Czeskie szpitale nie robią wrażenia nowocześniejszych od polskich, a jednak leczenie raka jest tam skuteczniejsze. W czym tkwi sekret?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Motol to największy szpital w całych Czechach – gigant na 2,2 tys. łóżek. Działa w nim jedno z 14 w kraju centrów onkologicznych, które Czesi nazywają po prostu KOC-ami (skrót od Komplexni Onkologicke Centrum). W Motolu znalazła się Monika, Polka mieszkająca w Pradze, u której wykryto guza piersi. – Wszystko potoczyło się dla mnie błyskawicznie: badania, pobyt w szpitalu i wycięcie guza. Czułam, że się wszyscy mną dobrze opiekują. Tu lekarze są naprawdę wspaniali – opowiada wręcz zachwycona.

Rak piersi. Lidia dwa miesiące udawała, że nie ma guza

Leczenie raka - im wcześniej, tym lepiej

Co osiem minut wykrywa się w Czechach u kogoś nowotwór. Jak na 10,5-mln naród to dużo. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia z 2013 r. standaryzowany współczynnik zachorowań (czyli liczba zachorowań skorygowana o wiek chorych) wynosi w Czechach 294 na 100 tys. mieszkańców. Dla porównania w Polsce to 230 zachorowań na 100 tys.

Jednak mimo większej liczby nowych przypadków raka śmiertelność z powodu nowotworów jest w Czechach niższa niż w naszym kraju: współczynnik standaryzowany wynosi tam 122 na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w Polsce to 131 na 100 tys.

– Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że w wielu przypadkach raka udaje się wykryć we wczesnym stadium – odpowiada Michaela Tumova, prezes stowarzyszenia Dialog Jessenius, które działa na rzecz pacjentów onkologicznych, a także prowadzi akcje edukacyjne mające na celu propagowanie badań profilaktycznych.

Norwegia: W leczeniu raka pieniądze to nie wszystko

Najlepiej jest w przypadku raka skóry, którego Czesi wykrywają na wczesnym etapie aż u 85 proc. pacjentów. Ale co ważniejsze, wcześnie udaje się też wykrywać najczęstsze nowotwory, czyli u mężczyzn raka prostaty (70 proc. wykrywanych w początkowym stadium), a u kobiet raka piersi (77 proc. wczesnych diagnoz). Wiadomo o tym, bo stadium, w którym wykrywana jest choroba nowotworowa, zostaje za każdym razem odnotowywane w Narodowym Rejestrze Onkologicznym, założonym jeszcze za czasów komunizmu, a dziś prowadzonym przez Instytut Informacji i Statystyki Zdrowotnej.

W Narodowym Rejestrze Onkologicznym analizuje się także efektywność leczenia pacjentów w poszczególnych ośrodkach. Każdy szpital ma dostęp do danych o swoich wynikach. NRO śledzi też ruch pacjentów między ośrodkami – w Czechach nie ma rejonizacji i chory może sobie wybrać szpital.

Norweskie podejście do raka w Polsce. Leczenie to za mało

Do poprawy efektów leczenia raka w Czechach przyczyniło się powstanie w 2003 r. Narodowego Programu Onkologicznego, a w jego konsekwencji – stworzenie KOC, czyli wspomnianych już kompleksowych centrów onkologicznych. Trzy z nich znajdują się w Pradze, pozostałe są rozlokowane równomiernie w większych miastach kraju, takich jak Ostrawa czy Brno. Centra powstały po to, by stworzyć pacjentom dostęp do nowoczesnych metod leczenia, a także by istniała kontrola nad tym, w jakim zakresie i na ile skutecznie są one stosowane – wyjaśnia prof. Petra Tesarova z Kliniki Onkologicznej Szpitala Uniwersytetu Karola w Pradze.

