Choroba czai się na sklepowej półce

Katarzyna Bosacka
09.06.2010 13:36
A A A
Polacy zmagają się z epidemią miażdżycy, nadciśnienia, cukrzycy. Są to tzw. choroby cywilizacyjne, których główną przyczyną jest niezdrowy tryb życia: brak ruchu, palenie papierosów, picie alkoholu i niewłaściwa dieta - zbyt tłusta, zbyt słodka, zbyt słona
Naukowcy szacują, że w ciągu roku spożywamy kilka kilogramów substancji chemicznych dodawanych do żywności jako aromaty, barwniki, konserwanty, emulgatory, spulchniacze, regulatory kwasowości, środki zatrzymujące wodę i wiele innych "ulepszaczy" żywności, których oficjalnie na liście UE figuruje ponad 1,5 tys. Co roku zjadamy 42 kg cukru i przeszło 5 kg soli, choć powinniśmy co najmniej o połowę mniej, bo cukier powoduje tycie i napędza apetyt, a sól sprzyja nadciśnieniu i chorobom serca.

Nawet jeśli jesteśmy na tyle świadomi żywieniowo, by wiedzieć, że trzeba co trzy-cztery godziny jeść małe posiłki złożone z warzyw, pełnych ziaren, nabiału, chudego mięsa i ryb, to możemy natknąć się na produkty, które udając zdrowe, tak naprawdę są oszukane. Zdejmujemy ze sklepowej półki "jogurt naturalny", a okazuje się, że to mleko z wodą zagęszczone tłustym mlekiem w proszku, podczas gdy prawdziwy jogurt powinien składać się wyłącznie z mleka i żywych kultur bakterii. Albo wybieramy "chudą szynkę", która składa się w 50 proc. z wody, a żeby czymkolwiek smakowała - jest porządnie dosolona, napchana polepszaczami i konserwantami.

W grudniu 2009 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podał wyniki rocznej kontroli niemal 9 tys. produktów, jaką przeprowadziła na jego zlecenie Inspekcja Handlowa w całym kraju. Były zatrważające. Producenci najbardziej oszukują na mięsie i wędlinach - w porównaniu z poprzednim badaniem niemal dwukrotnie wzrósł odsetek nieprawidłowości - z 8,7 proc. do 17,7 proc. Producenci napychają wędliny soją, używają tańszego, gorszego mięsa, w tym tzw. MOM, czyli "mięsa oddzielonego mechanicznie", które w świetle prawa mięsem w ogóle nie jest, ale zbiorem odpadków - tłuszczu, skór, ścięgien. Do tego dosypują mnóstwo soli i zapychaczy naturalnych (grochu i ziemniaków, kaszy manny, a nawet bambusa) oraz sztucznych (konserwantów, barwników, aromatów). A przecież każdy dietetyk, układając jadłospis dla cukrzyka czy nadciśnieniowca, pomyśli o chudej szynce, gotowanej wołowinie i drobiu. Gdyby były to produkty naturalne, byłyby świetnym źródłem białka.

Na domiar złego pogorszyła się też jakość mleka i jego przetworów - z 16 proc. nieprawidłowości do 19,4 proc. A to oznacza, że co piąty ser, jogurt czy masło są oszukane. Producenci podrabiają oscypek, bryndzę, fetę, a do masła dolewają oleju. Zresztą tanie tłuszcze roślinne, w tym najgorszy z nich - olej palmowy - oraz oleje roślinne utwardzane (tzw. tłuszcze trans), które sprzyjają miażdżycy, są na porządku dziennym. Znajdziemy je w margarynach, ciastkach, batonikach, chipsach, a nawet płatkach kukurydzianych w każdym supermarkecie.

Nie wszyscy wiedzą, że przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej nasze normy żywnościowe były o wiele surowsze. Dziś producent może z wiaderka tłuszczu, mięsa wieprzowego i kilku procent cielęciny wyprodukować "parówki cielęce". Albo sprzedawać "wodę źródlaną z górskich stoków", której skład nie różni się od kranówki. Albo syrop malinowy składający się z cukru, wody i chemicznego zapachu.

To, jak bardzo producenci odeszli od standardów zdrowej żywności, widać najlepiej na przykładzie chleba. Najzdrowszy jest ciemny chleb żytni. Powinien składać się wyłącznie z mąki żytniej, ziaren i zakwasu. Ma witaminy - B1, B2, B6, E, kwas foliowy i wysmuklający błonnik. Zakwas - jego bezcenny składnik - zawiera naturalne drożdże oraz różne szczepy bakterii mlekowych, które poprawiają perystaltykę jelit, oczyszczają organizm z toksyn i związków rakotwórczych, pobudzają trawienie. Chleb ten ma tylko jedną wadę - trzeba się nad nim napracować. A zatem jest droższy.

