W ostatniej dekadzie firmy pracowały nad strategiami, dla których kamieniem milowym miał być rok 2020. Atrakcyjna symetria tej daty w połączeniu z wizualną wyrazistością czyni ją idealnym punktem docelowym dla szeregu ambitnych celów zakładających wzrost automatyzacji i nowe modele biznesowe prowadzące do wzrostu wydajności, szybkości i dobrobytu.

Rządy wielu krajów zainicjowały rewolucyjne zmiany, wspierając nowoczesne technologie i świat oparty na wiedzy jako jedyny realistyczny kierunek. W książce „SPEED no limits in the digital area” pisałem: „Rozpoczęła się czwarta rewolucja przemysłowa. Szykujmy się na jeszcze większe przyspieszenie.

Co nas czeka? Czy będziemy nadal się rozwijać, czy wszystko czeka smutny koniec? Winniśmy poprzeć optymistów czy pesymistów?

Jedno jest pewne: skończył się czas przemysłowych gigantów. Wielkie przemysłowe behemoty odchodzą do historii. Zaczęły je podgryzać mniejsze, zwinne organizmy, łatwiej adaptujące się do ery cyfrowej. Jest jak w czasach prehistorycznych, kiedy wyginęły dinozaury, zadławione dymem, który ogarnął planetę po zderzeniu z ogromną asteroidą. Przestrzeń położoną niżej, pół metra nad ziemią, zamieszkiwały małe ssaki, które z czasem podbiły lądy.

Teraz jesteśmy w podobnym momencie. Eksplozja informacyjna XX wieku całkowicie przeobraziła świat. Otacza nas chmura szumu i informacji, zbyt gęsta, by ją przyswoić. Zanim powstała, chcąc opanować nasze środowisko, stworzyliśmy technologie i nowe branże. Nauczyliśmy się podporządkowywać sobie siły natury i wynajdywać własne sposoby wytwarzania energii.

Ostatnie 250 lat to przede wszystkim ewolucja naszych umysłów, a wraz z nią naszych potrzeb, kreatywności, zdolności adaptacyjnych, zdrowia, długowieczności i bogactwa”.

Nie przewidziałem, rzecz jasna, pandemii COVID-19. W książce pisałem, że era wielkich przyspieszeń dopiero się zaczyna.

Niektórzy dochodzą do wniosku, że to, co dzieje się teraz, spowoduje wielką recesję, że zbiedniejemy i nie ma dla nas nadziei.

Tragedia, która nas dosięgła, kosztować będzie zapewne setki tysięcy, jeśli nie miliony istnień. Wielu z nas straci pracę i środki do życia. Międzynarodowe łańcuchy dostaw i produkcji, jakie znaliśmy 1 stycznia 2020 r., nigdy już nie będą takie same. Przewartościują się całkowicie nasze relacje społeczne. Rok 2020 zostanie nazwany przełomem w dziejach ludzkości.

Ale nie z powodu pandemii, tylko ze względu na SPEED i czwartą rewolucję przemysłową.

O pandemii pamiętać będziemy bardzo krótko. Zawsze tylko pokolenie dotknięte jakimś wydarzeniem doświadcza traumy i wspomina własną tragedię. Pamięć rychło przeminie. Zapomnimy. Zanim media zaczęły porównywać koronawirusa do pandemii grypy hiszpanki w latach 1918-20, tylko garstka ludzi pamiętała o tamtej strasznej chorobie, na którą zapadła jedna czwarta światowej populacji i która zabiła co najmniej 50 mln ludzi.

Jak w obecnym kontekście możemy szybko dojść do siebie po tak wielkim ciosie?

Będziemy zmieniać się tak szybko, że potrzebujemy przyspieszonego kursu uczenia się, musimy wskoczyć do pędzącego pociągu pozytywnego myślenia.

