Męskie zawodówki

Bartosz Sendrowicz
13.04.2016 10:20
A A A
Niepołomice: fabryka francuskiej grupy Somfy

Niepołomice: fabryka francuskiej grupy Somfy (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Po szkole zawodowej najłatwiej o pracę w tradycyjnie męskich branżach - przemyśle czy budownictwie. Szkoły kierują więc swoją ofertę głównie do uczniów. Uczennicom zostają profesje, w których o pracę trudniej, a jeśli jest, to za niższą pensję. Jak to zmienić?

W ubiegłorocznej edycji rządowego badania rynku pracy (Bilans Kapitału Ludzkiego) pracodawcy zapowiedzieli, że gotowi są przyjąć 400 tys. nowych pracowników z fachem w ręku. I wcale nie rzucali słów na wiatr. W całym 2015 r. stworzyli w sumie 600 tys. nowych miejsc pracy, z czego dwie trzecie (400 tys.) w sektorach zatrudniających absolwentów zawodówek i techników, m.in. w przemyśle, handlu, naprawie pojazdów czy budownictwie. Ta hossa na rynku pracy nie ma jednak równościowego charakteru - znacznie bardziej sprzyja uczniom niż uczennicom.

- Zawody o męskich nazwach, np. spawacz, ślusarz, mechanik, wybierane są przede wszystkim przez mężczyzn. Kobiety skłaniają się ku profesjom, które pomimo dyplomu zawodowego nie dają im gwarancji pracy - tłumaczy Patrycja Liniewicz z agencji doradztwa personalnego Otto Polska.

 

Spawaczki i ślusarki

Rzeczywiście, w branżach, w których powstało najwięcej nowych miejsc pracy, rządzą zawody męskie. Monterzy, spawacze, budowlańcy, operatorzy rozmaitych maszyn i obrabiarek sterowanych numerycznie, kierowcy, tokarze czy zbrojarze. Panie się w nich nie kształcą, bo - jak przekonują badacze ze stowarzyszenia promującego równość płci Koalicja Karat * - oferta zawodówek rzadko jest do nich kierowana. Uczennice nie są zachęcane do podejmowania kształcenia w "męskich" zawodach, co tylko utrwala stereotyp zawodówek jako szkół dla chłopców (trzy czwarte uczniów ZSZ to chłopcy) i wpływa na wybory edukacyjne oraz zawodowe młodych kobiet.

- Bariery w podejmowaniu przez dziewczęta kształcenia w zawodach "męskich" tworzone są już w gimnazjum, gdzie pewne profesje postrzegane są jako odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn. M.in. dlatego obserwujemy segmentację dalszych etapów kształcenia ze względu na płeć - uważa Antonio Carvelli, ekspert Polskiego Forum HR. - W 2014 r. - dodaje - ani jedna uczennica nie zdawała egzaminu czeladniczego w takich zawodach, jak: mechanik pojazdów samochodowych, murarz, elektryk, monter instalacji sanitarnych i ślusarz.

Ponad 80 proc. ubiegało się za to o potwierdzenie kompetencji pozwalających wykonywać zawód fryzjerki, w którym ofert jest mniej, a chętnych więcej niż w przypadku zawodów stereotypowo męskich. Panowie z wykształceniem zawodowym częściej niż ich koleżanki mogą też liczyć na etat. Choć jak wynika z raportu Gumtree przygotowanego przez Laboratorium Gospodarki Cyfrowej DELab Uniwersytetu Warszawskiego **, i dla nich umowa o pracę nie jest powszechna. W pierwszej pracy otrzymuje ją 52 proc. absolwentów i 37 proc. absolwentek zawodówek.

Równa praca, nierówna płaca

Zdaniem badaczek z Koalicji Karat nierówny dostęp do ryku pracy to niejedyne zmartwienie uczennic zasadniczych szkół zawodowych. Innym jest luka płacowa. W 2006 roku statystyczna pracownica z wykształceniem zawodowym zarabiała tylko nieco ponad dwie trzecie tego, co jej kolega. Nawet jeśli pracowała z nim ramię w ramię. Do dziś nic się nie zmieniło. Choć nierówności te dotyczą pracowników z każdym poziomem wykształcenia, to wśród absolwentów zawodówek są one największe.

Koalicja Karat przeanalizowała pod kątem płacowym 16 "męskich" profesji i tylko w trzech kobiety zarabiają lepiej. Jest tak w przypadku kierowców (autobusów i ciężarówek), operatorów specjalistycznych pojazdów, a także kucharzy. Największe różnice są wśród kierowców, szoferzy mogli liczyć na niespełna 2,8 tys. zł brutto miesięcznie, a szoferki - na prawie 3,5 tys. W pozostałych dwóch zawodach pensje pań były wyższe o niespełna 5 proc.

