Vadim Makarenko: Jest pan teraz na Arce, czyli w swoim słynnym domu?

Robert Konieczny*: Tak, siedzę tutaj w Brennej i dowodzę biurem.  Wszyscy zresztą pracujemy zdalnie, łączymy się na Skypie.

Czy jest w ogóle coś takiego albo czy możemy wyobrazić sobie coś takiego jak „architektura postpandemiczna”? Nasze postrzeganie przestrzeni publicznej i prywatnej wyraźnie się zmienia.

Już teraz widać, że ludzie zwracają większą uwagę na przestrzeń wokół siebie, na miejsce, na powietrze, na światło. Szukamy tej przestrzeni, żeby nie zwariować i żeby czuć się bezpiecznie. Mogę powiedzieć, że warto by było na samym początku wrócić trochę do idei modernizmu, która przyniosła nam rzeczy wymyślone i wdrażane w życie od ponad stu lat.  Niedawnymi czasy podważane, a jednak to były mądre pomysły. W przeciwieństwie do takiej ciasnej zabudowy - która oczywiście może jest klimatyczna, fajna i miła, jeżeli nic się nie dzieje - to, co nam zaoferował sto lat temu modernizm, to było światło, przestrzeń, przewietrzenie, zieleń, czyli to wszystko, co jest dla człowieka dobre i zdrowe.

Robert KoniecznyRobert Konieczny Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA

Na pewno - w wyniku tych nowych doświadczeń - pojawią się jakieś nowe pomysły, ale chyba jednak będą rozwijały tę ideę, czyli zapewnienie zdrowej przestrzeni. Dodałbym jeszcze coś. Jeżeli projektowanie jest oparte na jakimś zdrowym rozsądku, na właśnie takim podejściu do tematu, to potem takie projekty - wydaje mi się - sprawdzają się też w czasach pandemii.

Myśmy teraz niedawno - dosłownie na chwilę przed tą całą sytuacją z koronawirusem - oddali budynek mieszkaniowy w Katowicach. Nazywa się Baildomb, znajduje się w trudnej dzielnicy Katowic, ale też pięknej, bo stoi na granicy podniszczonej starej dzielnicy Dąb z parkiem chorzowskim. Już wcześniej przymierzało się do tego dwóch deweloperów, robiąc takie standardowe projekty, czyli układanie bloku koło bloku w taki sposób, że sąsiedzi sobie patrzą w okna. Bez wykorzystania potencjału tego parku.

Kiedy myśmy przystąpili do tego tematu, to pierwsze, co stwierdziliśmy, że trzeba tak te bloki poukładać, żeby miały widok na ten park, bo tam jest właśnie przestrzeń. Wzięliśmy te bloczki, poukładaliśmy jeden na drugim, stworzyliśmy taką wertykalną strukturę z różnego typu zabudowy. Ten Dąb jest bardzo zróżnicowanym miejscem, bardzo bogatym wizualnie. I tak ułożyliśmy strukturę tego budynku, że wszyscy mają widok na park, na przestrzeń.

I jeszcze jedno: każdy z mieszkańców tego Baildombu ma swoją fajną przestrzeń zewnętrzną w postaci np. ogródka, ogrodu czy tarasu na dachu lub choćby przynajmniej jednego balkonu. Ten pomysł ma już jakieś 7 lat, udało się go zrealizować. A teraz w czasie pandemii wszyscy w tym budynku mają przestrzeń, mają powietrze, mogą wyjść na zewnątrz, żeby nie zwariować.

Niedawno dostałem komunikat prasowy od jednego z producentów drzwi. Tytuł: „Jak pandemia zmieni postrzeganie drzwi tarasowych". Firma twierdzi, że będziemy inaczej podchodzili do projektowania wyjść na taras czy do ogrodu, bo będziemy chcieli bardziej tę przestrzeń zintegrować z przestrzenią salonu. A to dlatego, że nie będziemy mogli - przynajmniej liczymy się z tym, że będą takie okresy - swobodnie wychodzić. I wtedy ten taras czy balkon nagle zyskają na znaczeniu. Zgadza się pan z tym?

W każdym projekcie dążymy do tego, że jeżeli już się otwieramy, to żeby otwarcie było nie tylko optyczne. Jeśli pozwala budżet, zawsze namawiam klientów do tego, żeby sobie coś takiego zrobili, a ich przestrzeń zewnętrzna i wewnętrzna były całkowicie połączone. Oczywiście jest to mądre. Ten komunikat to chwyt marketingowy, ale jak najbardziej w punkt.