Strzeżmy się "wynalazków"

Gospodarka nie znosi próżni. Jako obywatele będziemy obserwować zachodzące wokół zmiany. Będą one błyskawiczne, bo inaczej niż podczas poprzednich kryzysów mamy teraz superszybką wymianę informacji. Dzięki internetowi i mediom społecznościowym nowy produkt lub usługa szerzą się jak pożar stepu. Każdego dnia będziemy bombardowani nowymi pomysłami, jak chronić się przed wirusem lub jak inaczej prowadzić biznes. Będzie też mnóstwo dezinformacji i fake newsów.

Cały świat pełen jest informacyjnego szumu. Ludzie nie znoszą niepewności. Kiedy dysponujemy nieprzydatnymi lub niekompletnymi danymi, wolimy informacje niepewne, ale pozytywne. Właśnie dlatego wierzymy w magiczne mikstury i cudowne leki na raka, które niosą nadzieję i pocieszenie.

Oto, co nas czeka. Zalew niesprawdzonych lub nie w pełni przetestowanych „wynalazków”. Lepiej zrozumiemy sytuację, jeśli zauważymy, że grupą najbardziej narażoną na COVID-19 są osoby starsze, a więc najbardziej podatne na manipulację. Dodajmy do tego, że nie wolno im kontaktować się z dziećmi i ludźmi bardziej racjonalnymi, a przepis na katastrofę gotowy. Tego nie unikniemy.

Mówiąc o potrzebie tworzenia innowacyjnych produktów i usług, chciałem zwrócić uwagę, że chodzi dziś nie tylko o sprawy podstawowe, ale także, skoro żyjemy w nowym dla nas stanie lęku, zaspokajanie potrzeb związanych z bezpieczeństwem – indywidualnych, społecznych, ekonomicznych, komercyjnych.

Istnieją pewne elementarne potrzeby biznesowe, którym zagroziła dziś pandemia, a które staną się filarem czwartej rewolucji przemysłowej, czyli świata po pandemii.

Pierwsza i najbardziej podstawowa to potrzeba prawdziwych i aktualnych informacji. Wiarygodne informacje zawsze miały ogromne znaczenie dla biznesu. Tysiące terabajtów na sekundę, które przetwarzamy, dają nam do ręki potężny instrument ich obsługi – przewidywania i zaspokajania potrzeb. Ale okazuje się, że jedyne wiarygodne dane pochodzą obecnie bezpośrednio i tylko z czujników. Zarówno tych, które zainstalowano w fizycznych urządzeniach, jak i danych obliczanych za pomocą sztucznej inteligencji, śledzących nasze konsumenckie zachowania w internecie. Wszystkie inne – deklaratywne – źródła danych okazały się nieefektywne, a nawet mylące.

Wielkie gospodarki można wprowadzić w błąd, nie tylko podając im fałszywe dane o liczbie zakażonych i zmarłych, lecz także manipulując informacją dla celów politycznych lub ekonomicznych. Jestem przekonany, że nowe łańcuchy wartości, produkcji, usług i handlu uruchomią wkrótce na masową skalę konieczność posiadania wiarygodnych źródeł danych i informacji.

W obliczu pandemii nasza prywatność staje się elementem systemu antykryzysowego. Śledzenie dóbr, osób i wszelkich usług przeniesie się z internetu do świata fizycznego. Internet przedmiotów i sztuczna inteligencja przestaną być zabawkami dla bogatych. Staną się, i to bardzo szybko, niezbędnymi narzędziami naszego codziennego życia i naszego biznesu.

Każdy dzień zaczniemy od prognozowania

Druga potrzeba to synchronizacja danych i ich wymiana w czasie rzeczywistym. Praca zdalna, nauka na odległość lub po prostu życie towarzyskie pokazały, jak słaba i krucha jest obecna infrastruktura telekomunikacyjna świata. Pandemia zmusiła nas do ograniczenia ilości przesyłanych między ludźmi treści. Co więcej, chmura jest obecnie jedynym sposobem zapewnienia racjonalnej prędkości komunikacji. To, co stwarza dziś problemy podczas wymiany plików między uczniami szkoły podstawowej lub studentami, wkrótce stanie się realnym problemem dla firm wciąż korzystających z „klasycznego” obiegu dokumentów. Szybkość świata wymusi synchronizację danych w chmurze i przetwarzanie ich z użyciem algorytmów AI.

