Vadim Makarenko: Kolejne renomowane uczelnie ogłaszają przeniesienie całych roczników na tryb zdalny, a więc również egzaminy będą się tam odbywały zdalnie. Tegoroczne  matury w Polsce odbyły się tradycyjnie, nasz resort edukacji nie zdecydował się na taką radykalną innowację. Czy potraficie sobie wyobrazić zdalne matury?

Przemysław Staroń*: Jestem w stanie wyobrazić sobie wiele rzeczy. Nawet jeżeli ktoś mówi, że nie można trzasnąć obrotowym drzwiami, to ja twierdzę, że pewnie jest to możliwe, o ile się umiejętnie to zrobi. Jestem trenerem kreatywności i wychodzę z założenia, że nie ma problemów nie do rozwiązania, są problemy, które są zwrócone do nas plecami. Natomiast, czy poparłbym wprowadzenie zdalnych matur teraz, to już inna sprawa. Raczej nie, z tego względu, że jest to tak radykalna zmiana, że wymagałaby wzięcia pod uwagę bardzo wiele czynników. To musiałoby zostać powierzone ekspertom nie tylko od edukacji, ale też m.in. od cyfryzacji i cyberbezpieczeństwa, a takie prace wymagają czasu. Podsumowując: kiedyś tak, ale nie w tej chwili, bo do tego jesteśmy kompletnie nieprzygotowani.

Czy to kwestia technologii i bezpieczeństwa? Czy również nawyków i umiejętności, na zdobycie których potrzeba nam lat?

Przemysław Staroń: Jedno i drugie. Zawsze trzeba spojrzeć na takie czynniki, które w fundamentalny sposób decydują o jakości przeprowadzania różnych procesów. I myślę, że jednym z kluczowych czynników jest właśnie kwestia cyberbezpieczeństwa i zapewnienia uczciwości. Zawsze walczę z takim argumentem ad traditionem, czyli „zostawmy coś, bo zawsze to działało, i to jest OK”. Ten argument nie jest rzeczowy.

Jasne, tradycje są bardzo fajne i szkoda od niektórych odchodzić. Natomiast zadaniem edukacji powinno być przygotowanie człowieka do życia w dynamicznie zmieniającym się świecie i dostosowanie go do tego, żeby mógł się adaptować w przeróżnych warunkach. Powinniśmy więc badać, co przynosi świat, i dostosowywać do tego nasze możliwości, nie patrząc na to, że coś kiedyś było. Uważam, że pewne rzeczy mogą współistnieć. Matury online mogą być formą wspierającą, dodatkową, równoległą do starej matury.

Jarosław Sroka**: Myślę, że być może patrzymy na całe to wyzwanie z perspektywy pokoleń, które te matury już mają za sobą. Gdybyśmy zapytali tegorocznych maturzystów albo tych, którzy będą je zdawać za rok lub pięć lat, to wydaje mi się, że zdalna matura nadzorowana - oprócz nauczycieli - także przez sztuczną inteligencję, wirtualną rzeczywistość czy inne technologie - będzie standardowym rozwiązaniem. Będziemy siedzieć przed laptopem i zdawać matematykę w eleganckiej białej koszuli i krawacie oraz szortach i klapkach.

Zdalna edukacja pogłębiła podziały społeczne. Wiele rodzin po prostu nie może sobie na nią pozwolić, bo brakuje im wydajnego sprzętu, szybkiego internetu albo wystarczającej przestrzeni w domu. Mamy tzw. naloty na lekcje, czyli zwykłe poniżanie nauczycieli na niespotykaną dotąd skalę przez nieproszonych gości. Widzimy też gruntowną transformację więzi między nauczycielami i uczniami. Nauczyciele zamienili się w takich „ziomków z internetu”. Czy mimo to zdalna edukacja naprawdę może stać się nową normą?

Przemysław Staroń: W zeszłym roku byłem na europejskim szczycie edukacyjnym w Brukseli i tam brałem udział w panelu - z ministrami edukacji z różnych krajów - dotyczącym roli nowych technologii i mediów społecznościowych w edukacji. Powiedziałem wtedy, że najważniejszym narzędziem pracy nauczyciela jest jego własna osobowość, a celem jest budowanie relacji z uczniem. Jak pokazują różne badania, także z zakresu psychoterapii - dopiero gdy tworzymy z kimś relację bezpieczną, empatyczną, wspierającą - jest szansa na zmianę. Świat to jest taka jedna wielka ul. Pokątna (z książek o Harrym Potterze), gdzie można kupić różdżki i inne wspaniałe gadżety. W tym rozumieniu świat jest taką skrzynką z narzędziami i trzeba z tych narzędzi korzystać, ile się tylko da, pamiętając, że najważniejsza jest nasza osobowość, a celem jest budowanie relacji. To upraszcza wiele rzeczy.

