Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dr. hab. n. med. Jacek Lewandowski - kardiolog i internista, Klinika Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

MARGIT KOSSOBUDZKA: Mój kolega dowiedział się, że ma nadciśnienie. Lekarz od razu poprosił go, by sprawdził także poziom cholesterolu we krwi. Dlaczego?

DR HAB. N. MED. JACEK LEWANDOWSKI: Ponieważ około dwóch trzecich chorych z nadciśnieniem tętniczym ma jednocześnie podwyższone stężenie cholesterolu we krwi. A to dwa wspólne czynniki ryzyka rozwoju miażdżycy.

Zabójczy duet?

– Dokładnie. Co więcej, to są dwa główne czynniki ryzyka, które współdziałając, zwiększają ryzyko powikłań, np. wystąpienia zawału serca czy udaru mózgu. Jak ktoś ma tylko np. nadciśnienie tętnicze, to ryzyko incydentu sercowego znacząco rośnie, ale jak pojawia się dodatkowy czynnik, jak hipercholesterolemia, to ryzyko, że w przyszłości będzie miał zawał serca, udar mózgu lub inne objawy miażdżycy, jest dwukrotnie wyższe!

Ale właściwie dlaczego?

– Nadciśnienie tętnicze uszkadza naczynia krwionośne, w tym m.in. warstwę komórek wyściełających naczynia od środka. A śródbłonek jest bardzo ważny, bo m.in. produkuje substancje, które rozszerzają naczynia krwionośne, w tym słynny tlenek azotu. Jeżeli ciśnienie jest za wysokie, to śródbłonek jest uszkodzony, a jeżeli jeszcze we krwi jest duże stężenie cholesterolu, wtedy to wysokie ciśnienie tętnicze łatwiej „wprasowuje” cholesterol w ściany naczyń i tym sposobem powoduje powstawanie miażdżycy.

Ile osób w Polsce jest w takiej sytuacji?

– Na nadciśnienie tętnicze choruje w Polsce prawie co trzecia dorosła osoba, czyli około 10,5 mln ludzi. Bardzo dużo! Jednocześnie u około 60 proc. wszystkich dorosłych Polaków stwierdza się stężenie cholesterolu całkowitego powyżej normy, ponad 190 mg/dl, czyli hipercholesterolemię. Według różnych szacunków wśród chorych na nadciśnienie tętnicze ponad połowa, czyli około 6 mln, ma również hipercholesterolemię. To ogromny odsetek populacji.

Idę do lekarza. Jeśli okaże się, że jestem w tej grupie, to od czego miałabym zacząć leczenie?

– Jako pierwszą interwencję zawsze zalecamy pacjentom zmianę stylu życia. W przypadku nadciśnienia tętniczego prosimy chorego, by zredukował masę ciała, zwiększył aktywność fizyczną, żeby mniej solił albo najlepiej w ogóle z soli zrezygnował, przestał palić papierosy.

W przypadku cholesterolu istotna jest głównie dieta. Proszę pacjentów, by zmienili swoją dietę na tę śródziemnomorską, bo zazwyczaj wszyscy wiedzą, na czym ona polega. Nie jemy tłustego mięsa i tłuszczów zwierzęcych, za to dużo ryb, warzyw, owoców, używamy oliwy z oliwek zamiast masła czy smalcu. I to się sprawdza.

Zależy mi na tym, by pacjenci nie stosowali od razu leków, ale wdrożyli tzw. postępowanie niefarmakologiczne. Zwłaszcza jeśli osoba, która do mnie przyszła, jest otyła, nieaktywna fizycznie itd. Jeśli ktoś jest już szczupły i na wejściu do gabinetu mówi, że uprawia sport i nie pali papierosów, to prośba o zmiany w stylu życia już niewiele da. Wtedy rozpoczynamy farmakoterapię.

Oczywiście w wielu wypadkach należy równoległe rozpocząć modyfikację stylu życia i leczenie farmakologiczne. Dotyczy to chorych z wysokim ciśnieniem i stężeniem cholesterolu, chorych z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym, zwłaszcza takich, którzy już przebyli np. zawał serca albo mają zaawansowaną miażdżycę, a z różnych przyczyn dotychczas nie przyjmowali leków.

Bierzecie pod uwagę także obciążenie rodzinne? Na przykład zawał u taty czy mamy?

