy był w Gdańsku, odwiedzał kuzynkę i jej rodzinę. Podkreślał często swoje pochodzenie, w "Blaszanym bębenku" napisał: Kaszubi zawsze cierpieli, zawsze inne większe narody chciały im nakazać, zmusić ich i określić - czym mają być, Polakom nie byli dostatecznie polscy, a Niemcom nie byli dostatecznie niemieccy. Kaszubski świat można odnaleźć na kartach jego powieści, wielokrotnie pojawiają się: Matarnia, Firoga, Klukowo, Bysewo, Kokoszki, Złota Karczma, Rębiechowo, Żukowo i Kartuzy. W "Turbocie" napisał: W końcu my, Kaszubi, mamy krewnych co kilka kilometrów.

W 1942 r. Grass zgłosił się do służby w niemieckiej marynarce wojennej (Kriegsmarine). Nie został przyjęty, bo miał zaledwie 15 lat. Jednak rok później powołano go z całym jego rocznikiem do paramilitarnej Służby Pracy Rzeszy, a w 1944 r. został wcielony do Waffen-SS, do dywizji pancernej "Frundsberg". Gdy w 2006 r., siedem lat po otrzymaniu Nagrody Nobla, pisarz przyznał się, że służył w Waffen-SS i walczył na froncie wschodnim, w Gdańsku i w Europie zawrzało. Prawicowi radni żądali nawet, by Grass zrzekł się tytułu honorowego obywatela Gdańska. Do wojennego epizodu Grass wracał jeszcze nieraz. "Do Waffen-SS trafiłem bez mojej woli, kilka tygodni przed zakończeniem wojny - tłumaczył podczas gdańskich obchodów 80. urodzin. - Miałem wtedy 17 lat. Dopiero po wojnie zbrodnie SS stały się dla mnie jasne i z roku na rok, przez dziesięciolecia, wzrastała ta moja wiedza. To jest hańba, którą będę nosił przez całe swoje życie. Nawet jeżeli sam nie byłem uwikłany w zbrodnicze działania wojenne, bo czas służby był za krótki. W chaosie ostatnich dni wojny zostałem rzucony na front i zaraz zostałem ranny".

Günter Grass zmarł 13 kwietnia 2015 r. w Lubece. W swoich książkach ocalił przedwojenny Gdańsk i Pomorze od niepamięci. Trylogię gdańską, na którą składają się "Blaszany bębenek", "Kot i mysz" oraz "Psie lata", przeczytały tysiące osób rozsianych po całym świecie.

Johann Gottlieb Goldberg muzyk i kompozytor

Johann był najstarszym synem lutnika Johanna Goldberga i Concordii Witting. Rodzice pochodzili z Oruni i tam mieszkali po ślubie. Potem przenieśli się do Gdańska. Dziecko ochrzczono 14 marca 1727 r. w kościele Mariackim. Instrumenty Goldberga seniora ceniono bardzo wysoko i do dziś można je odnaleźć w wielu kolekcjach. Mały Johann wyrastał w atmosferze przesiąkniętej muzyką, zwłaszcza że przyjacielem rodziny był kapelmistrz kościoła Mariackiego i najprawdopodobniej chłopiec pobierał u niego pierwsze nauki. Dokładnie nie wiadomo, gdzie mieszkała rodzina Goldbergów, jednak na pewno Johann często przesiadywał na balkonie chóru w bazylice Mariackiej, gdzie stały wspaniałe organy.

Chłopiec, który okazał się cudownym dzieckiem, zachwycił hrabiego Hermanna von Keyserlingka, prezydenta Akademii Nauk w St. Petersburgu i wysłannika Rosji na dwór królewski w Dreźnie. W 1738 r. hrabia zabrał 11-latka na naukę do Wilhelma Friedmanna i Johanna Sebastiana Bacha, który dwa lata wcześniej dzięki staraniom Keyserlingka został nadwornym kompozytorem królewskiej kapeli.

Hrabia Keyserlingk często chorował i całymi nocami cierpiał na bezsenność. 14-letni Goldberg, który mieszkał w jego domu, musiał wówczas grać, siedząc za instrumentem w sąsiednim pokoju. Pewnego razu Keyserlingk poprosił Bacha o kilka utworów klawesynowych o lekkim i wesołym charakterze dla swojego Goldberga, aby ten mógł go trochę rozerwać podczas bezsennych nocy. Bach napisał słynną arię z wariacjami, a hrabia, gdy dopadała go bezsenność, mówił: "Drogi Goldbergu, zagraj mi jedną z moich wariacji".

Jako 24-latek Johann wstąpił do orkiestry pierwszego ministra na dworze drezdeńskim, hrabiego Heinricha von Brühla, w której pracował do końca życia. Grał na organach i klawesynie. Zmarł na suchoty, a pod datą 15 kwietnia 1756 r. w "Kern Dresdenischer Merkwürdigkeiten" umieszczono nekrolog: Zmarł także na suchoty Johann Gottlieb Goldberg, muzyk dworski. Odszedł w 29. roku życia, a z powodu swoich umiejętności w grze na klawesynie będzie nieodżałowany.

