Florence Nightingale, brytyjska pielęgniarka, w 1885 r. przygotowała dla rządu słynną różę, czyli diagram pokazujący przyczyny zgonów w armii podczas wojny krymskiej. Wynikało z niego, że więcej żołnierzy ginęło z powodu fatalnych warunków sanitarnych niż na polu walki.

Rok wcześniej, podczas epidemii cholery w Londynie, lekarz John Snow przygotował swoją słynną mapę przypadków. Lekarze uważali wówczas, że choroba ta rozprzestrzenia się z fetorem. Mapa doktora pokazywała, że przypadki cholery są wyraźnie skupione wokół miejskiej pompy, a więc choroba przenosi się poprzez zanieczyszczoną wodę.

Angielka Florence Nightingale uważana za twórczynię nowoczesnego  pielęgniarstwaAngielka Florence Nightingale uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa Fot. domena publiczna

Z kolei inżynier Charles Minard w 1869 r. zwizualizował marsz Napoleona na wschód. Na jednym wykresie pokazał, jak koszmarne straty wielkiej armii były wynikiem złej pogody i braków w zaopatrzeniu.

Vadim Makarenko: Pracujesz w zespole graficznym „Nature” w Londynie, robisz tam piękne rzeczy. Opowiedz nam jak długo tam jesteś i jak się tam znalazłeś.

Jasiek Krzysztofiak*: Pracuję w „Nature” od ośmiu lat. Moja przygoda z projektowaniem informacji zaczęła się jeszcze na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dawno temu. Tam studiowałem na Wydziale Form Przemysłowych. Na mój projekt dyplomowy wybrałem sobie przeprojektowanie mapy tramwajów i autobusów dla krakowskiego MPK. Ta praca w pewnym stopniu wpłynęła na moje późniejsze decyzje. Po studiach pracowałem w studiu graficznym w Krakowie, gdzie robiliśmy książki, podręczniki m.in. dla uczniów i studentów.

W pewnym momencie pomyślałem o studiach podyplomowych, zainteresowało mnie projektowanie informacji. Poznałem kogoś z uniwersytetu w Reading, kto opowiedział mi o tej uczelni i o katedrze typografii, gdzie również można studiować projektowanie informacji. Pojechałem tam i złożyłem aplikację i zostałem przyjęty. Po studiach, znajomi z uczelni namówili mnie, aby spróbować wspólnego wyjazdu do Londynu w poszukiwaniu pracy. Tak się złożyło, że wtedy „Nature” prowadził nabór grafików. Zgłosiłem się, i jakoś udało mi się ich przekonać, żeby mnie zatrudnili. Od tamtego czasu pracuję w „Nature”, w zespole, który zajmuje się wszystkim po troszeczku. Co z jednej strony daje nam dosyć dużą różnorodność i jednocześnie jest trochę przekleństwem, bo musimy być bardzo elastyczni.

Zajmujemy się infografikami, analizą i wizualizacją danych na co dzień. To jest moje główne zajęcie w pracy. Projektujemy różnego rodzaju grafiki do czasopisma, od bardzo prostych wykresów przez ilustracje i diagramy objaśniające, po bardziej skomplikowane i złożone rozkładówki do pisma. Zajmujemy się również składem czasopisma, rysujemy i zlecamy ilustracje do artykułów i przygotowujemy też wszystkie materiały na stronę internetową.

Czy pandemia zmieniła waszą pracę? Rysujecie więcej niż przed, żeby objaśniać ludziom skomplikowane rzeczy?

Dosyć dużo się zmieniło. Cały nasz zespół pracuje zdalnie, co trochę wpływa na to, jak te grafiki powstają. Natomiast w kwestii wyglądu grafik i ich treści, nie wydaje mi się, aby była duża różnica. Na pewno jako czasopismo publikujemy więcej artykułów na temat pandemii i wirusa. To oczywiste.

Nie zamieniliście się w magazyn o koronawirusie? Był moment, że jakieś 90 proc. materiałów w naszym serwisie BIQdata w „Wyborczej” dotyczyło pandemii.