– Tak, zwracamy na to uwagę. Zbieramy cały wywiad od pacjenta, także rodzinny. Niestety, predyspozycje genetyczne są ważne i jest wielkie prawdopodobieństwo, że jeśli ojciec miał np. zawał przed 40. rokiem życia, to jego potomek również będzie miał bardzo szybko miażdżycę. Takich pacjentów zachęcamy do kontroli i w razie czego zaczynamy leczyć.

Co trzeba opanować najpierw: ciśnienie czy cholesterol?

– To zależy, jakie jest stężenie cholesterolu i jakie jest nadciśnienie. Najczęściej chcemy je jednak opanować równolegle.

Oczywiście bywają takie sytuacje, że u pacjenta jeden z tych czynników ryzyka jest mniej nasilony. Ktoś przychodzi z łagodnym nadciśnieniem, ale ma bardzo wysoki cholesterol, wtedy bardziej koncentrujemy się na jego redukcji. I na odwrót. Ale ważne, żeby opanować równocześnie te dwa czynniki ryzyka.

Jeśli ten tzw. zabójczy duet występuje w znacznym nasileniu, to zawsze stosujemy leki.

Dwa leki czy jeden?

– Leków hipotensyjnych jest na rynku wiele, ale nie obniżają one stężenia cholesterolu.

Z kolei te leki, które obniżają cholesterol, zwłaszcza statyny, nie obniżają ciśnienia. Wprawdzie są badania, które mówią, że statyny mogą nieznacznie wpływać na redukcję ciśnienia, ale nikt oczywiście nie zastępuje tymi lekami leków hipotensyjnych i nie leczy statynami dwóch czynników ryzyka jednocześnie.

Natomiast są obecne na rynku tabletki, które podobnie jak szampon z odżywką zawierają w sobie dwa lekarstwa w jednym – na cholesterol i nadciśnienie.

To coś nowego?

– Taka formuła leku, czyli połączenie dwóch leków w jednej tabletce, jest na rynku od kilku lat. Takich preparatów złożonych jest obecnie nawet kilka, ale można powiedzieć, że wciąż jest to swojego rodzaju nowość.

I nie jest zapewne standardem leczenia.

– Niestety, nie jest. Pacjenci najczęściej otrzymują oddzielnie tabletki na nadciśnienie tętnicze i na cholesterol. Lekarze powinni zdecydowanie preferować preparaty złożone, bo to zwiększa m.in. szansę na to, że pacjent będzie regularnie przyjmował przepisane leki.

A nie przyjmuje?

– Wielu nie bierze leków. Pacjenci, zwłaszcza młodsi, często bronią się przed lekami. Mówią, że np. czytali w internecie, że statyny powodują groźne objawy uboczne, więc woleliby ich nie brać. Drugi argument jest taki: jestem jeszcze młody, a jak zacznę brać leki, to już do końca życia będę musiał je zażywać.

Z drugiej strony, kiedy mamy brać lek przez dwa tygodnie, to jeszcze nam jakoś idzie, ale z lekami przyjmowanymi przewlekle jest nieco inaczej. A to zabraknie recepty, a to pacjent nie dostanie się do lekarza. Z kolei niektórzy uważają, że lekarz dał im za dużo tabletek, może tyle nie trzeba, i ograniczają ich liczbę. Na pewno łatwiej jest przyjmować jedną tabletkę niż wiele.

Ale czy argumenty tych ludzi nie są choć trochę zasadne?

– Zdarza się, że nie musimy zapisywać leków, bo np. chory na nadciśnienie i hipercholesterolemię zaczął zdrowo żyć. Jest wytrwały w swoim postępowaniu, więc jego ciśnienie tętnicze i cholesterol wróciły do normy. Wtedy mówię takiej osobie, że może odstawić leki, pod warunkiem że będzie kontynuowała zdrowy styl życia i okresowo się kontrolowała.

Nie mówimy tu o chorych z wysokim ryzykiem i obciążonych przebytym np. zawałem serca. Tacy bezwzględnie muszą brać leki. Problem w tym, że pacjentów realizujących lekarskie zalecenia jest niewielu. Wszyscy wiemy, jak to jest, gdy mówi się komuś: „Proszę schudnąć”. Lekarzowi łatwo to powiedzieć.

