Już 90 pacjentek z rakiem endometrium i szyjki macicy zostało zoperowanych z użyciem robota da Vinci w Szpitalu na Klinach. Dzięki unijnemu grantowi kobiety mają szansę na leczenie bezpieczne i nieodpłatne
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zaczęło się niewinnie. U 39-letniej Anny pojawiły delikatne, nieregularne plamienia. Ginekolog stwierdził nadżerkę i doradził, by jej nie ruszać, bo Anna z mężem starała się wtedy o dziecko. Dbała o siebie, regularnie chodziła na badania. Ostatnie - cytologia w styczniu tego roku - nie pokazało nic niepokojącego. Ale niedługo potem Anna zaczęła mocno krwawić. Lekarz wysłał ją na kolejne badania. To właśnie podczas jednego z nich - USG dopochwowego - ginekolog z trudem wykrztusił, że zamiast starań o dziecko Anna musi powalczyć o życie. U kobiety zdiagnozowano raka trzonu macicy, czyli tzw. raka endometrium i raka szyjki macicy.

Dziś Anna żartuje, że jeden nowotwór musiała dostać "w gratisie". Ale gdy usłyszała diagnozę, jej życie niemal rozpadło się na kawałki. Postanowiła jednak o nie zawalczyć. Zaczęła szukać ratunku dla siebie: możliwości operacji, leczenia... Tak trafiła do Szpitala na Klinach, gdzie raka endometrium i raka szyjki macicy nie operuje się metodą tradycyjną, lecz z użyciem robota da Vinci.

To metoda, która nie jest w Polsce refundowana, ale w Szpitalu na Klinach pacjentki mają szansę na bezpłatny zabieg. Anna zgłosiła się do szpitala, została zakwalifikowana do zabiegu.

Dziś mówi: - Od mojej operacji w Szpitalu na Klinach minęło już pół roku. Byłam na wizycie kontrolnej, wyniki badań są w porządku. Ale gdy przypomnę sobie, co przeżyłam... - zawiesza głos kobieta. - Gdyby nie udało mi się przejść operacji robotem da Vinci, to pewnie dziś już by mnie nie było - mówi.

Anna jest jedną z 90 kobiet, u których do tej pory nieodpłatnie (standardowo za operację trzeba zapłacić ok. 40 tys. zł) wykonano operację raka trzonu macicy i raka szyjki macicy z użyciem robota da Vinci. Pacjentki miały od 25 do 86 lat.

Dramatyczne statystyki. Wciąż wiele pacjentek odkłada leczenie

- Od 2019 r. specjalizujemy się w operacjach z użyciem robota da Vinci, ale początkowo były to głównie operacje urologiczne. Kilka lat temu spostrzegłyśmy, że o ile mężczyźni są gotowi wydać duże pieniądze na swoje zdrowie, o tyle kobietom przychodzi to z trudem. Kobiety zawsze widzą ważniejsze wydatki: na dzieci, dom, odkładają do domowego budżetu, a często zwyczajnie nie stać ich na nierefundowaną operację - mówi Joanna Szyman, prezeska Grupy NEO Hospital, do której należy Szpital na Klinach, zaznaczając, że operacje nowotworów ginekologicznych wciąż nie mają dedykowanej wyceny w ramach NFZ.

Dlatego właśnie Szpitala na Klinach wystąpił z projektem o unijny grant na operacje raka endometrium, czyli trzonu macicy i raka szyjki macicy z wykorzystaniem robota da Vinci. W 2021 r. z Funduszy Europejskich szpital otrzymał ponad 7,3 mln zł dofinansowania. Kolejne ponad 5 mln zł dołożył szpital z własnych środków. - Dzięki temu dziś jesteśmy w stanie wykonywać te operacje z użyciem robota da Vinci bezpłatnie - nie ukrywa radości prezeska szpitala.

To ogromnie ważne, gdy spojrzymy na statystyki. Rak endometrium jest najczęstszym nowotworem ginekologicznym w Polsce. Każdego roku rak trzonu macicy diagnozowany jest u ponad 6 tys. kobiet, a  rak szyjki macicy u ponad 2,3 tys. Z powodu raka endometrium umiera ponad 1,8 tys. Polek rocznie, z powodu raka szyjki macicy niewiele mniej – 1,5 tys.

