W oficjalne dane o bezrobociu nie wierzą nawet szefowie urzędów pracy

Patrycja Maciejewicz
30.08.2016 03:00
A A A
Sytuacja na rynku pracy w województwach.

Sytuacja na rynku pracy w województwach. (Gazeta Wyborcza)

Nie ma już w Polsce województwa, w którym realne bezrobocie byłoby dwucyfrowe. Pracodawcy muszą więc podbijać oferty, by zdobyć pracowników.
Gdy popatrzymy na oficjalne dane dotyczące liczby zarejestrowanych w pośredniakach bezrobotnych, okaże się, że jest siedem województw, w których stopa ta nadal przekracza 10 proc. Najgorzej jest w warmińsko-mazurskim - tu wskaźnik wynosił w lipcu 14 proc. Ale nawet szefowie urzędów pracy nie wierzą w te dane. Zdają sobie sprawę, że część rejestracji (mniej więcej jedna trzecia) wynika wyłącznie z chęci otrzymania ubezpieczenia zdrowotnego albo innych bonusów, do których uprawnia status bezrobotnego (na przykład rzeczowa pomoc społeczna).

Nie dość, że rzeczywiste bezrobocie jest niższe, to jeszcze najgorzej nie jest tam, gdzie... wygląda to najgorzej. Na Warmii i Mazurach w II kwartale bezrobocie wynosiło bowiem 8,2 proc. Na Podkarpaciu zaś - 9,8 proc. Jednak nawet i tam ze świecą szukać osób, które chciałyby podjąć pracę. Największy deficyt pracowników jest na stanowiskach wykwalifikowanych robotników. To dlatego, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy powstało wiele nowych inwestycji, zwłaszcza na zachodzie Polski. A od lat mamy zapaść w szkolnictwie zawodowym. Rekruterzy mówią, że trudno pozyskać nawet osoby bez kwalifikacji. Nie mówiąc już o takich, które znają rysunek techniczny czy mają uprawnienia operatorów wózków widłowych.

Praca się rozpływa... po kraju

Rynek szuka pracownika na Mazowszu (choć nie całym), Dolnym Śląsku czy w Wielkopolsce? Żadne zaskoczenie. Tysiące wakatów czekają w każdym z tych regionów. - Największy operator logistyczny podniósł kilka dni temu podstawową stawkę do 15 zł za godzinę, inne firmy już do tego równają. W produkcji roczny wzrost stawek wynosi około 7 proc., co przekłada się na blisko 200 zł brutto miesięcznie - relacjonuje Tomasz Walenczak, szef agencji zatrudnienia Manpower.

Ale w tzw. Polsce B? Przecież jeszcze niedawno firmy jeździły do województw o wysokim bezrobociu i zachęcały do przeprowadzki "za pracą". Dziś to przedsiębiorstwa ze ściany wschodniej dwoją się i troją, by zdobyć pracowników. Menedżerowie augustowskiej fabryki British American Tobacco głowią się, skąd wziąć 200 osób do obsługi przeniesionych z Niemiec linii produkcyjnych. - Trudno nawet o 50 osób - mówi Marcin Ostrowski z firmy rekrutacyjnej Adecco.

Możemy pożegnać się z czasami, gdy na stanowiskach niewymagających kwalifikacji proponowano stawki równe pensji minimalnej. Dziś pierwszym oferowanym wynagrodzeniem jest około 2 tys. zł brutto. Liderzy rynku albo mający największe potrzeby wymuszają podwyżki u konkurencji.

W puli ofert są nie tylko rosnące stawki, ale też specjalne pakiety na przeprowadzkę. Firmy dają ekstra pieniądze, ułatwiają znalezienie pracy partnerom, pomagają zmienić szkołę czy przedszkole. Inni wynajmują kwatery dla pracowników.

Jak zarobić więcej?

Rekruterzy doradzają, by pracownicy postarali się zdobyć poszukiwane kwalifikacje. Zrobienie np. kursu operatora wózka widłowego trwa relatywnie krótko. Organizują je urzędy pracy, czasem można dostać dofinansowanie. A efektem może być wyższa o kilkanaście procent pensja.

Konkretnie zestawia to Marcin Ostrowski z agencji Adecco. - Robotnik niewykwalifikowany bez doświadczenia dostanie dziś pensję 2 tys. zł brutto. Jeśli zdobędzie uprawnienia do kierowania wózkami widłowymi, otrzyma o 300 zł więcej. A jeśli już będzie miał dwa lata doświadczenia w pracy na tym wózku, to jego pensja wzrośnie do 3 tys. zł - podkreśla.

Dzisiaj pracodawcy zaczynają też doceniać lojalność pracowników. Obiecują podwyżkę dla tych, którzy popracują pół roku czy rok, a nie skuszą się ofertą od konkurencji.

Zdaniem Tomasza Walenczaka coraz bardziej napięty rynek pracy zmusi firmy do ponownego przeglądu siatek wynagrodzeń. - Mieliśmy już jedną falę podwyżek, a kolejna przyjdzie na przełomie III i IV kwartału. Firmy po wakacjach zdadzą sobie sprawę, jakie są jeszcze ich potrzeby. Będą wtedy musiały zaoferować lepsze warunki zatrudnienia, by pozyskać i przytrzymać pracowników - kwituje.




Więcej o:
Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".