Vadim Makarenko: Starship Technologies to firma produkująca roboty dostawcze. Jeżdżą ze sklepów do domów klientów, wożą jedzenie i inne zakupy. Jeszcze do niedawna jej roboty nie kojarzyły się ludziom dobrze i były atakowane na ulicach. Teraz mają dużo lepszy wizerunek, bo uchodzą za kogoś, kto wykonuje swoją pracę w trudnych warunkach. Nie odczuwa pan zmiany w nastawieniu ludzi do robotów?

Jędrzej Kowalczyk, prezes polskiego oddziału japońskiej firmy Fanuc produkującej roboty przemysłowe: Na pewno robotyka - albo szerzej automatyzacja wielu procesów - czy to w pracy, czy w życiu prywatnym będzie coraz bardziej nam bliska, bo zaczynamy się oswajać z taką technologią. Tak było na początku i z innymi technologiami. Zawsze znajdowali się sceptycy czy wręcz ich wrogowie, bo przez ludzi - nie do końca świadomych - nowe technologie traktowane są jak pewnego rodzaju konkurencja.

A jednak ludzie korzystają z samochodów i komputerów. To samo stanie się z robotami, choćby z tymi wspomnianymi, służącymi do dostaw jedzenia. Myślę, że w przyszłości będzie to standardem wynikającym z wielu aspektów.

Najczęściej ludzie są wrogami danej technologii, dlatego że ta technologia bije w ich interes, ich biznes. A łatwiej jest atakować czy niszczyć coś, co nam w jakiś sposób zagraża, niż starać się rozwijać i iść do przodu.

Na szczęście - jak pokazuje historia - z czasem te dobre technologie się bronią, znajdują zastosowanie i rzesze zwolenników. Potrzebny jest zawsze jakiś wyzwalacz, który pomoże społeczeństwu przyjrzeć się i zrozumieć, że musimy się rozwijać.

Czy takim wyzwalaczem jest pandemia? Myślę, że tak niestety może być. Jest taka sytuacja, która wymusza potrzebę zachowania dystansu społecznego. Ale również mamy więcej czasu i możemy się zatrzymać, zastanowić, przyjrzeć i lepiej zrozumieć, do czego służy ta nowa technologia. To zrozumienie jest kluczem do tego, aby ją zaakceptować, bo człowiek nienawidzi tak naprawdę zmian. Człowiek nienawidzi wychodzenia ze swojej strefy komfortu i czegoś, co jest mu obce. Wręcz boimy się tego, co jest nam obce. I taka technologia dla wielu może być czymś niezrozumiałym, czymś obcym i wywoływać lęk. Zwłaszcza w takich społeczeństwach jak choćby polskie. My nie jesteśmy od dziecka zaprzyjaźnieni z technologią, z techniką. Teraz się to trochę zmienia. Powstaje dużo fajnych inicjatyw, małe dzieci już budują roboty. W sklepach z zabawkami są dostępne jakieś ciekawe technologiczne zabawki, gadżety. Pewnie więc przyszłe pokolenia będą miały dużo łatwiej. Ale wciąż nie jesteśmy społeczeństwem, które ma tak duże zrozumienie dla robotyki - przede wszystkim dla automatyki - jak choćby Japonia, Korea czy niektóre kraje Europy Zachodniej.

Jędrzej KowalczykJędrzej Kowalczyk Photographer: Sebastian Oleksik

Firma doradcza EY w marcu - przypomnijmy, że to był szczyt pandemicznych lęków - zapytała szefów firm w 45 krajach, w co inwestują w czasie epidemii. 47 proc. szefów firm odpowiedziało: w przyśpieszenie automatyzacji pracy.

- Wiele osób po prostu było do tego zmuszonych. Inaczej ich biznes by stanął. Nie mogłyby utrzymać swoich pracowników, bo nie miałyby z czego. A automatyzacja jest też takim narzędziem, które umożliwia przechodzenie właśnie przez te trudne chwile. Ułatwia pracę, podejmowanie decyzji i często ich wykonywanie. Na liniach produkcyjnych bądź w biurach.

Od tego, czy nasz łańcuch dostaw lub łańcuch wytwórczy zostaje przerwany, zależy, czy przedsiębiorstwo straci konkurencyjność, a nawet szansę istnienia.

Dlatego wiele firm powiedziało, że idzie w przyśpieszenie automatyzacji pracy. Zresztą to widać po firmach, które przez ten kryzys przechodzą całkowicie spokojnie. Bo są branże, które nadal - jeśli chodzi o popyt - nie są w ogóle narażone.