Wyjaśnienie różnic płacowych stara się znaleźć prof. Elżbieta Kryńska z Katedry Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego. - Profesje, które można wykonywać po szkole zawodowej, wymagają m.in. tężyzny fizycznej, łatwo więc mężczyznom pracować w nich wydajniej niż kobietom - mówi. Podkreśla jednak, że w przyszłości wraz z automatyzacją przemysłu, częstszym stosowaniem nowoczesnych technologii, argument ten będzie tracił na znaczeniu.

- Znaczące przeobrażenia w gospodarce zmieniają warunki i styl pracy w wielu zawodach kojarzących się z "brudną" i ciężką pracą fizyczną - dodaje Lohmann.

 

Artur Dzigański, kierownik kształcenia zawodowego w WSiP, uważa jednak, że część zawodów powinna pozostać typowo męska. - Ciągle jeszcze jest wiele obowiązków, których nie można powierzać kobietom, bo zakazuje tego prawo - mówi.

Lista takich prac została opisana w rozporządzeniu rządu z 10 września 1996 r. [w sprawie wykazu prac wzbronionych kobietom]. Z jego treści wynika, że pań nie można zatrudniać np. do ciężkich prac fizycznych, zakładających m.in. ręczne przenoszenie określonych ciężarów (w przypadku pracy stałej 12 kg, a dorywczej - 20 kg) albo przesuwanie opornych dźwigni (wymagających przyłożenia siły o wartości przynajmniej 50 niutonów). Niezgodne z prawem jest też m.in. zatrudnianie kobiet do pracy pod ziemią i na wysokościach. To automatycznie dziś eliminuje je z części zawodów w chłonnych branżach - przemyśle czy budowlance.

 

Rząd chce zliberalizować te przepisy i ma nawet wsparcie związkowców. Ale czy to pomoże kobietom zawodowcom? - Część "męskich" zawodów panie mogą wykonywać bez przeszkód, np. zajmować się obsługą obrabiarek sterowanych numerycznie. Tutaj faktycznie największym ograniczeniem są stereotypy. Ciągle jednak są takie profesje, których wykonywanie mogłoby zagrażać zdrowiu pracownic - mówi Dzigański.

I dodaje, że w dyskusji o przyszłości absolwentek zawodówek brakuje "środka". - Chodzi nie o to, by wszystkie uczennice kształcić w takich zawodach jak ślusarz czy zbrojarz, ale o rzetelne informowanie, które "męskie" profesje są bezpieczne i jakie szanse dają na rynku pracy - kończy.

Badaczki z Koalicji Karat też uważają, że potrzebna jest kampania informacyjna. Nie tylko dla uczennic, ale też nauczycieli i rodziców. Zależy im, by kobiety kształciły się w profesjach związanych z techniką i nowymi technologiami komputerowymi oraz ekologią.

Szkoła zawodowa za karę?

Badaczki z Koalicji Karat uważają, że panie najczęściej idą do szkół zawodowych, bo są do tego namawiane przez innych członków rodziny. - Zakończenie szkoły podstawowej i przejście do dalszej nauki to przykry moment, bo byłam zdolnym dzieckiem, ale z biednej rodziny i moje wykształcenie było uzależnione od finansów rodziców. Niestety, tych finansów nie było, zadecydowali, że gdzieś do szkoły pójść muszę. Wstydziłam się, bo byłam prymusem, nauczyciele naciskali, żebym szła do liceum i na studia, ale moja rodzina nie pozwoliła mi się uczyć, bo musiałam się usamodzielnić - mówiła badaczom z Koalicji Karat absolwentka zawodówki. Jej historię opisały w swoim raporcie*.

Egazmin zawodowy na kucharza małej gastronomii w RzeszowieEgazmin zawodowy na kucharza małej gastronomii w Rzeszowie Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Nie dla wszystkich jednak taka szkoła to zesłanie. O to, czy są zadowolone ze swoich edukacyjnych decyzji, zapytali uczennice też analitycy z Laboratorium Gospodarki Cyfrowej DELab UW. "Poszłam do szkoły zawodowej, bo po niej zawsze będzie praca. Myślę przyszłościowo", "Po gastronomiku będzie praca (...)", "Z dyplomem zawodowym łatwiej jest znaleźć pracę. Możemy też otworzyć swoją działalność i prowadzić punkt usługowy. A matura jest potrzebna, jak się idzie na studia" - to tylko niektóre z odpowiedzi, które usłyszeli.

* Raport "Szkolnictwo zawodowe i rynek pracy dla kobiet z wykształceniem zasadniczym zawodowym" oraz wywiady z 42 kobietami z wykształceniem zawodowym (20-34 lata). Maj 2015 r.

** Raport przygotowany przez Laboratorium Gospodarki Cyfrowej DELab UW, na zlecenie Gumtree, w ramach programu "Start do kariery". Próba: 500 kobiet i mężczyzn w wieku 18-35 lat. Wykształcenie średnie techniczne lub zawodowe.

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".