Zdecydowanie zamieniliśmy się trochę w magazyn o koronawirusie. Rzeczywiście jest dużo mniej artykułów na inne tematy. Jest bardzo dużo wizualizacji danych na ten temat i różnych analiz. Ostatnio opublikowaliśmy całą serię artykułów o tym, jak będzie wyglądał świat nauki po pandemii.

Na skutek pandemii ludzie coraz chętniej sięgają po wykresy i obrazowanie danych niż wcześniej. Miliony ludzi codziennie wpatrują się w krzywe, a wśród nich są także ci, którzy wcześniej tego nie robili. Co widać z twojej perspektywy np. w Wielkiej Brytanii?

Mamy pewną wygodę w „Nature”, że projektujemy dla czytelników, którzy mają na co dzień styczność z wykresami. Często są to ludzie, którzy sami pracują z danymi. I na pewno dzięki temu pewnych rzeczy nie musimy im tłumaczyć. Z drugiej strony jest to też pewnego rodzaju trudność, bo ci czytelnicy w związku z tym potrafią być bardzo wymagający.

Tak, grafiki cieszą się teraz bardzo dużym powodzeniem. Zaobserwowaliśmy, że nasze artykuły są bardzo popularne, wzrosło zainteresowanie infografikami.

Inne tytuły też kładą duży nacisk na grafiki w swoich publikacjach. Widziałeś na pewno bardzo szczegółowe analizy np. w „Financial Times” czy w agencji Reuters. Duża część ich stron internetowych jest teraz poświęcona pandemii. I te analizy są również ciekawe i oryginalne. Oni poświęcają dużo czasu na własne analizy.

A np. artykuł „Washington Post” z wizualizacją, animacją krzywej epidemiologicznej, podobno pobił rekord czytelników na ich stronie.

Wypłaszczanie krzywej epidemiiWypłaszczanie krzywej epidemii fot. BiqData

To jest ten słynny wykres o wypłaszczaniu krzywej, który stał się jedną z ikon naszych czasów pandemicznych. W Polsce przekaz graficzny nie jest tak popularny jak na Zachodzie. W tym roku byłem jurorem w konkursie Polish Graphic Design Awards, w kategorii infografika. I dowiedziałem się, że to jedna z mniej popularnych kategorii. Czy pandemia i wysyp związanych z nią wykresów i grafik może to zmienić?

Jeśli chodzi o popularność infografiki to w różnych krajach wygląda to różnie. Myślę, że w Polsce mamy trochę do nadrobienia w tej kwestii, ale widać pewne jaskółki zmian: np. w takich konkursach jak Polish Graphic Design Awards pojawia się osobna kategoria infografiki. Myślę, że ten wzrost popularności grafik w okresie pandemii może być efektem tymczasowym. Ale nie mam wątpliwości, że w dłuższej perspektywie ta popularność grafik będzie rosnąć. Z kilku powodów.

Po pierwsze, zareagowały redakcje. Wiele rozbudowało swoje zespoły, zatrudniło programistów i osoby specjalizujące się w analizie danych. Również widzę po ofertach pracy, że projektanci informacji, którzy potrafią sobie poradzić np. z językiem python z biblioteką D3 są naprawdę rozchwytywani. Pojawiło się wiele nowych narzędzi, które pozwalają tworzyć zaawansowane wizualizacje, osobom bez umiejętności programowania, czy bez wcześniejszego doświadczenia.

Drugim powodem jest ewolucja współczesnej prasy. Większość naszych i waszych czytelników czyta również na ekranie telefonu. A młode pokolenie prawie wyłącznie dociera do tych treści za pomocą mediów społecznościowych. I to jest zmiana, która dokonała się w ostatnich latach. Odbiorcy oczekują, że informacje, które im przekazujemy będą szybkie i zwięzłe. To dziennikarstwo wizualne, którym się zajmujemy, będzie w tym bardzo pomocne. Może odgrywać ważną rolę w dostarczaniu informacji w zwięzłej formie, pozwala bowiem pokazać złożone problemy za pomocą diagramu albo wykresu.

