Trwa trzecia faza znoszenia ograniczeń, które narzuconych w czasie walki z pandemią koronawirusa. Możemy się zapisywać do fryzjerów i umawiać się na pierwsze - od dwóch miesięcy - spotkania w kawiarniach czy restauracjach. Wkroczyliśmy w tę fazę niezadowoleni z siebie. Narzekanie na nieodpowiedzialne zachowania Polaków jest jednym z istotnych wątków debaty publicznej. Media i obywatele - w sondach ulicznych, komentarzach w sieci czy listach do redakcji regularnie podkreślali, że - nie przejmując się zagrożeniami – łamaliśmy zasady izolacji społecznej.   

Po dwóch miesiącach narodowej kwarantanny postawiłbym odwrotną tezę: postawa polskiego społeczeństwa w dobie pandemii jest zaskakująco pozytywna i nie ma wyraźnych powodów, żeby na nią narzekać. Codzienne obserwacje i wyniki badań wskazują, że większość z nas stosuje się do zaleceń związanych ze społeczną izolacją, w tym do obowiązku noszenia maseczek.  

Zakazy są dla plebsu 

A przecież żyjemy w kraju, w którym na co dzień ścisłe stosowanie się do przepisów nie jest praktyką oczekiwaną społecznie. Jak dowodzi Bartłomiej Sienkiewicz, autor odmienionego już przez wszystkie przypadki sformułowania „państwo teoretyczne”, w książce o tym samym tytule, najbardziej charakterystycznym przykładem łamania przez Polaków umowy społecznej jest niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego.  

Wiedzą o tym nie tylko kierowcy i w istocie jest to najlepszy punkt odniesienia w myśleniu o polskiej (nie)dyscyplinie społecznej. Właściwie nie tyle nie stosujemy się do tej umowy społecznej, ile mamy własną, nieformalną: pewnych przepisów nie trzeba albo wręcz nie należy przestrzegać. Każdy, kto próbował jeździć po polskich drogach z przepisową prędkością, szczególnie lewym pasem, wie, że jest to przeżycie ekstremalne.  

A jednak w Polsce, gdzie niestosowanie się do przepisów jest akceptowalne społecznie, większość z nas przez kolejne tygodnie narodowej kwarantanny zachowywała należytą odległość i stosowała się do ograniczeń w działalności handlowej i usługowej. I karnie zaczęła nosić maseczki. Wydawałoby się, że to ostatnie nie miało prawa się powieść.  

Minister założył maseczkę 

Trudno zapomnieć, że w ciągu dwóch miesięcy minister zdrowia przeszedł ewolucję od podśmiewania się z noszących maseczki do zapowiedzi ich obowiązkowego noszenia do momentu wynalezienia szczepionki. A nie wiadomo, kiedy skuteczna szczepionka powstanie. Jednocześnie w momencie ogłoszenia nakazu profesjonalne maseczki były niedostępne lub zbyt drogie (w dużej mierze pozostaje tak do dziś). Przy czym polski rząd, inaczej niż choćby rząd czeski, nie zapewnił obywatelom żadnych środków ochrony. W Czechach już od wczesnego stadium zagrożenia noszenia maseczek w miejscach publicznych domagano się oddolnie, do czego przyłożyli się popularni czescy influencerzy. Polski stosunek do noszenia maseczek był w tym samym czasie zgoła odmienny. 

Od początku marca Ipsos prowadzi regularne pomiary postaw społecznych związanych z koronawirusem. Jedną z poruszanych kwestii jest pytanie o ocenę działań polskiego rządu oraz polskiej służby zdrowia w związku z epidemią. Do pewnego momentu ocenialiśmy i rząd, i służbę zdrowia podobnie. Odsetek ocen pozytywnych oscylował wokół 70 proc. Pod koniec kwietnia to się zmieniło – znacząco spadła ocena działań rządu, dziś już przez połowę z nas ocenianych źle.  

Przy czym mimo rządowego chaosu legislacyjnego i komunikacyjnego przekładającego się na malejące zaufanie do władzy i jej rozporządzeń większość z nas nadal stosuje się do zaleceń. Nawet jeśli ocenia je jako służące temu, „żeby tylko sztucznie podtrzymać świadomość, że jesteśmy zagrożeni”. “Myślę, że można to zrobić w inny sposób, niż nakazywać ludziom chodzić z zasłoniętymi twarzami. Bo jechanie samochodem z zasłoniętą twarzą czy wyjście z psem w nocy, za co mogę dostać mandat, jest zupełnie absurdalne. Więc to takie sztuczne przypominanie ludziom, że mamy zasłonięte twarze, więc nadal jest pandemia” – tłumaczy 40-letni menedżer z Warszawy. I przyznaje, że sam rygorystycznie  stosuje się do nakazów i zakazów.  

