Vadim Makarenko: Jak pandemia wpłynęła na twoją pracę?

Oskar Zięta*: Skasowano nam ponad pięć wystaw. W tym takie spektakularne, z których się bardzo cieszyliśmy. Wiele wystaw i targów sztuki zostało odwołanych. Na początku próbowano je przenosić na inne terminy w tym roku, ale ostatecznie zostały przeniesione na następny. A to powoduje, że nasz tegoroczny kalendarz się trochę przewrócił. To z kolei pociągnęło konieczność zmiany metody komunikacji z naszymi klientami i partnerami. To jedna strona naszej aktywności profesjonalnej. Ale jako studio prowadzimy również działania badawcze. I na tym polu nie mogliśmy się zatrzymać, tak samo jak produkcja nie mogła stanąć.

Robicie meble, używacie w tej pracy różnego rodzaju materiałów, głównie stali. Łatwiej było o materiały czy trudniej?

– To był dość poważny problem. Nikt nie przewidywał tak dużego zatoru, ale też nie byliśmy przygotowani na pandemię. Oczywiście z tym się nikt nie liczył. Nasza firma produkuje wszystko od początku do końca. Materiał kupujemy we Włoszech, w Wenecji - to jest wenecjańska stal nierdzewna, lub w Niemczech. I był taki moment, kiedy zamówiona wcześniej blacha do nas nie docierała. To na szczęście jakichś większych kryzysów nie spowodowało. Od wielu lat nie przeżyliśmy takiej sytuacji, czyli okresu takiego lekkiego przestoju. Dzięki temu, że mieliśmy więcej czasu, mogliśmy się zastanowić jak teraz - gdy nie mamy materiału i nie możemy pracować - usprawnić procesy produkcyjne. Jak zoptymalizować miejsca pracy, procesy. I wiele dobrych rzeczy wtedy powstało.

Na samym początku pandemii postanowiliśmy z naszymi pracownikami, że chcemy z tych trudnych czasów wyjść obronną ręką. Spożytkować pozytywnie ten pandemiczny czas. Nie było łatwo, ale wydaje mi się, że nam się udało. I działamy dalej.

Wspomniałeś, że wasz dział badań i rozwoju pracował cały czas. Czym się teraz zajmuje?

– To są projekty współfinansowane też przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, z którym je realizujemy. Nie o wszystkich mogę mówić, ale są wśród nich projekty m.in. poruszające tematy nowej mobilności czy elektromobilności. Nie mogliśmy zatrzymać tych procesów badawczych, bo są terminy na wykonywanie badań, których nie mogliśmy przekroczyć.

A co z tą nową mobilnością? Wspomniałeś, że robicie jakieś projekty, coś ciekawego w tym zakresie. Nie o wszystkim możesz mówić, a o czym możesz powiedzieć?

– Mogę powiedzieć o nowej mobilności, że jest to bardzo ciekawy temat, którym się zajmujemy. Jeśli ktoś nas zna, to wie, że mamy dobrego nosa na wchodzenie w tematy bardzo innowacyjne, mobilne, które gdzieś pączkują. My już w temacie elektromobilności tkwimy. Zajmujemy się mobilnością w mieście, pomiędzy miastami, mobilnością ludzi, mobilnością transportową czy tak zwaną last mail. Ta ostatnia dotyczy wędrówki towarów, które są dostarczane gdzieś do hubów, takich magazynów pod miastami, a potem ruszają do ostatecznego klienta.

Sam temat mobilności - jak się zmienia, jak jest w stanie reagować, jak szybko może się dopasować, jak błyskawicznie zmienia nasz styl życia - jest niesamowity. Proszę zobaczyć, jak szybka jest reakcja ludzi i akceptacja zakazu wjeżdżania pojazdów spalinowych do centrum w miastach. To jest temat dużo szerszy, bo pokazuje, jak będą się zmieniały nasze miasta. Pokazuje też, jak szybko będziemy zmieniać właśnie tę część mobilności, bo miasto to pewien obszar, w którym mieszkańcy poruszają się bezustannie. I to, jaką infrastrukturę komunikacyjną mają te miasta, ma olbrzymi wpływ na to, jak nam się w nich żyje.

Ale czy pandemia znowu nie pokrzyżuje nam planów? Z jednej strony miasta robiły wiele, żeby wyprzeć samochody z centrów, a nagle własny samochód stał się najbardziej bezpiecznym środkiem komunikacji. I już przychylniej patrzymy na samochód.

– Niestety, gdy pojawił się wirus, jeszcze nie byliśmy na tyle mocni w tej ekonomii współdzielenia - nie powstało tyle firm, żeby mogły zastąpić transport publiczny. Widzieliśmy w czasie pandemii absurdalne obrazki - w dużych autobusach czy tramwajach jechały jedna czy dwie osoby. To jest olbrzymi koszt. Zresztą jak teraz popatrzymy na te miejskie koszty popandemiczne, to olbrzymie sumy szły właśnie na komunikację, bo ona nie była w stanie szybko się dopasować.

