Jutronauci
CZYTAJ WIĘCEJ

Oleksij Radynski - reżyser, dokumentalista, publicysta „Krytyki Politycznej”, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. Był stypendystą nowojorskiego International Studio & Curatorial Program. Jego filmy pokazywano m.in. na festiwalu w Oberhausen i E-Flux w Nowym Jorku.

Witold Mrozek: Czy pandemia doprowadzi do kolejnej, jeszcze większej fali autorytaryzmu?

Oleksij Radynski: Dziś szczególnie trudno zajmować się futurologią. Z pewnością następuje jakieś nowe otwarcie, ale w którą stronę? Potrzebujemy nowych kategorii myślenia. Dlatego o autorytaryzmie mówiłbym nie tylko w sensie czysto politycznym, ale również w ścisłym związku z ekologią. Opozycja autorytaryzmu i demokracji staje się dziś przestarzała, jeżeli nie bierze się pod uwagę tego najważniejszego dziś frontu, a obecny kryzys może być nowym otwarciem na horyzont ekologiczny. Dzisiejsze autorytaryzmy są coraz bardziej antyekologiczne. Uciskają nie tylko swoje społeczeństwa, ale też planetę. Czasem wspólnie z krajami, które nazywamy demokratycznymi.

Jak to?

Popatrzmy na Nord Stream 2 - autorytarny kraj, czyli Rosja, zawiera sojusz z Niemcami, krajem jeszcze demokratycznym, zwłaszcza na tle tego, co się dzieje w większości innych krajów Europy. Sprzymierzają się, żeby budować rurociąg gazowy, który jeśli powstanie, to w dużej mierze przekreśli ambicje przejścia na zielone źródła energii w Europie. Gdy popatrzymy na takie projekty jak Nord Stream 2 - widzimy, że autorytaryzm i demokracja miewają nieraz wspólne programy działań, lekceważące naszą wspólną przyszłość, przyszłość całej planety.

12.12.2019 Niemcy, Sassnitz. Załadunek rur przeznaczonych do budowy gazociągu Nord Stream 2.12.12.2019 Niemcy, Sassnitz. Załadunek rur przeznaczonych do budowy gazociągu Nord Stream 2. Fot. Stefan Sauer / AP Photo

Epidemia może przynieść społeczną mobilizację i ekologiczne opamiętanie? O katastrofie klimatycznej mówi się teraz chyba jeszcze mniej - wszyscy rozmawiają o koronawirusie i ponownym uruchomieniu gospodarki.

Tak, ale koronawirus jest katastrofą klimatyczną. Nie wiemy jeszcze wszystkiego o jego pochodzeniu, jednak wiele wskazuje na to, że u przyczyn pandemii leży naruszanie habitatów mnóstwa mieszkających na Ziemi gatunków, co powoduje zaburzenia i przechodzenie wirusów między gatunkami. Koronawirus musi przynieść wzrost świadomości ekologicznej. Słyszymy, że spadł poziom szkodliwych emisji do atmosfery, ale to może akurat być fałszywa nadzieja. Po kryzysie, gdy gospodarka będzie próbowała nadrabiać zaległości, mogą nastąpić jeszcze większe emisje.

Wydaje mi się natomiast, że ten apokaliptyczny nastrój, który ostatnio zapanował na świecie, może być czymś pozytywnym. Im więcej ludzi teraz zrozumie, że nie możemy wrócić do „business as usual”, tym lepiej. Pragnienie powrotu do „normalności” jest największym zagrożeniem. Ludzie tak wystraszyli się wirusa, że zaczynają odbierać rzeczywistość sprzed pandemii jako coś po prostu pozytywnego. Ale przypomnijmy świat z tak odległego już stycznia 2020 r. - przecież sytuacja już wówczas wydawała się dosyć beznadziejna. Przypomnijmy sobie ciepłą zimę, która powoli przestaje być anomalią. Przypomnijmy obezwładniającą niemoc rządów na całym świecie, nieumiejących zrobić nic z lobby naftowym czy gazowym, przypomnijmy nieudaną próbę usunięcia Trumpa, kukiełki wielkiego przemysłu, pchającej ludzkość na krawędź zagłady.

W Polsce przecież wydobycie węgla cały czas trwa, na Ukrainie czy w Rosji - też.

Tak. Ale jest też przeciwko temu sprzeciw. Tymczasem sprzeciw wobec Nord Stream 2 w krajach takich jak Ukraina czy Polska wynika z tego, że te państwa chcą zachować swoją rolę tranzytową. Bardzo mało mówi się tu o tym, że czas już zmienić ten model energetyczny, uniezależnić nasze gospodarki. Pod całym terytorium Ukrainy mamy zakopaną rurę, transportująca gaz z Syberii do Europy Zachodniej, gdzie jest spalany, a produkty tego spalania są wyrzucane do atmosfery. Ponad 2 proc. PKB Ukrainy pochodzi z tego, że mamy rurę. Rosja buduje teraz Nord Stream 2 przede wszystkim po to, by pozbawić Ukrainę tych pieniędzy - ze względów geopolitycznych. A Ukraina walczy o to, by zachować rolę kraju, przez który biegnie rura. Ale możemy spróbować wymyślić nie tylko inną przyszłość Ukrainy; możemy też wyobrazić sobie, co zdarzyłoby się z Rosją, gdyby przestała pompować gaz do Europy…

I co by się stało?