Bezpieczeństwo przede wszystkim 

Skąd zatem to dominujące narzekanie na łamanie przez Polaków zasad izolacji społecznej? Pewnie po części ma to swoje źródło w tym, że nasze jednostkowe postawy i potrzeby zwyczajnie się różnią. Część z nas na continuum rozciągniętym między potrzebami wolności i bezpieczeństwa sytuuje się zdecydowanie bliżej bezpieczeństwa, a w sytuacji zagrożenia oczekuje od wszystkich postawy analogicznej. Można też się pokusić o szersze, antropologiczne wytłumaczenie – jako społeczeństwo w większości postchłopskie stale oddajemy się „chłopskiemu zrzędzeniu”. Narzekaniu, które niekoniecznie stanowi reakcję na konkretne zmartwienia, ale jest manifestacją naszego ogólnie złego samopoczucia kulturowego.  

Jeśli odwołać się do książki Adama Leszczyńskiego „No dno po prostu jest Polska”, to należałoby dodać, że polski autostereotyp jest nie tylko negatywny, ale też trwały, spójny i egalitarny. A skoro w tym autostereotypie mieści się między innymi brak solidarności, nieżyczliwość, nieufność, nieodpowiedzialność… nie powinno dziwić, że dziś publicyści i zwykli obywatele narzekają na zachowania Polaków w dobie pandemii. Choć nie widać wyraźnego powodu.  

Zdarzają się przypadki zachowań negatywnych. Sam na początku narodowej kwarantanny po raz pierwszy w życiu wdałem się w awanturę w sklepie z klientem, który całkowicie ignorował zasady związane z zachowaniem odległości. Przypadki szykanowania medyków? Okropne i nie do obrony. Jednak czy nie warto dostrzegać tego, że są to przypadki mniejszościowe?  

Jak dotąd bowiem wydają się przeważać reakcje pozytywne – samopomoc, oddolne wsparcie dla medyków, szycie maseczek dla szpitali i potrzebujących, publiczne zbiórki, nagrywanie kolejnych numerów w ramach #hot16challenge2… A wszystko to w kraju, w którym służba zdrowia od lat kuleje, a lekarze niekoniecznie są bohaterami zbiorowej wyobraźni. Wbrew temu, co chcieliby sądzić spóźnieni rodzimi thatcheryści, jest coś takiego jak społeczeństwo. I to społeczeństwo dziś pozytywnie zaskakuje.  

Z czasem rozluźniamy nasz stosunek do zaleceń rządowych, ale trudno się temu dziwić. Jesteśmy ludźmi i mamy ludzkie potrzeby. W tym społeczne, których nie da się zastąpić wciąż ułomnym i niesatysfakcjonującym kontaktem zdalnym.  

Denerwuję się, ale popieram 

Rząd i jego eksperci nie przedstawili żadnego zwięzłego i osadzonego w czasie planu wychodzenia z pandemii i znoszenia ograniczeń. Plany te zmieniają się na bieżąco i wprowadzają obywateli w konfuzję, która mogłaby zaowocować sprzeciwem wobec nie zawsze logicznych sekwencji pojawiających się i znikających ograniczeń oraz ich zapowiedzi. Jak mówi młoda aktywistka społeczna, która niedawno straciła źródło dochodu: „To są rzeczy, które normalnie nigdy w życiu by mnie nie zirytowały. Po prostu wystarczy taka maleńka iskierka, żeby się wkurzyć. Oczywiście, biorę pięć długich oddechów, żeby nie wyżywać się na innych”. 

Samopoczuciu psychicznemu nie służą też media. O ile na początku pandemii namiętnie śledziliśmy nadchodzące informacje i codzienne raporty o liczbie zakażonych i zmarłych, o tyle dziś zaczynamy tych doniesień unikać. Mediom nie ufamy, do tego mamy coraz mniej czasu i entuzjazmu na porównywanie kilku źródeł.  

Naiwnością byłoby sądzić, że te pozytywne, w tym solidarnościowe, działania w sposób trwały i znaczący wpłyną na polskie społeczeństwo i jego postawy. Prawdopodobnie głównie myśl o własnym zdrowiu skłania nas do stosowania się do zaleceń. „Jakimś cudem udało nam się uniknąć takiego armagedonu jak we Włoszech. Udało nam się nauczyć fajnych zachowań – zachowujemy odstępy, mamy nawyki. Nosimy maseczki – denerwują mnie, ale popieram – konkluduje zarządca nieruchomości z Radomia, który wcześniej długo narzekał na uciążliwość różnego rodzaju ograniczeń. 

*Marcin Hinz – antropolog kulturowy, badacz jakościowy, ekspert Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii. Na co dzień research manager w Ipsos Polska, wcześniej przez kilka lat związany z sektorem kultury. Dane zawarte w tekście są wynikami ostatniej fali badania „Polski konsument w czasach koronawirusa” realizowanego przez Ipsos Polska (CAWI, N=1005, próba ogólnopolska reprezentatywna ze względu na płeć, wiek oraz wielkość miejscowości; realizacja 28-30 kwietnia br.). Cytaty pochodzą z pogłębionych wywiadów indywidualnych realizowanych online w ramach jakościowej części tego samego badania (27-28 kwietnia br.)