Kolejna zmiana, to miejsce do pracy w naszych przestrzeniach domowych. Do niedawna jeszcze popularna była koncepcja zagospodarowania przestrzeni typu studio - ogromna wielka przestrzeń, którą dzieli się na strefy. Teraz, gdy jest nas w domu trochę więcej, to ta jedna przestrzeń - nawet wielka - nie jest już tak komfortowa. Ludzie pracują z domów i przeszkadzają sobie nawzajem. Zaczniemy próbować wydzielać coś na kształt gabinetów?

Sam tego doświadczyłem. Jestem zadowolony z Arki, sam dla siebie ten dom projektowałem, ale zdarzały się już takie sytuacje, że musiałem się przenosić na zewnętrzny taras albo chować się gdzieś w sypialni, żebyśmy się wzajemnie nie pozabijali. Bo ja najczęściej siedzę na Skypie i gadam. Wcześniej wszyscy w domu byli przyzwyczajeni do tego, że wracam do domu o 20.00 czy 21.00, a teraz siedzę od 8.00 rano i nadaję do 23.00. Można zwariować.

Myślę, że wielu z nas zrozumiało - szukając pozytywów w tej tragicznej sytuacji - że nie zawsze musimy przyjechać do pracy, okazuje się, że wiele rzeczy można załatwić, właśnie pracując w domu. To jest takie spostrzeżenie ogólne, które powinniśmy sobie chyba zapamiętać, wyciągnąć z tego wnioski, bo to będzie i dobre dla nas, i dla naszego czasu, ale dobre też szerzej - dla planety. Ale żeby to było możliwe, potrzebny jest pokoik, tzw. gabinet w domu, w którym można się zaszyć. To właśnie jedna z takich zmian popandemicznych.

To może być wielka zmiana, bo nagle cały jeden pokój stanie się miejscem pracy. Sądzi pan, że spora część z nas będzie uważała, że gabinet w mieszkaniu to niezbędny standard?

Tak, na ile pozwoli budżet i możliwości. Taka potrzeba uruchomi kreatywność też w wypadku dużo mniejszych przestrzeni. Przecież są różne rozwiązania mobilne, ruchome, które często stosujemy w projektach. Nagle wielki open space może się zmienić, bo możemy sobie taką przestrzeń gdzieś wydzielić. Kolejne pomysły zaczną się pojawiać i będą wdrożone do produkcji. Już są takie kabiny dźwiękoszczelne, można je ustawić nawet w biurze i pogadać sobie przez telefon, żeby innym nie przeszkadzać, czy na chwilę się tam odizolować.

Te wszystkie wnioski, które płyną z pandemii, trzeba wpisywać do tej naszej wielkiej bazy danych. To, że będziemy je mieli zebrane, spowoduje, że finalny projekt będzie dobry i mądry. Oczywiście nigdy nie przewidzimy wszystkiego, bo to jest niemożliwe, ale trzeba te bazy danych rozszerzać, bo pamięć ludzka bywa krótka. Zobaczymy, jak to długo potrwa, ale za 10-15 lat możemy już nie pamiętać, dlaczego to robiliśmy.

Pandemia jest dla nas nową sytuacją, bo okazuje się, że izolacja może być potrzebna, zdrowa i niezbędna.

Zastanówmy się nad atrakcyjnością mieszkania w centrum. Czy pandemia ostatecznie przekreśli tę pokusę? Ludzie mieszkający w centrum doceniają bliskość sklepów, kin, galerii czy siłowni. Tylko co z tego, skoro są one zamknięte? I co z tego, skoro w czasie izolacji bardziej niż bliskości obiektów usługowych potrzebujemy jakiejś otwartej przestrzeni. Pana zdaniem atrakcyjność mieszkania w mieście będzie maleć?

Nie. Obecna sytuacja wywołała pewną refleksję: tak starać się gospodarować tą przestrzenią w miastach, żeby wszystkie funkcje były w równowadze. Mam na myśli również przestrzenie zielone, pozwalające odetchnąć świeżym powietrzem i poczuć się swobodnie i bezpiecznie.

Na pewno takich miejsc bardzo brakuje w nowych inwestycjach deweloperskich. I to nie jest wina deweloperów, że zabudowują to wszystko na maksa. Robią to, bo im wolno. Oni czerpią z tego pieniądze i rzadko który ma taki gest, żeby coś dać ludziom tak po prostu. To wina włodarzy miast, ludzi, którzy tworzą plany, którzy podejmują decyzje. Jeśli nie będą tworzyć miejsca na takie przestrzenie, mieszkańcy będą dalej dusić się w miastach.