To, co wydawałoby się dziś pożyteczne, stanie się za kilka miesięcy codziennością. Doskonałym przykładem jest centralny katalog zdjęć rentgenowskich płuc pacjentów z COVID-19 wprowadzony we włoskich szpitalach i wspieranie diagnozy lekarza za pomocą sztucznej inteligencji. Takie bazy danych gromadzą ledwie tysiące zdjęć pacjentów, mimo to skracają czas diagnozy z kwadransa do minuty. Zważywszy na kolosalną liczbę nowych przypadków, to ogromne przyspieszenie. I nikt tego nie zmieni – gromadzimy dane, synchronizujemy je i używamy AI do symulacji i diagnozy.

A skoro mowa o symulacji, prognozowaniu i diagnozie, ostatnie tygodnie pokazują, jak ogólnodostępne dane o zachorowaniach były używane z wykorzystaniem prostych narzędzi analitycznych – tak prostych, że może z nich korzystać każdy – zamieniając medyczną statystykę w „grę” użytkowników sieci społecznościowych bawiących się w prognozy i symulacje „co by było, gdyby...”.

Istnieją jednak potężne naukowe zastosowania dla tego, co wydaje się zabawą. Prognozowanie jest narzędziem codziennego użytku, które ostatnio zyskało bezprecedensową siłę. Obecnie wyniki symulacji powodują radykalne działania rządów – zamykanie granic, wstrzymywanie lotów, zamykanie miast i poddawanie kwarantannie milionów obywateli. Są wszechwładne – mogą przekonać nawet tak nieugiętych polityków jak Boris Johnson i Donald Trump, którzy w kilka dni zmienili zdanie na temat strategii zarządzania państwem.

Nie taki automat straszny, jak go malują

Ostatnią potrzebą jest powszechna samoobsługa. Umożliwiają ją robotyzacja, inteligentna automatyzacja i wytwarzanie przyrostowe, znane szerzej jako druk 3D. Podstawową potrzebą człowieka, powtórzę, jest eliminowanie niepewności. Podstawowym problemem biznesu (a także administracji państwowej i służby zdrowia) jest niemożność obsłużenia w krótkim czasie ogromnej liczby klientów.

Infolinie szpitali, instytucji edukacyjnych, policji i służb publicznych będą pod rosnącą presją. Osoby poszukujące informacji dzwonią i zadają podstawowe pytania, oczekując satysfakcjonujących odpowiedzi. To duży problem. Są jednak firmy, a nawet całe branże (jak banki czy telekomy), które jakiś czas temu wprowadziły formę samoobsługi wykorzystującej boty. Nie czeka się w kolejce, rozmawia się z maszyną jak z człowiekiem. Każdy z nas tego doświadczył wiele razy, choć może nie miał nawet świadomości.

Ta sama idea niesie „ocalenie” w innych obszarach, do czego już przywykliśmy. Korzystamy z oprogramowania telekonferencyjnego, robimy zakupy online z dostawą do domu. Cała transakcja zajmuje kilka sekund. Jedynym problemem są dostawy, które nie dotrzymują kroku rosnącemu popytowi. Ale wyobraźmy sobie, co by dziś było, gdyby nie digitalizacja i inteligentna obsługa. Niezależnie od tego, czy chodzi o prosty bot, czy o zaawansowany system zarządzania zamówieniami, ich zakres działania jest wszechstronny. W odróżnieniu od zamkniętych okienek na poczcie czy zatłoczonych SOR-ów.

Niekiedy mimo ogromnych nakładów na automatyzację i cyfryzację proces nie zostaje w pełni sfinalizowany. Czasem niepełna automatyzacja pozostawia wyspę nieefektywności. Właśnie jestem w takiej sytuacji. Mieszkam w Europie, ale poza Polską rozliczam również podatki w USA. Mogę pobrać i wypełnić deklarację, mogę ją wydrukować, ale złożyć ją muszę podpisaną osobiście. Czas ucieka. Nie mogę wysłać listu poleconego do USA. Są ważniejsze priorytety, gdy chodzi o korzystanie z przesyłek lotniczych. Nie mogę złożyć deklaracji online. Amerykański fiskus przesunął termin, więc nie dostanę kary, ale byłoby lepiej, gdybym mógł złożyć cyfrowy podpis.