Zresztą pacjent zazwyczaj wie, że musi schudnąć. Ale jak to zrobić? Niewielu chorych potrafi wprowadzić właściwą dietę, być aktywnym fizycznie. Wielu nie wie, jak to zrobić, albo nie mają czasu dla swojego zdrowia.

Niestety, widzimy to zresztą, że u większości pacjentów zalecenia dotyczące zdrowego trybu życia nie przynoszą efektu. Dlatego pomimo ciągłego przypominania konieczne staje się przyjmowanie leków. Proszę wierzyć, lekarze chcieliby zapisywać raczej zdrowy tryb życia niż leki.

Trudno się dziwić, że pacjenci nie wiedzą, jak to zrobić. Przydałby im się dietetyk.

– I zachęcamy do korzystania z porad dietetyka, bo zarówno w nadciśnieniu, jak i hipercholesterolemii dieta to bardzo przydatna interwencja.

Normy poziomu cholesterolu stale się obniżają. Wiele osób też z tego powodu się buntuje. 15 lat temu mieliby cholesterol w normie, a dziś już wypadają ze skali.

– Słusznie, ja też czasem słyszę od pacjentów, że normy np. cholesterolu są za niskie. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że przemysł farmaceutyczny specjalnie je zaniża, by sprzedawać leki. Niektórzy chorzy z kolei znajdują nieprawdziwe informacje w internecie, że nadmierne obniżenie cholesterolu jest szkodliwe dla ich zdrowia, bo związek ten jest elementem budowy tkanek oraz wielu hormonów.

A nie jest szkodliwe?

– Nie. Czy pani wie, jakie stężenie cholesterolu ma koń?

Nie ma pojęcia.

– Około 140 mg/dl. Dla ludzi norma cholesterolu całkowitego to 190 mg/dl, ale zazwyczaj mamy ponad 200 mg/dl. Małpy naczelne również mają niskie stężenie cholesterolu.

Ale to nie są ludzie.

– Tak, ale u wielu ludzi prowadzących bardzo prosty tryb życia, np. takich jak Pigmeje w Afryce lub Innuici, stwierdza się niskie stężenie cholesterolu. Dzieje się tak dlatego, że od setek lat odżywiają się inaczej niż my. Jedzą mniej przetworzoną żywność. Nie solą. I pracują fizycznie. To m.in. stąd wiemy, że ludzie powinni mieć zasadniczo niższe stężenie cholesterolu. Wysoki cholesterol to zasługa cywilizacji, która wprowadza zły sposób odżywiania i nieaktywny styl życia.

Poza tym lekarze widzą, że podawanie leków obniżających cholesterol powoduje spadek jego stężenia i coraz lepsze rokowania. Inaczej mówiąc, im niższy cholesterol, tym dłuższe życie bez powikłań miażdżycy, np. zawału albo mniejsze ryzyko kolejnego.

Skąd to wiadomo?

– Z licznych i dobrze udokumentowanych badań.

Na przykład u chorych z zaawansowaną chorobą wieńcową. Dziś norma tzw. złego cholesterolu LDL u chorych, którzy przebyli zawał, wynosi poniżej 70 mg/dl. Ale w wielu badaniach, np. ze statynami i nowymi lekami, udaje się ten cholesterol obniżyć jeszcze bardziej – do 50, 40 mg/dl, a nawet kilkunastu mg/dl!

Ci pacjenci jak dotychczas nie doświadczają żadnych niekorzystnych działań leczenia, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej poprawia się u nich rokowanie niż u osób, które mają LDL trochę poniżej 70 mg/dl.

Z różnych powodów nie zalecamy jednak jeszcze tak niskich wartości docelowych cholesterolu. Jest to podyktowane różnymi czynnikami, np. kosztem leków, skutkami ubocznymi leków czy koniecznością badań w różnych grupach chorych.

Ale kto wie, czy jak będziemy rozmawiali za pięć lat, to normy cholesterolu LDL nie będą zdecydowanie poniżej 70 mg/dl.

Tylko te normy trzeba jeszcze dostosować do społeczeństwa. A skoro u nas tylu Polaków ma cholesterol całkowity powyżej 200...