By uzyskać status KOC, szpital musi zdobyć akredytację. Jej przyznawaniem zajmuje się Czeskie Stowarzyszenie Onkologiczne, czyli sami lekarze (CSO to odpowiednik Polskiego Towarzystwa Onkologicznego). Uzyskanie akredytacji zależy od wyposażenia, liczby zatrudnionych specjalistów oraz ich doświadczenia. Na przykład wiele operacji usuwania guzów nowotworowych można przeprowadzać tylko w tych ośrodkach, które w ciągu roku wykonują ich odpowiednio dużo. Minimum wyznacza CSO.

Rak piersi: Nie zawsze musi być guzek

Do CSO należy także wyznaczanie standardów leczenia i wydawania zaleceń w sprawie refundacji nowych metod czy leków. Do ministerstwa zdrowia należy z kolei wydawanie rozporządzeń, w których się określa, ile za jakie leczenie mają płacić kasy chorych. Wpłacanie składek do kas jest w Czechach obowiązkowe. Wszystkich kas chorych jest dziewięć, a ich łączny budżet to ponad 250 mld koron, czyli ok. 40 mld zł (dla porównania budżet naszego NFZ to ok. 70 mld, ale Polska ma trzy i pół razy więcej ludności).

Dotrzeć z informacją

Pacjent, który zachoruje na konkretny nowotwór, może za pośrednictwem internetu bez trudu dowiedzieć się, gdzie i jak się go leczy. Na stronie założonej przez Narodowy Program Onkologiczny znajdzie między innymi mapę szpitali, informacje o tym, jaki mają sprzęt, ile łóżek, jakie poradnie, gdzie leczy się dzieci, a gdzie chorych na białaczkę.

– Pacjent w Czechach może mieć każde leczenie, obojętnie, czy kosztuje 50 tys. czy 250 tys. koron miesięcznie. Opieką onkologiczną zajmują się u nas dobrzy lekarze. Problem polega na tym, że mają dla chorych za mało czasu. Po prostu pacjentów onkologicznych jest dużo, a onkologów za mało – uważa Michaela Tumová.

Leczenie raka w Anglii. 90 proc. chorych ocenia tamtejszą opiekę onkologiczną jako bardzo dobrą

Twierdzi, że w Czechach w ogóle brakuje lekarzy i pielęgniarek. Skala problemu nie jest jednak aż tak duża jak w naszym kraju. Czescy lekarze zarabiają nieco lepiej od polskich i jest ich więcej –2,6 na tysiąc mieszkańców (Polska ma 2,2).

Prof. Tesarova mimo braku czasu stara się przekazać swoim chorym jak najwięcej informacji. Ale wie, że nie wszyscy onkolodzy zdobywają się na taki wysiłek. Dlatego w 2009 r. wraz z Michaelą Tumovą, która z wykształcenia jest pielęgniarką, założyły Dialog Jessenius: – Skoro lekarz planuje leczenie, ale nie ma czasu o tym porozmawiać ze swoim chorym, to staramy się go jakoś zastąpić. To potrzebne zwłaszcza na początku, kiedy pacjent jeszcze nie wie, co go czeka, i nie zdaje sobie sprawy, jakie mogą być skutki uboczne leczenia.

Po to, by dostarczyć pacjentom wiarygodnych informacji, Jessenius kręci filmiki. Nie ma w nich żadnych historii chorych. Są tylko pytania i odpowiedzi. Na przykład, jakie są metody wykrywania raka piersi albo prostaty, na czym polega tomografia i inne badania, jakie są metody leczenia...

Dlaczego w Polsce łatwiej umrzeć na raka

W większości przypadków lekarze rodzinni, jeśli tylko mają podejrzenia, wysyłają pacjentów do specjalisty. Sieć poradni specjalistycznych zorganizowano tak, by czas dojazdu samochodem nie przekraczał dla nikogo 20 minut. To spore ułatwienie. Podobne rozwiązanie zastosowano w radioterapii – czas dojazdu do ośrodka nie przekracza tu 22 minut.

