Szkoły na szóstkę. Mają coraz lepsze wyposażenie, a co z nauczycielami?

Bartosz Sendrowicz
23.03.2016 11:27
A A A
Wyposażenie pracowni i dobra kadra nauczycielska - na to przede wszystkim zwracają uwagę młodzi ?zawodowcy?, gdy wybierają szkołę. Maszyn jest w zawodówkach i technikach coraz więcej, ale o kadrę coraz trudniej.

Dobrze wykształceni nauczyciele, znający realia i wymogi konkretnego zawodu to jeden z najważniejszych czynników przyciągających młodzież do szkół technicznych.

Takie są wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Abplanalp, dystrybutora obrabiarek sterowanych numerycznie. Na początku roku zapytano uczniów, czym się kierują, wybierając szkołę zawodową lub technikum. Młodzi nadawali odpowiedziom "ważność" w skali od 1 do 5. "Jedynka" oznaczała czynnik nieważny, "piątka" - najważniejszy. Kadrę nauczycielską "wyceniono" na 4,1 pkt. Ważniejszy od czynnika ludzkiego okazał się już tylko park maszynowy. Jakość wyposażenia pracowni kształcenia zawodowego uczniowie ocenili na 4,17 pkt - właśnie to w największym stopniu decyduje o tym, na którą szkołę zawodową lub technikum zdecydują się uczniowie.

Dokładnie tak było w przypadku Rafała, 18-latka z Małopolski, który uczy się w klasie o profilu "technik mechanik". Wraz z rodzicami wybrał swoją szkołę, bo miała "maszyny takie jak pracodawcy". - W szkole uczyłem się na starszym modelu obrabiarki, ale już w trakcie praktyk pracowałem na najnowszym sprzęcie. Okazało się, że zasada działania jest identyczna, nowa ma o kilka funkcji więcej - opowiada. O swoim technikum dowiedział się na targach edukacyjnych w Krakowie. - Niż demograficzny sprawił, że szkoły zaczęły konkurować o uczniów, pokazywać swoją ofertę na rozmaitych targach. Takie działania są potrzebne i przynoszą efekty - uważa Grzegorz Gaca, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Solcu Kujawskim. Faktycznie, skutki m.in. tych wysiłków promocyjnych widać w statystykach. Już trzeci rok z rzędu technika i zawodówki wybrała ponad połowa gimnazjalistów.

Ważna praktyka

Do grupy ważnych powodów młodzi zaliczyli jeszcze program staży i praktyk (przyznali mu 4,03 pkt) w danej placówce. Czy nasz rozmówca, Rafał, to sprawdzał? - Już na targach dowiedziałem się, że szkoła współpracuje z różnymi firmami, od pierwszej klasy miałem praktyki - mówi. Jest przekonany, że po maturze nie będzie miał kłopotu z odnalezieniem się na rynku pracy.

Mniej istotne było wyposażenie sal dydaktycznych w komputery czy sprzęt elektroniczny. - Jak na dłoni widać, że dla uczniów najważniejsza jest praktyczna strona kształcenia - komentuje Grzegorz Ziółkowski z firmy Abplanalp. Rafał: - Oczywiście, żadnej pracy nie da się nauczyć, tylko siedząc w ławce.

 

Są maszyny...

Najważniejsze, czyli wyposażenie pracowni, warsztatów lub laboratoriów, powoli przestaje spędzać sen z powiek dyrektorom szkół. - W ostatnich latach jest wyraźna poprawa, a środki unijne odegrały ogromną rolę w rozwoju polskiego szkolnictwa zawodowego - mówi Grzegorz Gaca. W poprzedniej perspektywie finansowej pieniądze z Unii można było wydać nie tylko na wyposażenie pracowni, ale też na dokształcenie nauczycieli czy rozwój kompetencji dodatkowych, np. kursy zawodu innego niż wyuczony. Zespół szkół Gacy na rozwój w ciągu kilku lat wydał niemal 4 mln zł z unijnej kasy.

Inny, coraz szerszy strumień płynie do szkolnictwa zawodowego z biznesu. - Zmianę w podejściu firm do nas zauważyłem około trzech lat temu. Przedsiębiorcom brakowało fachowców, więc włączyli się w ich kształcenie, a szkoły zaczęli traktować jak partnerów - tłumaczy Gaca.

Jego zespół szkół podpisał np. czteroletnią umowę o współpracy z firmą Hydrapres. W tym czasie firma wyda 400 tys. zł na staże i praktyki, wyjazdy studyjne do innowacyjnych przedsiębiorstw, stypendia, podręczniki, a także na doposażenie warsztatów i pracowni. Innym partnerem jest firma Abplanapl, która wyposaża pracownie w obrabiarki CNC.

Dyrektorka Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Kleszczowie Agnieszka Nagoda-Gębicz: - Stale współpracujemy z różnymi zakładami pracy. Między innymi z elektrownią i kopalnią w Bełchatowie, firmami Arix, FON-SKB Radomsko, Eurometal, SOME czy Siemens.

