Trója z przygotowania do rynku pracy

Bartosz Sendrowicz
12.10.2015 12:48
A A A
Pracodawcy łakną absolwentów szkół zawodowych i techników jak kania dżdżu. Niestety, niektóre kompetencje osób kończących szkoły pozostawiają wiele do życzenia. Są mało kreatywne i nie najlepiej budują relacje, nie wiedzą też, jak dyskutować ani jak założyć własną firmę.
- Na młodych ludzi z dobrym fachem w ręku czeka szeroki i przyjazny rynek pracy - mówi Iwona Waszkiewicz, wiceprezydent Bydgoszczy. Faktycznie, ukończenie szkoły zawodowej lub technikum to klucz otwierający drzwi do wielu firm. Dobrze wie o tym Adam z Bielska Podlaskiego, absolwent technikum budowlanego. - W naszej okolicy działa parę dużych firm budowlanych, wybrałem technikum, bo po jego ukończeniu szansa na pracę jest większa niż po liceum - mówi. Dodaje, że z tą myślą dużo łatwiej się uczy i spokojniej myśli o przyszłości. Rzeczywiście na etat nie musiał długo czekać. Kilka tygodni po maturze podpisał umowę o pracę w firmie Danwood budującej domy techniką szkieletową. Jego pracodawca jest krajowym potentatem w swojej branży i od lat współpracuje ze szkołami zawodowymi i technikami. Najlepszym absolwentom - takim jak Adam - dopłaca do studiów i kursów językowych. Adam właśnie zaczął studia na kierunku budownictwo na Politechnice Białostockiej.

Fach w ręku daje etat

Zapotrzebowanie na takich specjalistów jak on jest ogromne. - Firmy potrzebują ponad 400 tys. absolwentów zawodówek i techników - mówi Łukasz Kozłowski, analityk organizacji Pracodawcy RP. Gdyby te osoby nagle się znalazły i zostały zatrudnione, to - według Kozłowskiego - polski PKB urósłby o dodatkowe 1,4 proc.

Ale pracowników brakuje, bo reforma systemu edukacyjnego z 1999 r. położyła nacisk na rozwój szkolnictwa wyższego kosztem zawodowego. W efekcie liczba uczelni zwiększyła się o połowę (z 300 do 460), ale nie przybyło szkół zawodowych (jest ich około 1,6 tys.), a techników ubyło (spadek z 2,1 do 1,8 tys.).

Jak to się przekłada na rynek pracy? Co roku wchodzi na niego około 400 tys. osób z dyplomem uczelni wyższej, w większości humanistów. A młodych z fachem w ręku przybywa zaledwie ok. 150 tys. rocznie. Na dodatek część z nich uczy się dalej, firmy nie mogą więc sięgnąć po nich od razu. A część decyduje się na wyjazd z kraju. Wykwalifikowani młodzi robotnicy, np. spawacze, mogą zarobić ponad 10 tys. zł w norweskich stoczniach. A jeśli poszerzą kompetencje, czyli - mówiąc językiem zawodowców - zrobią uprawnienia i odważą się pracować na platformie wiertniczej, ich pensja zbliży się do 15-16 tys. zł miesięcznie (kwoty brutto).

- Skromna podaż absolwentów zawodówek czy techników pomniejszona dodatkowo o wyjazdy zarobkowe sprawia, że rodzime firmy muszą łatać braki kadrowe pracownikami z zagranicy - mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Lewiatana. Dane resortu pracy pokazują, że w pierwszym półroczu tego roku pracodawcy przyjęli ponad 400 tys. Ukraińców. A to nie koniec, według ostrożnych szacunków związków zawodowych w tym roku legalnie i nielegalnie w Polsce może zostać zatrudnionych około miliona osób zza wschodniej granicy. Głównie w rolnictwie, budownictwie i przemyśle.