Mówię nie tylko o centrach, które tego nie mają, ale o wszystkich osiedlach powstających wokół. Mam nadzieję, że pojawią się regulacje, które ograniczą taką zabudowę. Liczę też na to, że świadomość społeczna wzrośnie na tyle, że nikt czymś takim nie będzie zainteresowany. Nie będę chciał mieszkać w miejscu, gdzie nie ma zieleni, skwerów, gdzie nie mogę pograć w piłkę czy wyjść z psem na spacer, gdzie nie ma przedszkola czy szkoły dla moich dzieci, brak dobrej komunikacji itd.

A wracając do kwestii mieszkania w centrum. Jestem gorącym zwolennikiem mieszkania w centrum - i tak naprawdę przypadek sprawił, że mamy tę Arkę w Brennej. Zdroworozsądkowa decyzja była taka, żeby w mieście pozostać. I to nie w domku pod miastem czy na podmiejskim osiedlu. Szukając jakiegoś miejsca do życia pod miastem, ludzie sprawiają, że te miasta stają się słabe, a jeżdżenie w te i z powrotem i stanie w korkach wysysa z miast i ludzi energię. Nie chciałbym, żeby to poszło w takim kierunku, że po pandemii ludzie będą jeszcze bardziej szukali domków pod miastem.

No właśnie nad tym się zastanawiam, czy pandemia nie wzmocni suburbanizacji, która przybiera na sile od kilku dekad.

Jeżeli centra będą mądrze i fajnie projektowane, to ludzie nie będą chcieli z nich uciekać. Przykładem niech będzie miejsce, gdzie mieszkamy - w samym centrum Katowic, przy Dolinie Trzech Stawów. Mamy blisko do sklepów, do komunikacji publicznej, a obok mamy park i tam spokojnie można wyjść, pojeździć na rowerze, odetchnąć świeżym powietrzem. Teraz - ze względów bezpieczeństwa - używa się częściej roweru czy samochodu, ale to jest sytuacja chwilowa, to minie. Za jakiś czas wszystko wróci do normy, ale doświadczenia pandemii pozostaną w naszej pamięci.

Kiedy jeszcze nie było żadnej pandemii, a my z rodziną zastanawialiśmy się, gdzie mieszkać -  wszyscy nasi znajomi emigrowali pod miasto - ja mówiłem żonie: po co mamy się tam wyprowadzać? To jest bez sensu. Ci ludzie pół życia spędzają w samochodach. Szkoła, przedszkole, zakupy - tam i z powrotem. Zostańmy tutaj, w mieście, przy tym parku, bo tu jest genialnie. Nie trzeba tracić czasu na te dojazdy, bo tu jest wszystko, co trzeba. I faktycznie w takiej sytuacji pandemicznej to się sprawdza.

Ja dlatego jestem w Arce, w Brennej, bo ja kocham to miejsce. Po prostu lubię tu być. Tu mam święty spokój. Jednak, jak jest dobrze i mądrze zaprojektowane centrum, to ludzie nie będą chcieli z niego uciekać. Oczywiście były zakusy w Katowicach na tę naszą Dolinę Trzech Stawów. Deweloperzy chcieli po nią sięgnąć. Co chwila toczą się jakieś boje. Tylko że mądry włodarz miasta musi zrozumieć, że ludzie mieszkający w centrum muszą mieć możliwość, wsiadając na rower czy idąc pieszo kilka-kilkanaście minut, dotrzeć do takiej przestrzeni, która da im ten oddech.

Zachodnie miasta, które myślą o przestrzeni w konstruktywny, przyszłościowy sposób, rozpoczynają przebudowę. Czy pandemia przyśpieszy przebudowę wielkich miast? Londyn już zapowiedział zamknięcie części ulic w centrum dla ruchu kołowego, poszerzenie chodników i dalsze wypieranie aut z centrum. Ludzie się przesiadają na rowery, poruszają się pieszo tam, gdzie to jest możliwe, szczególnie teraz, kiedy tak bardzo się boją.

Miasta powinny być atrakcyjne dla ludzi. W Austrii z ulic, które są już trochę bardziej martwe, zrywa się asfalt i wprowadza zieleń. Twórzmy przestrzeń dla ludzi, twórzmy przestrzeń dla pieszych i dla rowerzystów. Samochody warto marginalizować, bo one nie przynoszą niczego fajnego.

Czy ja w mieście muszę wszędzie podjechać samochodem? Nie. Dlatego że, jak wszędzie będę tym samochodem podjeżdżał, to miasto stanie się brzydkie, zakopcone i nieprzyjemne. A jeśli będzie więcej deptaków, miejsc dla pieszych, przestrzeni i powietrza, to z miasta nie będzie się chciało wyjeżdżać. Do tego powinniśmy dążyć, do zwiększania atrakcyjności miasta.

*Robert Konieczny - szef biura projektowego KWK Promes, znany architekt, autor m.in. projektów „Dom Arka”, „Dom po drodze”.