Dr n. med. Bartosz Dybowski pracuje w Klinice Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i w Oddziale Urologii Szpitala Kolejowego w Pruszkowie, jest konsultantem ds. urologii w Centrum Medycznym Enel-Med.

Na początek dobra wiadomość: przetrzymywanie moczu, późne reagowanie na sygnały, które daje nam pęcherz, najczęściej nie grozi poważnymi następstwami. A to dlatego, że zwykle zaczyna sygnalizować potrzebę oddania moczu znacznie wcześniej, niż osiągnie swoją maksymalną objętość.

Jednak jeśli z różnych powodów doprowadzimy do bardzo dużego przepełnienia, mogą pojawić się kłopoty. Mocno rozciągnięte włókna mięśniowe pęcherza tracą siłę. Dlatego gdy pójdziemy do łazienki z mocno przepełnionym pęcherzem, możemy zauważyć trudności z rozpoczęciem oddawania moczu oraz jego słabszy strumień. W takiej sytuacji pęcherz często nie jest w stanie opróżnić się całkowicie i po kilku lub kilkunastu minutach ponownie pojawia się potrzeba odwiedzenia WC.

Jeśli przetrzymywanie moczu i brak reakcji na sygnały pęcherza stają się nawykiem (praca, brak dostępu do toalety), może dojść do zwiększenia pojemności i osłabienia intensywności uczucia parcia. Wtedy staje się to łatwiejsze, ale powstaje błędne koło prowadzące do narastania zaburzenia i dalszego powiększania się pęcherza oraz osłabiania jego skurczu. Z czasem może to też doprowadzać do zalegania moczu i do niemożności całkowitego jego oddania. A to może prowadzić do zakażeń.

Pilnuj się po alkoholu

Pęcherz nie jest zupełnie pozbawiony bakterii. Ma ich jednak niewiele. Na bieżąco oddając mocz, wypłukujemy je. Później, w trakcie ponownego wypełniania się pęcherza, bakterie znów się namnażają. Jednak jeśli pęcherz nie opróżnia się do końca, ich liczba rośnie coraz szybciej i po przekroczeniu zdolności organizmu do ich zwalczania pojawiają się objawy zakażenia.

Jak wspomniałem, u zdrowych osób tak poważne następstwa przetrzymywania moczu zdarzają się bardzo rzadko.

Nawykowe, ale też epizodyczne przetrzymywanie moczu jest szczególnie groźne dla osób, które cierpią na takie choroby jak przerost prostaty, zwężenie cewki moczowej, wypadanie narządu rodnego czy niektóre schorzenia neurologiczne. W takich przypadkach spowodowane przepełnieniem osłabienie siły skurczu pęcherza nasila istniejący wcześniej problem, co może łatwo spowodować zatrzymanie moczu.

To z kolei powoduje silny ból. Konieczne jest czasowe odprowadzenie moczu z pęcherza za pomocą cewnika. To zaś idealna droga przedostawania się bakterii do dróg moczowych. Szczególnie groźne są bytujące w szpitalach szczepy oporne na wiele antybiotyków. Leczenie staje się wtedy bardzo trudne, a całkowite pozbycie się bakterii bywa nawet niemożliwe.

Innym powikłaniem niecałkowitego opróżniania pęcherza jest kamica pęcherzowa. W wyniku zalegania zakażonego i zagęszczonego moczu tworzą się kamienie, które trzeba usunąć zabiegowo.

Dość typową przyczyną przepełnienia pęcherza, prowadzącego nawet do zatrzymania moczu, jest spożycie alkoholu. Alkohol zwiększa ilość moczu i jednocześnie zmniejsza siłę bodźców czuciowych.

Kroplówki też trzeba „oddać”

Zdarza się, że na to, co się dzieje po zabiegach w szpitalach i po porodach, jako pacjenci nie mamy wpływu. Warto jednak wiedzieć, że w czasie zabiegów pacjenci otrzymują czasem sporą ilość płynów w postaci kroplówek. Znieczulenie podawane w postaci „zastrzyku do kręgosłupa” – podpajęczynówkowe lub zewnątrzoponowe – powoduje całkowite zniesienie uczucia parcia na mocz, a efekt utrzymuje się czasem przez kilka godzin po operacji.

Dlatego jeśli personel medyczny nie będzie czujny i nie przypomni o wizycie w toalecie, może dojść do przepełnienia pęcherza. Jego pojemność w niektórych przypadkach sięga wówczas nawet półtora litra. Tak poważne rozciągnięcie pęcherza może spowodować nawet trwałe uszkodzenie włókien mięśniowych i dożywotni problem z jego opróżnianiem.

Kłopoty z rozpoczęciem oddawania moczu i osłabienie strumienia są objawami, które łatwo dostrzec samodzielnie. Niestety, dużo trudniej nam bez przyrządów określić, czy opróżniamy pęcherz do końca.

Istnieje powiedzenie, że „pęcherz nie jest wiarygodnym świadkiem”. Nie zawsze można polegać na jego sygnałach. Wiele osób skarży się urologom, że czuje, jakby nie załatwiało się do końca. Badania mówią często co innego.

Takie odczucie może być spowodowane dodatkowym skurczem pęcherza pojawiającym się po jego opróżnieniu. Z kolei osoby, u których badanie USG wykazuje zaleganie moczu, mogą nie czuć żadnych niepokojących objawów.

Pojemność pęcherza i reakcje na jego wypełnienie mogą być bardzo różne. Zakres pojemności pęcherza uchodzący za normę jest bardzo szeroki w populacji – od 300 do 700 ml. Stąd też trudno zdefiniować, co oznacza przepełnienie. Dla osoby z pęcherzem o pojemności 300 ml 450 ml będzie oznaczało duży problem. Tymczasem dla innej osoby taka ilość moczu zacznie powodować zaledwie słabe doznanie wypełniania pęcherza. Dlatego niektórzy odwiedzają toaletę cztery lub pięć razy dziennie, a inni sześć czy nawet osiem razy. Ale zarówno jedni, jak i drudzy mieszczą się w tzw. normie.

Pęcherz daje nam znać stosunkowo wcześnie, że zaczyna być pełny. Ten czas pozwala znaleźć odpowiednie miejsce, by oddać mocz. Uczucie wypełnienia pęcherza u zdrowej osoby nie oznacza, że za chwilę dojdzie do skurczu i jego niekontrolowanego wycieku. Tak się dzieje natomiast u osób, które mają tzw. nadreaktywność pęcherza.

Do toalety w nocy?

Regularne budzenie się w nocy z powodu parcia jest nieprawidłowością. Nasz organizm jest tak skonstruowany, że produkcja moczu w nocy powinna spadać. Powinniśmy bez problemu dotrwać do rana bez wizyt w toalecie. Jeśli to jednak jest problem, warto skonsultować ten i wcześniej wspomniane objawy z urologiem. Nie zawsze w takich sytuacjach zalecamy leki. Niektórzy pacjenci dobrze tolerują niewielkie dolegliwości, innym wystarcza modyfikacja pory spożywania płynów.

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl