Jak zmienić szkoły, by kształciły zawodowców

Justyna Suchecka
27.04.2015
A A A
Około 60 proc. dzieci, które dziś rozpoczynają naukę, będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. To wyzwanie dla szkolnictwa, które musi się dopasowywać do zmieniającego się świata. Mamy miliony euro, by je do tego przygotować.

Poznaniak Karol Rzeszutko skończył logistykę i pracował w międzynarodowej korporacji. Dopiero wtedy zaczął się zastanawiać, co naprawdę chce robić w życiu. I jako 26-latek podjął decyzję o nauce zupełnie innego zawodu - tego, który wykonywali jego pradziadek, dziadek i matka. Rzeszutko postanowił zostać krawcem i dziś szyje eleganckie ubrania na miarę. W kwietniu to w jego zakładzie krawieckim Poznań rozpoczął swoją kampanię promującą edukację zawodową.

Może Karol Rzeszutko szybciej zorientowałby się, że krawiectwo jest jego powołaniem, ale powiedzmy sobie wprost - system doradztwa zawodowego w szkołach działa tylko teoretycznie. Doradcy na cząstkowych etatach nie mają szans poznać uczniów. Nie mają im też gdzie pokazać, jak różne zawody działają w praktyce.

Jak robić to dobrze? Nie trzeba daleko szukać. Wzorem dla Polski powinny być Niemcy.

W Polsce właściwie nie mamy preorientacji zawodowej w programach szkolnych. W Niemczech już w podstawówce bada się, jakie dany człowiek ma umiejętności, np. czy w ogóle ma zdolności manualne. Niemcy powołali też Instytut Pracy, który prognozuje z 30-letnim wyprzedzeniem, które umiejętności będą pożądane.

W Lizbonie w Portugalii działa zawodowy odpowiednik Centrum Nauki "Kopernik" - największy w Europie park edukacji zawodowej. Pokazuje w akcji nie tylko piekarzy czy murarzy. To taki zawodowy Disneyland, gdzie dzieci mogą spotkać się z przedstawicielami zawodów, a do ich dyspozycji są minipracownie i fabryki, np. kosmetyków.

Bo pamiętajmy: szkolnictwo zawodowe nie oznacza jedynie nauki w zawodach rzemieślniczych. W zawodówkach i technikach jest długa lista specjalizacji opartych na nowoczesnych technologiach - od energii odnawialnej po mechatronikę (czyli w skrócie: dodawanie rozwiązań elektronicznych do produktów).

A szkolnictwo zawodowe musi być elastyczne i szybko dopasowywać się do potrzeb rynku pracy. Przykładowo - już wykształcony elektryk może szybko douczyć się na temat baterii słonecznych, bo te zaczynają zyskiwać na popularności. Do ich montowania, obsługi, konserwacji nie trzeba mieć ukończonych studiów. Wystarczy odpowiednie przeszkolenie czy kurs.

Dopasować zawód do rynku pracy

Dlaczego mówimy o tym teraz? Bo gimnazjaliści zakończyli właśnie testy na koniec szkoły i będą poważnie się zastanawiać, jaką drogę wybrać dalej. Mają jeszcze trochę czasu, by wybrać mądrze - wyniki egzaminów gimnazjalnych będą dopiero 19 czerwca, ale wymarzone szkoły trzeba wskazać wcześniej.

Gimnazjaliści powinni już wiedzieć, że dziś zawodu nie uczy się raz na całe życie. Dzięki reformie zawodówek wprowadzanej stopniowo od 2009 roku nowe kwalifikacje nastolatki i dorośli (ci po skończonej szkole średniej) mogą zdobyć nawet w ciągu jednego roku. Po każdej kolejnej klasie zawodówki czy technikum zdają odrębne egzaminy kwalifikacyjne (a nie tak jak wcześniej np. po czterech latach).

Tyle że najpierw te kwalifikacje muszą znaleźć się na ministerialnej liście - a to dotąd trwało za długo.

