Profilaktyka, umieram ze śmiechu

Rozgoryczona czytelniczka
02.12.2009 12:02
A A A
Więc proszę, Szanowna Lekarko, nie mówić, że lekarz pierwszego kontaktu dokładnie docieka co pacjenta boli i zastanawia się nad przedłużającym się stanem zapalnym w organizmie. Że najważniejsza jest profilaktyka. Guzik prawda. Liczy się kontrakt z NFZ, ilość wypisanych skierowań, oszczędności, papierki...

Jak potraktowano Ciebie lub Twoich bliskich? ''Po ludzku'' czy raczej jak przedmiot? Czekamy na Wasze listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl

Nie ukrywam, że list lekarki ''Winicie nas za wszystko...''

trochę podniósł mi ciśnienie. Przyznaję.

Choć uważałam się do tej pory za osobę zdystansowaną do leczenia i lekarzy. I myślę, że miałam prawo tak myśleć, nikogo nie winiłam za to co się stało.

W zeszłym roku na raka zmarła moja mama, w wieku 59 lat. Chorowała tylko rok, a może aż rok, bo nowotwór płuca wykryty został w ostatnim momencie, w stadium nieoperacyjnym, kiedy miał już 11 cm i zachodził na aortę. I nie dlatego, że mama nie chodziła do lekarza. Od jakiś 10 miesięcy leczyła się w tej samej przychodni, a to na grypę, a to na przeziębienie (co chwilę była chora i gorączkowała), a to na nerwobóle (bolały ją plecy, płuca), a to na rwę kulszową.

Nikt z lekarzy nie chciał dać skierowania do lekarza specjalisty, bo "po co? Damy antybiotyk i powinno przejść". Pech chciał że w tym samym czasie zachorował mój tata, u którego też wykryto nowotwór płuca, więc szybko trzeba było operować. Więc czas i uwaga skupiona była na nim, a mama po kolei brała jakieś antybiotyki, leki przeciwzapalne, wszystko przepisane przez panią doktor, której nie zaniepokoiła nawet choroba ojca, ani gwałtowny spadek wagi mamy. "To ze stresu, ma Pani teraz kłopoty".

Skierowanie na rtg i do pulmonologa dostała dopiero wtedy kiedy zaczęła pluć krwią. O kilka miesięcy za późno. Gdyby nie było ją stać na prywatnego specjalistę, który wreszcie dał skierowanie na tomografię, musiałaby czekać na wizytę kolejne cztery miesiące, bo takie terminy były w naszym specjalistycznym szpitalu w dużym mieście.

Potem zaczęła się dramatyczna walka, szpital za szpitalem, ciągle nowe bronchofiberoskopie, badania robione bez znieczulenia, albo w źle zrobionym znieczuleniu, które tak ją bolały, że płakała na samą myśl o kolejnym. Musiały być zrobione tylko dlatego, że Pan Profesor w kolejnym szpitalu, do którego trafiła, nie uznawał wyników ze szpitala, z którego ją przewieziono.

Więc proszę, Szanowna Lekarko, nie mówić, że lekarz pierwszego kontaktu dokładnie docieka co pacjenta boli i zastanawia się nad przedłużającym się stanem zapalnym w organizmie. Że najważniejsza jest profilaktyka. Guzik prawda. Liczy się kontrakt z NFZ, ilość wypisanych skierowań, oszczędności, papierki.

Prosiłam jakiś czas temu lekarza o skierowanie na pewne specjalistyczne badanie (o badanie markerów nie śmiałam nawet prosić), bo mam pewne problemy, a cała rodzina jak jeden mąż miała lub ma raka (mama, tata, ich rodzeństwo). "Ale po co? Ma Pani dopiero 38 lat? Jak Pani sama wie jak się leczyć, to po co Pani do mnie przychodzi?". Profilaktyka - umieram ze śmiechu.

Pani doktor ma ciężkie życie, bo pacjenci ciągle czegoś chcą i śmierdzą. Pewnie niektórzy tak. Ale lekarz to nie tylko zawód, to powołanie do wykonywania zawodu lekarza. Jeśli tego Pani nie rozumie to może niepotrzebnie wybrała Pani medycynę?

Nie winimy lekarzy za system, droga Pani. Winimy za sztampowe podejście do pacjenta, za brak serca i zrozumienia, nawet przez te 5 minut wizyty, czasem za nieuzasadnioną złość na nas jako do przypadków beznadziejnych i okrucieństwo w swoim chamskim nas traktowaniu.

Zobacz także