Lekarka nie leczyła, Mama zmarła na raka

Anna Mieszkowska
02.12.2009 12:29
A A A
Bardzo się cieszę, że poruszacie kolejny ważny problem społeczny. Może lekarze się ockną! Przecież sami też mogą być pacjentami...

Jak potraktowano Ciebie lub Twoich bliskich? ''Po ludzku'' czy raczej jak przedmiot? Czekamy na Wasze listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl

Pięć lat temu moją 73-letnią Mamę bolał brzuch. Była trzy razy w przychodni u lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor ani razu Mamy nawet nie dotknęła, nie mówiąc o badaniu. Przepisała No-spa i kazała pić mietę. Po kolejnej wizycie było z Mamą coraz gorzej, wezwałam pogotowie. W Szpitalu Bielańskim już na izbie przyjęć, po pierwszych dwóch godzinach było wiadomo: rak trzustki!

Mama zmarła po czterech tygodniach. Przez pierwsze trzy była na oddziale gastroenterologii, gdzie miała znakomitą opiekę, wsparcie moralne całego personelu: od ordynatora po salowe! Ordynator, znając najlepiej stan zdrowia Mamy, przy każdym obchodzie brał ją za rękę, rozmawiał serdecznie. Mama sama mi o tym opowiadała. Szpital pomógł mi we wszystkich formalnościach i zorganizował przewóz Mamy do hospicjum w Wołominie. Gdy zabierałam Mamę do hospicjum wszyscy się z Nią pożegnali. Nigdy tego nie zapomnę!

Gdy Mama zmarła, poszłam do tej lekarki z przychodni na Szajnochy (Żoliborz), opowiedziałam jak było. I usłyszałam: - Nie mogę każdemu kogo boli brzuch dawać skierowania na USG. Ta lekarka pracuje tam w dalszym ciągu.