Dobrze jest mieć zawód w garści

Justyna Suchecka, Marta Piątkowska
21.09.2015 12:11
A A A
Młodzież zaczyna wracać do zawodówek

Młodzież zaczyna wracać do zawodówek (Fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta)

Coś drgnęło i młodzież coraz częściej stawia na szybkie zdobycie zawodu - to plus. Minus - młodzi oblewają egzaminy i wybierają te same kierunki.

Wiosną 19-letni Michał Zieliński z Zespołu Szkół Zawodowych nr 9 w Gdańsku wygrał drugą edycję telewizyjnego show dla młodych projektantów "Project Runway". Zdobył 100 tys. zł na przygotowanie własnej kolekcji odzieżowej i sesję w kobiecym czasopiśmie.

Ale praca w modzie - choć w telewizji wygląda bajkowo - to nie jest zajęcie, w którym każdy może osiągnąć sukces. Wielu kandydatów na projektantów ponosi sromotną porażkę już na etapie egzaminu kwalifikacyjnego wieńczącego naukę. W całej Polsce wiosną ponad 330 osób zdawało egzamin z projektowania wyrobów odzieżowych na kierunku technik technologii odzieży. Poradziło sobie z nim tylko 45,6 proc. uczniów.

Część osób odpada jeszcze wcześniej, gdy okazuje się, że w technikum nie ma miejsca dla leniuchów. Bo oprócz matematyki i geografii trzeba się uczyć fachu i np. materiałoznawstwa. - Zaczynaliśmy w 32 osoby, a świadectwa odebrało 12 - powiedział Zieliński.

Grunt to dopasowanie do rynku pracy

Mimo tych niepowodzeń można przypuszczać, że osób marzących o karierze projektanta przybędzie. W maju Ministerstwo Edukacji Narodowej zdecydowało, że technologa odzieży zastąpi na liście zawodów znacznie lepiej brzmiący technik przemysłu mody.

Ta z pozoru kosmetyczna zmiana to jeden z elementów odświeżania wizerunku szkolnictwa zawodowego, które po latach zapomnienia powoli podnosi się z kolan. Sukces odnotowano w ubiegłym roku, kiedy technika i szkoły zawodowe po raz pierwszy od lat cieszyły się większym zainteresowaniem niż licea. Łącznie wybrało je 54 proc. uczniów (technika 37 proc., zawodówki 17 proc.). Do ogólniaków poszło 45 proc. ówczesnych absolwentów gimnazjów (1 proc. osób nie kontynuował nauki).

Tegoroczne podsumowanie poznamy za kilka dni, ale wiele wskazuje na to, że sytuacja się powtórzy.

Z tego wzrostu zainteresowania edukacją zawodową cieszą się w zasadzie wszyscy. Resort edukacji, bo wprowadzona w 2012 roku reforma programowa zaczęła przynosić efekty. Obecnie każdy zawód podzielony jest na kwalifikacje (od jednej do trzech). Kwalifikacja to grupa umiejętności, które opisują, czym możemy się zajmować. Ci, którzy zaczęli naukę po 2012 roku, zdają więc tzw. nowy egzamin zawodowy, czyli kolekcjonują kwalifikacje. Mniejszość, czyli ci, którzy zaczęli naukę wcześniej, zdaje egzamin jeszcze po staremu - jeden na koniec szkoły, a nie kilka w trakcie całej nauki. Na przykład technik elektryk zdaje po drodze trzy specjalistyczne egzaminy, a nie jeden po czterech latach.

Cieszą się też pracodawcy, bo po latach niedoboru techników i fachowców będą mieć kogo zatrudniać.

Zadowoleni powinni być też młodzi ludzie, bo im szybciej zdobędą fach, tym szybciej zyskają samodzielność. Oczywiście, o ile dobrze wybiorą zawód.

Błąd, na który nie możemy sobie pozwolić, to zjawisko niedopasowania absolwentów szkół zawodowych do potrzeb pracodawców. Ale wydaje się, że Ministerstwo Edukacji Narodowej będzie chciało zapobiegać błędom, zamiast je naprawiać.

- Chcemy, aby od kwietnia 2016 roku doradztwo zawodowe było realizowane już w gimnazjach - zapowiedziała pod koniec maja minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska w trakcie debaty zorganizowanej w ramach naszej akcji społecznej "Projekt: Praca". To przełomowa decyzja, bo dotychczas na pomoc doradców mogli liczyć uczniowie, którzy już wybrali szkołę ponadgimnazjalną. We wspomniany system wsparcia zaangażowani byliby rodzice, wychowawca i doradca zawodowy. Minister tłumaczyła, że model będzie działał na zasadzie zorganizowania cyklu spotkań, w trakcie których młodzież pozna m.in. okoliczną ofertę edukacyjną wraz z przedstawieniem perspektyw zatrudnienia. - To część założeń "Roku zawodowców", i wszystko idzie zgodnie z planem - mówi Joanna Dębek, rzeczniczka MEN.

MEN nałożyło już na szkoły obowiązek zatrudnienia doradcy zawodowego, ale dodatkowych pieniędzy na ten cel nie daje - szkoły mają radzić sobie same. Do zrobienia jest sporo, bo w zeszłym roku ponad 7,2 tys. gimnazjów zatrudniało ledwie 365 doradców.