Kilka lat temu np. zacząłem wykorzystywać media społecznościowe do pracy z uczniami, a wtedy ktoś doniósł do dyrekcji, że gadam z uczniami na Facebooku. Cóż, świat się trochę zmienił. Kiedy zacząłem używać Snapchata jako narzędzia edukacyjnego, było tak samo. Ludzie uznali, że Staroń kompletnie odleciał. A ja zawsze mówiłem, że tego nie unikniemy. Kilka lat temu było spotkanie Nauczycieli Roku z panią minister Anną Zalewską i jeden z nas, Marcin Zaród, nie mógł na nie dojechać. Poprosił o telekonferencję, co dla niego było czymś oczywistym, ale minister nie wyraziła na to zgody. Mamy do czynienia z myśleniem anachronicznym.

Niestety, ministerstwo nie zajęło się tymi kwestiami, bo było zajęte tęczowymi piątkami w szkołach. No i w momencie, kiedy wybuchła pandemia, nagle się okazało, że trzeba przejść na edukację zdalną. Pojawiło się wiele problemów, które sygnalizowaliśmy wcześniej: wykluczenie cyfrowe, znikające lekcje, niemożność oddzielenia pracy od życia osobistego.

A kiedy nauczyciel nagle ma kontakt z klasą wyłącznie przez internet, może w ogóle nie rozumieć sytuacji, bo nie był wcześniej w tym szkolony. Jednak nie unikniemy edukacji zdalnej, ona już jest nową normą. I chodzi o to, żebyśmy świadomi tych wszystkich ograniczeń - potrafili tym zarządzić w najlepszy możliwy sposób. Wszystko da się zrobić, pod warunkiem że jest to mądrze zarządzane, przemyślane.

I zinstytucjonalizowane?

Przemysław Staroń: Mądrze zinstytucjonalizowane.

Jarosław Sroka: Kluczem do zrozumienia tego, co się wydarzyło, jest po prostu brak jakichkolwiek reguł gry. Mam córkę studentkę, która mówi, że nauczyciele ewidentnie nie są w stanie dotrzymać kroku wielu studentom. Studenci wywierają presję na wykładowców, żeby kontaktować się - w miarę możliwości - zdalnie. Nauczyciele się tego boją, nie potrafią, mają problemy technologiczne i bariery mentalne, a to kładzie się cieniem na ich autorytecie. Efekt jest taki, że mamy bardzo wielu wykluczonych cyfrowo nauczycieli i bardzo wielu kompletnie zagubionych cyfrowo uczniów. W firmie kupiliśmy łącznie około kilkuset tabletów i komputerów dla dzieci naszych pracowników.

Kiedy zapytaliśmy, co dzisiaj jest dla nich największą przeszkodą - poza oczywiście prowadzeniem szkoły w domu między kuchnią a łazienką - okazało się, że w wielu przypadkach jest to brak sprzętu. Zareagowaliśmy szybko, ale to pokazuje, jak wiele mamy do zrobienia. Przede wszystkim trzeba stworzyć czytelne dla wszystkich reguły gry. I upewnić się, że wszyscy potrafią w tę grę grać, a na razie to była absolutnie jazda bez trzymanki.

Sebastian Kulczyk (partner programu Jutronauci)  zainwestował w jedną z platform edukacyjnych, która miała ogromny skok ruchu podczas lockdownu. W programie Jutronauci mieliśmy zwycięskie projekty w edukacji, jak np. Enkids - platforma łączącą uczniów i nauczycieli języków obcych z całego świata - w zeszłorocznej edycji.