Wiemy np., że brakuje optyków i specjalistów, którzy naprawią klimatyzację albo windy, ale z powodu ślamazarnego wprowadzania nowych kwalifikacji tych ostatnich wyszkolimy dopiero w 2019 r. Bo zawodu będziemy uczyć już od września, ale technicy gotowi będą za cztery lata.

- By nadążyć za rynkiem pracy, trzeba działać szybko - podkreśla socjolog rynku pracy dr Krzysztof Bondyra z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Z kolei dr Dominika Maison, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego, szefowa badania "Bariery i możliwości współpracy między szkołami zawodowymi a firmami"*, zauważa, że kształcenie pracowników dla przedsiębiorców w wielu szkołach odbywa się dziś tylko w teorii. W praktyce dyrektorzy szkół często zapominają o przedsiębiorcach, nie myślą o potrzebach rynku, tkwią w przekonaniach, że zawody, które dawały pracę 20 lat temu, nadal ją dają.

Na poziomie centralnym Ministerstwo Edukacji Narodowej przyspiesza właśnie wprowadzanie nowych zawodów, lepiej dopasowanych do rynku pracy. Przykładowo - od 1 września 2015 r. po raz pierwszy kształceni będą mechanicy motocyklowi. Wpisanie nowego zawodu na listę zajęło zaledwie pół roku.

Aby nowych kwalifikacji było więcej i łatwiej było je wprowadzić do programów nauczania, potrzebna jest lepsza współpraca pracodawców i szkół oraz większa inicjatywa z ich strony.

Dr Maison przepytała 532 przedsiębiorców. Aż 15 proc. przyznało, że nie wie, jak rozpocząć współpracę ze szkołami zawodowymi, 17 proc. uważało, że wymaga to za dużo biurokracji. Do tego aż trzy czwarte badanych negatywnie oceniło stan swojej wiedzy na temat miejscowych szkół zawodowych. Zakładają zresztą, że inicjatywa w kwestii współpracy nie leży po ich stronie.

Miliony na edukację

Obecnie w Polsce kształcenie odbywa się w 194 zawodach, w których wyodrębniono 255 kwalifikacji - czyli konkretnych umiejętności, które można zdobyć (kwalifikacja to np. zabiegi kosmetyczne twarzy). Funkcjonuje 1957 techników i 1684 zasadnicze szkoły zawodowe dla młodzieży. Czy wszystkie dobrze uczą? Z pewnością nie.

W minionym roku tzw. nowe egzaminy kwalifikacyjne poszły gorzej niż matura (a ta wypadła naprawdę fatalnie) - nie zdało ich aż 35,5 proc. uczniów. Np. z montażem komputerów poradziło sobie tylko 39 proc. przyszłych techników informatyków - a był to jeden z największych egzaminów, przystąpiło do niego 15,6 tys. uczniów.

Egzaminacyjna porażka może oznaczać, że szkoły mimo reformy programowej nie zmieniły sposobu uczenia. Niektóre dlatego, że ciągle brakowało im pieniędzy. W kuluarach dyrektorzy szkół często przyznają, że np. cukiernicy nie uczą się robić pączków, bo olej jest za drogi. Pieką na potęgę tanie ciasta drożdżowe.

Teraz pieniędzy nie powinno już zabraknąć, bowiem mamy na edukację zawodową miliony z Unii Europejskiej. Musimy je wydać mądrze.

Marszałkowie województw do 2020 r. na szkolnictwo zawodowe przeznaczą ponad 900 mln euro, MEN dorzuci do tego kolejne 124 mln euro.

- Pieniądze od marszałków są przeznaczone na praktyki zawodowe i liczę, że uda się zorganizować je u pracodawców. Tylko w takich realnych warunkach można skutecznie nauczyć zawodu - mówiła Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa MEN. Za każdego praktykanta rocznie resort będzie płacił pracodawcy 5 tys. zł.

Dodatkowe fundusze pomogą w zrobieniu przeglądu i aktualizacji programów nauczania. MEN ma też środki na przekwalifikowanie nauczycieli, aby mogli uczyć w nowych zawodach. Bo cóż z tego, że będziemy chcieli kształcić np. mechaników rowerowych czy specjalistów od tworzenia aplikacji na smartfony, jeśli nie będziemy mieli nauczycieli, którzy sami by się na tym znali?