To choćby branża spożywcza. Jeśli firmy były już wysoce zautomatyzowane, wręcz odnotowują teraz wzrost, bo były na to gotowe. Natomiast firmy, gdzie automatyzacji nie widzieliśmy, cierpią i nie wiadomo, czy przetrwają i czy będą mogły utrzymać wszystkich pracowników. Bezrobocie ma znacznie wzrosnąć, bo firmy będą upadały. No i to jest moment, kiedy warto się bardzo mocno zastanowić nad tym, co należy zrobić. Dlatego że o ile teraz ta pandemia dotknęła wszystkich praktycznie w tym samym czasie i karty zostały rozdane po równo, o tyle w przyszłości, kiedy część przedsiębiorstw zoptymalizuje swoje działania właśnie poprzez automatyzację, będzie inaczej. No bo jeżeli powtórzy się to co teraz, to karty już nie będą po równo rozdane. 

Dziś na przykład wiele firm zatrzymało produkcję, dlatego że nie mają z czego produkować, bo większość materiału szła z Chin. I spotkało to wszystkich naraz, bo prawie wszyscy korzystali z tych samych źródeł. Natomiast kiedy część firm zacznie dbać o swoje zasoby, zdywersyfikuje trochę wytwórczość i zostanie w Europie, to w przyszłości inne firmy, które tego nie zrobią, będą nadal uzależnione od dostaw z innych krajów. Po prostu będzie taka sytuacja, że ci zabezpieczeni przetrwają, a pozostali - nie.

Zabezpieczeni i zautomatyzowani. Rozdzwoniły się telefony teraz - w czasie tej pandemii - u pana na biurku?

- Tak, mamy duże zainteresowanie. Natomiast to, co jest niepokojące, to że większość tych telefonów jest od ludzi, którzy już mają roboty i chcą ich więcej. I to szybko. Czyli nadal widzimy, jak duża jest różnica w świadomości na temat korzyści, jakie dają roboty. Klienci, którzy już korzystają z robotów, dzwonią do nas i proszą natychmiast o dostawy, które miały zostać zrealizowane w ciągu następnych dwóch, trzech lat. Chcą ich jeszcze w sezonie letnim. Ale jednocześnie trochę spadła liczba zapytań od klientów, dla których robot jest tym pierwszym robotem. Te osoby mówią: jest kryzys, powinienem oszczędzać, nie powinienem inwestować, być może jakoś to będzie, jakoś przetrwam. I nie widzą tych korzyści, jakie im daje automatyzacja, robotyzacja.

Więc staramy się organizować cykle warsztatów, szkoleń, edukujące spotkania z naszymi ekspertami, aby móc odpowiedzieć jasno na te wątpliwości i budować świadomość, jak to naprawdę wygląda. A dla osób, które lubią posługiwać się czystą matematyką, stworzyliśmy właśnie taki kalkulator zwrotu z inwestycji, który uwzględnia różne parametry produkcji. Na przykład jasno określa, w jakim czasie dana inwestycja przy takich parametrach zostanie zwrócona.

Natomiast jak będzie z częścią przedsiębiorstw, które jeszcze za ten telefon nie chwyciły, to zobaczymy. Ale wierzę, że teraz naprawdę wiele osób miało czas na to, żeby podejść pozytywnie i coś zmienić - zacząć przygodę z automatyzacją.

Czyli pandemia w zasadzie nie poszerzyła rynku, tylko pogłębiła ten już istniejący. Z czego wynika taka postawa firm w Polsce?

- Przede wszystkim nadal jest to świadomość na temat korzyści, jakie niesie ze sobą robotyzacja. To jest kwestia mentalności, naszego podejścia do zmian, do wdrożeń. Część osób nie potrafi tego dostrzec, tych korzyści. Dlatego wychodzimy im naprzeciw, żeby pomóc w zrozumieniu tego, w takiej analizie czysto finansowej.

Z wyników moich kolegów z innych krajów Europy wynika, że tam rzeczywiście wszystkie dywizje naszej firmy spowolniły. Natomiast robotyzacja bardzo mocno przyspieszyła, bo są to kraje bardziej rozwinięte, świadome.

Prawie każdy zakład produkcyjny ma już robota w takich krajach jak Niemcy, Włochy czy Francja. U nas jest to nadal jeszcze rzadkość.

Trzeba pobudzić chęć zrozumienia i zaangażowania, ważne są też właściwe wdrożenia. Bardzo istotne jest to pierwsze wdrożenie robota i znalezienie miejsca, gdzie go wdrażamy. Musimy sobie wyobrazić, że cykl produkcyjny to jest jakiś iloczyn zdarzeń.

