Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Posikałam się ze śmiechu. Dosłownie - mówi nam w reklamie bawiąca się kobieta otoczona grupką innych rozbawionych koleżanek. Jednych ta reklama odstręcza, wprowadza w zażenowanie. Drudzy doceniają, że wreszcie mówi wprost o problemie nietrzymania moczu, który nęka niemal jedną trzecią dorosłych kobiet.

Sytuacja bez wyjścia?

Jedną z odmian nietrzymania moczu jest zespół pęcherza nadreaktywnego (OAB). Jest on rozpoznawany u 27 proc. kobiet i 10,8 proc. mężczyzn powyżej 18. roku życia. Częstość jego występowania zwiększa się wraz z wiekiem i zwykle towarzyszą mu inne objawy ze strony dolnych dróg moczowych - naglące parcia - z epizodami lub bez epizodów nietrzymania moczu oraz zwiększona liczba wycieczek do toalety w dzień i w nocy.

Ocenia się, że w Europie z powodu OAB cierpi niemal 50 mln osób, w Polsce około 2-3 mln. Każdego roku to schorzenie dotyka w naszym kraju 10-15 tys. nowych pacjentów.

Pacjenci, szukając wsparcia, zrzeszają się. Próbują zmienić postrzeganie OAB jako „wstydliwej dolegliwości". Jednym z takich zrzeszeń jest Stowarzyszenie Osób z NTM UroConti.

Pacjentki szukające pomocy w regionalnych oddziałach Stowarzyszenia tak opisują swoje problemy: „Parcie na pęcherz jest tak silne, że nie można go opanować. Często zdarza mi się wyjść kilka razy do toalety podczas ważnego spotkania służbowego. Zdarza mi się też, że nie zdążam do toalety i wtedy muszę zmieniać bieliznę. Moje życie to swoisty kołowrotek, zamknięte koło, sytuacja bez wyjścia. Bardzo potrzebuję pomocy, nie daję już rady, czuję się jak druga, a może i trzecia kategoria ludzi. Poza strachem i wstydem, który mi towarzyszy już od dawna, pojawiają się groźniejsze myśli - czy ja muszę tak żyć, może trzeba z tym skończyć? Koleżanki wciąż się dopytują, nieraz w dość nieprzyjemny sposób, co ja znowu w tej ubikacji robię? Jak mam im powiedzieć, że nie potrafię zapanować nad zwykłymi czynnościami fizjologicznymi. Nie chcę, by ludzie wytykali mnie palcami".

„Miałam wrażenie, że wszyscy bacznie mi się przyglądają, czują zapach moczu. Boże, co ja robię, by pozbyć się tego zapachu. Cały czas kontroluję, czy nie mam mokrej spódnicy, czy nie zostawiłam plamy na fotelu.
Myśl o tym, że nie zdążę do toalety, wciąż jest pierwszoplanowa. Ona włada moim życiem. To tak, jakbym nie musiała o niczym innym myśleć tylko o tym, że znowu mogę się niespodziewanie zsikać i wszyscy się dowiedzą i będzie wielki wstyd".

Zespół pęcherza nadreaktywnego bardzo obniża komfort życia. Chorzy ograniczają ilość przyjmowanych płynów, niechętnie wychodzą z domu (poruszają się tylko po okolicy), starają się pozostawać w pobliżu toalet. Izolują się od życia społecznego, rezygnują z hobby, tracą pracę, unikają seksu i spotkań towarzyskich. 

Skurcze mimo woli

Naglące nietrzymanie moczu spowodowane jest niezależnymi od naszej woli skurczami pęcherza. Wyściełające go mięśnie gładkie z nie do końca poznanych przyczyn nadmiernie się kurczą. Chory czuje wtedy silną i niepohamowaną potrzebę oddania moczu. Taka nadaktywność może być objawem towarzyszącym innym schorzeniom, jak kamica czy infekcje. Może też wynikać z chorób układu nerwowego, który zarządza skurczami pęcherza.

Nagląca potrzeba siusiania pojawia się też w cukrzycy, przy zaburzeniach hormonalnych oraz jako uboczny efekt działania niektórych leków (np. preparatów moczopędnych, opiatów).

U części chorych trudno jednak ustalić przyczynę dolegliwości.

Wiadomo, że czynnikami ryzyka jej wystąpienia są także: wiek (pęcherz nadreaktywny, zwłaszcza z towarzyszącym tej dolegliwości nietrzymaniem moczu, występuje zwykle u pacjentek w wieku okołomenopauzalnym i starszych), płeć (dwa-pięć razy częstsza u kobiet niż u mężczyzn), ciąże, porody, operacje w obrębie miednicy mniejszej (mogą prowadzić do uszkodzenia nerwów sterujących pęcherzem moczowym), choroby neurologiczne (udar mózgu, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona).

To można leczyć!

Na nietrzymanie moczu najlepsze są higieniczne wkładki - taki przekaz płynie z reklam. OAB utożsamiane jest z oznaką starzenia się i problemem, z którym nie można nic zrobić. To nieprawda. Chorobę tę można skutecznie leczyć, a nie tylko maskować jej objawy.

W zespole pęcherza nadreaktywnego lista leków refundowanych nie zmieniła się od początku jej istnienia, czyli od 2011 r. Nadal więc w pierwszej linii leczenia chorzy mają dostęp jedynie do dwóch substancji o tym samym mechanizmie działania: solifenacyny i tolterodyny (na świecie jest ich 4-6), a w drugiej linii: do mirabegronu - dostępu nie ma wcale, choć minęło już półtora roku od drugiej, ponownie pozytywnej, rekomendacji prezesa AOTMiT dla mirabegronu. Polska jest jedynym krajem w Europie, który go nie refunduje.

Leki antycholinergiczne blokują skurcze pęcherza moczowego. Wydłużają czas między kolejnymi wizytami w toalecie, zmniejszają częstość korzystania z niej w nocy, a także liczbę nagłych parć na pęcherz. Wydłużają czas od sygnału "muszę iść do toalety" do zrobienia siusiu.

- Nie przemawiają już do mnie argumenty, że cały system ochrony zdrowia skoncentrowany jest na walce z COVID-19 i na nic innego nie ma ani czasu, ani pieniędzy. Nie można zaniedbywać innych obszarów terapeutycznych. Nie można też dyskryminować pacjentów, a tak się właśnie czujemy. W innych krajach, o dużo mniejszym PKB niż Polska, rządy dawno znalazły pieniądze na pomoc osobom cierpiącym na OBA. Dlaczego Polska zawsze musi być w ogonie Europy? - pyta Anna Sarbak, prezeska UroConti.

Inne metody

W razie nietolerancji leków doustnych lub wtedy, gdy są nieskuteczne, w leczeniu pęcherza nadreaktywnego stosuje się także toksynę botulinową. Podaje się ją w ścianę pęcherza moczowego. Nieprawidłowo podana może jednak wywoływać ostre zatrzymanie moczu. Pomagają też techniki relaksacyjne, elektrostymulacja, a niekiedy terapia behawioralna.

U starszych pacjentek pomocne jest podawanie estrogenów dopochwowo. Odżywią tkanki i zwiększą ich elastyczność, a to może zmniejszać ryzyko nietrzymania moczu.

Można też skorzystać z metod operacyjnych. Jedną z nich jest neuromodulacja nerwów krzyżowych. Zabieg polega na wszczepieniu pod skórę, w pobliżu nerwów w dolnej części pleców, cienkiej elektrody, która odpowiada za stymulację i prawidłową pracę nerwów kontrolujących pęcherz moczowy. Zabieg jest zarezerwowany dla najcięższych przypadków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.