Uczniowie Technikum Chemicznego nr 3 podczas targów edukacyjnych w Pałacu KulturyUczniowie Technikum Chemicznego nr 3 podczas targów edukacyjnych w Pałacu Kultury Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta

Prowadzone przez nią Technikum Nowoczesnych Technologii im. Jana Pawła II zostało właśnie uznane w cyklicznym rankingu miesięcznika "Perspektywy" za najlepsze w Polsce. Szkoła kształci w zawodzie "mechatronik" ze stuprocentową skutecznością - dokładnie wszyscy uczniowie zdają egzamin zawodowy. O tym, że pracodawcy na nich czekają z otwartymi ramionami, nawet nie trzeba wspominać...

- Pracodawcy sami się do nas zgłaszają i proponują współpracę. Jeszcze kilka lat temu trudno było to sobie wyobrazić - przyznaje Jacek Olszewski, dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego we Włocławku. Stale współpracuje z dwoma gigantami - Anwilem i Wiką. Ten pierwszy stworzył w prowadzonym przez Olszewskiego technikum klasę patronacką. Ale na tym nie koniec, bo Olszewski wozi uczniów do innych firm, by na własne oczy zobaczyli, jak wyglądają konkretne profesje. Podobne przykłady dobrej współpracy szkół i biznesu można mnożyć.

Nie bez znaczenia jest też wieloletni wzrost publicznych nakładów na edukację. Co prawda od przynajmniej 2003 r. stanowią one około 4 proc. PKB, ale jeśli procenty zamienimy na liczby, widać, że wydatki poszybowały w górę - z 35 mld zł w 2003 do ponad 65 mld w 2014 r. Mniej więcej co dziewiąta złotówka z tej kwoty (za 2014 r.) została wydana na szkoły zawodowe (łącznie z liceami profilowanymi i artystycznymi).

Gdybyśmy skończyli w tym momencie, łatwo można wywnioskować, że szkolnictwo zawodowe czeka prawdziwy rozkwit. Niestety, jest w tej szkolno-biznesowej symbiozie pewna skaza.

...ale zawodu będą uczyć pasjonaci

- Za dziesięć lat w szkołach zawodowych i technikach nauczycielami będą sami ludzie z pasją - zwraca uwagę Jacek Olszewski. Wszystko dlatego - dodaje - że pensja nauczyciela praktycznej nauki zawodu jest niższa niż wynagrodzenie minimalne.

I podaje konkrety: osoba z wyższym wykształceniem, ale bez przygotowania pedagogicznego - 1759 zł brutto [minimalna 1850 brutto], z przygotowaniem pedagogicznym - niecałe 240 zł więcej. Kandydat do zawodu, z wykształceniem wyższym i podbudową pedagogiczną zacznie jako nauczyciel stażysta od pensji niewiele przekraczającej 2,2 tys. zł brutto. Po niemal dekadzie w zawodzie i wdrapaniu się na najwyższy stopień hierarchii (nauczyciel zawodowy) jego pensja podskoczy do 3109 zł, przy 22-godzinnym pensum. W szkołach realizujących kształcenie zawodowe nauczyciele przedmiotów teoretycznych mają pensum "zwykłe" - 18-godzinne. Natomiast ci, którzy uczą praktycznej strony zawodu, muszą spędzić w pracy o cztery godziny tygodniowo więcej.

- Jak przy takim wynagrodzeniu mamy przyciągać praktyków z przemysłu, by uczyli w szkołach? - pyta Olszewski.

Bogaty spawacz

Nauczyciele mają powody, by zazdrościć pensji wychowankom. - W zeszłym roku w jednym z naszych techników wykształciliśmy 15 spawaczy. Wszyscy pracę znaleźli od razu, a ich pensje przekraczały nauczycielskie - zaczynały się od 3 tys. zł - dodaje.

Płace belfrów zapisane są w rozporządzeniu ministra edukacji narodowej regulującym minimalne stawki pensji zasadniczej nauczycieli. Wynagrodzenie oczywiście rośnie wraz z nabywaniem doświadczenia, ale wciąż jest mało atrakcyjne.

Z danych firmy Sedlak & Sedlak cyklicznie badającej zarobki w różnych branżach wynika, że nauczyciel przedmiotów zawodowych może liczyć - średnio - na 3,1 tys. zł brutto. Co czwarty zarobi więcej niż 3,8 tys. zł, ale taki sam jest też odsetek tych, których pensja nie przekracza 2,6 tys. zł.

Wynagrodzenia młodych "zawodowców" specjalnie dla "Wyborczej" sprawdziła agencja doradztwa personalnego Work Service, która co miesiąc pośredniczy w zatrudnieniu kilku tysięcy pracowników, głównie "zawodowców". Z jej danych wynika, że pracodawcy gotowi są płacić absolwentom zawodówek i techników - na początku przygody z rynkiem pracy - od 2,2 tys. do nawet 5 tys. zł brutto. Najwyższe pensje można dostać w zawodach: tokarza (koniecznie z umiejętnością obsługi maszyn sterowanych numerycznie), zbrojarza budowlanego czy spawacza (tu konieczne są uprawnienia morskie).

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".