I jeżeli w ciągu zoptymalizujemy jakieś miejsce na produkcji, ale to będzie nieprzemyślane wdrożenie - tylko dlatego że tak nam się wydawało - no to zoptymalizujemy lokalnie, tylko jakiś fragment. I dalej mamy część produkcji, gdzie nie została podniesiona np. wydajność czy jakość. Więc na końcu wyprodukujemy i tak tyle samo detali czy nie podniesiemy jakości. Mówiąc w skrócie - przedsiębiorstwo nie zarobi więcej pieniędzy.

Dlatego też ważne jest to, gdzie rozpoczniemy tę inwestycję. Część klientów, którzy do nas przychodzą, otwarcie mówi, że korzystała z firm z różnych innych krajów, nie tylko z Polski. No i te wdrożenia były niekoniecznie słuszne, one były, owszem, zgodne pod względem technicznym, ale nie pod względem biznesowym. A to niestety jest ze sobą bardzo skorelowane i dlatego niezwykle istotna jest umiejętność znalezienia tego miejsca, gdzie powinniśmy zacząć przygodę z automatyzacją, jak i z kim.

Roboty firmy Fanuc podczas pokazu
Roboty firmy Fanuc podczas pokazu  Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

A z jakich branż pochodzą firmy, które zadzwoniły i zwiększyły zamówienia?

- Teraz bardzo mocno branża spożywcza przyspieszyła robotyzację. A także, o dziwo, branża motoryzacyjna, która - wydaje się - przeżywa kompletny kryzys. Ale jednak część firm wchodzi w nowe technologie, chce coś zmienić i jak z czasem przeminie ten kryzys, będą potrzebowały ulepszeń dla swojej produkcji. Więc nawet branża motoryzacyjna inwestuje, wykorzystując ten czas, który teraz ma. Bo ostatnie lata to był jeden wielki pęd i nie było czasu, żeby się podrapać i zastanowić, co mogę zmienić. A poza tym mówiło się: jest nieźle, jest dobrze, to po co coś zmieniać. My nie ryzykujemy, zmiana to ryzyko, kto je podejmie, kto weźmie za nie odpowiedzialność.

Teraz mamy właśnie chwilę czasu. Możemy zrobić lepsze analizy, możemy się zastanowić, możemy porozmawiać z jednym, drugim, trzecim dostawcą i wybrać to, co jest dla nas optymalne. Możemy przygotować się na te lepsze czasy, czyli nie siedzieć i marudzić, tylko zacząć działać.

Gdy ogląda się telewizję, to się wydaje, że za chwilę w ogóle nie będziemy mogli kupić samochodu, bo wszystkie fabryki upadną. A jednak te firmy rozsądnie podchodzą do działań i inwestują. Dlatego branża motoryzacyjna nadal jest taka bliska robotyce.

Sporo jest firm z branży medycznej, bo jest boom. Kupują maszyny, jak np. frezarki, wtryskarki czy też całe automatyczne linie.

Co robią roboty np. w medycynie? Pakują leki? Prasują proszek w tabletki?

- W branżach medycznych często występowało dosyć spore zagęszczenie ludzi na liniach produkcyjnych, np. przy pakowaniu. Bo często są to produkty lekkie, małe, które trzeba włożyć do jednego zbiorczego pudełka i kilka osób naraz musi to robić. Dzisiaj jest to niemożliwe do zrealizowania ze względu na przepisy, jakie panują w pandemii. Musi być zachowana odpowiednia odległość, dystans. Teraz fabryka nie jest w stanie nadal tyle wytwarzać, jeżeli tego procesu nie zautomatyzuje. I dlatego jakieś elementy pakowania, obsługi maszyn, podawania detalu, kontroli jakości - te procesy są właśnie mocno automatyzowane.

Podobnie jest w branży spożywczej. Tam też jest duży nacisk na higienę. Nie chcemy, żeby ktoś kichał, kaszlał na produkty, które potem mamy jeść.

Oczywiście za jakiś czas ten wirus zniknie, ale teraz ludzie są bardzo zlęknieni. Firmy stawiają więc na to, żeby się tak reklamować: mój produkt jest wykonany w sposób w pełni zautomatyzowany, jest higieniczny, bezpieczny do spożycia.

Kluczowe zastosowania robotów w zakładach to przenoszenie - tak zwany "handling"- oraz spawanie.

Ma pan teraz na myśli zastosowania w fabrykach leków?