- To najtragiczniejsze statystyki w całej Europie - zaznacza Joanna Szyman. A niestety to nie wszystko. Do tej pory do unijnego programu operacji ginekologicznych w Szpitalu na Klinach z rakiem endometrium zgłosiło się 200 kobiet. Niestety, 56 proc. z nich zgłosiła się zbyt późno, gdy nowotwór był już zbyt zaawansowany, nieoperacyjny albo gdy z powodu obciążeń innymi chorobami zabieg nie był możliwy.

- Zawsze istniała grupa pacjentek, które do lekarzy zgłaszały się zbyt późno, ale nigdy nie była ona tak duża - mówi prezeska szpitala. Źródła tego stanu widzi w pandemii, zamkniętych gabinetach, ograniczonym dostępie do diagnostyki i narosłym długu zdrowotnym. Ale podkreśla też: - Rak endometrium to nowotwór, dla którego nie ma badań przesiewowych, takich jak chociażby badania cytologiczne w przypadku raka szyjki macicy, dlatego warto dbać o wizyty kontrolne. Trzeba po prostu się obserwować. Niepokoić mogą krwawienia między miesiączkami, krwawienia w okresie pomenopauzalnym czy bóle krzyża - wylicza Joanna Szyman. W przypadku raka szyjki macicy mamy badania profilaktyczne – cytologię i jeszcze bardziej dokładną cytologię płynną, które pozwalają szybko wykryć chorobę na wczesnym etapie. Ale - i tu podstawowa kwestia: kobiety muszą się badać. Niestety wciąż wiele kobiet nie bada się regularnie, nie chodzi do ginekologa. Proszę jako kobieta, dbajmy o siebie, o swoje mamy, babcie, córki i przyjaciółki.

Tak było w przypadku 56-letniej pani Marii. Koleżanki jej powtarzały: idź się zbadać do ginekologa, bo od roku krwawisz. W 2019 roku miała ostatnią miesiączkę, ale przez cały 2020 r. miała krwawienia. Lekceważyła je. Do ginekologa poszła dopiero w 2021 r. Lekarz od razu wypisał jej skierowanie na łyżeczkowanie. I ten zabieg Maria odkładała. Bo pandemia, bo zachorowała na covid...

Koleżanki jednak dalej naciskały, by poszła do lekarza. Był już czerwiec. - Po badaniu USG powiedział mi, że nie podoba mu się ta moja macica. Ale cytologii, przez to krwawienie, zrobić nie mógł. Dał skierowanie do szpitala. Też na łyżeczkowanie - wspomina pani Maria.

Po zabiegu do Marii przyszło zawiadomienie, że ma się zgłosić do szpitala. Tam usłyszała diagnozę:  rak trzonu macicy G2. 

To synowie namówili ją, by zgłosiła się do Szpitala na Klinach, by sprawdziła, czy może być operowana metodą z użyciem robota. Miała szczęście, operacja się powiodła.

Na szczęście, ale przede wszystkim na umiejętności lekarzy i zaawansowaną technologię wciąż mogą też liczyć inne kobiety z rakiem trzonu macicy i rakiem szyjki macicy. Unijny program jednak jeszcze trwa. A to oznacza, że wciąż są pacjentki, które mogą skorzystać z leczenia i zostać zoperowane. Bezpłatnie mogą to zrobić do połowy 2023 r. Każdego miesiąca lekarze mogą wykonać nawet 10 takich operacji. 

Robot da Vinci kontra rak

Dlaczego operacje z wykorzystaniem robota da Vinci są przyszłością medycyny? - pytam lekarzy.

- To nie nasza przyszłość, to nasza teraźniejszość - mówi prof. Radovan Pilka, ginekolog, który od lat prowadzi operacje z użyciem systemu robotycznego da Vinci, także w Polsce. I wspomina, że w 2009 r. szpitale w Czechach dysponowały siedmioma robotami, w Austrii były ich cztery, w Polsce jeden, a na Słowacji i Węgrzech nie było żadnego. - Dziś mamy 12 systemów w Czechach i czekamy na kolejne osiem robotów, w Polsce jest ich 19, na Słowacji dwa. W Europie Zachodniej jest jeszcze lepiej: w Niemczech jest ponad 200 robotów, we Włoszech prawie 200, podobnie we Francji czy Wielkiej Brytanii. Łączenie 1200 robotów w Europie. 