– Ma pani rację, nie jest tak, że każda Polka i Polak mają mieć bardzo niski cholesterol. Gdyby przyjąć za prawidłowe wartość cholesterolu LDL poniżej 70 mg/dl, zapewne wszyscy mielibyśmy hipercholesterolemię.

Norma cholesterolu jest odmienna dla różnych osób. Jak ktoś jest całkowicie zdrowy i nie jest obciążony innymi czynnikami ryzyka, to jeśli będzie miał cholesterol LDL o wartości poniżej 115 mg/dl, to dobrze. Ale jak jest osobą o wysokim ryzyku, np. choruje na cukrzycę, to jego cholesterol LDL powinien być poniżej 100 mg/dl, a dla pacjenta po udarze mózgu lub zawale serca normą jest LDL poniżej 70 mg/dl.

Dlatego kiedy chory mnie pyta, jakie powinien mieć prawidłowe stężenie cholesterolu, muszę najpierw spojrzeć na historię jego chorób i zbadać go. To z tego wynikają normy.

Mówi pan o złym cholesterolu LDL, jednak większość ludzi bada tylko cholesterol całkowity.

– Raz na jakiś czas warto wykonać tzw. lipidogram, czyli zobaczyć, jakie są stężenia poszczególnych frakcji cholesterolu całkowitego.

Cholesterol całkowity zawiera „w sobie” dwa cholesterole: dobry i zły. LDL to ten zły, który mówiąc najprościej, zabiera cholesterol z wątroby i wprowadza go do naczyń krwionośnych. HDL z kolei odbiera go z naczyń i przekazuje do wątroby.

Bywają takie osoby, które mają bardzo wysoki HDL, prawidłowy LDL, ale sumarycznie cholesterol całkowity będzie u nich wysoki. To jednak nie znaczy, że muszą się one leczyć.

Ja jestem takim przypadkiem. Zawsze nieco przekraczam normy całkowitego cholesterolu, ale mam HDL 76 mg/dl.

– Tylko pozazdrościć. Norma HDL zależnie od płci wynosi powyżej 40 mg/dl dla mężczyzn i powyżej 45 mg/dl dla kobiet. Zazwyczaj moi pacjenci mają właśnie te 45-50 mg/dl, rzadko kto ma 70 mg/dl. Pani wynik jest bardzo dobry, osoby z HDL mające ponad 90 czy 100 mg/dl to już absolutne wyjątki.

Rozumiem jednak, że jeśli mam bardzo dobry HDL i nieco za wysoki LDL, to jedno nie rekompensuje drugiego? Ktoś mnie ostatnio przekonywał, że taki układ się jednak broni.

– Rzeczywiście zwracamy uwagę na relacje złego i dobrego cholesterolu, czyli LDL do HDL, albo całkowitego cholesterolu do HDL. W uproszczeniu, za prawidłowe można uznać wartości stosunku LDL do HDL poniżej 1,5-2, a cholesterolu całkowitego do HDL poniżej 3,5. Dobry cholesterol wpływa korzystnie na rokowanie u chorych z hipercholesterolemią i zwracamy na niego uwagę. Ale zazwyczaj to sam LDL jest dla lekarza celem terapeutycznym i wyznacza sposób postępowania.

A jeżeli ktoś obniży ciśnienie krwi, ale cholesterol nie drgnie?

– Zawsze można powiedzieć, że liczy się każdy sukces, ale my, jako lekarze, nie jesteśmy z tego zadowoleni. Chcemy, aby dwa czynniki ryzyka równocześnie były dobrze kontrolowane. Jeśli ktoś bierze leki na nadciśnienie i jest ono u niego dobrze kontrolowane, ale cholesterol jest nadal wysoki, to wciąż jego sumaryczne ryzyko sercowo-naczyniowe jest wysokie.

Dużo pacjentów podczas leczenia się wykrusza?

– Niestety dużo. Przyczyn tego jest kilka. Po pierwsze, ani nadciśnienie, ani wysoki cholesterol nie bolą. Pacjenci nie mają wtedy takiej motywacji do brania leków jak przy dolegliwych chorobach. Do dentysty zazwyczaj szybko znajdujemy drogę.

Po drugie, nie mają świadomości z zagrożenia płynącego z występowania nadciśnienia i hipercholesterolemii.

Po trzecie, pacjenci boją się działań ubocznych leków.

