Firmy potrzebne szkołom

Michał Frąk, bsn
07.09.2016 13:26
A A A
Proponowana przez rząd reforma szkolnictwa ma ułatwić współpracę szkół zawodowych i pracodawców. Od kwartału jednak rząd nie umie podać szczegółów.
W Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 9 w Łodzi inauguracja tego roku szkolnego była wyjątkowa. Oprócz apelu i przywitania uczniów po wakacyjnej przerwie był też... tort w kształcie pralki oraz upominki dla wychowanków. Fundatorem była firma BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego. Wszystko dlatego, że objęła patronatem klasę o profilu monter-mechatronik. To nie pierwsza klasa patronacka w tej szkole, ale jednak wyjątkowa. - Po raz pierwszy udało nam się znaleźć partnera dla klasy w zasadniczej szkole zawodowej - mówi Henryka Michalska, dyrektor ZSP 9.

Dziewiątka współpracuje z innymi firmami (łącznie ma dziewięciu partnerów), ale tylko BSH udało się namówić na patronowanie zasadniczej szkole zawodowej. Co przekonało firmę?

- Do techników aplikują uczniowie z coraz lepszymi ocenami i większymi ambicjami. Większość z nich po szkole chce nadal się uczyć. Natomiast poziom wykształcenia montera-mechatronika w szkole zasadniczej jest wystarczający, by od razu podjąć pracę. I na tym zależy pracodawcom - tłumaczy dyrektor Michalska.

Uczniowie pierwszej klasy odbędą miesiąc praktyk w BSH. Ponadto przez trzy lata będą mieli dofinansowanie wyprawek szkolnych czy wyjazdów zawodowo-poznawczych. Przyszli monterzy-mechatronicy będą mieli też możliwość odbycia dodatkowych szkoleń potrzebnych do wykonywania zawodu.

Żaden problem

Przykład łódzkiej dziewiątki pokazuje, że współpraca z pracodawcą opłaca się każdej stronie. Dlaczego więc nie jest powszechna? Według badania "Bariery i możliwości współpracy między szkołami zawodowymi a firmami" przeprowadzonego na zlecenie Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych i Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (2015 r.) wiele zależy od dyrekcji szkoły.

Zdaniem autorów największą barierą jest bierność dyrektorów i przedsiębiorców. Dyrektorzy tłumaczą się tym, że uczniowie wolą sami szukać pracy. Z kolei przedsiębiorcy przyznają, że nie wiedzą, jakie szkoły zawodowe działają w ich otoczeniu.

Jednak zdaniem Jacka Olszewskiego, dyrektora Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego we Włocławku, szefowie szkół nie są bierni.

- Znalezienie firmy do współpracy ze szkołą to żaden problem - zapewnia. Przekonuje, że w ponadstutysięcznym Włocławku fachowcy zatrudnienie znajdują od razu. Zwłaszcza ślusarze, spawacze i operatorzy obrabiarek sterowanych numerycznie.

- Chciałbym tylko mieć znacznie więcej uczniów. Wtedy jeszcze łatwiej rozmawiałoby mi się z pracodawcami - mówi dyrektor Olszewski. Choć i teraz zgłoszeń od firm, które chciałyby nawiązać współpracę, ma pełno.

Niestety, kłopotliwe zaczyna być skompletowanie odpowiedniej kadry. Olszewski zwraca uwagę, że nauczanie przedmiotów zawodowych wymaga zatrudniania coraz bardziej doświadczonych i wykształconych fachowców. Takich, którzy nadążają za rynkiem. Jest ich niewielu, a szkoły nie są w stanie konkurować wynagrodzeniami.

Nie wszystkim się chce

Przez lata szkolnictwo zawodowe było lekceważone i kojarzone jako przytulisko dla mniej zdolnej młodzieży.

Zupełnie inaczej jest w Niemczech. - Zawodówka budowlana ma siedem profili. Pierwszy rok jest wspólny - uczniowie dowiadują się, czego można się nauczyć. Potem wybierają specjalizację. Na koniec nauki do szkoły przyjeżdżają firmy i najlepsi są rozchwytywani. Działa to bardzo dobrze. U nas też powinno tak być zorganizowane - mówi Jacek Jurczak z Oławy, właściciel firmy zajmującej się obróbką skrawaniem metali i tworzyw sztucznych - CNC Jurczak.

Przykład niemiecki spodobał mu się na tyle, że w ubiegłym roku sam zgłosił się do oławskiego Centrum Kształcenia Ustawicznego i włączył się w kształcenie fachowców. W pierwszym roku zajęcia praktyczne w jego firmie uczniowie mają dwa razy w tygodniu. W kolejnych latach - trzy razy w tygodniu.

Ale utrwalanie stereotypu zawodówek jako szkół gorszego gatunku sprawiło, że część młodych nie szanuje zdobywanej w nich edukacji. - Powiedziałbym, że chce się uczyć 20 proc. - mówi przedsiębiorca. I, niestety, w tej obserwacji nie jest odosobniony. - Wszyscy moi absolwenci mogą mieć pracę. Mimo że rynek oferuje godziwe zarobki, nie wszyscy się na to decydują - przyznaje dyrektor Olszewski.

Reforma widmo

Nieciekawy wizerunek szkół zawodowych chce odczarować rząd. W ekspresowym tempie przygotował reformę szkolnictwa. Planuje zmienić zawodówki w szkoły branżowe. Te mają kształcić młodych dwustopniowo. Pierwszy stopień zakłada nauczenie jednego zawodu, drugi - dwóch. Po drugim stopniu uczeń może zrobić zawodową maturę otwierającą drogę na studia zawodowe. Jeśli chce mieć dyplom magistra, musi zdać klasyczną maturę. Współpraca z firmami ma być obligatoryjna. Plany znane są od końca czerwca, konkretów ciągle brakuje.

Henryka Michalska zaznacza, że przy skąpości danych dotyczących reformy trudno o jej jednoznaczną ocenę. - Podoba mi się, że uczniowi szkoły zasadniczej łatwiej będzie zdobyć dyplom technika - mówi. Wątpliwości za to budzi to, że po przejściu ścieżki edukacyjnej osoba zaczynająca w szkole zasadniczej będzie mogła iść wyłącznie na te studia, w których się kształciła.

Artur Dzigański, szef Zespołu Szkolnictwa Zawodowego w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych, były kurator oświaty, też czeka na szczegóły rządowych planów. - Na połowę września ministerstwo zapowiada upublicznienie projektu ustawy o systemie oświaty. Najważniejsze jednak będą akty wykonawcze z rozporządzeniem w sprawie podstawy programowej na czele - mówi. Proponowane zmiany ocenia jednak dobrze: - Włączenie pracodawców w kształcenie i egzaminowanie, upowszechnienie systemu dualnego, dostosowywanie oferty szkoły do potrzeb lokalnego rynku pracy, wreszcie zmiana zasadniczych szkół zawodowych na szkoły branżowe - to zmiany we właściwym kierunku. Pytanie, czy doczekają się realizacji.

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".