Nowa twarz zawodówek

Resortowi edukacji dobrze poszło promowanie szkolnictwa zawodowego. Twarzą "Roku zawodowców" został 18-letni Remigiusz Wierzgoń - "Rezi", czyli jeden z najpopularniejszych polskich youtuberów - na co dzień uczeń technikum informatycznego. Każdego jego wystąpienia o zawodówkach słuchało od kilku do kilkunastu tysięcy młodych ludzi. Film o tym, że będzie promował akcję, obejrzało 209 tys. osób, o jego dniu w szkole - aż 1,1 mln!

MEN ogłosiło właśnie konkurs na kolejną akcję promującą zawodowców. Przeznaczy na to ponad 300 tys. zł i chce, by i tym razem do akcji włączyli się youtuberzy. Czy pokażą przykłady mniej medialnych zawodów? Tego na razie nie wiadomo.

Zachęcenie młodych do nauki zawodu to jednak nie koniec. Martwiło was, że maturę za pierwszym razem zdało tylko 71 proc. uczniów? Kwalifikacyjne egzaminy zawodowe poszły nie lepiej - świadectwo potwierdzające kwalifikacje w zawodzie otrzymało w tym roku średnio 72 proc. spośród 237 tys. zdających.

Z danych resortu edukacji wynika, że nie przybyło w tym roku w Polsce ani jednej osoby, która radziłaby sobie z przygotowywaniem surowców i mas ceramicznych czy z formowaniem półfabrykatów ceramicznych. Nikt też nie zdobył kwalifikacji do wykonywania elementów kadłuba okrętu.

Tylko siedem osób zdobyło kwalifikacje do organizacji robót związanych z budową i utrzymaniem mostów. Pięć - do montażu i eksploatacji sieci zasilającej oraz trakcji elektrycznej. Trzy - do użytkowania maszyn i urządzeń do topienia metali.

Oczywiście, są to specjalności niszowe, a w niektórych z nich specjalistów przybyło jeszcze dzięki staremu egzaminowi zawodowemu. Ale kiepskie egzaminy w nowej formule pozwalają przypuszczać, że szkoły nie najlepiej przestawiły się na nowy system nauki. Nie mają też pomysłu, jak przyciągnąć uczniów do mniej "telewizyjnych" kierunków.

Najpopularniejszy w tym roku zawód kucharza (do egzaminu zawodowego podeszło ponad 20 tys. uczniów) dodatkowo wypromowały programy typu "MasterChef" czy "Kuchenne rewolucje". Ich rola polegała na tym, że wizerunek znudzonego mężczyzny w białym fartuchu mieszającego w garze zamieniły na rzutkiego szefa kuchni, który robi cuda na talerzu. Z egzaminem ze sporządzania potraw i napojów, z którym mierzą się zarówno kucharze (szkoła zawodowa), jak i potencjalni technicy żywienia i usług gastronomicznych, poradziło sobie 65,2 proc.

W innych popularnych kierunkach zawodowych też mamy kłopoty. Co z tego, że do egzaminu z prowadzenia rachunkowości podeszło aż 1670 potencjalnych techników ekonomistów i techników rachunkowości, skoro ten egzamin zdało tylko 49 proc. spośród nich? Jeszcze mniej, bo tylko 43 proc. spośród ponad 5 tys. zdających techników administracji, poradziło sobie z egzaminem z obsługi klienta.

- Reagujemy po każdym słabym wyniku i staramy się sprawdzić, dlaczego egzamin poszedł źle. Najpierw szukamy problemów u siebie, bo może test nie był wystarczająco dopasowany do tego, czego młodzież w szkole się uczy. Teraz np. będziemy analizować pracę techników kolejarstwa, bo widzimy kłopoty z tym egzaminem - mówi dr Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. - Dlaczego niektóre kwalifikacje wypadają źle? Czasem uczniowie są za słabi i tylko przepychani do kolejnych egzaminów. Czasem to szkoły źle ich przygotowują, np. ucząc wciąż według starej podstawy programowej. Nie wszystkie mają też odpowiednie zaplecze techniczne i sprzęt do nauki - dodaje. Jego zdaniem egzaminy muszą być jednak na wysokim poziomie. - Zależy nam, żeby kształcić fachowców. Jeśli jakaś kwalifikacja ma zdawalność na poziomie 60 proc., to mnie to bardzo nie martwi. To znaczy, że zdają ją ludzie dobrze do pracy przygotowani - mówi dr Marcin Smolik. f

Zapraszamy na konferencję: "Przyszłość zawodowców"

Już 19 października w siedzibie Agory (wydawcy "Gazety Wyborczej") odbędzie się konferencja "Przyszłość zawodowców". To podsumowanie trzeciej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca". W poprzednich odsłonach wspieraliśmy studentów i absolwentów. W tej podjęliśmy dyskusję o szkolnictwie zawodowym w Polsce.

W trakcie konferencji sprawdzimy, czy rządowy program "Rok zawodowców" się powiódł, a uczniom szkół zawodowych i techników podpowiemy, jak zbudować karierę po zakończeniu nauki. Swoje historie opowiedzą im osoby, które ukończyły takie szkoły, a dziś są prezesami i dyrektorami. Wyjaśnią, czego i jak się uczyć, żeby odnieść podobny sukces. Eksperci od rynku pracy pokażą natomiast, w jakich zawodach mogą pracować młodzi po tym etapie edukacji i ile zarobią.

Zarejestruj się już dziś na www.konferencjaprojektpraca.evenea.pl.

Więcej o akcji czytaj na: Wyborcza.pl/projektpraca

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".