Nie czułam się intruzem

Helena
12.12.2009 01:00
A A A
Dochodzę właśnie do zdrowia po przebytej pod koniec listopada operacji na oddziale chirurgii Szpitala Klinicznego nr 1 Pomorskiej Akademii Medycznej -Filia w Policach. I wiem, że chory w szpitalu nie musi być intruzem.

Pierwszy pozytywny szok przeżyłam, gdy na kilka dni przed wyznaczonym terminem telefonicznie potwierdzałam aktualność skierowania na leczenie. Znalezienie mojego nazwiska na liście oczekujących nie wymagało długotrwałego śledztwa, zeszyt był pod ręką i zawierał właściwe dane.

W wyznaczonym dniu zgłosiłam się ok. godz. 10 na izbę przyjęć. Rejestracja poszła płynnie. Pani w białym kitlu skierowała mnie do przebieralni i zaprowadziła na oddział chirurgii na IV piętrze. Tu od razu zajął się mną personel oddziału. Przydzielono mnie do dwuosobowego przytulnego pokoju z łazienką. Miła pani pielęgniarka wyjaśniła, co dzisiaj - tj. dzień przed operacją - mnie czeka. W pokoju pojawił się też ordynator, chirurg dr Andrzej Borowiecki, który uprzejmie, acz zwięźle poinformował każdą z osobna, że jutro będzie ją operował i na czym zabieg ma polegać. Wzbudzał zaufanie.

Po południu młody lekarz zrobił wywiad o przebiegu schorzenia. Wieczorem zainteresowała się mną pani anestezjolog. Pielęgniarki wiedziały i pamiętały, co mają robić. Ta, która się mną opiekowała, sprawnie pobrała krew, założyła wenflon, kierowała na kolejne badania i podawała potrzebne leki.

Operacja przebiegła pomyślnie. W półśnie zamajaczyła mi postać dr. Borowieckiego sprawdzającego pooperacyjne cięcie. Stopniowo, coraz wyraźniej dostrzegałam troskliwie krzątające się pielęgniarki. Później, choć to była sobota i niedziela, lekarz dwa razy dziennie kontrolował mój stan. Gdy pożaliłam się na uciążliwy ból, lekarz zlecił zastrzyk, który sprawił, że ból ustąpił i do dzisiaj nie powrócił.

Szpital opuściłam po sześciu dniach. Przez cały czas pobytu miałam poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jestem pod dobrą, fachową opieką.