Miliony euro mają trafić do zawodówek i techników na promocję, na nowoczesny sprzęt, a także lepszą współpracę szkół z pracodawcami. W tej ostatniej kwestii pierwszy krok już został wykonany: firmy działające w specjalnych strefach ekonomicznych zadeklarowały miejsca dla 4,5 tys. praktykantów.

Dzięki tym pieniądzom zmienia się też wizerunek i język, jakim mówimy o szkolnictwie zawodowym. MEN mówi o "dobrych zawodnikach". W Poznaniu promuje się ich hasłem "Szacun dla zawodowców", na Śląsku - "Jest konkret". Tam zresztą ponad 90 proc. absolwentów rzemieślniczej nauki zawodu trafia na rynek pracy, a przeszło 60 proc. zostaje u pracodawcy, u którego odbywa praktyki.

Statystyka jest nieubłagana. Dziś w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy wśród młodych ludzi są absolwenci liceów, którzy nie poszli dalej na studia. Ich nie najlepsze doświadczenia z pewnością pozwalają odczarowywać mit słabszych szkół zawodowych. W trwającym roku szkolnym po raz pierwszy mamy sytuację, gdy w klasach pierwszych w szkołach zawodowych i technikach jest więcej uczniów niż w liceach. Licea wybrało już tylko 45 proc. uczniów (przed rokiem - 51 proc.), technika - 37 proc., a szkoły zawodowe - 17 proc. absolwentów gimnazjów.

*Badanie "Bariery i możliwości współpracy między szkołami zawodowymi a firmami" pod patronatem honorowym ministra edukacji narodowej zostało przeprowadzone przez Dom Badawczy "Maison" na zlecenie Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

***

Kolejna edycja "Projektu: Praca". Zróbmy to zawodowo!

Rozpoczynamy trzecią edycję "Projektu: Praca". Jest to akcja społeczna "Gazety Wyborczej", która ma pomóc młodym ludziom w odnalezieniu się na rynku pracy.

W poprzednich dwóch edycjach skupiliśmy się na studentach i absolwentach. Od października do grudnia 2014 r. na uczelniach w całej Polsce zorganizowaliśmy warsztaty mające pomóc młodym ludziom w zdobyciu umiejętności niezbędnych do sprostania oczekiwaniom pracodawców. Tematyka warsztatów obejmowała m.in. aktywne poszukiwanie pracy, autoprezentację czy przygotowanie dokumentów aplikacyjnych. Na podstawie warsztatów opracowany został program przedmiotu, który przygotowuje studentów do wymogów rynku pracy.

W obecnej edycji skupiamy się na szkolnictwie zawodowym. W cyklu artykułów chcemy odmitologizować zawodówki i technika. Pokażemy, że wybierając te szkoły, można zdobyć dobrą pracę i zrobić karierę. Ale szkoły muszą się dostosowywać do rynku pracy oraz lepiej współpracować z biznesem, by absolwenci dokładnie wiedzieli, czego oczekują od nich pracodawcy.

 

Zobacz też: Jak sprawić by gimnazjaliści chcieli uczyć się w zawodówkach i technikach?

Zróbmy to zawodowo!

Około 60 proc. dzieci, które dziś rozpoczynają naukę, będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. To wyzwanie dla szkolnictwa, które musi się dopasowywać do zmieniającego się świata.

25 maja w siedzibie "Gazety Wyborczej" odbyła się debata poświęcona szkolnictwu zawodowemu. Gośćmi specjalnymi byli: Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji narodowej oraz Jacek Męcina, sekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Zastanawialiśmy się jaka jest kondycja szkolnictwa zawodowego w Polsce, jakie sposoby można wypracować, by tę kondycję polepszyć, jak powinna wyglądać współpraca przedsiębiorców i szkół zawodowych tak, by absolwenci mieli zapewnione miejsce na rynku pracy.

Chcesz dołączyć do dyskusji? Masz pomysły na rozwój szkolnictwa zawodowego i dopasowanie go do współczesnych realiów w Polsce?

Napisz do nas: akcjespoleczne@agora.pl

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".