Jarosław Sroka: To jest jeden z kilku projektów, którymi się ostatnio zainteresowaliśmy. Sebastian Kulczyk poprzez swój fundusz inwestuje w spółki i młodych przedsiębiorców, którzy wdrażają najwyższej klasy rozwiązania technologiczne na całym świecie. Zainwestowaliśmy w spółkę Brainly, czyli projekt o ogromnym zasięgu społecznym. Kolejną inicjatywą edukacyjną jest Bridge International, łącząca miliony ludzi głównie w Afryce. No i pojawiła się Alicja Szałas, osoba obdarzona niezwykłym wdziękiem, energią i apetytem na sukces. Uwiodła nas myśleniem o edukacji. Jest pedagogiem i próbuje być przedsiębiorcą. Nie jest to łatwe wyzwanie, ale pokazała nam, że tworząc Enkids, buduje bardzo ciekawą firmę w sposób niesłychanie konsekwentny. Jest to stosunkowo prosta platforma do nauki najmłodszych dzieci języka angielskiego na podstawie ponad stu nosicieli języków na całym świecie. Koncepcję nauczania tych dzieci opiera się na tym, żeby najpierw wytworzyć pewną koleżeńską, sympatyczną relację, zidentyfikować, czym te dzieci się naprawdę interesują. Potem niejako wkraść się w ich łaski, ucząc tego angielskiego i zaczynając od tego, co ich najbardziej interesuje, następnie przechodząc do innych rzeczy. Za to ją nagrodziliśmy. I zdecydowaliśmy się na to, żeby jej w najbliższych miesiącach pomagać.

Współcześni uczniowie są mają spory wybór. Są platformy edukacyjne, jest masa aktywnych i utalentowanych nauczycieli, którzy prowadzą własne lekcje zdalne. Np. jest taki kurs, który się nazywa Matemax, o ogromnym zasięgu na YouTubie. Czy szkoły powinny współpracować z tego typu projektami, skoro państwo nie stworzyło własnych?

Przemysław Staroń: Nagrodzenie Enkids dobrze pokazuje, że im więcej podmiotów współpracuje ze sobą w edukacji, tym lepiej - NGO, korporacje i wolni strzelcy. To dobrze, bo współpraca jest tym, co człowieka - przez stulecia - doprowadzało do fenomenalnych rozwiązań. Powinno się z takimi osobami jak najbardziej współpracować. Wszędzie tam, gdzie buduje się mosty, powstają rzeczy, o których często w ogóle byśmy nawet nie pomyśleli.

Jarosław Sroka: Space X Elona Muska był w stanie wprawić w galop takiego dinozaura, jakim była NASA. Ten przykład pokazuje, że ten wkład prywatnego inwestora, wielka energia, inna polityka kosztowa, inny rozmach i wyobraźnia potrząsnęły tym dinozaurem. Podobnie jest z edukacją - która jest jedną z najstarszych dziedzin związanych z rozwojem ludzkości, a od stu lat jest zakonserwowana - też wymaga takiego wstrząsu.

Musimy odpowiedzieć sobie na jedno kluczowe pytanie: czy ta edukacja, którą mamy dzisiaj, jest szyta na miarę wyzwań, które są już za rogiem? Wydaje się, że nie. Więc im więcej tego partnerstwa - nazwijmy publiczno-prywatnego - również w edukacji, tym lepiej.

Jakie są trzy podstawowe kompetencje nauczycieli i uczniów w szkole, która uczy zdalnie?

Przemysław Staroń: Kiedyś sformułowałem tzw. insygnia przyszłości, czyli trzy wiązki kompetencji. Pierwszą z nich jest zdolność uczenia się nowych umiejętności. Dziś zakładamy, że cyfryzacja będzie się rozwijać, ale równie dobrze w Ziemię może walnąć meteoryt i nastąpi wielka awaria internetu. Trzeba będzie na nowo uczyć się, jak rozpalać ogień. Tu chodzi o to, żeby młody człowiek - i każdy człowiek - miał de facto takie poczucie, że z czymkolwiek mu się nie przyjdzie zmierzyć, będzie wiedział, jak się nauczyć nowych umiejętności. Druga wiązka to są wszystkie kompetencje związane z myśleniem. Z myśleniem wielowymiarowym, dialektycznym, z myśleniem krytycznym, kreatywnym. To jest naprawdę fundament naszego funkcjonowania w świecie. Trzecia wiązka to rozumienie swoich procesów psychicznych i procesów psychicznych innych ludzi, i tego jak mają się do siebie.

W niemieckich szkołach jest przedmiot, który się nazywa „nauka uczenia".

Przemysław Staroń: To istota rzeczy.

Jarosław Sroka: Obawiałbym się tylko, gdyby cała ta cyfryzacja - którą teraz się masowo zachwycamy - nie spowodowała takiego wykluczenia na polu społecznym.

*Przemysław Staroń - nauczyciel i wykładowca, uhonorowany tytułem Nauczyciel Roku 2018 i nominowany do Global Teacher Prize.

**Jarosław Sroka - członek zarządu Kulczyk Investments, wieloletni dziennikarz oraz redaktor naczelny m.in. „Pulsu Biznesu” i „Gazety Prawnej”.