Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Marszałek kochał Kresy, głównego wroga widział w bolszewickiej Rosji, mentalności poznaniaków nie rozumiał. A Roman Dmowski cenił ich mieszczański etos pracy oraz pragmatyzm i podzielał obawy przed Niemcami. Został nawet wielkopolskim ziemianinem.

Józef Piłsudski Wielkopolskę znał słabo, uważał, że jest mocno zgermanizowana, nie doceniał patriotyzmu tamtejszych mieszkańców. Jeszcze jako więzień twierdzy magdeburskiej powiedział hrabiemu Harry'emu Kesslerowi, wysłannikowi niemieckiego rządu, że "obecna generacja Polaków nie pójdzie na wojnę o Poznańskie czy Prusy Zachodnie". Zgodził się też z niemieckim rozmówcą, że rosyjski bolszewizm jest ich wspólnym wrogiem. Dziewięć dni po tej rozmowie jechał już do Warszawy, żeby przejąć władzę nad wojskiem i stolicą. Gdy Warszawa świętowała, Poznań wciąż nie wiedział, czy stanie się częścią państwa polskiego, niepodległość dopiero musiał sobie wywalczyć. Sam. I uznał, że Piłsudski Wielkopolskę zdradził.

Choć Marszałek docenił męstwo powstańców i odwiedzając ich stolicę w październiku 1919 r., wygłosił podczas wieczornego bankietu wydawanego na zamku hymn pochwalny na cześć regionu i mieszkańców, to lody ledwo skruszały. W czasie następnych wizyt też starał się zyskać ich sympatię. Gdy w 1921 r. odwiedził Kórnik, witając się z hrabią Władysławem Zamoyskim (właściwie byłym hrabią, bo konstytucja marcowa zniosła tytuły szlacheckie), właścicielem dóbr kórnickich, powiedział: - Przyjechałem podziękować za brata [Zamoyski pomagał w Paryżu polskim emigrantom, w tym Bronisławowi Piłsudskiemu]. Gospodarz skłonił się głęboko i odrzekł: - Nie zrobiłem tego dla brata, tylko dla rodaka.

Zamoyski związany z narodowcami nie czuł sentymentu do Marszałka - socjalisty i (jak sądzono w tych kręgach) bezbożnika. Oprowadzając po zamku, dał do zrozumienia, że nie takie głowy państwa gościli jego przodkowie (przyjmowali w Kórniku m.in. króla Henryka Walezego), i wytknął Józefowi Piłsudskiemu, że w wyniku świeżo podpisanego traktatu ryskiego wiele polskich majątków pozostało poza granicami kraju. Marszałek to przełknął, spuentował żartem, ale atmosfera podczas kolacji z arystokratycznymi gośćmi była dość napięta.

Józefowi Piłsudskiemu trudno było uwieść Wielkopolan, skoro dzielnica była matecznikiem Romana Dmowskiego. Wielu zgadzało się z liderem endecji, że Marszałek to kombinacja starego romantyka polskiego z bolszewikiem moskiewskim, (...) otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył.

Radni miasta Gniezna dwukrotnie (w 1923 i 1926 r.) występowali z wnioskiem o nadanie Marszałkowi honorowego obywatelstwa miasta, ale większość w radzie mieli endecy, więc wnioski odrzucono. W czasie jednego z przejazdów przez Poznań, gdy zebrani na trasie zaczęli skandować: "Niech żyje Józef!", Marszałek wstał, żeby się ukłonić, a wtedy tłum ryknął jeszcze głośniej: "Ale Haller!".

Roman Dmowski nie musiał zabiegać o sympatię poznaniaków, on ją miał od początku. Uważał, że Poznańskie warte jest każdej ceny, także wojny. Gdy w 1920 r. popadł w konflikt z Piłsudskim, przeprowadził się z Warszawy do Poznania, choć był posłem na Sejm i członkiem Rady Obrony Państwa. Przeciwnicy mu zresztą wytykali, że zostawia stolicę w przełomowym momencie wojny polsko-bolszewickiej, ale on twierdził, że dla niego "jeszcze nie ma miejsca w Polsce" i trzeba ten czas "przeczekać pożytecznie i produkcyjnie". A Wielkopolska się do tego nadawała, ludzie nosili go na rękach, no i mieszkanie w Poznaniu było tańsze niż w Warszawie.

Na początku 1922 r. kupił resztówkę majątku Chludowo koło Poznania (pałac był komfortowy, 18 pokoi, centralne ogrzewanie) i rozkoszował się życiem ziemianina. Przyjmował politycznych popleczników, konstruował projekt Obozu Wielkiej Polski, pisał książki. Ale oprócz tego rąbał dla przyjemności drewno, zajmował się dwiema krowami i kurami, sadził drzewa owocowe. Pracownikom płacił dobrze i regularnie, o czym pamiętali do końca życia.

W 1934 r. 70-letni Roman Dmowski musiał z braku sił i środków na utrzymanie takiej rezydencji przenieść się do Warszawy. I dla niego, i dla Piłsudskiego była to już końcówka życia. Marszałek odszedł pierwszy. Obaj mają ulice w Poznaniu, ale Dmowskiego jest nieco dłuższa.

Czekamy na opowieści jak losy Waszych rodzin przeplatają się z historią Polski: historierodzinne@wyborcza.pl





W ''Objazdowym Muzeum Historii Polski'' czytaj:

Powstanie wielkopolskie porządne jak niepolskie? Powiedz to poznaniakowi, a porządnie dostaniesz
Polacy w Wielkopolsce nie tylko cierpieli pod pruskim jarzmem, ale też uczyli się od zaborcy oszczędności, organizacji i szacunku dla prawa. Szybko nadrobili cywilizacyjny dystans dzielący ich od niemieckich sąsiadów. Czy dlatego udało im się wygrać powstanie w 1919 r.?

Paderewski: megastar, czarodziej klawiatury i premier Polski
Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, Ignacy Jan Paderewski był najbardziej znanym Polakiem na świecie. Wiedział, jak to wykorzystać

W Poznaniu za symbol Polski robił pelikan. Bo Orła Białego Niemcy zakazali...
Szlakiem powstania i nie tylko

Kulturkampf. Jak Polak walczył śpiewem z pruskimi władzami
Polski chór kościelny walczący z niemieckim państwem? Takie rzeczy tylko w Wielkopolsce. 100 lat temu śpiew stał się bronią

Józef Piłsudski czy Roman Dmowski? Kogo kochała Wielkopolska?
Poznaniacy Piłsudskiego traktowali zimno, za to cenili jego politycznego antagonistę Romana Dmowskiego



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.