Wszyscy moi rozmówcy w Czechach twierdzą, że do badań diagnostycznych nie ma kolejek, jednak czeskie ministerstwo zdrowia wyznaczyło swego czasu maksymalne terminy oczekiwania dla pacjentów onkologicznych: na tomografię – trzy tygodnie, na rezonans magnetyczny – pięć tygodni, a na mammografię – sześć.

– Wiele zależy od zaangażowania lekarza. Są tacy, którzy starają się pomóc pacjentowi w załatwieniu wszystkiego jak najszybciej – uważa Michaela Tumova. Najlepiej, jeśli ktoś trafi do jednego z KOC-ów, ponieważ są na ogół wyposażone we wszystko, co potrzebne do diagnozy, zazwyczaj badania przebiegają tam szybciej. Kolejek do leczenia w ogóle nie ma.

Zdaniem prof. Tesarovej w zasadzie cała terapia onkologiczna – z uwagi na to, że Czechy to niewielki kraj – mogłaby się odbywać w 14 KOC-ach. Problem w tym, że tworząc je, nie zlikwidowano jednak małych ośrodków. Przeszły one w ręce lokalnych samorządów, a te ani myślą je zamykać, bo to jest źle odbierane przez wyborców.

Leczenie raka. Jak się przygotować do leczenia nowotworu

– W onkologii potrzebna jest współpraca specjalistów z wielu dziedzin. Powstanie KOC-ów taką współpracę umożliwiło. Leczenie tam planuje konsylium. Z drugiej jednak strony reforma podzieliła onkologów na dwie kategorie. Ci, którzy znaleźli się poza KOC-ami, nie mogą przepisywać chorym najnowocześniejszych terapii, bo ich ośrodki nie mają akredytacji i kasy chorych nie podpisują z nimi kontraktów na takie leczenie. To sprawia, że ci lekarze nawet się nim nie interesują, nie zdobywają nowej wiedzy. Ich pacjenci oczywiście wiele na tym tracą – zauważa prof. Tesarova.

Onkolog na prowincji ma jednak jej zdaniem jedną zaletę: jest blisko swojego pacjenta, co liczy się zwłaszcza wówczas, gdy ten jest słaby. Onkolog staje się wtedy dla niego pomostem do opieki paliatywnej.

Czeski system finansowania leczenia jest złożony. Specjaliści w przychodniach otrzymują pieniądze za każdego przyjętego chorego. Szpitalom kasy chorych osobno płacą za hospitalizację i badania u poszczególnych chorych (także w zależności od ich liczby), a osobno opłacają samo leczenie (leki, operacje). Na ten cel szpital otrzymuje roczny ryczałt. Placówki muszą potem tak gospodarować pieniędzmi z ryczałtu, by starczyło im ich do końca roku.

Kto zapłaci za leczenie raka

Prof. Petra Tesarova: – To hamuje rozwój ośrodków, które cieszą się najlepszą opinią chorych. Pacjenci do nich lgną, ale one wcale nie otrzymują przez to większych kontraktów. Dlatego uważamy w Czeskim Stowarzyszeniu Onkologicznym, że powinna tu nastąpić zmiana. Pieniądze powinny być przypisane do pacjenta, a nie do szpitala. Dzięki temu z pożytkiem dla chorych zwiększyłaby się konkurencja w onkologii. Kasy chorych nie chcą tego, bo obawiają się, że wzrosną przez to ich wydatki. Owszem, tak się stanie, ale będzie to efekt przejściowy. Wreszcie ośrodki, które nie cieszą się zainteresowaniem pacjentów, zostaną zamknięte, a wtedy kasy chorych nie będą już musiały podpisywać z nimi kontraktów.

