Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na swojej stronie internetowej Andrzej B. informuje, że specjalizuje się właściwe w każdej dziedzinie stomatologii. Zajmuje się leczeniem próchnicy, chirurgią stomatologiczną, protetyką, wstawia implanty, a także zakłada aparaty ortodontyczne dzieciom i dorosłym.

Andrzeja B. polecił Lidii Piątek znajomy. Był 2008 r. - Brakowało mi niektórych zębów. Pomyślałam, że pora na leczenie protetyczne - opowiada pani Lidia. Zgłosiła się do dentysty z prześwietleniem szczęki i żuchwy. Dzięki niemu lekarz miał rozpoznać, że cierpi na paradontozę. Dr B. stwierdził, że z powodu paradontozy niemożliwe jest wstawienie implantów. Zaproponował za to podparcie szklane. - Będzie miała pani mercedesa w ustach - zachwalał.

Tę metodę można stosować w przypadku braku własnych zębów, które mogłyby być filarem dla protezy. Szklane podparcia dentysta instaluje w bezzębnej części i na nich montuje się most protetyczny, czyli sztuczne zęby. Na stałe.

Dentysta poinformował panią Lidię, że jej własne zęby trzeba będzie oszlifować i na nich zamontować nowy most. Pacjentka zdecydowała się na ten rodzaj leczenia.

Mercedes z Berlina

Stały most wykonywano w Berlinie. - Najpierw zakładamy mercedesa na górę - poinformował stomatolog. Problemy zaczęły się, kiedy próbował założyć most na dół szczęki. - Poczułam okropny ból, ale lekarz nie zwracał na to uwagi. Na siłę włożył ten most - opowiada pani Lidia.

Ból miał ustąpić po kilku dniach, a tymczasem dolegliwości nie przechodziły. W końcu pani Lidia zgłosiła się na konsultacje do Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Okazało się, że jej własne zęby zostały całkowicie zniszczone. Cztery dolne od tego, że lekarz na siłę wciskał most protetyczny. - To dlatego tak bardzo mnie wtedy bolało. Dowiedziałam się, że moje zęby po prostu obumierały - opowiada pacjentka.

Z kolei górna szczęka działała jak dźwignia. Pani Lidia dowiedziała się, że gdyby dłużej nosiła most, zęby wypadłyby z dziąseł. Niedługo potem usłyszała, że musi jak najszybciej wyrwać trzynaście zębów. Nie nadawały się już do leczenia. - Przez rok po wyrwaniu zębów z bólu nie istniałam - podkreśla pani Lidia.

Od stomatologów dowiedziała się, że w przypadku paradontozy nie można stosować szklanych podparć. Wskazane za to są implanty, które doktor B. jej odradził.

Pani Lidia musiała więc rozpocząć leczenie protetyczne od początku. - Do tej pory nie stać mnie było na wstawienie wszystkich implantów - mówi pani Lidia. Wyliczyła, że w gabinecie doktora B. zostawiła 20 tys. zł. Leczenie implantologiczne w Gdańsku kosztowało ją już 100 tys. zł. A czeka ją jeszcze wstawienie dwóch implantów.

Szkolna dentystka oszukiwała NFZ i pacjentów? Leczyła zdrowe zęby

Kłopot z kolegą

Pani Lidia jest jedną z wielu pokrzywdzonych przez dentystę ze Szczecina. - Tych błędów było mnóstwo. Jedne były mniej szkodliwe, inne bardziej, ale dały nam do myślenia. Nie mogliśmy ich zamiatać pod dywan - tłumaczy prof. Jacek Różański, okręgowy rzecznik odpowiedzialności lekarskiej w Szczecinie. To "prokurator" dla środowiska lekarskiego. Do tej pory w sprawie Andrzeja B., skierował aż siedem spraw do sądu lekarskiego o ukaranie. - Wyroki dla tego lekarza były łagodne. Kary pieniężne, upomnienia, nagany - wylicza prof. Różański.

