Zawody bez płci

Bartosz Sendrowicz
11.05.2016 10:40
A A A
Inżynier pracuje przy panelu słonecznym (fot. Lawren Lu/istockphoto)

Inżynier pracuje przy panelu słonecznym (fot. Lawren Lu/istockphoto) (Inżynier pracuje przy panelu słonecznym (fot. Lawren Lu/istockphoto))

Stereotypowy podział na zawody "męskie" i "kobiece" stawia absolwentki szkół zawodowych w gorszej sytuacji na rynku pracy. O tym, jak poprawić ich sytuację, rozmawiamy z Kingą Lohmann.
BARTOSZ SENDROWICZ: Z raportu* przygotowanego przez pani stowarzyszenie wynika, że zawodówki są najmniej równościowe ze wszystkich szkół. Dlaczego tak dzieje?

KINGA LOHMANN, Stowarzyszenie Koalicja Karat, działające na rzecz równowagi statusu kobiet i mężczyzn: W żadnej innej szkole ponadgimnazjalnej nie ma tak znaczącej przewagi jednej płci. Chłopców w zawodówkach jest prawie czterokrotnie więcej. A niektóre kierunki, np. związane z budownictwem, są zupełnie zdominowane przez uczniów, dziewcząt jest tam mniej niż pół procent.

Uczennice po gimnazjum w większości wybierają licea. Decyduje się na nie ponad 56 proc. dziewcząt, do zawodówek natomiast idzie tylko 11 proc. Warto się zastanowić, czy wybór ten jest, jak się powszechnie uważa, wynikiem większych aspiracji dziewcząt czy może raczej braku różnorodnej edukacyjnej na tym poziomie kształcenia.

W zachodniej Polsce, bardziej uprzemysłowionej, gdzie jest więcej szkół zawodowych i więcej kierunków do wyboru, odsetek uczennic też jest większy [wynosi 15 proc.].

Ale zwiększenie dostępności kształcenia zawodowego nie rozwiązuje zasadniczego problemu, czyli utrwalonego przez stereotypy podziału na zawody "męskie" i "kobiece".

Jakie konsekwencje niesie ze sobą ten podział?

- Przede wszystkim stawia kobiety w gorszej sytuacji na rynku pracy. Niewielka liczba kierunków, spośród których mogą wybierać - głównie zostają fryzjerkami, kucharkami, sprzedawczyniami - sprawia, że rynek pracy jest nasycony absolwentkami o jednakowych kwalifikacjach. To przekłada się na trudności ze znalezieniem pracy, skazuje kobiety na szarą strefę lub płacę, która nie zapewnia utrzymania, przez co wycofują się z rynku pracy.

W ostatnich pięciu latach wskaźnik zatrudnienia tej grupy kobiet spadł o 1 punkt procentowy, podczas gdy dla ogółu pań wzrósł o 2 punkty procentowe. Wpływ na to mogły mieć wskazane przeze mnie czynniki.

Zawody "męskie" są też lepiej płatne i jest w nich więcej ofert.

- To, że zawody "męskie" są bardziej atrakcyjne, widać w statystykach. W grupie pracujących osób z wykształceniem zawodowym znacznie więcej jest mężczyzn.

A różnica w zarobkach wynosi przeszło 30 proc., w praktyce oznacza to prawie 1 tys. zł. To właśnie wśród osób po zawodówkach dysproporcje między zarobkami są największe. Średnio ta różnica wynosi około 17 proc.

Do tego w ostatnich latach zanotowano wzrost prestiżu robotników wykwalifikowanych, np. tokarzy i murarzy, a więc typowo "męskich" zawodów. "Kobiece" profesje cieszą się niższym prestiżem społecznym.

To powinniśmy odebrać zawodom płeć?

- Tak. Przeprowadzone przez nas badania dotyczące młodych kobiet z wykształceniem zasadniczym zawodowym wyraźnie pokazują, jak stereotypy dotyczące płci wpływają na wybory edukacyjne.

Dodam, że te stereotypy są mocno zakorzenione zarówno wśród rodziców, nauczycieli, pracodawców, jak i samych dziewcząt. Według utrwalonych przekonań kobiety są predysponowane do innych zawodów niż mężczyźni.

Gdy młoda dziewczyna wybiera zawód typowo "męski", naraża się na niepochlebne opinie otoczenia, z kwestionowaniem jej kobiecości włącznie. Ten aspekt wydaje się dużą barierą, która powstrzymuje dziewczęta przed wyborem nietradycyjnego dla nich zawodu.

Czyli wszystkiemu są winne stereotypy?

- Pracodawcy mają bardzo stereotypowe podejście, uważają, że na pewne stanowiska kobiety się nie nadają. Niezależnie od posiadanych kompetencji czy doświadczenia zawodowego. Obawiają się też, że klienci nie będą mieli zaufania do kobiety wykonującej zawód przypisany mężczyźnie.