Był melancholijnym i upartym dziwakiem
- napisał o nim krytyk Johann Reichardt. Co zaś tyczy się jego kompozycji, często darł je, niechętnie o nich mówiąc, a to, co pozostało, nazywał kiepskimi miniaturkami dla dam. Goldberg miał niezwykłą budowę dłoni i wyjątkowy talent czytania nut, nawet gdy postawione były do góry nogami. Jego żarliwa gra, której oddawał się od dziecka, była przepełniona ogromną fantazją i świadczyła o wielkim talencie improwizatorskim.

Zostały po nim dwa koncerty klawesynowe, dwie kantaty, kilka utworów kameralnych, sława wirtuoza oraz organizowany co roku w Gdańsku Festiwal Goldbergowski. Nie zachował się, niestety, żaden jego wizerunek.

Artur Schopenhauer filozof

Nie mieszkał w Gdańsku za długo, bo gdy miał pięć lat, jego rodzina wyjechała do Hamburga. Rodzice Artura wywodzili się z zamożnych kupieckich rodzin. Matka Joanna, córka Christiana Trosienera, otrzymała wszechstronne wykształcenie. W 1785 r. wyszła za mąż za bogatego przemysłowca Henryka Schopenhauera. Małżonkowie mieszkali w oliwskim dworze należącym do Henryka (ul. Polanki 51), majątku w Sztutowie lub kamienicy przy św. Ducha. Tam w lutym 1788 r. Joanna urodziła pierwsze dziecko - syna Artura. Atmosfera w domu nie była najlepsza. Ojciec Schopenhauera był moralnym rygorystą i domowym tyranem. Matka - znacznie od niego młodszą niespełnioną artystką.

Schopenhauerowie, nie chcąc zostać poddanymi króla pruskiego, w 1793 r. opuścili na zawsze Gdańsk. W następnych latach dużo podróżowali po Europie. Joanna po samobójczej śmierci męża w 1806 r. osiadła z córką Adelą w Weimarze, prowadząc znany w całych Niemczech salon literacko-artystyczny. Była poliglotką, osobą o wysokiej kulturze i szerokich zainteresowaniach. Pisała powieści, wiersze i drobne utwory literackie. Wkrótce zdobyła sławę jako autorka romansów, najbardziej poczytna pisarka swoich czasów.

Artur uczył się w Hamburgu, by zgodnie z wolą ojca zostać kupcem. Gdy Henryk zmarł, zaczął studiować medycynę i przyrodę w Getyndze, a następnie filologię klasyczną w Berlinie. Zajął się filozofią i doktoryzował się w Jenie pracą "Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej".

Początkowo matka i syn publikowali u tego samego wydawcy, ale gdy ona dobrze zarabiała, jego książki szły na przemiał. Schopenhauer przez wiele lat był znany jedynie jako syn swej matki. Zazdrość o jej towarzyskie i literackie sukcesy doprowadziła do ochłodzenia stosunków, a w końcu do ich zerwania.

Artur nie czuł się Niemcem, ale "gdańszczaninem pochodzenia holenderskiego" - tak o sobie mówił.

Wywarł wpływ na literaturę przełomu XIX i XX w., a także na twórczość Ryszarda Wagnera i Fryderyka Nietzschego. Twierdził, że istotą rzeczywistości jest wola. Racjonalistycznemu optymizmowi przeciwstawiał pesymizm i przekonanie o nieuchronności ludzkiego cierpienia, którego źródło widział we wszechpotężnym, bezrozumnym, ślepym działaniu woli, która uniemożliwia człowiekowi osiąganie celów. Głosił programowy ahistoryzm i prezentował skrajnie pesymistyczny pogląd na świat.

Dzięki majątkowi odziedziczonemu po ojcu nigdy nie musiał się martwić o pieniądze i mógł całkowicie oddać się pisaniu.

Źródła: "Pomorze w ogniu", "Encyklopedia Gdańska", "Niemcy na Pomorzu Gdańskim i Kujawach w latach 1944/45-1950" Witold Sankowski.

Czekamy na opowieści jak losy Waszych rodzin przeplatają się z historią Polski: historierodzinne@wyborcza.pl





W ''Objazdowym Muzeum Historii Polski'' czytaj też:

Jak Danzig stał się Gdańskiem
Pochodzenie długo stanowiło tu główne źródło antagonizmów. Ludzi dzielono na mniej lub bardziej prawdziwych Polaków wywodzących się z Wolnego Miasta, "dziwnych" Kaszubów, na tych z Kresów, spod Wilna, ze Lwowa - wytykano im akcent i wiejskie maniery. O warszawiakach mówiono, że to najwięksi karierowicze, a pochodzących z Łodzi uważano za szabrowników

Gdańsk. Śladami piwa, gwiazd, muzyki, fizyki, literatury i metafizyki
Spacer biograficzny

Co gdańszczanie dali światu?
Przez wieki Danzig był międzynarodową metropolią zamieszkaną przez elity europejskiej nauki, sztuki i biznesu. Sprawdź, co zawdzięczamy jego mieszkańcom

Stocznia Gdańska. Trudne losy kolebki
czyli powikłane losy Stoczni Gdańskiej, zanim stała się matecznikiem "Solidarności"

Gdańskie browary. Jasne pełne w Trzech Świńskich Łbach
W XVI wieku gdańscy browarnicy wytwarzali ponad 30 gatunków piwa. Najszlachetniejszym było Jopenbier, piwo jopejskie



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.