Pandemia w ostatnich miesiącach wyhamowała gospodarkę na całym świecie. Z powodu koronawirusa przerwane zostały m.in. globalne łańcuchy dostaw. Wielu przedsiębiorców było zmuszonych do zamknięcia fabryk, wstrzymania produkcji i redukcji etatów.

Dziś można już stwierdzić, które firmy poradziły sobie z kryzysem dużo lepiej niż ich konkurenci. Które to? To przedsiębiorstwa, które jeszcze przed pandemią inwestowały w robotykę i cyfryzację. Dzięki postawieniu na te procesy łatwiej było im przejść trudne chwile.

Czy koronawirus na dobre przekonał zatem firmy do takich inwestycji? Czy podejście społeczeństwa do robotyzacji uległo zmianie? Czy powszechne przekonanie, że „roboty zabierają miejsca pracy" trwale zostało już wyparte przez pogląd, iż „roboty wykonują pracę, którą ze względów sanitarnych boją się wykonywać ludzie"? O tym dyskutowaliśmy w piątek, 4 września, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, w ramach debaty pt. „Robotyzacja i automatyzacja przemysłu w czasach pandemii”. Debatę poprowadziła Dominika Maciejasz, dziennikarka „Gazety Wyborczej”.

Dariusz Wabik, sales manager z firmy Fanuc Polska, na podstawie swoich obserwacji stwierdził, iż te firmy, które już podczas początków pandemii były mocno zrobotyzowane, dużo szybciej wróciły do pracy niż inne przedsiębiorstwa.

- Jeden z moich klientów w Polsce zyskał wręcz na pandemii, ponieważ niemiecka firma, z powodu przerwania łańcucha dostaw nie mogła ściągnąć komponentów z Chin i zwróciła się o pomoc do niego, płacąc za to 1 mln euro. To pokazuje doskonale, że robotyzacji nie trzeba się bać. Zresztą proszę spojrzeć na przykłady z historii: już 200 czy 300 lat temu technologia miała swoich oponentów - ludzie strajkowali przeciw maszynom parowym, dorożkarze byli wściekli w związku z produkcją samochodów. Zmiany budzą niepokój, ale gdy podejdzie się do nich pozytywnie, wszyscy możemy mieć z tego zyski - przekonywał Dariusz Wabik.

Jako przykład podał roboty, które wykonują dziś testy na koronawirusa. - Takie urządzenie nie pomyli próbek, co niestety zdarza się ludziom. Generalnie rzecz biorąc, robot pandemii się nie boi.

Roboty wcale nie wyślą nas na bezrobocie

Z kolei dr Karol Muszyński z Wydziału Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu w Leuven podkreślił, że strach ludzi przed tym, że roboty wyślą ich na bezrobocie, nie jest do końca uzasadniony, choć towarzyszy nam od początku kapitalizmu.

- Czynności, które robotyzujemy i automatyzujemy to czynności proste i powtarzalne. Duża część zawodów wiąże się z takim spektrum pracy, której nie da się w żaden sposób zautomatyzować. Kiedy rozmawiamy o przyszłości, paraliżuje nas wizja, że nastąpi moment, gdy ludzie będą zwalniani z powodu technologii. Gospodarki, które się automatyzują i robotyzują nie powodują jednak masowych zwolnień, ale wpływają po prostu na niezatrudnianie nowych osób. Niektóre sektory naturalnie się kończą, to proces rozłożony na lata. Zresztą trzeba podkreślić, że nigdy na świecie nie pracowało tyle osób, co teraz - podkreślał dr Muszyński.

Zdaniem Pawła Zarudzkiego z firmy Deloitte przykładem branży, która mocno może się zmienić z powodu pandemii są tzw. centra usług wspólnych. - W związku z kosztami wiele tych procesów było wcześniej przenoszonych np. do Indii. Firmy z tego sektora z dnia na dzień musiały jednak zmienić organizację pracy. Specyfika pracy była tam bowiem taka, że wiele osób siedziało bardzo blisko siebie. Przedsiębiorstwa z tej branży coraz częściej myślą dziś o robotyzacji, ponieważ licencja dla robota kosztuje tyle samo, bez względu na lokalizację - zwracał uwagę Zarudzki.

Uczestnicy dyskusji podkreślali też, że dla wielu przedsiębiorców postawienie na robotyzację będzie jedyną możliwością poradzenia sobie z brakiem pracowników na rynku.

– W najbliższych latach na polskim rynku możemy się spodziewać coraz większych deficytów. Zresztą w naszym kraju głównym powodem robotyzacji nie jest wcale ekonomia, tylko brak pracowników. Połowa rozmów na targach i konferencjach z moimi potencjalnymi klientami zaczyna się od zdania „Proszę pana, bo ja nie mam kim pracować” - mówił Dariusz Wabik.

- Inna sprawa, że jeżeli polscy przedsiębiorcy chcą konkurować na rynku z firmami zagranicznymi, to muszą wdrażać w swoich fabrykach procesy robotyzacji. Produkcja staje się coraz droższa, pensje i podatki rosną. Niebawem ich klienci nie będą mieli dylematu, czy kupić coś w Polsce czy np. W Niemczech, skoro finansowo wyjdzie na to samo - dodał Wabik.

Robot alternatywą dla imigranta zarobkowego?

Paweł Zarudzki zauważył, że dla wielu klientów roboty są gwarancją załatwienia różnych spraw o każdej możliwej porze. To ich zdecydowana przewaga nad rozmową z konsultantem, recepcjonistą czy urzędnikiem.

- Jest szereg usług, w których oczekujemy, że możemy zostać szybko obsłużeni, bez względu na okoliczności. Nie chcemy czekać w kolejce i tracić czasu na długie rozmowy. Voicebot czy chatbot są tak technologicznie zaawansowane, że poradzą sobie z wieloma tematami i sprawa zostanie załatwiona. Takie są dziś oczekiwania konsumentów. A pogawędki możemy urządzać sobie z naszymi znajomymi, wtedy, kiedy chcemy i w warunkach, jakie lubimy - argumentował Zarudzki.

Zdaniem dr. Karola Muszyńskiego wiele osób w Europie Środkowo-Wschodniej byłoby w stanie szybciej zaakceptować robota niż... imigranta. Jako przykład podał społeczeństwa z innej części świata - Japonii i Korei Południowej. Podkreślił, że na duży poziom robotyzacji w tych krajach miała wpływ szybka industrializacja, która wynikała m.in. z negatywnych trendów demograficznych, ale także ksenofobia i zamknięcie na innych.

- To ciekawe, w kontekście naszego regionu, w którym nadal pokutuje podobne podejście do osób przyjezdnych. Trzeba zadać pytanie: czy łatwiej będzie nam zaakceptować robota w recepcji hotelu czy imigranta? Paradoksalnie więc robotyzacja mogłaby u nas zyskać społeczne poparcie. Nie mówię tego z dumą i zadowoleniem, ale robotyzacja może stać się alternatywą dla migracji zarobkowej - powiedział dr Muszyński.

Jutronauci

Piątkowa debata była kolejnym przedsięwzięciem w ramach „Jutronautów”. To projekt „Gazety Wyborczej” i Sebastiana Kulczyka zainicjowany w 2017 roku. Opisujemy w nim artystów, naukowców, przedsiębiorców, konstruktorów, którzy już dzisiaj kreują naszą przyszłość.

W tym roku wspólnie z Jutronautami z poprzednich lat zastanawiamy się, jak będzie wyglądała nowa rzeczywistość, którą sprowadziła na nas pandemia. Udowadniamy, że nie musi być koszmarem, a może być pełna szans.