Anna S. Dębowska: Twoja firma uruchomiła platformę Digital Concert Hall, wirtualną salę koncertową. Skłoniły cię do tego pandemia i izolacja?

Jakub Fiebig: W dużym stopniu tak, ale Digital Concert Hall jest też pochodną moich działań sprzed czterech lat. Wtedy zająłem się innowacjami technologicznymi w obszarze muzyki klasycznej. Pierwszym projektem było uruchomienie aplikacji mobilnej ONSTAGE na smartfony. Umożliwiała słuchaczom koncertów filharmonicznych oglądanie wykonawców z bliska na telefonie nawet z najdalszych miejsc, niczym w minitelewizorze, dzięki rozstawionym na estradzie kamerom. Wspólnie z firmą Altcom Software & Consulting udało nam się opracować rozwiązania umożliwiające połączenie dźwięku na żywo w sali z obrazem w komórce z minimalnym opóźnieniem, nieuchwytnym dla ludzkiego oka. Aplikacja zawiera także informacje o wykonywanych na koncercie utworach oraz czat, żeby można było się komunikować w trakcie koncertu. Publiczność miała okazję wypróbować ONSTAGE w Filharmonii Narodowej w Warszawie w listopadzie 2017 r.

Staraliście się zainteresować waszą aplikacją grube ryby na targach Classical:Next w Rotterdamie. Z jakim skutkiem? 

- Zdobyliśmy pierwszego klienta w Szwajcarii, orkiestrę Basel Sinfonietta, która w 2018 r. rozpoczęła sezon z wykorzystaniem technologii ONSTAGE, co odbiło się echem w szwajcarskiej prasie. Naszymi klientami były też Casa da Musica w Porto i Maison Symphonique w Montrealu. Obecnie pracujemy z Bach Fest Leipzig, największym festiwalem bachowskim na świecie.

Jak ma działać ONSTAGE Digital Concert Hall?

- Proponujemy instytucjom muzycznym i niezależnym artystom platformę, która daje im możliwość zagrania koncertu live online, zapewnia obsługę w zakresie sprzedaży wirtualnych biletów, zarządzanie kontaktu z klientem oraz promocję. Artyści mogą wrzucić wyprodukowane wcześniej nagranie, które będzie u nas dostępne przez siedem dni, a potem zniknie.

Uzupełnieniem ONSTAGE Digital Concert Hall jest nasza aplikacja mobilna. Słuchacze, oglądając koncert na laptopie czy Smart TV, znajdą wszystkie informacje na swoim smartfonie, jak kiedyś w papierowym programie. W aplikacji zbieramy biografie artystów, opisy utworów, treść libretta, czasem wywiad z artystą lub trailer, a nawet partyturę. Nie trzeba szukać linków czy przełączać się między stronami w przeglądarce. 

Własną sprzedaż internetową prowadzą m.in. London Symphony Orchestra czy Berliner Philharmoniker, który ma też własną platformę Digital Concert Hall, a w Warszawie - Teatr Wielki - Opera Narodowa.

- Tak, ale Teatr Wielki nie prowadzi sprzedaży na wydarzenia online. Udostępniają swoje online’owe produkcje bezpłatnie na Facebooku, w serwisie OperaVision oraz na swoim kanale VOD. My wychodzimy z ofertą do wielu różnych zespołów i solistów.

Wybraliśmy zasadę ekskluzywności. Po pierwsze, koncerty są dostępne w wąskim oknie czasowym - emitujemy je online tylko w określonym dniu, nie da się ich potem odnaleźć w sieci. Po drugie, liczba wirtualnych biletów jest ograniczona. Jestem przekonany, że ekskluzywność będzie motywować ludzi do zakupu. Obserwuję to np. na Netflixie - gdy pojawia się zapowiedź, że dany tytuł po weekendzie znika z platformy, słupki oglądalności rosną.

Jutronauci
CZYTAJ WIĘCEJ

Ludzie są przyzwyczajeni do nieograniczonego dostępu do treści w internecie. Pandemia jeszcze bardziej wywindowała oczekiwania, kiedy wyizolowani w naszych domach mieliśmy do wyboru tysiące darmowych streamów. Np. z przedstawień nowojorskiej Metropolitan Opera, za które w normalnych warunkach trzeba słono zapłacić.

- Myślę, że ludzie mogą być nieco zmęczeni ogromem treści - emisją różnych domowych minikoncertów, montowanych wykonań utworów symfonicznych z muzykami w okienkach, wszystkim tym, co zalewało nas w trakcie lockdownu. Instytucje chciały utrzymać kontakt ze słuchaczami, ale zrobił się z tego miszmasz informacyjny.

Z drugiej strony, dzięki temu środowisko muzyki klasycznej dostrzegło, jak rewelacyjnym narzędziem jest internet i nowe technologie. Rozmawiam z dyrektorami zarządzającymi i specjalistami od marketingu w instytucjach muzycznych i jestem zaskoczony, kiedy tak duże ośrodki jak Oslo Philharmonic czy Luzerner Sinfonieorchester mówią mi, że nie mają żadnych treści w formie cyfrowej. Coś tam sporadycznie wrzucali na YouTube'a i tyle. Teraz żałują, że wcześniej nie inwestowali w digital, a po tych kilku miesiącach dostrzegli, że jest to świetne narzędzie do utrzymywania komunikacji ze słuchaczami.