Respondentki biorące udział w naszym badaniu przyznawały, że w czasie rozmów o pracę większość z nich odnosiła wrażenie, że dla pracodawcy liczy się przede wszystkim ich wygląd. Pomijanie ich doświadczenia i umiejętności zawodowych było dla nich frustrujące.

Na porządku dziennym były np. pytania o plany prokreacyjne.

Problemem jest też traktowanie kobiet w zmaskulinizowanej firmie. Panie, nawet te wykonujące "męski" zawód, nie wykorzystywały swojego potencjału, bo często zlecane im były prace pomocnicze, co wpływało na wysokość wynagrodzenia. Zdarzało się, że zarabiały trzykrotnie mniej niż mężczyźni mający te same kwalifikacje.

Czy zachęcanie kobiet do pracy w "męskich" zawodach nie jest ryzykowne? Potrzeba w nich krzepy, a "męskie" branże, np. budownictwo czy przemysł ciężki, są najbardziej wypadkowe.

- To kwestia niskiej kultury przestrzegania bezpieczeństwa pracy w Polsce. Z ciężką pracą fizyczną kobiety radzą sobie bardzo dobrze. Problem w tym, że praca fizyczna w zawodach sfeminizowanych nie jest postrzegana przez społeczeństwo jako ciężka, ponieważ... wykonują ją kobiety.

Osiem lat temu przeprowadzałyśmy badania z pracownicami supermarketów, które opowiadały o swojej pracy w latach 90. Mówiły o ręcznym przenoszeniu ton towarów i układaniu ich na półkach przez 12 godzin dziennie.

Wspominały, że wiele kobiet musiało zrezygnować z pracy z powodu poważnych chorób kręgosłupa, często zdarzały się też poronienia.

Przez te osiem lat jednak warunki pracy w wielu zawodach, zwłaszcza "męskich", się zmieniły. Praca jest bardziej zautomatyzowana i czystsza, nic nie stoi na przeszkodzie, by wykonywały ją kobiety, i chciałybyśmy, aby skorzystały na tym trendzie.

Ale rzeczywistość na budowie to m.in. specyficzne poczucie humoru, Jak ma się czuć kobieta w takiej atmosferze?

- Z naszych badań wynika, że na "męskie" zawody decydowały się dziewczęta z silną osobowością. Pewne siebie i zdeterminowane, by zdobyć fach, który często był ich pasją.

W wywiadach pojawiło się wiele pozytywnych opinii od uczennic klas zdominowanych przez chłopców. Obawy miały na początku, ale relacje z kolegami oceniały pozytywnie i twierdziły, "że łatwiej im się dogadywało z chłopcami, a później z mężczyznami, bo są » prostsi «, mniej emocjonalni, mniej konfliktowi".

Nie było natomiast respondentek zatrudnionych na budowie i wobec tego nie mogę się podzielić opinią samych kobiet. Niemniej uważam, że dotknął pan ważnego problemu, należałoby go zbadać, aby zniwelować segregację na rynku pracy. Podobne badania powinny dotyczyć mężczyzn w zawodach zdominowanych przez kobiety.

Jak zmienić te dysproporcję w zawodówkach? I czyja to rola - rządu, szkoły czy rodziców ?

- Problem nierówności płciowych zaczyna być dostrzegany w społeczeństwie, ale na razie obszar szkolnictwa zawodowego jest ignorowany.

Dlatego szkoły powinny prowadzić politykę różnorodności płci i przygotować szerszą ofertę edukacyjną dla dziewcząt. Zachęcać je do podejmowania nauki w zawodach związanych np. z nowymi technologiami.

Opracowaliśmy w gronie ekspertek i ekspertów listę konkretnych rozwiązań skierowanych do MEN. Wskazywaliśmy m.in. na niwelowanie barier strukturalnych i stereotypów, np. przez zagwarantowanie liczby miejsc dla dziewcząt w klasach kształcących do "męskich" zawodów. Postulowaliśmy wprowadzenie stypendiów dla dziewcząt uczących się w zmaskulinizowanych klasach (więcej niż 70 proc. chłopców).

Najważniejszym zaleceniem było zrealizowanie kampanii społecznej na rzecz zmiany utrwalonych przekonań dzielących zawody na "męskie" i "kobiece" i pokazującej szkoły zawodowe jako atrakcyjną ścieżkę edukacyjną.

Sama poprawa dostępu dziewcząt do szkolnictwa zawodowego to rola Ministerstwa Edukacji, zwłaszcza że rok szkolny 2014/2015 został ogłoszony rokiem "zawodowców". Towarzysząca temu szeroka kampania ministerstwa "rehabilitująca" szkolnictwo zawodowe nie zajęła się problemem segregacji ze względu na płeć.

Obawiamy się, że 900 mln euro, które w latach 2014-20 zostaną przeznaczone na dostosowanie szkolnictwa zawodowego do potrzeb rynku pracy, poprawi tylko sytuację chłopców.



*Raport "Szkolnictwo zawodowe i rynek pracy dla kobiet z wykształceniem zawodowym", 2015 r.

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".