Szkoła biednych mistrzów

BARTOSZ SENDROWICZ
05.10.2016 12:26
A A A
Nauczyciele przedmiotów zawodowych potrzebują podwyżki, a ich zawodowi trzeba przywrócić prestiż. W przeciwnym razie nie będzie komu uczyć młodych fachowców.

Rozmowa z Krzysztofem Świerkiem, dyrektorem Zespołu Szkół Rolniczych i Centrum Kształcenia Praktycznego w Kaczkach Średnich.

Bartosz Sendrowicz: W wielu szkołach uczy się zawodu zgodnie z wymogami sprzed 15 lat. Dlaczego?

Krzysztof Świerk: Ten problem jest ciągle aktualny z kilku powodów. Po pierwsze, szkołom brakuje funduszy na szkolenie nauczycieli przedmiotów zawodowych. W Karcie nauczyciela jest precyzyjny zapis, ile pieniędzy powinna dostać szkoła (1 proc. osobowego funduszu płac) od samorządu na ten cel. Ale ta kołdra jest zawsze za krótka, dlatego trzeba sięgać po pieniądze z różnych źródeł. My np. skorzystaliśmy ze środków unijnych i Krajowego Funduszu Szkoleniowego. Specjalistyczne kursy, np. z oprogramowania klasy ERP firmy SAP, kosztują często po kilka tysięcy złotych. A nauczyciel musi wziąć w nich udział, by uczyć tego, czego wymagają dzisiejsi pracodawcy.

Drugi problem to świadomość dyrektorów – wielu z nich w ogóle nie widzi potrzeby podnoszenia stopnia specjalizacji nauczycieli przedmiotów zawodowych. A to właśnie dyrektorzy powinni stworzyć nauczycielom okazję do kontaktu z przemysłem i podnoszenia kwalifikacji.

No i jest jeszcze kwestia organizacji pracy samych nauczycieli. Oprócz prowadzenia zajęć mają masę innych obowiązków; zazwyczaj to właśnie oni mają największą liczbę godzin, organizują rozmaite wydarzenia, pokazują szkołę na dniach otwartych, do tego muszą być na egzaminach zawodowych. Nie znam nauczyciela, któremu brakuje ambicji czy głodu wiedzy, ale niestety znam takich, którzy nie zawsze mają czas, by doskonalić się zgodnie z wymogami rynku.

Sytuacja patowa...

– Z jednej strony tak, ale przecież to od poziomu wyszkolenia nauczycieli zależy jakość kształcenia w szkole. Dlatego jako dyrektorzy musimy się zastanowić, jakie działania mają sens, kiedy i kogo wysłać do firmy na szkolenia czy na dodatkowe studia. Powinniśmy sprofilować szkołę i – przede wszystkim – zrozumieć, że jeśli naprawdę ma ona odnieść sukces, to nie stanie się to w ciągu roku. To jest dziesięcioletni horyzont i mozolne budowanie dobrych relacji z przedsiębiorcami, szukanie wsparcia i poznawanie potencjału swoich ludzi.

Uważam, że dyrektor powinien traktować szkołę jak własną firmę. Powinno mu zależeć na zatrzymaniu najlepszych i ich nagrodzeniu. W przeciwnym razie niszczy ambicje belfrów.

EFNI 2016 r., panel poświęcony szkolnictwu zawodowemuEFNI 2016 r., panel poświęcony szkolnictwu zawodowemu Bartosz Sendrowicz

Zatrzymanie najlepszych jest dosyć trudne przy obecnym poziomie wynagradzania.