Czy streaming w sieci będzie nieodzownym elementem każdego festiwalu lub koncertu po zakończeniu pandemii? Opera Narodowa w Warszawie zaliczyła 10 mln odsłon wszystkich swoich filmowych postów na Facebooku.

- Jak na klasykę to naprawdę dużo. Jednak jest za wcześnie, by mówić o tym, jak streaming koncertów wpłynie na ten sektor muzyczny. Czy rzeczywiście przyczyni się do odmłodzenia publiczności, zwiększenia zasięgów czy sprzedaży wirtualnych biletów? Myślę, że streaming stanie się w przyszłości doskonałym uzupełnieniem tradycyjnej oferty koncertowej, ale nie jest w stanie jej zastąpić. Spójrz, jak wszyscy teraz czekają na coś, co dzieje się na żywo - chcą iść do restauracji, na piwo, na spacer do parku. Wydaje mi się, że jak tylko otworzą się sale koncertowe, tam też przyjdą. Ta pokusa będzie silniejsza niż strach przed zakażeniem. Tylko w sali koncertowej można posłuchać dźwięku na żywo i poczuć tę niezwykłą energię. Internet nam tego nie zastąpi.

Działalność koncertowa wciąż jest ograniczona. 

- Panuje niepewność: kiedy otworzyć salę, czy wpuścić do niej publiczność, czy nie. Na razie wiemy, że tylko połowę chętnych, ale co będzie po wakacjach - nie wiadomo. W niektórych krajach są wytyczne na trzy miesiące naprzód, ale to też może się zmienić. Dlatego tak ważne są teraz inicjatywy, które pozwalają dać publiczności namiastkę życia koncertowego.

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach ruszyła w połowie czerwca z cyklem koncertów w swojej pięknej sali, ale dostępnym wyłącznie online.

- Mam też inny przykład: wspomniany Bach Fest w Lipsku, z którym współpracuje nasza firma. Odwołali tegoroczny festiwal, ale zamiast niego zaproponowali maraton koncertowy online. Są to koncerty grane przez muzyków na żywo, choć bez publiczności. 13 i 14 czerwca odbyła się pierwsza odsłona - koncert za koncertem z tego samego kościoła, różne utwory i składy. Efekt: tysiące lajków, setki komentarzy z całego świata.

Tydzień później druga odsłona, w której ONSTAGE bierze udział. Organizatorzy Bach Fest wymyślili fantastyczną formułę: po dwóch intensywnych dniach z muzyką na ostatnim koncercie zamykającym niedzielę mamy Mszę h-moll w specjalnym opracowaniu na 12 muzyków i pięciu śpiewaków. Do tego interakcja z publicznością przed laptopami: dwa streamy. Jeden do oglądania na YouTubie, realizowany wieloma kamerami, drugi tylko z jedną kamerą stale filmującą dyrygenta, dostępny równolegle w naszej aplikacji. To jest właśnie zaproszenie dla widzów: „Tu masz tempo, tu jest dyrygent, jeśli jesteś muzykiem, grasz czy śpiewasz, dograj swoją partię i wyślij do nas, a my to potem zmontujemy z was wszystkich, nasi drodzy słuchacze, i wrzucimy na nasz Facebook". Nawet jeśli powstanie z tego tylko kilkuminutowy wycinek, to i tak będzie super.

Mamy już podpisany kontrakt z Bach Fest na 2021 r. W kościołach, gdzie odbywają się koncerty, będą wyznaczone strefy dla użytkowników smartfonów. Mieści się tam po 1600 osób. Ci, którzy siedzą daleko lub za filarem, nie widzą nic. Ale w strefach będzie można wszystko obejrzeć na komórce dzięki naszej aplikacji.

Maraton Bachowski jest dostępny online bezpłatnie, a ty chcesz pobierać na swojej platformie opłaty. Nie za wcześnie na taki krok?

- Dopiero to testujemy. Europa kontynentalna może sobie pozwolić na bezpłatny streaming - zarówno Niemcy, jak i Polska. Instytucje muzyczne w tych krajach są w większości dotowane przez państwo. One na razie nie muszą się martwić o byt, etatowi pracownicy otrzymują pensje, zespoły mają z czego żyć.

Dramatyczna jest natomiast sytuacja w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie nie ma tradycji mecenatu państwowego. W Anglii stanowi on może 20 proc. budżetu instytucji. Orkiestry korzystały z pieniędzy darczyńców, ale głównie zarabiały na biletach, na sesjach nagraniowych, festiwalach i trasach koncertowych. Grały non stop. Teraz, gdy to wszystko zamarło, przyznają, że jeszcze miesiąc czy dwa takiej sytuacji i będzie katastrofa.

Już wiadomo, że w tych krajach koncertów nie będzie do końca tego roku. 