Już teraz widać, że grafiki w materiałach prasowych nie są wyłącznie ilustracyjnym dodatkiem do artykułów, lecz coraz częściej pełnią rolę wiodącą np. popatrzmy na serię artykułów Reutersa o prześladowaniach muzułmanów w Birmie. Zrobili fantastyczny cykl prawie wyłącznie z materiałów wizualnych - map, grafik, zdjęć wideo. Oczywiście tam też jest tekst, ale to nie jest artykuł w klasycznym stylu.

Ostatni powód jest związany z rozwojem technologii. Jako ludzkość gromadzimy coraz więcej danych, i robimy to coraz szybciej, i coraz efektywniej. I to jest nieuniknione, że będzie ich coraz więcej, więc umiejętność ich wizualizacji, jak również umiejętność interpretacji wykresów będą się musiały stać bardziej powszechne.

Pracowaliśmy w dziale danych „Wyborczej” nad materialnym o poziomie rzek. Wpisałem do Googla:  „poziom  rzek”, wybrałem zakładkę „grafika” i zobaczyłem zero infografik. Na angielskie: „river levels” grafika stanowiła już 1/3-1/4 wyników wyszukiwania. Mamy dość niski poziom takiego „visual literacy”, czyli umiejętności czytania diagramów. Czy przechodzimy właśnie teraz, jako społeczeństwo, taki szybki kurs czytania grafik?

Na pewno. My w „Nature” - jak już mówiłem - mamy ten luksus, że pracujemy dla czytelników, którzy mają styczność z wykresami. Gdybym zajmował się projektowaniem dla czytelników prasy bardziej ogólnotematycznej, a nie niszowej, to na pewno brałbym to pod uwagę. Odpowiedzialność za zaprojektowanie dobrego i jasnego wykresu, który zostanie zrozumiany przez czytelników, w dużej mierze leży po stronie projektanta a nie odbiorcy. To my - projektanci i dziennikarze - musimy nauczyć się lepiej komunikować, również za pomocą infografik.

Prof. Alberto Cairo [hiszpański projektant informacji - red.] pisze o błędnym przekonaniu, że wizualizacja danych może informować czytelników sama z siebie: patrzymy na wykres i intuicyjnie rozumiemy, o co w nim chodzi. W rzeczywistości dobra grafika składa się zarówno z wykresu jak i z tekstu, który ją tłumaczy. Ten tekst, podpisy i objaśnienia są absolutnie kluczowe, żeby efektywnie przekazywać informacje.

Ale trzeba też podkreślić, że zrozumienie wykresu wymaga od czytelników pewnego skupienia i koncentracji. Jest to umiejętność, której można się nauczyć. Nie byłby to zły pomysł, gdyby tej umiejętności uczono w szkołach. „ New York Times” przygotował taki cykl o tym, jak czytać grafiki właśnie dla uczniów i studentów. Coś takiego przydałoby się również w Polsce. Takie lekcje o wykresach są dość popularne i wywołują żywe dyskusje wśród studentów. Uczą samodzielnego myślenia.

Człowiek, który zabiera się za lekturę jakiegokolwiek diagramu powinien np. wiedzieć, że na pionowej osi musi być punkt 0, bo diagram, który go nie ma - wprowadza w błąd w 99 proc. przypadków. Powinien rozróżniać skalę logarytmiczną od skali liniowej. Tymczasem w Polsce ludzie znają grafiki i diagramy, które występowały w szkolnych podręcznikach - słupkowe, liniowe, kołowe i mapy. Czy to oznacza, że jesteśmy na nie skazani?

Patrzę na wykresy„Financial Times”, czy agencji Reuters na temat koronawirusa, i tam jest dosyć dużo takich przykładów, w których stosują nowe podejście do wykresów. I na pewno nie możesz ich opublikować bez jakiegoś objaśnienia, o co w nich chodzi, i dlaczego zrobiłeś to w ten sposób, a nie inaczej.