Na razie jednak system finansowania leczenia ryczałtem sprawia, że pacjent, który w teorii może sobie wybrać dowolny ośrodek, może spotkać się z odmową przyjęcia do szpitala, któremu skończył się ryczałt. Z tego punktu widzenia pacjenci, którzy zachorują na raka na początku roku, są w lepszej sytuacji niż ci, którzy mają zacząć leczenie pod jego koniec.

Leczenie raka. Co piąty pacjent umiera z powodu niedożywienia

Leczenie raka - pilnowanie standardów

Kasy chorych pilnują, by pacjenci byli leczeni w szpitalach zgodnie z wytycznymi Czeskiego Stowarzyszenia Onkologicznego (CSO). Jeżeli ktoś jest leczony niezgodnie z nimi, kasa chorych może odmówić refundacji.

Jeśli choremu nie pomogła żadna z metod leczenia wskazana przez CSO, lekarz może zaproponować mu inną, niestandardową terapię. W tym celu musi jednak złożyć wniosek do kasy chorych. Dzięki Narodowemu Programowi Onkologicznemu i włączeniu CSO do decydowania o tym, jakie leczenie i gdzie ma być refundowane, najnowocześniejsze metody zostają w Czechach objęte refundacją z niewielkim opóźnieniem w stosunku do najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu. Pacjenci zyskują więc nie tylko szybki dostęp do nowych chemioterapeutyków, ale także terapii biologicznej i immunoterapii.

Najbardziej dobitnym na to przykładem jest refundowanie czeskim chorym protonoterapii. Nie robi tego na przykład Wielka Brytania, a bogata Norwegia zdecydowała się na to dopiero niedawno i na razie będzie posyłała swoich pacjentów właśnie do Czech.

Terapia protonowa to radioterapia, ale używa się w niej nie fotonów, tylko protonów. Jej przewaga polega na większej precyzji, dzięki czemu nie uszkadza się lub przynajmniej w znacznym stopniu ogranicza uszkodzenia zdrowych tkanek otaczających guz nowotworowy. W Pradze Centrum Terapii Protonowej wybudowano za prywatne pieniądze. Iva Tatounova, dyrektorka Centrum, tłumaczy, że nie powstało ono z dnia na dzień. Bez gwarancji, że dostanie kontrakt, inwestorzy nie zdecydowaliby się wydać na jego budowę 250 mln euro: – Przygotowania trwały wiele lat. Najpierw powstawały protokoły leczenia, które potem akceptowało CSO. Nie chodzi w nich tylko o plan napromieniania, ale także śledzenie późniejszych losów naszych pacjentów.

Pacjentów w CTP przybywa z roku na rok, ponieważ rozszerzają się na świecie wskazania do terapii protonowej, a Czeskie Stowarzyszenie Onkologiczne je rekomenduje. – W rozporządzeniu ministra zdrowia terapia protonowa jest wymieniona jako refundowana metoda leczenia i są wymienione niektóre rodzaje nowotworów. Jest też jednak zapis, że metoda ta może być stosowana w innych wypadkach, kiedy powinno się oszczędzać zdrowe tkanki. W tej chwili więc napromieniamy nowotwory głowy i szyi, guzy w narządach klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy. Jest tylko jeden warunek: narząd, w którym znajduje się guz, musi być nieruchomy – tłumaczy dyrektor Tatounova.

Centrum Terapii Protonowej jest zaprojektowane w ultranowoczesnym, minimalistycznym stylu. To jednak wyjątek. W innych czeskich szpitalach – gdy chodzi o standard sal chorych, toalety itp. – warunki wydają się bardzo zbliżone do polskich, a nawet skromniejsze.

Szpital Uniwersytetu Karola w Pradze składa się z bardzo wielu budynków, z których najstarsze budowano jeszcze w XIX wieku. Niektóre poradnie i oddziały są oddalone o kilka przecznic.