W niektórych branżach, np. w przemyśle, brakuje rąk do pracy, firmy kuszą więc absolwentów szkolnictwa zawodowego niezłymi zarobkami. Z danych agencji pośrednictwa pracy Work Service, zebranych specjalnie dla "Wyborczej" wynika, że absolwenci po szkole zawodowej lub technikum mogą zarobić nawet od 3 tys. zł (budowlaniec, operator koparki czy stolarz) do nawet 5 tys. zł brutto (spawacz z uprawnieniami morskimi), i to zaraz po szkole!

Dostateczne kompetencje

Ale w całej historii jest też łyżka dziegciu. Są nią kompetencje młodych osób kończących szkoły zawodowe i technika. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod auspicjami katowickiego kuratorium oświaty, pozostawiają one nieco do życzenia.

Kuratorium wraz z Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową i firmą BPSC sprawdziło, w jakim stopniu maturzyści w technikach są w stanie sprostać wymogom rynku pracy. badacze przeanalizowali w tym celu 25 kierunków kształcenia w technikach i 100 stanowisk pracy w zawodach pokrewnych z tymi kierunkami (np. technik elektronik, geodeta, mechanik, mechatronik czy informatyk). Ustalili, jakie zadania trzeba wykonywać w danym zawodzie oraz jakie kompetencje umożliwiają ich skuteczną realizację. Na to wszystko analitycy nałożyli kompetencje opisane w podstawach programowych kształcenia oraz wyniki testów predyspozycji uczniów i ich samooceny. Łącznie wyodrębnili pięć grup kompetencji: przywódcze, społeczne, osobiste, poznawcze i wspierające przedsiębiorczość (w sumie 15 różnych kompetencji). Wszystkie oceniane były w pięciostopniowej skali (od najgorszej jedynki do najlepszej piątki), przy czym już trzeci poziom jest wystarczający, by absolwent bez stażu podjął pracę na danym stanowisku. - Z identycznych narzędzi korzystają przedsiębiorstwa przy okresowej ocenie i rekrutacji pracowników, dlatego wyniki, które uzyskaliśmy, należy uznać za miarodajne - mówi Anna Węgrzyn z BPSC, ekspertka w zarządzaniu zasobami ludzkimi.

Cały projekt nosił nazwę "Mój wybór, mój zawód, moja kariera", trwał dwa lata i dotyczył prawie tysiąca młodych osób z 20 szkół technicznych województwa śląskiego. "Wyborcza" jako pierwsza poznała jego wyniki.

Młodzi technicy z przygotowania do rynku pracy dostali tróję, czasami z minusem, a czasami z plusem. Najgorzej, podobnie jak w roku ubiegłym, wypadły kreatywność i innowacyjność, czyli zdolność do "szukania rozwiązań poza obszarem konwencjonalnych podejść i standardowych metod". Średnia ocen w ramach tej kompetencji wyniosła 3,14, czyli wystarczająco, by podjąć pracę, ale wiele można jeszcze poprawić. A w skali szkolnej dostateczny minus. Niewiele lepiej idzie młodym budowanie relacji (3,33) i wywieranie wpływu (3,42). Najlepiej, powiedzmy na mocne trzy z plusem, wypadły: praca zespołowa (3,71) i umiejętności komunikacyjne (3,86).

- Dobra informacja płynąca z badań jest taka, że średnia ogólna jest wyższa niż 3, a więc wystarczy do podjęcia pracy. Zła, że tegoroczni maturzyści wypadli gorzej od swoich kolegów, którzy kończyli szkoły rok wcześniej - komentuje Węgrzyn.

Inna dobra wiadomość jest taka, że młodzi zamierzają się dokształcać. Przy okazji badania zapytano ich o plany edukacyjne i większość zadeklarowała chęć podjęcia studiów zaocznych.

Niestety, niemal połowa uczniów deklaruje, że wyjedzie do pracy za granicę. Dla części będzie to wyjazd na stałe, na ogół do Niemiec, Anglii czy Szwecji.