Co innego chleb oszukaniec z półki w supermarkecie. Wystarczą: mąka pszenna, suche drożdże i spulchniacze, wybielacze, sztuczne kwasy (dzięki którym mąka fermentuje szybciej), konserwanty, odpleśniacze. A jeśli ktoś woli "pieczywo ciemne" - zawsze można dosypać do ciasta karmel dla ciemnego koloru. Taki chleb jest tani, ale bez smaku, na drugi dzień jest niejadalny, szybko pleśnieje, no i jest niezdrowy! Biała mąka pszenna nie ma nic wartościowego, a jeszcze spowalnia pracę jelit i zakleja je.

Przykłady oszukanej żywności można by mnożyć. Jak zatem wybierać produkty naprawdę zdrowe? Oczywiście najlepiej byłoby kupować mleko, jaja, mięso i warzywa u źródeł, czyli od rolników z ekologicznych hodowli, ale skoro to niemożliwe, trzeba rozejrzeć się za sklepami ekologicznymi. Coraz więcej Polaków w proteście przeciwko fatalnej jakości chleba i wędlin zaczyna piec i przyrządzać je w domu. Pomóc nam może jednak rzecz o wiele bardziej prozaiczna - czytanie etykiet!

Prawo unijne obliguje producenta do podawania na opakowaniu pełnego składu produktu - w tym konserwantów, sztucznych barwników, soli i cukru. Wnikliwie czytając, dowiemy się, czy "pasztet z królika" jest faktycznie z królika, czy raczej z wieprzowiny z aptecznym dodatkiem króliczego mięsa.

W Polsce transformacja żywieniowa dopiero się zaczyna. W zeszłym roku Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację radnym w Tychach, którzy podjęli uchwałę o zakazie sprzedaży słodyczy i śmieciowego jedzenia w sklepikach szkolnych. Droga dla radnych innych miast, którzy chcieliby wyrzucić ze szkół chipsy i batony, jest zatem otwarta.

Wciąż daleko nam jednak choćby do Wielkiej Brytanii, która od lat wydaje miliony funtów na edukację żywieniową obywateli. Brytyjczycy - najgrubsi w Europie - od lat walczą z solą, tłuszczami trans i cukrem w produktach przetworzonych dostępnych w supermarketach. Wprowadzili czerwono-żółto-zielone znakowanie żywności: czerwone - stop, żółte - zastanów się, zielone - jedz. Wzięli się do edukacji młodzieży i za stołówki szkolne. Jednym z największych orędowników zmian w brytyjskiej diecie jest popularny kucharz Jamie Olivier. - Od tego, co wkładamy do ust, zależy wszystko - mówi kucharz - nasz rozwój, zachowanie, zdolność koncentracji, humor, a przede wszystkim zdrowie.

Jak kupować dobrą żywność?

* Porównuj składy podobnych produktów, np. parówek (mogą mieć od 20 do 80 proc. mięsa). Producent ma obowiązek podawać procentową zawartość głównego składnika, np. mięsa dla wędlin. Jeśli musisz, weź do sklepu okulary. Z badań wynika, że etykiety czyta jedynie co piąty Polak, czas to zmienić!

* Szukaj właściwej nazwy, z reguły podanej znacznie mniejszą czcionką. Na opakowaniu powinny być następujące informacje: nazwa rodzajowa produktu (np. "kiełbasa suszona", "mleko pełne"), termin przydatności do spożycia (np. "należy spożyć do.") lub data minimalnej trwałości (np. "najlepiej spożyć przed."), wykaz składników (według masy składników w porządku malejącym), warunki przechowywania, zawartość netto, nazwa producenta.

* Nie kupuj produktów z długą listą składników - im lista krótsza, tym produkt mniej przetworzony, a więc zdrowszy.

* Nie sugeruj się ceną - często niska cena oznacza gorszą jakość. Lepiej kupić i zjeść mniej, ale zdrowiej.

* Nie kupuj żywności, która nie przypomina niczego, co występuje w naturze. Czy w naturze występują niebieskie cukierki, czekoladowe płatki w kształcie ciasteczek, szynka w formie kwiatka?

* Nie kupuj żywności nieznanego pochodzenia (bez oznaczeń, opisów na opakowaniu, listy składników, adresu producenta), szczególnie na targowiskach.

* Wybierając produkty "light", sprawdzaj ich wartość odżywczą i porównuj z innymi produktami, bo może okazać się, że mają więcej kalorii niż te niedietetyczne.