Jak dobrze wiemy, pieniądze z takich surowców jak ropa i gaz praktycznie zawsze wzmacniają autorytarne tendencje i reżimy. Wskutek eksploatacji zasobów naturalnych powstają gospodarki pasożytnicze. To pojęcie stworzone przez rosyjskiego badacza Aleksandra Etkinda. Wskazuje on, że gospodarka oparta na ropie czy gazie nie potrzebuje własnej populacji. Dochód nie bierze się z pracy ludzi, lecz z surowców. Dlatego powstaje ustrój autorytarny, w którym najważniejszą rolą państwa jest ochrona rury.

 

Rosja nieoparta na gazie i ropie byłaby mniej niebezpieczna i dla siebie samej, i dla sąsiadów?

Przede wszystkim dla siebie. Musiałby powstać jakiś inny porządek. Być może to jedyna droga do demokratyzacji, do jakiejkolwiek zmiany dosyć potwornego systemu, który istnieje w Rosji. I który w swoim pierwszym zarysie powstał w latach 60. i 70., jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, kiedy odkryto te olbrzymie złoża ropy i gazu na Syberii. Socjalizm radziecki upadł - ale system oparty na eksploatacji zasobów okrzepł. I w latach 90. przekształcił się w to, co znamy jako putinizm. Putinizm - to władza ochroniarzy i menadżerów rury. Wszelkie próby demokratyzacji systemu rosyjskiego powinny rozpoczynać się od odejścia od modelu opartego na spalaniu ropy i gazu. Oczywiście nikogo nie da się zdemokratyzować od zewnątrz. Ale możemy uratować planetę i klimat, a jednocześnie mieć efekt uboczny w postaci osłabienia czy upadku reżimu Putina. 

Czy to dane to nowa ropa? - pytał 'The Economist' w 2018Czy to dane to nowa ropa? - pytał 'The Economist' w 2018 The Economist

Boimy się rosyjskiej dezinformacji, wpływów na sferę publiczną, wspierania przez Rosję radykalnych prawicowych ruchów w Polsce, na Ukrainie czy np. w USA. Podzielasz te obawy?

Trudno byłoby ich nie podzielać. Trzeba zwracać uwagę na to, skąd się biorą tak wielkie możliwości, finansowe i polityczne warunki, by Rosja uprawiała taką agresywną politykę informacyjną. A bierze się to z tego, że kraje takie jak Niemcy dostarczają zasobów finansowych władzom Federacji Rosyjskiej, kupując ropę i gaz. Właśnie dlatego pieniądze za gaz wracają jako rosyjskie dane…

Bez eksportu surowców reżim pasożytniczy nie byłby w stanie prowadzić tego gigantycznego i kosztownego przedsięwzięcia, jakim jest wojna informacyjna. Z Rosją wszystko mniej więcej jest jasne, oskarżanie tego systemu jest słuszne, ale nic nowego nie przynosi. Zmieniłbym perspektywę i spojrzał na kraje, które umożliwiają tę agresję, jednocześnie potęgując ekologiczną katastrofę.

Myślisz, że pandemia stwarza szanse na opamiętanie?

Jesteśmy w sytuacji, która może rozwijać się w różnych kierunkach. Zdaje się, że mała jest szansa na to, że system zreformuje się bez kryzysu, bez uderzenia z zewnątrz. Mówiąc „z zewnątrz” - mam na myśli tzw. aktorów nieludzkich. To, co się dzieje teraz na świecie, pokazuje, że społeczeństwa i obywatele okazali się w dużej mierze bezsilni wobec tego, co z planetą robił biznes, co robiły z nią państwa. Działania ludzi na rzecz ratowania planety okazały się za małe i przyszły zbyt późno. Społeczeństwo okazało się bezsilne wobec kryzysu. I zdarzyło się coś bardzo dziwnego - interwencja czynnika naturalnego.

Nie mówię oczywiście, że to „świadoma zemsta” planety i nie chcę mówić o jakiejś „pozytywnej roli” pandemii, tyle że wirus okazał się dużo skuteczniejszy w ochronie planety niż ludzkie działania. A reakcja ludzi na ten kryzys może być groźna. Być może sojusznikami tych, którzy chcą powstrzymać katastrofę klimatyczną, okażą się nie rządy czy organizacje międzynarodowe, lecz sama biosfera Ziemi, oddziałująca na nasze wysiłki. Trochę nieskromnie powołam się na ten swój własny ostatni esej tuż sprzed pandemii - pisałem tam, że autodestrukcyjny pęd rosyjskiej gospodarki energetycznej powstrzymała ostatnio sama planeta. W styczniu 2020 r. Gazprom obniżył wydobycie gazu ziemnego. Dlaczego? Nie powstrzymały go przed tym porozumienia paryskie ani działalność aktywistów, tylko niespodziewanie wysokie temperatury w miejscach wydobycia. W europejskiej części Rosji i na Syberii było za ciepło.