Pracy nie zabraknie

Choć młodzi w przyzwoitym stopniu się komunikują i znają zasady współpracy w grupie, nie przekłada się to na ducha ich przedsiębiorczości. Jak bowiem wynika z badania najbardziej upośledzoną kompetencją (najwięcej negatywnych ocen) jest orientacja na otoczenie gospodarcze i gotowość do założenia własnej firmy. Niemal co czwarty uczeń przyznał, że albo nie ma o tym pojęcia, albo niewiele wie i nie planuje "iść na swoje".

Mniej więcej co piąty badany uczeń przyznał, że ma problemy z radzeniem sobie ze stresem. Około 18 proc. badanych miało też trudności z szukaniem informacji, orientacją na cel, a około 15 proc. z wywieraniem wpływu, a więc używaniem odpowiednich argumentów na poparcie swojej tezy. To zdaniem badaczy trzy kluczowe cechy decydujące o powodzeniu na rynku pracy.

- Maturzysta, który posiadł wiedzę techniczną nawet w stopniu bardzo dobrym, ale nie radzi sobie z poszukiwaniem informacji, nie jest świadom pewnych rynkowych mechanizmów czy też nie umie obronić swojego stanowiska w dyskusji, może mieć duży problem ze znalezieniem pracy lub utrzymaniem się na stanowisku - mówi Anna Węgrzyn. Pytana o to, jak nauczyć się np. wywierania wpływu, podpowiada: - Trzeba angażować się w debaty, robić prezentacje, referaty i prezentować je przed grupą, brać udział w burzach mózgów, często zabierać głos w dyskusji w trakcie lekcji.

Mimo trójkowych kompetencji pracy dla młodych zawodowców nie zabraknie. Firmy chętnie współpracują bezpośrednio z zawodówkami lub technikami, bo chcą mieć dostęp do specjalistów. Na przykład w Bydgoszczy reaktywowano technikum kolejowe, ponieważ przewoźnicy w najbliższych latach będą potrzebowali tysięcy pracowników, np. maszynistów. Firmy produkujące i montujące klimatyzację z tego miasta we współpracy z lokalnymi władzami sprawiły, że na liście MEN znalazł się nowy zawód - technik chłodnictwa i klimatyzacji. A aktualnie w Bydgoszczy pracują nad stworzeniem kolejnego zawodu, czegoś na kształt dekarza XXI wieku. I kolejnych klas, po których zdobycie pracy będzie formalnością.

----------

ZAPRASZAMY NA KONFERENCJĘ "PRZYSZŁOŚĆ ZAWODOWCÓW"

Już 19 października o godz. 10 w Warszawie w siedzibie Agory (wydawcy "Gazety Wyborczej") odbędzie się konferencja "Przyszłość zawodowców". To podsumowanie trzeciej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - Projekt: Praca. W poprzednich odsłonach wspieraliśmy studentów i absolwentów. W tej podjęliśmy dyskusję o szkolnictwie zawodowym w Polsce.

W trakcie konferencji sprawdzimy, czy rządowy program "Rok zawodowców" się powiódł, a uczniom szkół zawodowych i techników podpowiemy, jak zbudować karierę po zakończeniu nauki. Swoje historie opowiedzą im osoby, które ukończyły takie szkoły, a dziś są prezesami i dyrektorami. Wyjaśnią, czego i jak się uczyć, żeby odnieść podobny sukces. Eksperci od rynku pracy pokażą natomiast, w jakich zawodach mogą pracować młodzi po tym etapie edukacji i ile zarobią.

Zarejestruj się już dziś na www.konferencjaprojektpraca.evenea.pl.

Zobacz także

Projekt: Praca

Gospodarka potrzebuje pracowników z fachem w ręku jak kania dżdżu. Powstają nowe miejsca prayc, ale brakuje odpowiednio wykwalifikowanych młodych Polaków, którzy mogliby je zająć. Brakuje zawodowców.

Uważamy, że warto mieć konkretny zawód i do zdobycia go będziemy namawiać młodych w tej edycji akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - "Projekt: Praca".