Niedobrze z informacją

Mirka Wodniak
04.12.2009 17:39
A A A
Coś jest nie tak z organizacją leczenia w naszych szpitalach - chodzi mi o upoważnienia bliskiej osoby do uzyskania informacji o chorym.

Jak potraktowano Ciebie lub Twoich bliskich? ''Po ludzku'' czy raczej jak przedmiot? Czekamy na Wasze listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl



Jestem 64-letnią emerytką, do poziomu opieki zdrowotnej w zasadzie nie mam zastrzeżeń. Niektóre przewlekłe schorzenia łatwiej leczyć na przysłowiową "kasę chorych" niż w dawnym ustroju.

Jednak chcę zwrócić uwagę na sprawę upoważnienia bliskiej osoby do uzyskania informacji o chorym.

Przyprowadzam do szpitalnej izby przyjęć szpitala w Oświęcimiu osobę starszą ode mnie, zagubioną, bezradną. Wypełniam za nią papierki. W tym druk o upoważnieniu. Wpisuję siebie, bo choroba jest kobieca - więc to najbardziej naturalne. Podaję nr telefonu stacjonarnego, chcę dopisać komórkę.

- Nie wolno. Jeden telefon wystarczy, na komórkę i tak nie pozwolą nam zadzwonić.

- Nawet w nagłym wypadku?

- Nawet.

Myślę o dniu, w którym kobieta będzie wychodzić ze szpitala. Na wypis czasem trzeba czekać godzinami. Być może trzeba ją będzie jednego dnia odwieźć do domu, a po wypis zjawić się następnego.

Po co ja, stara, mam się tłuc po szpitalu, syn ma auto, podjedzie, zabierze kopertę. Pytam, czy mogę dopisać syna do tego upoważnienia. Pielęgniarka niemal wyrywa mi świstek z rąk.

- NIE WOLNO! Upoważniona może być tylko JEDNA osoba.

Bzdura ogólnokrajowa czy specyfika lokalna?

Zobacz także