Powodów, dla których systemy zdrowotne kolejnych krajów inwestują w leczenie robotyczne, jest mnóstwo. - Operacje z użyciem robota są mniej inwazyjne, krótszy jest czas rekonwalescencji pacjentki, lepszy jest komfort życia po operacji, ponieważ zabieg nie wiąże się z koniecznością szerokiego nacięcia powłok brzusznych. Ponadto jest mniejsza utrata krwi i krótki czas pobytu w szpitalu po operacji - wylicza prof. Pilka.

W przypadku pacjentek otyłych cierpiących również na choroby współistniejące, takie jak nadciśnienie, cukrzyca i choroby układu sercowo-naczyniowego, robotyka pozwala na zminimalizowanie ryzyka wystąpienia infekcji oraz powikłań śród- i pooperacyjnych.

- Rak endometrium jest bezpośrednio związany z otyłością, ponad 80 proc. pacjentek ma indeks masy ciała powyżej 35. Tradycyjna operacja oznacza szerokie nacięcie powłok brzusznych. Dojście do zdrowia po takiej operacji zajmuje pacjentce wiele tygodni. A gdy pacjentka jest dotknięta otyłością czy obciążona innymi schorzeniami, to powrót do zdrowia jest znacznie trudniejszy. Dlatego tak ważne są atuty robotyki chirurgicznej dla pacjentek otyłych cierpiących również na choroby współistniejące, takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca i choroby układu sercowo-naczyniowego. Zabieg operacyjny w asyście robota pozwala na zminimalizowanie ryzyka wystąpienia infekcji oraz powikłań śród- i pooperacyjnych. Operacja jest małoinwazyjna z kilkoma 8-milimetrowymi nacięciami skóry - wyjaśnia dr Maciej Olszewski, specjalista z zakresu ginekologii onkologicznej ze Szpitala na Klinach.

Robot da Vinci. Jak działa

I tłumaczy, na czym polega operacja z użyciem robota da Vinci: - Na sali operacyjnej oprócz zespołu operacyjnego i anestezjologicznego jest robot, który ma cztery ramiona. Przez niewielkie nacięcia wprowadzamy do wnętrza pacjentki zminiaturyzowane narzędzia, które mają bardzo duży zasięg ruchomości i zapewnią precyzję ruchów. Oczywiście każdy ruch wykonuje lekarz. Ja jestem cały czas obok pacjentki na sali operacyjnej, siedzę przy konsoli robota i kieruję jego każdym ruchem. Moje palce umieszczone są w specjalnych manetkach, które przekazują intencje moich ruchów przez system na te miniaturowane narzędzia w ciele pacjentki - wyjaśnia lekarz.

A prof. Radovan Pilka podkreśla: - Wiele osób na początku myśli, że robot jest autonomiczny. Nic bardziej mylnego. To lekarz za pomocą sterowników, specjalnej optyki w dużym powiększeniu, steruje każdym ruchem i kontroluje każde działanie. Robot to po prostu przedłużenie rąk chirurga.

- Tyle że te "ręce" robota są nieco lepsze - żartuje prof. Pilka. Dlaczego? Manetki można obracać o 560 stopni, ponadto obraz, który widzi chirurg przez komputer w konsoli, ma 10-krotne powiększenie 3D full HD. - Dzięki temu mamy lepszy wgląd w pole operacyjne, bardziej dokładny i szczegółowy obraz. Możemy również dokładnie obejrzeć naczynia i nerwy - podkreśla prof. Pilka. A dr Olszewski dodaje: - Ponadto ramiona robota się nie męczą. To skraca czas operacji i daje lekarzowi komfort pracy, niweluje zmęczenie. To ma znaczenie dla jakości wykonywanego zabiegu.

Lekarze nie mają wątpliwości, że operacje z użyciem robota da Vinci będą stawać się w Polsce coraz bardziej popularne. Tylko w tym roku w Szpitalu na Klinach wykonano ok. 450 zabiegów z jego użyciem. 

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca
Czytaj teraz

Przydatne linki

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
jest więcej takich placówek, w szpitalu medicover też przeprowadza się zabiegi usuwania endometriozy w asyście robota da vinci
już oceniałe(a)ś
1
0