Gdyby parę lat temu świat okazał więcej zaufania i podjął masową produkcję technologii druku 3D, moglibyśmy teraz tworzyć zdalnie części zamienne, których nie da się transportować konwencjonalnymi kanałami. Produkcja i transport wielu ważnych elementów utknęły w martwym punkcie. Wiele rzeczy rozbierzemy na części do wykorzystania (jak w przypadku samochodów na Kubie, których części służą do składania innych). Już wkrótce druk 3D całkowicie zmieni logistykę części zamiennych. Gdy dołożymy do tego drony i autonomiczne roboty transportowe, klasyczny system logistyki i transportu zmieni się w ciągu kilku miesięcy.

W ciągu ostatnich 250 lat potrzeby ludzi, firm i krajów niewiele się zmieniły. Od czasów pierwszej rewolucji przemysłowej mieliśmy pandemie i kryzysy gospodarcze. I tak będzie w obecnej epoce. W nowym świecie – w nowych warunkach i na nowych warunkach – kluczem do sukcesu będzie jak najszybsze zaspokojenie potrzeb.

Technologia podąża za nawykiem

Największym problemem wiążącym się z wprowadzaniem w życie innowacji jest opór. Ludzie boją się zmian. Boją się i unikają nieznanego, nieskłonni zmienić swoje zachowanie. Największą inwestycją w tworzenie nowego biznesu lub jego reorientację jest stworzenie warunków sprzyjających zmianie i nakłonienie ludzi do zmiany przyzwyczajeń. Perswazja i ćwiczenie, wymuszenie i nagradzanie. Ten kontredans zwykle trwa bardzo długo.

Już jakiś czas temu zauważono jednak, że najlepszym sposobem skłonienia ludzi do zaakceptowania nowej technologii jest dostosowanie jej do powszechnych czynności, do których są przyzwyczajeni. Przyzwyczajenie się do modelu samoobsługi jest proste. Wykorzystujemy najprostsze narzędzie, jakim jest oszczędność czasu i pieniędzy. Reszta dzieje się sama.

Kiedyś stacje benzynowe obsługiwał pracownik. Był powolny i drogi. Dzisiaj nalewamy sami, płacimy przez telefon i odjeżdżamy – SPEED. Wkładamy towary do koszyka i płacimy w kasie samoobsługowej, sami zamawiamy bilety lotnicze i rezerwujemy pokoje hotelowe – przez internet, często dostając zniżki, promocje za mile i oferty specjalne.

W innych obszarach życia nie da się równie łatwo znaleźć soczystej „marchewki”. Zmiana klasycznych systemów produkcyjnych lub logistycznych w fabrykach wymaga bardzo długiego czasu i jest kosztowna. Bardzo trudno jest przekonać szefa w fabryce, aby zamiast wózka widłowego obsługiwanego przez wykwalifikowanego, kosztownego pracownika można użyć autonomicznego robota. Przyzwyczajenie stanowi często barierę innowacyjności, a brak pomysłu na pracowników, na zmianę ich kwalifikacji, barierę etyczną. W obu obszarach dostrzegam duża rolę państwa oraz organizacji branżowych. Bez tej pomocy całe biznesy staną się po prostu niekonkurencyjne i wyparte zostaną przez szybsze, tańsze i bardziej innowacyjne.

Ale wtem przychodzi kryzys, pandemia. Strach obezwładnia wszystkich, pracownicy boją się przychodzić do pracy i kontaktować z innymi, a właściciele – robić interesy. Nie chcą być bezbronni, zastanawiają się, co robić. Właściciele uczą się jednak szybko. Zamiast wystawiać i wysyłać papierowe faktury, tworzą i wysyłają je elektronicznie w kilka sekund; zamiast przemieszczać zapasy magazynowe za pomocą załogowych wózków widłowych, wykorzystują autonomiczne wózki elektryczne. Założenie jest, że na chwilę, w czasie kryzysu. Ale te rozwiązania zostaną na zawsze.