W budynkach – wysokie stropy, szerokie korytarze i sale bez osobnych toalet. Wszędzie bardzo czysto, ale ma się wrażenie, że nie dba się tu szczególnie o nowoczesny wystrój. Szpital Motol bardzo przypomina wiele polskich lecznic budowanych w latach 80., łącznie z kioskami i barami usytuowanymi na parterze tuż za wejściem. Motol ma jednak coś, czego u nas często brakuje – świetny dojazd. Dociera tu jedna z linii praskiego metra, a stacja znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od głównego wejścia do szpitala. Dla chorych, którzy nie muszą martwić się o miejsce do parkowania, to ogromna ulga.

Przypominam sobie jeszcze wizytę w szpitalu w Karwinie niedaleko polskiej granicy i dochodzę do wniosku, że choć Czesi wydają więcej na zdrowie niż my, to przeznaczają mniej pieniędzy na remonty w szpitalach. Bardziej liczy się dla nich to, jakie oferują chorym leczenie, mniej – warunki, w jakich będzie się ono odbywać. To leczenie, gdy chodzi o onkologię, jest w całości za darmo.

Leczenie raka - czego możemy się od Czechów nauczyć

Specjaliści przewidują, że zachorowalność na raka może w Czechach rosnąć w szybszym tempie niż w innych krajach. Za jeden z powodów uznaje się niechęć do ruchu i tłustą kuchnię. Już 20 proc. Czechów jest otyłych.

Narodowy Program Onkologiczny, w tym powstanie KOC i postawienie na badania profilaktyczne, uważa się za duży krok naprzód, ale dziś potrzebne są kolejne: jeszcze większe skoncentrowanie leczenia onkologicznego w specjalistycznych centrach i zwiększenie nakładów na leczenie. – Mamy już pierwsze sygnały, że pieniędzy jest za mało. Terapie są coraz droższe, a pacjentów coraz więcej. Problemem jest też frustracja wśród lekarzy wywołana kiedyś niskimi zarobkami. Jeszcze większa panuje wśród pielęgniarek. Teraz samo podwyższenie pensji już nie wystarczy, by naprawić sytuację. Potrzebna jest gruntowna zmiana w edukacji – uważa prof. Tesarova.

Michaela Tumova: – Marzę o tym, byśmy mieli więcej lekarzy z powołania i żeby było mniej chorych na raka, którzy muszą leżeć w szpitalach ze względów socjalnych, bo w domu nie ma nikogo albo nikt nie chce się nimi zajmować.

A czego my możemy się z czeskich doświadczeń nauczyć? Adam Kozierkiewicz, ekspert w dziedzinie systemów opieki zdrowotnej, odpowiada, że na lepsze wyniki leczenia raka w Czechach składają się trzy czynniki: – Mimo że Czesi narzekają, to przecież mają jednak więcej od nas lekarzy, co dla pacjentów oznacza łatwiejszy dostęp. Do tego rozwinęli kompleksową opiekę onkologiczną i wydają na leczenie więcej pieniędzy. Z tych trzech rzeczy stosunkowo najprościej jest przeszczepić na polski grunt kompleksową czy też koordynowaną opiekę nad chorym. Niestety, ilekroć rozmawiam na ten temat z polskimi kolegami, w tym lekarzami w moim wieku, a więc wcale nie starymi, ci reagują bardzo niechętnie. Choć koordynowana opieka sprawdziła się w wielu krajach i pacjenci ewidentnie na tym skorzystali, polscy lekarze postrzegają ją jako zagrożenie dla siebie. Wyliczają od razu masę problemów, które mieliby po jej wprowadzeniu.

Nie powinniśmy też marnować czasu pracy lekarzy. Skoro jest ich mało, to nie powinni zajmować się wypełnianiem kartotek i wypisywaniem skierowań. To mogą robić asystentki, dzięki czemu lekarze będą mogli przyjąć więcej chorych.

Partnerem cyklu „Jak leczyć raka” jest Fundusz Mediów Fundacji Towarzystwa Dziennikarskiego

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem