Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aż 61 proc. dorosłych Polaków, czyli ok. 18 mln osób, ma za duże stężenie cholesterolu we krwi (co najmniej 5,0 mmol/l, czyli 190 mg/dl) – podaje Polskie Towarzystwo Kardiologiczne. Hipercholesterolemia jest jedną z najczęściej występujących chorób w polskiej populacji. Większość chorych – ponad 60 proc. – nie wie o zagrożeniu swojego zdrowia.

Zwiększenie stężenia cholesterolu o blisko 40 mg/dl u osób w wieku 40-49 lat wiąże się z większym o 56 proc. ryzykiem zgonu z powodu choroby wieńcowej, a u osób w wieku bardzo podeszłym – o 15 proc.

– Rola cholesterolu w patogenezie miażdżycy jest niezaprzeczalna – przekonuje prof. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Co podnosi poziom złego cholesterolu?

W dominującej większości przypadków to skutek niezdrowego stylu życia, czyli przede wszystkim złej diety, braku regularnej aktywności fizycznej oraz wynikających z nich nadwagi i otyłości.

Za podwyższenie stężenia cholesterolu całkowitego i jego frakcji LDL (czyli złego cholesterolu) odpowiedzialne są przede wszystkim tłuszcze nasycone obecne m.in. maśle, żółtych serach, smalcu, ciastkach. Pełno ich w parówkach, czerwonym mięsie, produktach z olejem palmowym i kokosowym. Cholesterol w dużych ilościach występuje w pokarmach zwierzęcych, nie ma go za to prawie wcale w roślinnych. Inaczej mówiąc – jemy zbyt dużo produktów pochodzenia zwierzęcego!

Nadmiar cholesterolu może być także uwarunkowany genetycznie. Defekt genetyczny leżący u podłoża hipercholesterolemii rodzinnej powoduje znaczne (200-400 mg/dl) podwyższenie poziomu złego cholesterolu we krwi. Typowym sygnałem jest częste występowanie w rodzinie przypadków zawału serca lub innych incydentów sercowo-naczyniowych, szczególnie w młodym wieku. Prawdopodobieństwo przekazania hipercholesterolemii rodzinnej przez chorego rodzica dziecku wynosi aż 50 proc.

Co ważne, osoby z hipercholesterolemią rodzinną nie muszą być wcale osobami otyłymi, choroba dotyka także osoby aktywne i dbające o dietę.

Kolejny czynnik to palenie tytoniu. Przyczynia się ono do rozwoju miażdżycy. Czasem tylko dlatego, że pacjent nie przestał palić, nie można u niego obniżyć poziomu cholesterolu do zadowalających wartości!

Wysoki poziom złego cholesterolu powoduje powstawanie blaszki miażdżycowej. To twarde złogi, które zwężają światło naczyń krwionośnych, zmniejszając przepływ krwi. Powodują, że naczynia stają się mniej elastyczne. Płytki miażdżycowe mogą pęknąć, prowadząc do zatorów krwi, a nawet do całkowitego zamknięcia tętnicy. Pęknięcie blaszki skutkuje zawałem serca lub udarem, jeśli blaszki odłożyły się w tętnicach doprowadzających krew do mózgu. Z kolei miażdżycowe zwężenie tętnic szyjnych może objawiać się zaburzeniami pamięci, zawrotami głowy, zaburzeniami widzenia, omdleniami.

Jak zbić cholesterol?

Poziom złego cholesterolu można obniżyć przez modyfikację diety, regularną aktywność fizyczną, a jeśli to okaże się nieskuteczne – poprzez stosowanie zaleconych przez lekarza leków.

– Zmniejszenie stężenia cholesterolu już o 1 mmol/l (około 40 mg/dl) ogranicza ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu, a także ryzyko zgonu z powodów kardiologicznych o blisko 23 proc. – tłumaczy prof. Jankowski.

By to osiągnąć, trzeba ograniczyć spożycie masła, śmietany, smalcu, słoniny, boczku, tłustych mięs i wędlin oraz tłustych serów.

Nadmiar nasyconych kwasów tłuszczowych w diecie zwiększa stężenie złego cholesterolu LDL i zwiększa krzepliwość krwi. Natomiast oleje roślinne (np. rzepakowy, oliwa z oliwek) zmniejszają poziom cholesterolu. Źródłem dobrego tłuszczu są też awokado i orzechy włoskie.

Skuteczny w obniżaniu złego cholesterolu jest błonnik pokarmowy. Jego źródłem są przede wszystkim warzywa, ale też owoce, nasiona strączkowe i produkty zbożowe pełnoziarniste.

Ograniczyć należy też spożycie cukru. Unikanie cukru chroni nas przed otyłością, dużym stężeniem trójglicerydów i zmniejsza syntezę cholesterolu.

Aktywność fizyczna odgrywa bardzo ważną rolę w walce z nadmiarem cholesterolu. U niektórych osób (predysponowanych genetycznie) – nawet kluczową.

Często samą dietą nie można zbić cholesterolu, a wystarczy nieco ruchu, choćby umiarkowanie forsownego marszu, by poziom cholesterolu zaczął spadać. Ćwiczenia wraz z dietą powodują również spadek masy ciała, a otyłość jest jednym z czynników rozwoju miażdżycy.

Ruch wpływa na układ krzepnięcia, zmniejsza ryzyko zakrzepowe, działa przeciwmiażdżycowo, wpływa na profil lipidowy, bo modyfikuje stężenie ochronnej frakcji cholesterolu – HDL!

Wysiłek fizyczny powinien być umiarkowany (do lekkiego spocenia się), najlepiej aerobowy, a nie siłowy, i regularny – najlepiej przez większość dni tygodnia. Specjaliści zalecają 150-180 minut tygodniowo. Nie powinna być to aktywność wykonywana zrywami. Dobre są: szybki marsz, jogging, jazda na rowerze, pływanie, nordic walking, narty biegowe.

Kiedy trzeba brać leki na cholesterol

Tylko 15 proc. osób się leczy, ale nie zawsze skutecznie – często dlatego, że nie zażywa przepisanych leków w sposób regularny lub niepotrzebnie przerywa terapię.

Takie postępowanie stanowi zagrożenie zdrowia i życia tych osób.

– Złotym standardem w leczeniu hipercholesterolemii są statyny – rekomendujemy je w dużych dawkach. Oprócz nich dodatkowym elementem leczenia jest ezetymib. Rzadko stosuje się go w monoterapii, raczej jako dodatek do statyn. Coraz częściej zdarzają się bowiem sytuacje, gdy pacjenta trzeba leczyć w sposób skojarzony dwoma lekami – tłumaczy prof. Artur Mamcarz, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Na rynku są też inhibitory PCSK9 mające dobrą medyczną prasę, ale na razie są bardzo drogie, w związku z tym ich popularność jest mniejsza. Nie są to też leki refundowane.

– Istnieją jeszcze fibraty, ale ciągle się poszukuje możliwości dodatkowych interwencji, także wśród produktów pochodzenia naturalnego – mówi prof. Mamcarz.

I dodaje: – Najpierw pojawiła się monakolina ze sfermentowanego ryżu, która jednak nie nadaje się do leczenia łącznie ze statynami, ponieważ de facto sama jest statyną. Jest też wyciąg standaryzowany polifenoli z rośliny cytrusowej – bergamoty. Okazało się, że te polifenole mają wpływ na obniżenie poziomu cholesterolu, zwiększają insulinowrażliwość, wpływają na poziom glikemii. Ten suplement diety można łączyć ze statynami, zwiększając efekt ich działania. Ale to nie znaczy, że zastąpi on statyny. Niepodanie ich u pacjenta z blaszką miażdżycową, po zawale serca w zespole wieńcowym jest błędem w sztuce lekarskiej.

Kardiolodzy podkreślają, że stosowanie suplementów diety nie rozwiąże problemu hipercholesterolemii u danego pacjenta, nie może też być zamiennikiem czy bezpieczną alternatywą dla zdrowego stylu życia.

– Monakolina czy wyciąg z bergamoty mogą być stosowane jako dodatek do modyfikacji życia u pacjentów, którzy nie mają wskazań do stosowania statyn, czyli takich, którzy nie mają wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. Są to najczęściej osoby młodsze, trzydziestoparolatkowie, u których jedynym czynnikiem ryzyka jest podwyższony poziom cholesterolu we krwi. Jeszcze nie kwalifikują się do podawania statyn, ale już coś muszą z tym zrobić. Oczywiście, najlepiej więcej się ruszać i lepiej jeść – mówi prof. Mamcarz.

Życzysz sobie więcej zdrowia?
Zapisz się na nasz newsletter "Bądź zdrów!"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.