Po czwarte, czasem na początku leczenia odczuwają pogorszenie swojego stanu zdrowia. Osoba, która ma nadciśnienie tętnicze, może po otrzymaniu leków hipotensyjnych czuć się nieco gorzej. Niektórzy pacjenci twierdzą, że są słabsi, mają mniejszy „napęd”, są spowolnieni. Z tego powodu czasem odstawiają leki. Dlatego powinno się pacjenta przygotować na taką reakcję na leki i wytłumaczyć, że z czasem to minie.

Jakie jest dziś stanowisko kardiologów w kwestii kieliszka wina do obiadu? Kiedyś było to dozwolone, wręcz zalecane. Ale niedawno ukazała się praca dowodząca, że każda ilość alkoholu szkodzi.

– Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Na pewno lekarze nie zachęcają do picia alkoholu. Bardziej mierzymy się z tym, że picie alkoholu jest w naszej kulturze zakorzenione i większość pacjentów spożywa alkohol w różnych ilościach.

W przeszłości pojawiały się doniesienia wskazujące na korzyści płynące z picia niewielkich ilości alkoholu. Mówiło się, że zwłaszcza czerwone wino, z racji zawartych w nim polifenoli, np. resweratrolu, ma działanie przeciwmiażdżycowe. Wskazywano na mieszkańców krajów śródziemnomorskich, którzy rzadziej mają choroby układu sercowo-naczyniowego niż mieszkańcy północnej Europy dlatego, że m.in. piją większe ilości wina.

Rolę odgrywa tu jednak przede wszystkim inny, zdrowszy tryb życia, a nie alkohol. Z publikacji w prestiżowym czasopiśmie „Lancet”, na którą się pani powołuje, wynika, że nie ma jednak takiej ilości alkoholu, która przynosiłaby korzyści zdrowotne. Nawet niewielkie ilości zwiększają ryzyko zachorowania na nowotwory, większe sprzyjają marskości wątroby. Alkohol sprzyja większemu ryzyku wystąpienia udaru mózgu.

Szczególnie alkohol jest szkodliwy dla kobiet. Lekarze dopuszczają wypijanie niewielkich ilości alkoholu. Mówi się o względnym bezpieczeństwie wypicia jednego drinka dziennie, czyli 20-30 g czystego alkoholu. Ale zawsze przestrzegamy przed ryzykiem uzależnienia. Niewątpliwie trzeba zwracać uwagę chorych, by nie nadużywali alkoholu, żeby pili go jak najmniej, ale też mieć świadomość, że alkohol nie zniknie z naszego menu. Stąd przymykamy oko na symboliczne ilości alkoholu wypijane przez naszych pacjentów.

To uspokajające. Dla tych, którzy lubią czerwone wino.

– Też tak uważam. Sam je czasem piję.

Czy nieregularne branie leków ma jakiś sens?

– Oczywiście, że nie. Pacjenci powinni brać leki zgodnie z zaleceniami. Zrozumiałe jest, że człowiek czasem zapomni o jednej czy dwóch dawkach leków. To ludzkie. Uważa się, że pacjent przyjmujący 80 proc. dawek leku w ciągu miesiąca to osoba z dobrą współpracą w zakresie leczenia. Pacjenci zapominają o lekach, ponieważ spieszą się do pracy, wyjeżdżają w delegację, mają inne obowiązki. Jednak należy brać leki regularnie, bo tylko wtedy osiąga się korzystne wyniki leczenia. Wielu pacjentów sądzi, że można przerwać leczenie, gdy cholesterol i ciśnienie tętnicze im się obniżą. Myślą, że to jest efekt trwały. Niestety to nieprawda. Leki działają objawowo dopóty, dopóki je bierzemy.

Zanim porzucimy leki, bo źle się po nich czujemy, warto chyba wrócić do lekarza i mu o tym powiedzieć.

– Oczywiście. Pacjenci jednak rzadko tak postępują. Mają jakiś wewnętrzny opór, żeby powiedzieć lekarzowi, że czują się po lekach gorzej i że chcieliby innej terapii. Może uważają, że lekarz zbagatelizuje problem albo będzie oczekiwał bezwzględnej realizacji swoich zaleceń. Celem lekarzy jest zapobieganie chorobom i poprawa zdrowia chorego. Dlatego lepiej wrócić do lekarza i powiedzieć mu o problemach związanych z leczeniem. Lekarz powinien zareagować na wątpliwości chorego lub występujące u niego objawy uboczne.