- Szukają więc nowych rozwiązań. Londyńska Royal Opera House udostępniała online 13 czerwca pierwszy koncert w trybie pay-per-view. Byłem zaskoczony tym, że teatr, który normalnie sprzedaje bardzo drogie bilety, po 100 czy 200 funtów, teraz oferuje koncerty za 4,99 funta. Widać, że chce trafić nie tylko do swojego wiernego zamożnego słuchacza, ale również do ponad miliona obserwujących na Facebooku. 

 

Wszyscy testują. Oslo Philharmonic zrobiła niedawno badanie: zapytała swoich fanów, czy zapłacą za jej ekskluzywne treści online. Wiele osób odpowiedziało twierdząco, ale dopiero czas pokaże, czy podadzą numer swojej karty kredytowej. 

Czy to się będzie opłacać? Czy artyści zarobią tyle, co normalnie? Wyprodukowanie takiego koncertu kosztuje. 

- Wyprodukowanie koncertu to zawsze duży koszt, którego wysokość zależy od wielkości zespołu i jakości artystycznej. W Polsce wyprodukowanie jednego takiego koncertu kosztuje ok. 15 tys. zł. Jeśli jest to realizacja na kilka kamer, z pracą reżysera i realizatora dźwięku, to koszt może wzrosnąć i do 30 tys. zł.

Jeśli chodzi o honoraria w ramach ONSTAGE Digital Concert Hall, proponujemy artystom i organizatorom 80 proc. zysku ze sprzedaży biletów. Cena nie zależy od nas, ustala ją sam artysta lub organizator koncertu. Ten model obowiązuje na świecie.

Tylko na wielkich komercyjnych platformach, jak Spotify, muzycy dostają grosze za streaming swoich wykonań. Ostatnio mówiła o tym angielska skrzypaczka Tasmin Little, której nagranie miało pięć mln odsłon, a zarobiła niewiele ponad 12 funtów. Jednak Spotify rządzi się innymi prawami. 

Jak ograniczenia związane z pandemią wpłyną na repertuar i programy koncertów?

- Wydaje mi się, że będzie wielki boom na kameralistykę, biorąc pod uwagę obecny rygor sanitarny. Muzyka kameralna była mniej doceniana przez publiczność niż koncerty symfoniczne i opera. Ale teraz trudno sobie wyobrazić wykonanie Symfonii „Tysiąca” Gustava Mahlera. Pojawi się pewnie dużo przeróbek i transkrypcji utworów symfonicznych na kilkuosobowe składy. Z operą będzie jeszcze trudniej, bo to olbrzymie produkcje. A weźmy np. orkiestrę siedzącą w tzw. orkiestronie, gdzie jest potwornie ciasno, a trąbki i puzony dmuchają prosto w uszy wiolonczel i altówek. To nie na dzisiejsze czasy.

Jak słuchanie koncertu online może wpłynąć na percepcję muzyki? 

- To nowe wyzwanie dla wytrzymałości odbiorcy. Koncerty online muszą być krótsze - nie trwające kilka godzin, ale co najwyżej godzinę. 

Trudniej jest utrzymać uwagę, słuchając koncertu online?

- Zdecydowanie tak. W domu mamy milion rozpraszaczy, których nie ma w kinie czy sali koncertowej. Netflix czy HBO puszczają seriale, których odcinki mają po 20 czy 40 minut. Niektóre orkiestry już przed pandemią organizowały takie jednogodzinne koncerty.

Wielkim powodzeniem cieszyła się seria koncertowa „Half Fifth Fix - Early Evening Music Fix” - od 18:30 do 19:30.  London Symphony Orchestra reklamowała ją w ten sposób, że zachęcała ludzi do wpadania w tym czasie do Barbican Centre, aby tam, słuchając muzyki, przeczekali szczyt komunikacyjny. [Dodatkową ofertą była aplikacja mobilna EnCue zawierająca omówienie programu koncertu]. To się świetnie sprzedawało.

Jakub Fiebig jest muzykiem i menedżerem sztuki. Jest współzałożycielem aplikacji mobilnej ONSTAGE i ONSTAGE Digital Concert Hall, która pozwala artystom zarabiać na koncertach online. Jako założyciel i prezes fundacji Juliana Cochrana organizował International Cochran Piano Competition, pierwszy konkurs pianistyczny odbywający się całkowicie online.

Jutronauci 2020: świat po pandemii. Edycja specjalna

Nowa rzeczywistość nie musi być koszmarem, może być pełna szans. Nad tym będziemy się zastanawiać w tym wyjątkowym roku i zaczynamy nasz program wyjątkowo wcześnie. Do współpracy zapraszamy jutronautów z poprzednich trzech edycji - niezwykłe osoby z pozornie odległych od siebie światów - którzy tłumaczą przyszłość czytelnikom "Wyborczej". Zapraszamy też innych ekspertów, którzy chcą się dzielić z nami swoimi prognozami.

To już czwarta edycja programu "Jutronauci", którego partnerem strategicznym jest Sebastian Kulczyk.

Więcej o przyszłości: wyborcza.pl/jutronauci