- Tak, ale nie tylko. Są też fabryki instrumentów i materiałów medycznych. W farmacji chodzi głównie o paletyzację, czyli ładowanie produkcji na palety. Mamy roboty na końcach linii produkcyjnej, które wspomagają proces układania ciężkich kartonów na paletach. Mamy też roboty tzw. współpracujące, czyli takie, które ramię w ramię mogą pracować z człowiekiem.

Mam również inny fajny przykład. W Polsce jesteśmy w fazie rozmów i analiz, ale w Szwajcarii wdrożyliśmy roboty, które pomagają w analizie testów na koronawirusa. Próbki są przez robota odpowiednio mieszane, podawane do maszyny, odbierane, selekcjonowane. Bardzo istotne jest to, aby nie pomylić próbek, aby nie pomylić wyników. W przypadku robotyzacji to jest niemożliwe, bo jeżeli robot miałby się pomylić, to się zatrzyma i wyświetli odpowiedni komunikat. A wynik może przesądzać o życiu ludzkim, więc warto zainwestować w roboty, jak Szwajcaria.

Mamy też taką aplikację. Roboty składają maseczki, takie z filtrami dla zabezpieczenia personelu medycznego. Odbierają z maszyn odpowiednie elementy, a następnie składają. To są takie aplikacje, które powstały z potrzeby czasu.

Albo na przykład jedna z polskich firm produkuje bardzo potrzebne teraz dysze, które rozpylają pod ogromnym ciśnieniem - w dużych pomieszczeniach, halach czy środkach komunikacji publicznej - dezynfekującą mgiełkę.

I to polska firma taki fajny produkt wypuściła, który na całym świecie cieszy się teraz powodzeniem. Te rzeczy pewnie nie byłyby tak szybko zrealizowane, zautomatyzowane, gdyby nie pandemia. To pokazuje, jak duże jest zaangażowanie firm, jak każdemu zależy na tym, aby nie tylko dołożyć się finansowo, ale też pomysłami wspomóc walkę z pandemią.

Robot przemysłowy formy FanucRobot przemysłowy formy Fanuc Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Wiem, że jesteście dostawcą głównie ramion robotycznych dla przemysłu, ale w czasie pandemii pojawiły się coraz bardziej odważne próby wyjścia automatyzacji poza przemysł. Np. w szpitalu na północy Włoch był robot Tommy, który czuwał przy pacjentach. W sklepach jest coraz więcej automatycznych kas, a w centrach handlowych coraz częściej sprzątają automaty. Próbujecie swoich sił na obszarach usługowych?

- Mamy kilka takich projektów. Są też prywatne próby naszych pracowników, np. jeden z kolegów właśnie kończy budowę robota barmana, który będzie mieszał koktajle i podawał gościom na jego weselu. Inny nasz robot symuluje gry i zabawy. Widać, że robotyka wchodzi w życie codzienne. Nawet nasze roboty przemysłowe mają zastosowanie poza tą branżą. Są maszyny wydające posiłki, kawę, witające gości czy trzymające wyświetlacze. Wykonaliśmy projekt, w którym robot symuluje lot rakiety albo kosmicznej sondy, dzięki czemu można przeprowadzić testy zachowań rakiety w warunkach roboczych. Mamy też projekt wykorzystujący robota z kamerą do kręcenia reklam. Współpracowaliśmy z Akademią Sztuk Pięknych - studenci bardzo się zainteresowali, inny przykład to robot w teatrze.

Zależy nam na tym, żeby pokazać, że ta technologia jest dla każdego i nie jest czymś dalekim czy obcym. Podobnie było kiedyś z samochodami albo komputerami, ale przywykliśmy do nich, a dzisiaj jest pora na robotyzację. Dla przemysłu robot jest niczym samochód dla transportu.

Rozmowy z Jędrzejem Kowalczykiem można posłuchać też w podcaście "Jutronauci” na wyborcza.pl/podcast

Jutronauci 2020:Świat po pandemii. Edycja specjalna

•Nowa rzeczywistość nie musi być koszmarem, może być pełna szans. Nad tym chcemy zastanawiać się w tym wyjątkowym roku i zaczynamy nasz program wyjątkowo wcze-śnie. Do współpracy zapraszamy Jutronautów z poprzednich trzech edycji – wyjątkowe osoby z pozornie odległych od siebie światów – którzy tłumaczą przyszłość czytelnikom „Wyborczej”. Zapraszamy też innych ekspertów, którzy chcą się dzielić z nami swoimi prognozami.•To już czwarta edycja programu „Jutronauci”, którego partnerem strategicznym jest Sebastian Kulczyk