Z własnej serwerowni dostaną informację, że pojawił się zainfekowany pracownik, że trzeba go poddać dwutygodniowej kwarantannie i że nie ma planu B. Uczą się od dzieci wykorzystujących chmurę do przesyłania dokumentów i robią to samo w swojej firmie. Skoro ludzie nauczyli się już składać zamówienia bez przedstawiciela handlowego, to być może da się go zastąpić inteligentnym botem?

Zmieniają się nasze nawyki. Z naszych preferencji wkrótce znikną opcje dostępne ledwie parę tygodni temu. To jest wielka szansa dla transformacji cyfrowej. Zmieniają swoje nawyki klienci, pacjenci i dostawcy. A to, paradoksalnie, początek technologicznej pandemii. Pandemii, która zaoferuje nowe technologiczne rozwiązania oparte na nowych nawykach. Nowe, lepsze, tańsze i efektywniejsze zamówienie zostanie zrealizowane dzięki chmurze, internetowi rzeczy, sztucznej inteligencji, mobilnym urządzeniom, łańcuchowi bloków, drukowi 3D, robotyce i ogólnie inteligentnej automatyzacji.

W epilogu mojej książki pisałem: „Oto zaskoczenie: SPEED to nie tylko prędkość. W typowej scenie z klasycznego westernu mężczyźni siedzą w barze i grają w pokera. Jeden z nich pokazuje pokera i sięga przez stół po wygraną pulę. Ten z przeciwka zrywa się, wyciąga broń i z szyderczym uśmiechem mówi: hola, hola... ja to biorę, jeśli nie masz nic przeciwko. Reguły gry się zmieniły.

Ściśle rzecz biorąc, to wbrew regułom. Każda gra ma określone zasady opisujące to, jak się wygrywa i jakie są ograniczenia. Ale wtedy przybywa ktoś lub coś sprawiający, że reguły przestają się liczyć. Właśnie dlatego koń nigdy nie miał szans z samochodem, a SPEED w epoce cyfrowej nie ma ograniczeń. Zmieni się wszystko. Jesteś gotowy czy wolisz nadal studiować wczorajsze reguły gry?

Patrzmy przed siebie i skupmy wzrok na drodze. Epokowa zmiana zbliża się do nas szybciej niż kiedykolwiek. Jedźmy bezpiecznie, ale nie zdejmujmy nogi z pedału gazu. Wjechaliśmy do świata ze znakiem SPEED…”.

W tym świecie SPEED to nie jest po prostu kolejny wybór. To świat bez wyboru. Jest tylko jeden sposób, aby działać dalej. Możemy rozpaczać, pogrążeni w kryzysie. Możemy zastanawiać się, co się stanie i jak się stanie. Ale możemy też odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jesteśmy gotowi czy nadal studiujemy wczorajsze reguły gry?”.

Od ciebie zależy, czy twoja firma się rozwinie, czy zbankrutuje. Masz wielką szansę i czas, by nauczyć się, jak to zrobić, poznać i zrozumieć współczesny świat i wreszcie odnaleźć nową drogę i pokonać „brudną kałużę” pandemii COVID-19. Kałużę, o której za parę lat wszyscy zapomną.

Największe potęgi gospodarcze rodzą się w dobie kryzysu. Kluczem jest szybkość. Spieszmy się więc, kształćmy, zmieniajmy siebie i wprowadzajmy zmiany. Motywujmy pracowników i partnerów. Wcielajmy w życie czwartą rewolucję przemysłową.

*dr Aleksander Poniewierski - ekspert od nowych technologii i ich zastosowania w biznesie. Pracuje w firmie doradczej EY (dawniej Ernst & Young). Autor książki „SPEED no limits in the digital era”.

Tekst ukazał się w serwisie LinkedIn, przełożył Jerzy Kondracki.