W „Financial Times” John Burn-Murdoch, wraz z zespołem grafików, zrobili specjalne wideo do mediów społecznościowych, żeby wytłumaczyć nie tylko jak ten wykres należy rozumieć, ale również wyjaśnić - dlaczego zrobili to tak, a nie inaczej. Dlaczego podjęli konkretne decyzje projektowe.

To my - dziennikarze i projektanci - musimy się nauczyć jak dobrze komunikować, tak, żeby to trafiało do wyobraźni naszych odbiorców.

Czy wizualizacja danych może nam pomóc w naprawie świata? Malcolm Gladwell, dziennikarz i pisarz amerykański, nagrał podcast z ekspertką zajmującą się problemami bezdomności. Ona powiedziała, że kluczem do rozwiązania tego problemu są dobre dane, które pokażą prawdziwą skalę problemu. Pozwoliłoby to decydentom podejmować działania dużo szybciej i sprawniej. Co o tym sądzisz? Czy projektanci mogą jakoś pomóc?

Słuchałem tej rozmowy. Problem bezdomności zahacza o dwie różne rzeczy. Z jednej strony o dostępność nowych narzędzi do wizualizacji danych, a z drugiej - o sposób zbierania danych oraz to jak są tworzone modele szacunkowe. Gladwell i jego rozmówczyni właśnie wskazywali, że dostępność aktualnych i wiarygodnych statystyk, jest niezbędna do rozwiązania takiego problemu jak bezdomność.

Myślę, że wizualizacja danych na pewno może odgrywać ważną rolę w rozwiązywaniu poważnych problemów, bo pozwala - co jest bardzo ważne - zobrazować ich skalę. Może trafiać do ludzkiej wyobraźni, zarówno masowej, jak i osób, które podejmują decyzje. I wydaje mi się, że może wpływać na decyzje - i na wrażliwość ludzi - trochę lepiej niż słowo pisane.

Wspominaliśmy wcześniej o tej grafice krzywej epidemiologicznej w „Washington Post”. Myślę, że to jest znamienny przykład, bo pokazuje jak efektywna wizualizacja danych może przemówić do świadomości i wyobraźni tysięcy czy milionów czytelników. Może dzięki temu, więcej osób zrozumiało istotę dystansu społecznego. Może dzięki temu więcej osób zostało w domu. Może dzięki temu mniej osób zostało zarażonych.

Moglibyśmy również wspomnieć o katastrofie klimatycznej. Ponieważ również w tym temacie wizualizacja danych próbuje odgrywać ważną, pozytywną rolę. Współkształtuje opinię społeczeństwa, ma też wpływ na decyzje rządzących.

Ludzie, którzy czytają prasę nie zawsze są w stanie wyobrazić sobie pewne abstrakcyjne pojęcia czy abstrakcyjne liczby - gdy mówimy o milionach, miliardach czy procentach. A za pomocą wykresów i grafik jesteśmy w stanie trafić właśnie do ich wyobraźni. Pokazać, ile wzrosła emisja dwutlenku węgla, ile urosła temperatura, o ile skurczyły się lodowce, albo o ile wzrosły poziomy mórz. Również na podstawie modeli klimatycznych jesteśmy w stanie dosyć dokładnie określić i pokazać, jakie będą konsekwencje, jeśli nie podejmiemy konkretnych działań.

Jednym z udanych wykresów, który przebił się do powszechnej świadomości dzięki mediom są „paski ciepła”, które narysował naukowiec z uniwersytetu w Reading. Za pomocą koloru od niebieskiego do czerwonego pokazał zmiany średniej globalnej temperatury od końca XIX wieku do dziś.

I wylądował na okładce magazynu „The Economist”.

*Jasiek Krzysztofiak - projektant i redaktor wizualny magazynu naukowego „Nature” w Londynie. Autor wielu znakomitych infografik i zdobywca nagród w takich konkursach jak Malofiej, czy Polish Graphic Design Awards.