Robienia na drutach uczyła mnie babcia, a potem szlifowała moje umiejętności mama. Wtedy to było naturalne - jeśli chciało się mieć coś oryginalnego do ubrania, trzeba było się znać na robótkach ręcznych. Do haftowania jakoś nie miałam zamiłowania, ale z rozrzewnieniem wspominam swoje dziecięce koszulki przechowywane przez mamę, na których moja prababcia wyszyła wspaniałe hafty. Choć prababci już z nami nie ma, to wciąż wiem, co potrafiła wyhaftować. Przechowuję też wszystkie mniej lub bardziej udane wyroby moich babć i ciotek. To namacalna pamiątka ich istnienia.
Pozostało 96% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.