Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- W marcu, gdy pojawiły się pierwsze zakażenia koronawirusem, liczba przeszczepianych narządów zaczęła się zmniejszać. Z czasem, w okolicach Świąt Wielkanocnych, zaczęła jednak wzrastać. Wprowadzono m.in. zasady umożliwiające bezpieczne przeszczepianie narządów - mówił Łukasz Górski, koordynator transplantacyjny, podczas przeprowadzonej online konferencji poświęconej przeszczepom w dobie pandemii.

Sytuacja znów uległa pogorszeniu we wrześniu, gdy liczba zachorowań na COVID-19 gwałtownie wzrosła. Podczas gdy w czerwcu, lipcu i sierpniu przeszczepiono ogółem 440 narządów, we wrześniu, październiku i listopadzie było to już 256.

- Coraz trudniej było identyfikować dawców, coraz trudniej organizować przeszczepienia, ale cały czas przeszczepialiśmy i przeszczepiamy narządy. To zasługa przede wszystkim lekarzy, pielęgniarek i wszystkich innych osób zaangażowanych w transplantacje - mówił Łukasz Górski. 

- Na początku pandemii były oczywiście dezorientacja i strach. Teraz już wiemy, jak bezpiecznie pobierać i przeszczepiać narządy. Każdy zmarły dawca ma wykonywany test (PCR lub antygenowy) na obecność koronawirusa i tomografię komputerową klatki piersiowej. U biorcy, który przyjeżdża do szpitala, również wykonywane są test i tomografia. Zbierany jest też dokładny wywiad epidemiologiczny, zarówno od strony dawcy, jak i biorcy. Do chwili wykluczenia obecności wirusa personel traktuje ich jak potencjalnie zakażonych i pracuje w warunkach pełnego zabezpieczenia - mówi dr n. o zdr. Aleksandra Tomaszek, koordynator transplantacyjny, psycholog z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie.

- Ważne jest też jednak, byśmy nie wpadali w paranoję z powodu koronawirusa. Naprawdę nie wszyscy pacjenci się zakażają, nie wszyscy zakażeni ludzie umierają - mówi dr Tomaszek.

W transplantologii kluczem do sukcesu jest właściwa opieka po przeszczepieniu narządu. Również tu, z powodu pandemii, wprowadzono nowe zasady.

- Każdy pacjent po przeszczepieniu musi mieć swojego lekarza prowadzącego i musi wykonywać jego zalecenia. Tylko to daje szansę, że przeszczepiony narząd będzie jak najdłużej funkcjonował. Przed pandemią pacjent przyjeżdżał na wizyty, podczas których był badany przez lekarza. Teraz z reguły ma miejsce teleporada, w trakcie której lekarz omawia stan zdrowia i wyniki badań pacjenta, wystawia e-receptę i zwolnienie. Jeżeli jednak lekarz uzna, że istnieje jakieś ryzyko powikłań, może wezwać pacjenta na konsultację w poradni transplantacyjnej - mówił Łukasz Górski.

Co zrobić, by było więcej dawców?

Według Poltransplantu w pierwszej połowie tego roku liczba transplantacji zmniejszyła się o jedną piątą.

- W całym 2020 roku liczba wykonywanych przeszczepień na pewno będzie mniejsza niż w latach ubiegłych. W naszym ośrodku transplantację wątroby mieliśmy na początku listopada; kolejną dopiero teraz. Z powodu pandemii część osób na pewno nie doczeka, czy nie doczekała, przeszczepu. Natomiast raczej nie można mówić o jakiejś wielkiej zapaści transplantologii, o czymś, czego nie można by było odbudować - mówi dr hab. n. med. Piotr Domagała, chirurg transplantolog z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie.

Faktem jest też jednak, że jeszcze przed pandemią sytuacja w polskiej transplantologii nie była idealna. Pod względem liczby pobrań narządów do przeszczepu, przypadającej na milion mieszkańców, ustępowaliśmy innym krajom europejskim. Z czego to wynika?

- Nastawienie do transplantacji w naszym społeczeństwie jest raczej dobre. Problemem jest organizacja. Zasadniczo nasza ochrona zdrowia jest bardzo źle zorganizowana, co przekłada się również na zgłaszanie dawców. Poza wąską grupą ludzi mało kto jest zainteresowany rozwijaniem transplantologii w Polsce. Nie mamy odpowiednich mechanizmów, dzięki którym można by sprawdzać, czy w szpitalach ma miejsce prawidłowa identyfikacja potencjalnych dawców, czy w tych szpitalach są osoby, które się tym zajmują i które mają do tego odpowiednie narzędzia - wyjaśnia dr Domagała. 