– Niestety tak. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nauczyciele przedmiotów zawodowych zarabiają naprawdę niewiele. Na początku kariery to nieco ponad 2000 zł brutto, na rękę to daje 1500 zł. Nauczyciel stażysta z wykształceniem wyższym i przygotowaniem pedagogicznym zarabia 2260 zł brutto plus dodatki, które w sumie zwiększają jego pensję może o 10 proc. Nauczyciel z dyplomem magistra, ale bez przygotowania pedagogicznego (lub inżynier z takim przygotowaniem) może liczyć na 1993 zł. Czyli mniej, niż w 2017 r. wyniesie pensja minimalna. Nauczyciel, który się doszkolił i awansował na kontraktowego, zarabia 2300 zł, mianowany (kolejny stopień awansu) – 2647 zł, a dyplomowany – 3109 zł**. I to ostatni etap awansu, wyższej pensji rozporządzenia nie przewidują. Ewentualnie może dorobić poza szkołą. A wie pan, ile zarabia uczeń, który wyszedł spod ręki takiego nauczyciela?

Więcej niż mistrz...

– Nieraz dwa razy więcej.

Radykalna podwyżka rozwiąże wszystkie problemy?

– Potrzebne jest też przywrócenie prestiżu tego zawodu. Tymczasem to, co się dzieje w sferze publicznej i medialnej, jest przerażające. Każda dyskusja o nauczycielach, nie tylko tych od przedmiotów zawodowych, lecz także o wszystkich, jest nasycona pogardą, agresją i niechęcią. Ile razy przeczytałem, że „to nieroby, bo pracują po 18 godzin tygodniowo”. Albo „mają tyle wolnego i jeszcze czelność narzekać”.

Na radykalną podwyżkę na razie się nie zanosi, ale poprawa wizerunku zawodu jest w naszych i waszych medialnych rękach.

Przecież żeby uczyć przedmiotów zawodowych, trzeba ukończyć studia politechniczne i mieć przygotowanie pedagogiczne. Nieprawdą jest też, że nauczyciel pracuje tylko 18 godzin tygodniowo. Owszem – tyle wynosi pensum, ale dyrektor może nauczycielowi wyznaczyć zadania, które dopełnią jego pensum nawet do 40 godzin. I często ma to miejsce. Sam rozdzielam pracę moich nauczycieli przedmiotów zawodowych w zależności od potrzeb, bo oni znają możliwości naszej szkoły najlepiej. Zajmują się więc m.in. doradztwem zawodowym dla gimnazjalistów, pracują z nimi i uczniami z podstawówek podczas drzwi i lekcji otwartych.

Zespół Szkół Mechanicznych nr 2 w Bydgoszczy: lekcja obsługi programowania obrabiarek sterowanych numerycznieZespół Szkół Mechanicznych nr 2 w Bydgoszczy: lekcja obsługi programowania obrabiarek sterowanych numerycznie Fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta

A może program kształcenia nauczycieli powinno się tworzyć wraz z pracodawcami?

– O zaangażowaniu pracodawców łatwo mówić, ale gorzej je wdrożyć. Pracodawcy chętnie doszkolą nauczycieli, by zostali mechatronikami czy automatykami, bo przydadzą im się jako wsparcie kadrowe. Zrobią to jednak głównie duże firmy – małych na to nie stać. A to właśnie oni stanowią większość i do nich przypisane jest mnóstwo zawodów.

Rozwiązaniem byłoby to, gdyby dyrektorzy mieli pulę pieniędzy przeznaczonych na doszkolenie nauczycieli przedmiotów zawodowych właśnie w tych mniejszych firmach. To by bardzo pomogło, zwłaszcza w regionach oddalonych od dużych miast. W naszym powiecie (tureckim) pieniądze na taką współpracę udało się pozyskać z regionalnego programu operacyjnego. Dzięki nim nauczyciele przedmiotów zawodowych będą w miarę potrzeb odbywać staże u pracodawców i dzięki temu uczyć zawodu zgodnie z aktualnym stanem wiedzy i zaawansowania technologicznego.

Bez kształcenia ustawicznego rozumianego jako regularne doszkalanie w firmach nie będzie dobrych nauczycieli, a bez nich – dobrze prosperującego szkolnictwa zawodowego.

**Jak wynika z danych portalu Wynagrodzenia.pl inżynier zatrudniony w telekomunikacji lub bankowości zarobi 8 tys. zł. W energetyce i przemyśle ciężkim 5,9 tys. zł, a w budownictwie 4,87 tys. zł (kwoty brutto).

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".