Operacja o jednej godzinie

Karolina Tołwińska
01.12.2009 13:44
A A A
Na operację usunięcia trzeciego migdałka u mojej sześcioletniej córki czekaliśmy pół roku; termin nas nie przeraził, bo Międzynarodowe Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach pod Warszawą to oblegany ośrodek. Pracują tam wybitni specjaliści, matki mogą spać z chorymi dziećmi, mogą im też towarzyszyć przed zabiegiem i po nim.

Czy z doświadczenia Twojego lub Twoich bliskich wynika, że pacjenci w Polsce są traktowani "po ludzku" czy raczej jak przedmiot? Czekamy na listy. Napisz: leczyc@wyborcza.pl



Mając taką renomę, Centrum w Kajetanach mogłoby jednak poprawić fatalną organizację rejestracji i zabiegów.

Dzień przed długo oczekiwaną operacją mamy konsultację. Dzwonię potwierdzić godzinę. Mam przyjechać o 15. Jesteśmy punktualnie. Wita nas ogromna kolejka. Okazuje się, że wszystkich umówiono na tę samą godzinę!

Z rejestracji tłum rodziców i dzieci kieruje się do tego samego gabinetu. Dzieci mają półotwarte buzie (oznaka przerostu migdałów), czekają pokasłując w duchocie i gorącu. Konsultacja trwa trzy minuty. Wszyscy zostają umówieni na zabieg następnego dnia, znowu na tę samą godzinę 15!

Córka może zjeść śniadanie, ale potem musi wytrwać na czczo do zabiegu. Może by dała radę, gdyby nie to, że czekałyśmy do 17. Na salę operacyjną zawlokłam dziecko niemal siłą, wpadła w histerię z powodu strachu, głodu i pragnienia.