I tutaj - w tej wymuszonej zmianie - widzimy olbrzymi potencjał. Niestety też widzimy, jak polskie miasta - które są dziś dodatkowo obciążone innymi zadaniami - myślą dniem wczorajszym i dzisiejszym, a w ogóle nie zastanawiają się nad jutrem.

Mówimy o jutronautach, to właśnie włodarze miast powinni być takimi jutronautami. Oni powinni widzieć sytuację za 10, 20, 50 lat. Powinni blokować błędny staromodny rozwój urbanistyczny. W szczególności po tym, co nam się przydarzyło. Potrzebny jest rozwój urbanistyki, potrzeba urbanistów - zawodu, który jakoś zanika od kilku lat i jest traktowany jako dużo gorszy niż zawód architekta.

To jest kontrowersyjne. Przecież transport publiczny jest jedną z nielicznych naszych zdobyczy cywilizacyjnych, a car-sharing - zwłaszcza w obecnych warunkach pandemicznych - jest trudny z przyczyn sanitarnych.

–Tak bym tego nie powiedział, bo autobusy też powinny być dezynfekowane. Po każdym przejeździe trzeba byłoby dezynfekować cały autobus, w którym jechało dwóch czy czterech pasażerów. Przecież wielokrotnie widzieliśmy takie autobusy wiozące pojedyncze osoby.

To skutek tego, że część osób przesiadła się na swoje samochody, część na rowery, część na jakieś inne środki lekkiej komunikacji. Rzeczywiście komunikacja miejska wygląda chwilowo trochę inaczej.

– Tak, jestem zwolennikiem decentralizacji tej komunikacji. Proszę zobaczyć, jak miasta się rozwijają. Miasta właściwie pędzą w rozwoju i w niejednym mieście nie może się do tego dopasować komunikacja miejska. Najpierw powstają osiedla, a dopiero potem dociągane są tory, które - już dziś wiadomo - są pewnym przestarzałym systemem komunikacji.

Oczywiście w godzinach szczytu tramwaj jest w stanie przewieźć jednorazowo masę ludzi. Ale to być może nie powinny być tory, gdy jeszcze niekoniecznie wiemy, jak te miasta będą się rozwijały. Są różne systemy follow rainerów, czyli takich pojazdów, które poruszają się po linii magnetycznej. Taką linię jest naprawdę bardzo łatwo zaprojektować. I można reagować elastycznie, dostosować ją szybko, bo akurat gdzieś tam zaczęło się rozwijać nowe osiedle. Nie trzeba zamykać się stalowym torowiskiem, które jest symbolem przestarzałego, trudno zmienialnego systemu.

Czy pandemia zmienia projektowanie rzeczy codziennego użytku? Staliśmy się bardziej ostrożni, potrzebujemy więcej przestrzeni wokół siebie. Czy to jakoś zmienia przedmioty dookoła nas, może mają być np. łatwiejsze w dezynfekcji?

– Mówimy o dwóch, a może nawet więcej obszarach. Jest przestrzeń publiczna, półpubliczna i przestrzeń prywatna. To bardzo szeroki temat. Zajmowaliśmy się tym razem z Instytutem Miedzi wiele, wiele lat temu. Mamy w naszych kolekcjach produkty wykonane właśnie z tego stopu metalu. Byliśmy również ambasadorami Instytutu Miedzi i uczyliśmy młodzież na uczelniach o tym, jakie właściwości ma miedź. To jest coś wspaniałego, zwłaszcza dziś. Bo miedź to jest jedyny materiał, na którym różne wirusy i bakterie żyją najkrócej. I choć nie ma chyba jeszcze takich twardych danych odnośnie do koronawirusa, ale wszystkie inne bardzo niebezpieczne dla naszego życia wirusy czy bakterie żyły na tym materiale do 90 minut.

Co to znaczy? Ten materiał musi mieć powierzchnię surową - czyli taką, jaką uwielbiam - która oksyduje, zmienia się, patynuje. A ta patynacja właśnie polega na tym, że materiał cały czas reaguje z przestrzenią zewnętrzną i uśmierca - można tak powiedzieć - te bakterie, które się nim znajdują.

To jest taki powrót do tego, co kiedyś było używane. Wszystkie pochwyty, wszystkie klamki w szpitalach i w innych miejscach publicznych kiedyś były robione właśnie z miedzi. Potem zamieniono je na superplastikowe czy z jakichś innych materiałów, na których niestety takie niebezpieczne bakterie przeżywają nawet do kilku miesięcy.

Czyli może nas czekać renesans miedzi?