Podstawą skutecznego leczenia jest zrozumienie przez chorego przyczyny leczenia, jego sposobu i oczekiwanych efektów. Za tym powinna iść akceptacja dla przyjętego postępowania.

Chorzy często nie widzą zasadności leczenia podwyższonego stężenia cholesterolu albo obawiają się leczenia hipercholesterolemii statynami. Powody terapii powinny zostać wytłumaczone, a chory poinformowany, jak leczenie będzie przebiegało.

Statyny przynoszą korzyści, ale wywołują działania niepożądane. Aby ich uniknąć, lekarz przestrzega odpowiednich zasad. Upewnia, się że chory może przyjąć statynę. Monitoruje skuteczność leku i bezpieczeństwo stosowania, np. badając okresowo aktywność enzymów wątrobowych. Jeżeli pacjent źle toleruje statynę, to mamy różne możliwości. Można zmienić jedną statynę na inną (jest kilka rodzajów), można zmienić dawkę leku, a w ostateczności można rozpocząć leczenie innym lekiem, np. fibratem czy ezetymibem.

Są też aktualnie stosowane leki będące przeciwciałami monoklonalnymi, które skutecznie modyfikują stężenie cholesterolu. Jest wiele form terapii hipercholesterolemii i w razie braku możliwości leczenia statyną istnieją alternatywne sposoby.

Jak dotychczas statyny okazały się wielkim sukcesem w leczeniu hipercholesterolemii. Leki te w grupach chorych o wysokim ryzyku, np. po zawale serca, przynoszą wielkie korzyści, zmniejszają ryzyko ponownych powikłań i wydłużają życie. Nawet pomimo tego, że niekiedy wywołują działania uboczne.

W jakim wieku zbadać poziom cholesterolu i zmierzyć ciśnienie?

– Pierwszego pomiaru stężenia cholesterolu należy dokonać po 20. roku życia, o ile nie ma innych przesłanek, że jest on wysoki już wcześniej, np. u osób obciążonych rodzinną hipercholesterolemią. Przy prawidłowym stężeniu cholesterolu należy powtarzać badanie co pięć lat.

Jeżeli cholesterol jest nieprawidłowy, należy wprowadzić odpowiednie leczenie i ocenić jego efekty. U osób po 45. roku życia badanie profilaktyczne warto przeprowadzać częściej.

KAMPANIA „ZWIĄZEK NIEBEZPIECZNY DLA SERCA”

Tej jesieni w podróż po Polsce wyruszy Mobilna Kardiologiczna Poradnia Servier, która oferuje bezpłatne badania i konsultacje lekarskie w zakresie chorób układu sercowo-naczyniowego.

Mieszkańcy Tarnowskich Gór, Bydgoszczy, Krakowa, Rzeszowa, Lublina, Białegostoku i Gdyni będą mogli skorzystać z bezpłatnych badań obejmujących pomiar wskaźnika BMI oraz ciśnienia tętniczego, stężenia glukozy i cholesterolu we krwi (wraz z frakcjami), a w uzasadnionych przypadkach także z konsultacji kardiologicznej oraz poszerzonej specjalistycznej diagnostyki (EKG i ECHO serca).

Tegoroczna edycja „Servier dla Serca” szczególną uwagę koncentrować będzie na dwóch schorzeniach cywilizacyjnych, którymi są nadciśnienie tętnicze oraz hipercholesterolemia. To najczęściej występujące oraz współistniejące czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Pacjenci, których dotyczy „zabójczy duet”, są obciążeni czterokrotnie wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych niż osoby z prawidłowym ciśnieniem i prawidłowym stężeniem cholesterolu.

Tylko niewielki odsetek osób z hipercholesterolemią ma świadomość swojej choroby, bo początkowo podwyższone stężenie cholesterolu nie daje żadnych typowych objawów – dopiero choroby, do których doprowadza, powodują ciężkie dolegliwości i stanowią bezpośrednie zagrożenie życia.

Gdzie i kiedy będzie czynna Mobilna Kardiologiczna Poradnia Servier, dowiesz się ze strony Dbajoserce.pl

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.