Wciąż jednak zgłaszali się kolejni pacjenci, którzy czuli się poszkodowani przez dentystę. Prof. Różański postanowił ukrócić praktyki Andrzeja B. Poparła go Okręgowa Rada Lekarska w Szczecinie. - W trosce o bezpieczeństwo pacjentów nasz zawód wymaga ciągłego kształcenia się i podnoszenia umiejętności. A jeśli środowisko lekarskie ma wątpliwości, czy któryś z jego kolegów dobrze wykonuje zawód, powołuje się zespół specjalistów w tej samej dziedzinie, który sprawdza umiejętności zawodowe danego lekarza. Komisja może np. wysłać lekarza na przeszkolenie - mówi prof. Różański.

Dr B. z tego nie skorzystał, odmówił współpracy. Dlatego w październiku 2013 r., izba zawiesiła dentyście prawo wykonywania zawodu.

Ale to wcale nie oznaczało końca problemów. Do izby lekarskiej wciąż przychodziły informacje, że B. nadal przyjmuje pacjentów!

O sprawie powiadomiono policję. Funkcjonariusze zastali dentystę przy leczeniu pacjenta. Po złożeniu wyjaśnień opuścił komendę. A prokuratura rozpoczęła śledztwo w sprawie leczenia bez uprawnień.

Dwaj dentyści i nieprawdziwe oświadczenia o niekaralności

Biegły po stronie pacjentki

Pani Lidia postanowiła walczyć o odszkodowanie. Przeciwko lekarzowi skierowała do sądu pozew cywilny. Wiedziała, że ma spore szanse, bo dysponowała opinią prof. Zdzisława Bereznowskiego, kierownika Katedry i Zakładu Protetyki Stomatologicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Opinia powstała na zlecenie izby lekarskiej w Szczecinie, która prowadziła postępowanie dyscyplinarne.

Prof. Bereznowski zauważył, że sposób leczenia pani Lidii był niewłaściwy. Dentysta nie skonsultował się z innymi specjalistami: m.in. endodontą specjalizującym się w leczeniu kanałowym czy protetykiem. Surowo ocenił wybór szklanych podparć. "Jest to rozwiązanie kontrowersyjne, niezalecane do stosowania i nieznajdujące akceptacji w środowisku naukowym, o czym świadczy brak doniesień w piśmiennictwie światowym i polskim. Wiadomo, że lekarze stosują w swoich praktykach sporadycznie tego typu rozwiązania. Należy to traktować jednak jako formę eksperymentu niż metody leczniczej. Lekarze podejmują osobiście ryzyko powikłań związanych z takim rozwiązaniem i ponoszą za to odpowiedzialność" - stwierdził prof. Bereznowski.

W 2010 r. Sąd Okręgowy w Szczecinie przyznał rację pacjentce. I nakazał dentyście oddać 20 tys. zł wraz z odsetkami. Dodatkowo sąd nakazał przekazać pani Lidii 95 tys. zł (koszty późniejszego leczenia) oraz zwrócić koszty procesu. "Pozwany będzie odpowiadał za mogące wystąpić u powódki w przyszłości dalsze skutki niewłaściwych zabiegów stomatologiczno-protetycznych w postaci utraty zdrowia lub rozstroju zdrowia" - orzekł sąd.

Co ciekawe, chociaż pani Lidia zgłosiła możliwość popełnienia przestępstwa przez lekarza do Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo, postępowanie umorzono.

Pacjentka doktora B. musiała usunąć trzynaście zniszczonych zębów. Zapłaciła prawie 100 tys. zł za implanty

 

Chociaż od wyroku w sprawie o odszkodowanie minęło już kilka lat, pacjentka nie odzyskała ani złotówki. W sądzie toczyło się więc kolejne postępowanie, tym razem z artykułu 300 kk: "Kto, w celu udaremnienia wykonania orzeczenia sądu lub innego organu państwowego, udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego majątku zajęte lub zagrożone zajęciem, bądź usuwa znaki zajęcia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

- Oskarżony uporczywie nie stawiał się na wezwania sądu, uniemożliwiając tym samym prowadzenie wobec niego postępowania karnego - informuje Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie. W kwietniu sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu dentysty. Ale nie udało się ustalić miejsca jego zamieszkania, więc 29 maja zapadła decyzja o wydaniu listu gończego. Kiedy zamykaliśmy ten numer tygodnika, dentysty wciąż nie udało się zatrzymać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.