– Tak mi się wydaje. Renesans miedzi, tak czy owak, nastąpi z powodu rozwoju elektryfikacji pojazdów. Tejże miedzi jest w pojazdach coraz więcej ze względu na całą instalację elektryczną, silniki elektryczne. Ale uważam, że w szpitalach tej miedzi powinno być dużo więcej. Właśnie w takich miejscach, gdy musimy dotknąć powierzchni, żeby coś otworzyć albo przesunąć - tam powinno to być stosowane. Ale w innych przestrzeniach publicznych - nie tylko w szpitalach - też.

W kwietniu twoja firma produkowała przyłbice dla szpitali. Czy potrafimy oswoić takie rzeczy jak maseczki czy przyłbice? Da się je wkomponować w codzienny ubiór?

– Te przyłbice to była robota na czas. Nie mieliśmy takiego luksusu, aby jak wielu znanych architektów i projektantów tworzyć niemal artystyczną formę. Musieliśmy wdrożyć jak najszybciej dobrze funkcjonującą przyłbicę. Musiała się jak najkrócej drukować, a potem jak najlepiej wychodzić z formy wtryskowej. Nam chodziło tylko i wyłącznie o spełnienie parametrów i ilość. Zapotrzebowanie w szpitalach było tak ogromne, że trzeba było natychmiast produkować ogromne ilości.

Ale uważam, że wokół pandemii powstanie nowa nisza, którą można i trzeba zaprojektować. To jest właśnie taka ciekawa rzecz dla projektantów. Inspiruję moich studentów ze School of Form do tego, żeby wchodzili w te obszary, które są jeszcze pod tym względem dziewicze. Wtedy można pozostawić po sobie coś więcej aniżeli jakąś inspirację, jakąś kopię produktu. Można stać się ekspertem w dziedzinach, które są jeszcze dzisiaj niezaprojektowane. I pandemia pokazała nam, że cały obszar  przestrzeni publicznej czy też zabezpieczeń osobistych jest zupełnie niezaprojektowany. Wiele rzeczy można tu zaprojektować. To mogą być nowe produkty, używanie nowych materiałów, nowe technologie antybakteryjne, powierzchnie albo takie logiczne rozwiązania typu: otwieranie drzwi nogą czy wymyślanie takich banalnych gadżetów, które teraz zalały Chiny. Myślę o takim elemencie, który możemy trzymać jak breloczek przy kluczach, a służy do otwierania drzwi, uruchamiania windy itd. To jeden z pomysłów, które pomagają nam w przejściu bezdotykowym przez dżunglę miasta.

Wspomniałeś o otwieraniu drzwi nogą. Widziałem ostatnio zdjęcie pierwszej windy w centrum handlowym Seacon Square w Bangkoku, która zamiast guzików ma pedały i piętro wybiera się nogą. Czy takie rozwiązania będą dominowały w czasie po pandemii?

– Wydaje mi się, że nie tylko mechaniczne elementy będą dominowały. Te inne zaczynają być wdrażane. Coraz więcej jest już tych wszystkich voice controlerów, czyli elementów, które są kontrolowane ludzkim głosem. Albo inne rozwiązanie - łączenie się z twoim telefonem, który bezpiecznie trzymasz cały czas w ręku. Możesz poprzez Bluetooth czy inne systemy wybrać np. piętro, na które chcesz jechać, otwierać kodem drzwi lub użyć innych pomocniczych funkcji przez telefon. Wydaje mi się, że takich aplikacji, takich funkcjonalności będzie coraz więcej.

Zresztą wystarczy pojechać do Chin, Japonii czy Korei - społeczności, które nie po raz pierwszy były zmuszone przeżyć pandemię. Tam takie rzeczy, które wcześniej nas trochę śmieszyły, są systematycznie wdrażane. Dziś już rozumiemy, dlaczego w japońskich sklepach otwieranie różnych półek czy zamrażarek jest takie, dlaczego można to robić, nie dotykając  tego rękoma.

W Polsce telefonem otwieramy już m.in. paczkomaty.

– To jest bardzo dobry przykład. Przykład, który przyrównał bym do tego rozwoju współdzielonej komunikacji. Zobacz, jak pięknie paczkomaty wyeliminowały Pocztę Polską. Paczkomaty mogą być duże albo małe. Funkcjonują bardzo elastycznie - stoją sobie na dworze, są częścią przestrzeni publicznej i będą wchodziły coraz mocniej do naszej architektury wnętrz.

*Oskar Zięta - projektant, architekt i artysta. Autor nowej metody obróbki stali pozwalającej tworzyć wytrzymałe i oryginalne meble, które zdobyły wiele międzynarodowych nagród. Dziś są wystawiane m.in. w Paryskim Centrum Pompidou, w nowojorskim MoMa czy w monachijskiej Pinakotece.