W Polsce mamy 400 szpitali, które w teorii spełniają warunki do tego, by rozpoznawano w nich potencjalnych dawców, czyli mają blok operacyjny, oddział intensywnej terapii, często też oddział neurochirurgii z salą intensywnej opieki. Z tych 400 szpitali dawcę przynajmniej raz zidentyfikowano w niecałych 150 szpitalach. Pozostałe 250 - trudno powiedzieć - nie zajmują się tym, nie potrafią, nie mają środków i ludzi?

Oczywiście, wszystko to jest bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, i na pewno nie ma tu prostych rozwiązań. To kwestia organizacji całego systemu. Weźmy na przykład kwestię anestezjologów.

- W dużej części szpitali powiatowych w Polsce anestezjolodzy są zatrudniani - z różnych powodów - na kontraktach. Gdy anestezjolog kończy dyżur w jednym miejscu, przenosi się do innego. O tym pierwszym już raczej nie myśli. Tymczasem cały proces identyfikacji potencjalnego dawcy zajmuje z reguły dobę lub dwie. To nie jest coś, co można zamknąć w obrębie jednego dyżuru, i osoba zatrudniona na kontrakcie może po prostu nie podjąć się takiego zadania. Niestety, system kontraktowy sprawia, że czasami nie ma mocnych więzi pomiędzy lekarzem a miejscem jego pracy. Myślę, że gdyby porównać liczbę identyfikacji dawców w szpitalach z etatowym lub kontraktowym systemem zatrudniania, okazałoby się, że w ośrodkach kontraktowych liczba dawców jest zdecydowanie mniejsza - mówi dr Domagała.

W obecnej chwili dawcy są identyfikowani głównie w dużych szpitalach wojewódzkich lub w ośrodkach akademickich. Pandemia spowodowała oczywiście, że w wielu tych miejscach oddziały intensywnej terapii (lub wręcz całe szpitale) przekształcono w oddziały covidowe. To sprawiło że automatycznie zostały one wyłączone z systemu transplantologii.

W ostatnich miesiącach ze względu na COVID-19 również pod kątem transplantologii zostały opracowane specjalne procedury bezpieczeństwa. Oczywiście wszystkich sytuacji przewidzieć się nie da. - Mieliśmy przypadek, że kierowca, który wiózł zespół transplantacyjny (dwóch chirurgów i pielęgniarkę) na pobranie narządu, był - jak się później okazało - chory na COVID-19. Mamy odpowiednie procedury i zalecenia, ale nigdy nie zagwarantują one stuprocentowej ochrony przed zakażeniem - mówi dr Domagała.

To zawsze są trudne rozmowy

Co jeszcze wpływa na polską transplantologię?

- Na pewno bardzo niekorzystny wpływ ma medialne, pozbawione podstaw naukowych kwestionowanie śmierci mózgu jako zjawiska biologicznego. To sprawia, że zaufanie do transplantacji spada - mówi dr Tomaszek.

- W aspekcie psychologicznym zawsze trudne, bardzo emocjonalne są rozmowy z rodzinami potencjalnych dawców. Wymagają absolutnego profesjonalizmu od osoby, która taką rozmowę przeprowadza - dodaje.

Poltransplant prowadzi rejestr sprzeciwów i każdy może drogą mailową lub pocztową przesłać tam swój sprzeciw.

- Pierwszą rzeczą, jaką koordynatorzy sprawdzają, jest to, czy potencjalny dawca znajduje się w tym rejestrze. Jeżeli tak, to w ogóle nie rozmawiamy na temat pobrania narządu. Jeżeli ktoś za życia nie wyraził sprzeciwu na pobranie narządu, to zgodnie w prawem nie musimy rozmawiać z rodziną. Natomiast my to robimy. Nie pytamy przy tym o zgodę na pobranie narządu, tylko pytamy, czy rodzina wie, co zmarły na ten temat sądził za życia. Wiele osób nosi dziś w portfelu oświadczenie woli, które choć nie ma mocy prawnej, daje nam przeświadczenie, że ten ktoś wyraził zgodę na pobranie narządu po śmierci i rozmawiał o tym ze swoją rodziną - mówi dr Tomaszek.

Należy też pamiętać, że śmierć mózgu orzeka się nie tylko w celu pobierania i przeszczepiania narządów, ale także po to, aby nie stosować uporczywej terapii w sytuacji, gdy pacjent już nie żyje.

Altruiści nie mogą oddać nerki

Osobną kwestią są przeszczepy nerek i fragmentów wątroby od dawców żywych.

Jeżeli chodzi np. o przeszczepienia nerek od żywych dawców, w Polsce od wielu lat nie udało się przekroczyć progu 5 proc. wszystkich transplantacji tego narządu.

Jednym z czynników, który odróżnia nas tu choćby od USA czy niektórych krajów UE, jest fakt, że tam prawo zezwala na oddawanie narządów przez dawców altruistycznych, niespokrewnionych. Przykładowy John Smith rejestruje się w bazie (podobnej do bazy dawców szpiku) i deklaruje, że chce oddać jedną nerkę. W Polsce takiej możliwości nie ma; nerkę może oddać wyłącznie osoba z kręgu najbliższej rodziny oraz – pod pewnymi warunkami - ktoś z dalszej rodziny lub osoba pozostająca w związku emocjonalnym z biorcą.

Inna kwestia - zgłaszają się pary, które mają niezgodne grupy krwi. Jest też sporo par, które mają dodatnią próbę krzyżową - są w pewnym sensie na siebie immunologicznie uczulone i nie mogą być dla siebie dawcą i biorcą. Takie pary mogą wejść w pulę przeszczepień krzyżowych lub łańcuchowych.

- W 2015 roku wykonaliśmy w naszej klinice pierwsze w Polsce przeszczepienie krzyżowe (w którym udział wzięły dwie wcześniej obce sobie pary). Od tamtej pory wykonaliśmy kilka przeszczepień krzyżowych i jeden łańcuchowy, obejmujący aż trzy pary dawca - biorca. Gdyby również w Polsce wprowadzona została możliwość dawstwa altruistycznego, na pewno zwiększyłoby to liczbę narządów dostępnych do transplantacji - mówi dr Tomaszek.

Przeciwnicy tego rozwiązania zawsze podają argument, że chronią w ten sposób przed handlem narządami i że lepiej pozostać przy opcji przeszczepienia narządów wyłącznie od zmarłych lub od najbliższej rodziny. Problem w tym, że dawców zmarłych brakuje. Nie zawsze można też pobrać narząd od członka rodziny. Nie jest to proste, musi być bowiem spełnionych kilka warunków.

- Przede wszystkim potencjalny dawca musi być człowiekiem zdrowym. Musi mieć wykonane specjalistyczne badania; jest oceniany od strony medycznej, psychologicznej i etycznej tak, by pobranie nerki nie zaszkodziło mu w przyszłości. Na dziesięć par, które się zgłaszają, deklarując gotowość do przeszczepu, transplantację wykonuje się u dwóch - mówi dr Tomaszek.

- Często jest tak, że w trakcie badań potencjalnego dawcy wykrywamy u niego poważną chorobę, o której nie wiedział. Czasami wręcz się zdarza, że w ten sposób ratujemy życie potencjalnemu dawcy - wyjaśnia dr Tomaszek.

Za mało koordynatorów

Bardzo dużo zależy od tego, w jakim momencie choroby jest biorca.

- Często się zdarza, że jeżeli w rodzinie ktoś zaczyna chorować, to na początku jest ogromne poruszenie, wszyscy wokół chorego się zbierają i angażują w opiekę. Natomiast w miarę upływu czasu sytuacja się zmienia. Pojawiają się reakcje typu: "Skoro tak długo się dializuje, to widocznie w sumie nie jest tak źle, po co coś zmieniać, może lepiej poczekać, aż trafi się dawca zmarły” itp. Z mojego doświadczenia widzę, że jeżeli ludzie decydują się oddać nerkę bliskiej osobie, najczęściej ma to miejsce na samym początku choroby. W miarę upływu czasu chęć podarowania narządu maleje - mówi dr Tomaszek.

Bardzo dużą rolę na każdym etapie - zarówno przy pobieraniu narządów od dawców żywych, jak i zmarłych - odgrywają oczywiście koordynatorzy przeszczepów.

W Polsce istnieje sieć koordynatorów, którzy pracują w oddziałach intensywnej terapii czy w oddziałach neurochirurgicznych. Są szkoleni przez Poltransplant do rozmów z rodzinami potencjalnych dawców.

- Osobiście uważam, że koordynatorów transplantacyjnych jest w Polsce za mało. Brakuje też profesjonalnego wsparcia psychologicznego zarówno dla pacjenta i jego rodziny, jak i dla personelu, który się nimi opiekuje. Ta praca jest naprawdę obciążająca psychicznie, a teraz, w czasie pandemii, jest jeszcze trudniejsza niż zwykle. Personelu medycznego jest coraz mniej, a obowiązków coraz więcej. Tym większy szacunek należy się tym oddziałom intensywnej terapii, które cały czas identyfikują i zgłaszają dawców, oraz lekarzom stacji dializ i poradni nefrologicznych, transplantologów i wszystkich klinicystów, którzy kwalifikują biorców narządów - mówi dr Tomaszek.

Więcej o przeszczepach:

dawcanerki.org/

www.facebook.com/oddajebokocham/

www.biorcyzycia.pl/o-nas/

www.poltransplant.org.pl/

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.