Czym naraziłem się temu lekarzowi?

W. J.
02.12.2009 13:23
A A A
Kolonkoskopia. Brr. Gdy spytałem lekarza o grożące mi powikłania, nakazał wyjąć telefon komórkowy i włączyć nagrywanie, aby nie musiał dwa razy powtarzać. Szok!

Jak potraktowano Ciebie lub Twoich bliskich? ''Po ludzku'' czy raczej jak przedmiot? Czekamy na Wasze listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl

3 września zgłosiłem się do poradni Lux-Med przy ul. Barbary w Warszawie na badanie kolonoskopii. Kto miał takie badanie, ten wie, jak jest to stresujące, przykre badanie i jak uciążliwe oraz nieprzyjemne jest samo przygotowanie jelita do tego badania.

Miało się ono odbyć w oparciu o skierowanie od lekarza POZ. W pracowni endoskopowej powitano mnie zimno i ze zdziwieniem, że badanie ma odbyć się bez znieczulenia. Odpowiedziałem, że nie znam się na tym, nie wiem dlaczego lekarz POZ nic mi nie powiedział, natomiast obecny anestezjolog wychodząc rzucił: "odważny pacjent, zatykajcie uszy".

Wzbudziło to mój niepokój. Lekarz, który szykował się do wykonania badania polecił mi podpisać kartkę. Dowiaduję się z niej, że uprzedza się mnie o ewentualnych ciężkich powikłaniach, no więc chyba słusznie żądam od lekarza stosownych wyjaśnień. Ten nakazał mi wyjąć telefon komórkowy i włączyć nagrywanie, aby nie musiał dwa razy powtarzać. Szok!

Odsłuchiwałem potem w domu kilkakrotnie ten niegrzeczny i cyniczny wywód, gdzie lekarz uprzedza mnie, że badanie polega na wprowadzeniu giętkiej rury przez odbyt do jelita, badanie może bardzo, bardzo boleć, że może pęknąć jelito, że można je przedziurawić i on niejako za to nie odpowiada i nie ponosi odpowiedzialności.

Ciekawe. No cóż, wydawało mi się, że lekarz całkowicie odpowiada za to, co robi choremu podczas wziernikowania i jest to jego, a nie moja odpowiedzialność.

Wystraszony taką postawą lekarza, jednak mając w pamięci męczarnie związane z przygotowaniem do badania, głodówką, byłem na czczo, a była prawie godz. 17 podpisałem tę zgodę i moją odpowiedzialność za powikłania.

Otrzymałem polecenie, aby w przyległym pokoiku rozebrać się od pasa i założyć żenująco śmieszny fartuszek od przodu.

Pan doktor zamknął mnie w tym pokoiku, pomimo że miałem jeszcze pytania. Wspomniałem mu o emocjach, a ten mi na to, że emocje to mają żołnierze w Afganistanie.

W końcu zrezygnowałem z badania wobec takiej aroganckiej postawy lekarza i z obawy przed zadawanym bólem, upokorzeniem i groźbą zapowiedzianych powikłań.

Mam kilka pytań, pierwsze zostanie pewnie bez odpowiedzi: Kto i jak wynagrodzi moje cierpienie związane z przygotowaniem jelita do badania i upokarzające podejście lekarza do mnie? Pewnie nikt. Pozostaje mi zatem życzyć panu doktorowi takiej kolonoskopii "na żywca", wykonanej przez takiego bezdusznego i asekurującego się lekarza, najchętniej z powikłaniem, którym tak mnie nastraszył.

Drugie pytanie: Jeśli w czasie badania choremu grożą tak poważne powikłania (choćby jeden na sto tysięcy), dlaczego badanie to wykonuje się bez wymaganego wtedy zaplecza szpitalnego, bez sali operacyjnej, czyli w trybie ambulatoryjnym? I tu oczekuję pełnej odpowiedzi.

Proszę o wyjaśnienie mi postawy lekarza w aspekcie kultury osobistej i etyki zawodowej, swoistego straszenia pacjenta i braku dla niego szacunku. Oczekuję przeprosin i wyciągnięcia konsekwencji służbowych wobec tego lekarza.

Postawom takim należy absolutnie wydać wojnę i tępić, jak przysłowiowe insekty.

Zobacz także